15

Granie w sieci jest świetne, ale to wciąż nie ten poziom frajdy, co wspólna zabawa na kanapie

Dziś wspólnie przy jednym telewizorze czy monitorze grają już chyba tylko pasjonaci. Większość producentów gier zupełnie zapomina o implementacji tego modelu rozgrywki, podzielony ekran odszedł trochę do lamusa. I choć to znak czasów, to wciąż staram się szukać tego typu tytułów - ale już nie do zabawy ze znajomymi, a do wspólnych sesji z dzieckiem.

Skoro już napisałem o tym graniu z dzieckiem, to przyznam, że wyjściem do tego felietonu są właśnie takie wspólne sesje. Czy granie to dobry sposób na rozrywkę dla dzieciaków? Niech każdy rodzic oceni to sam. Moim zdaniem nie ma w tym nic złego, jeśli opiekun wie w co i kiedy ów dziecko gra. A najlepiej jeśli bawią się przy grach razem, do czego gorąco zachęcam. Mamy za sobą kilka odsłon gier z serii LEGO i wspólne bieganie po wirtualnych światach wirtualnych klocków to świetnie spędzone chwile. Podobnie jak podzielony ekran i wspólne sesje przy Minecraft na PlayStation 4. Uwierzcie mi, ja – osoba, która MC nigdy nie lubiła i nie umiała się do niego przekonać siedzi i cieszy się przed ekranem jak dziecko. A moje dziecko cieszy się jeszcze bardziej, bo spędzamy razem czas i dzielimy pasję.

Granie w sieci jest fajne

Lubię grać w sieci, szczególnie jeśli jest to stała, zgrana ekipa. Przez kilka ostatnich lat takiej nie miałem i w sumie nie było mi z tym źle – dużo więcej czasu spędzałem przy grach jednoosobowych. Przy okazji Overwatch taka zgrana grupa się jednak trafiła i powiem szczerze…trochę mi takich wieczornych spotkań online brakowało. Jedna, dwie, trzy gry – wspólne posiadówy. Niby każdy mieszka w innym mieście, ale jakość połączeń głosowych w Imprezie na PlayStation 4 jest na tyle dobra, że można po prostu posiedzieć, pograć i porozmawiać. To miło spędzony czas, jednak moim zdaniem inna, a przede wszystkim gorsza forma wspólnego grania.

No bo co zyskujemy grając online?

Każdy ma swój ekran – monitor lub telewizor, nie musi dzielić go z innym graczem. I już pomijając nawet kwestie tego, że podzielony ekran jest mniej wygodny jeśli chodzi o skupienie się na grze, to  zwyczajne podglądanie nie ma tu racji bytu. Pamiętam jak dawno, naprawdę dawno temu grywaliśmy w Quake 2 na podzielonym ekranie na PSX. Na…uwaga, 14-calowym telewizorze. Prawdziwy hardkor, ale kompletnie nam to nie przeszkadzało, zabawa była przednia. Oczywiście oprócz wspomnianego podglądania ekranu drugiego gracza, wtedy zabawa trochę traciła sens.

I to w sumie tyle. Nie możecie zobaczyć miny towarzysza wirtualnej zabawy, nie zobaczycie jego reakcji – głos, szczególnie w słuchawkach to jednak coś zupełnie innego.


Co zyskujemy grając wspólnie na kanapie?

Największym miłośnikiem grania na jednym ekranie ze znajomymi jest u nas Kamil. Co jakiś czas opowiada o tego typu spotkaniach, chociażby przy SNES-ie i Mario Kart. Rozumiem, bo sam tak kiedyś spędzałem czas ze znajomymi, większość tych grających jednak mieszka gdzieś indziej (stąd spotkania online) lub porzuciła gry. Sam jednak wciąż uskuteczniam taki sposób wspólnego spędzania czasu z synem. Tak, jak wspomniałem, świetnie bawimy się przy grach LEGO i przy Minecraft na konsoli. Ostatnio przynajmniej pół godziny dziennie gramy wspólnie w 1-2 Switch. W życiu bym się za ten tytuł nie wziął sam, tymczasem z dzieckiem smakuje naprawdę dobrze.

No dobrze, ale co zyskujemy grając wspólnie na kanapie, bo o tym miało być. Przede wszystkim wspólną zabawę. To trochę jak rozmowa przez telefon, a rozmowa w 4 oczy. Wspólne oglądanie filmu rozmawiając przez telefon, a wspólne oglądanie filmu w kinie. Niby robicie coś ze znajomymi, a każdy z nich robi to osobno. Grając wspólnie na jednym ekranie, siedząc na jednej kanapie dzielicie te same emocje, bawicie się razem – nie obok siebie. Mamy w biurze PS4 i grywamy czasem w FIFĘ. To kompletnie inne emocje niż mecze z tymi samymi osobami online. Naprawdę, próbowaliśmy.

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Bo nowych gier z trybem zabawy na podzielonym ekranie jest coraz mniej i coraz mniej będzie. Z jednej strony pojawiają się ograniczenia techniczne i dla wąskiego grona odbiorców takiego wieloosobowego trybu szkoda po prostu pieniędzy i czasu na optymalizację gry na splitscreen. Z drugiej strony wspólna zabawa w sieci jest już tak popularna – i na PC, i na konsolach, że chyba naprawdę nikt już nie gra na jednej klawiaturze (ach te wspólne granie na PC w Mortal Kombat 2 i Mortal Kombat 3!) – na konsolach na pewno cześciej, chociażby w bijatyki. No właśnie, bijatyki – granie online kontra granie w mordobicia na kanapie to dwa zupełnie inne światy i nigdy nie potrafiłem cieszyć się walką przez internet. Za chwilę premiera Tekkena 7, a przecież cały czas można powalczyć w świetnych MK9 i MKX. Szkoda tylko, że bijatyki pojawiają się na rynku sporadycznie, a nawet niektóre FPS-y posiadające tryb podzielonego ekranu zaczynają z niego rezygnować.

Dlatego wspomnę jeszcze na koniec o Nintendo Switch, bo japoński koncern zawsze hołdował wspólnej zabawie, gdzieś obok siebie. I cieszę się, że powstał taki tytuł jak 1-2 Switch, który przypomina o tego typu wspólnym graniu, mam jednocześnie nadzieję, że podobnych gier będzie więcej. Tylko żeby były lepsze, bo wspomniany 1-2 Switch jest przeciętny.