122

YouTube ponownie mnie zaskoczył. Aż mi ręce opadły…

I mam dylemat. Z jednej strony YouTube'a można podziwiać za to, że stał się uniwersalną platformą wymiany treści wideo, dzięki której użytkownicy mogą uczyć się od siebie nawzajem, a z drugiej - mam cholerny ból dolnej części pleców z powodu rażącej niekonsekwencji w walce z nieodpowiednimi treściami. Bo jak hucpa w wykonaniu Magicala trwa w najlepsze, tak YouTube zdecydował się nałożyć karę na... Gracjana Roztockiego. Tak, na tego twórcę "od kupy".

Tak, można stwierdzić, że i jeden i drugi twórca na YouTube to „pajac”. Jeden tankuje się na wizji, robi głupie rzeczy tylko po to, aby widzowie przekazali mu datek (żebractwo 2.0?) i przy okazji potrafi jeszcze uderzyć kobietę (matkę!). Drugi? Podstarzały facet żyjący w swoim świecie, gdzie nie jest niczym zdrożnym ubrać tęczowe skarpetki, śpiewać nie do rymu i nie do taktu i mieć konwenanse daleko w poważaniu. Co ich łączy? YouTube podejmował już jakieś kroki względem Magicala, ale widocznie na nic się one nie zdały, bo ten dalej świetnie sobie radzi. W przypadku Gracjana w ostatnim czasie doszło do pewnego „przełomu” i okazało się, że za filmik sprzed 9 lat otrzymał on okresowego bana na transmisje. Dlaczego? Bo tak.

Gracjan Roztocki nieszkodliwy jest

Poza kontrowersyjnym stylem bycia, Gracjan to człowiek, który nie skrzywdziłby muchy, oddałby Ci swoje ostatnie tęczowe skarpetki i zapewne uraczył swoim wątpliwej jakości śpiewem. Daniel Magical? Z tym pewnie bawiłbyś się przedniej, zrobiłbyś z nim niesamowitą imprezę (oczywiście za Twoje pieniądze), może jeszcze spróbowalibyście damskiego boksu oraz obalania półlitrówki na hejnał. Powiem Wam szczerze, że trochę życia przeżyłem i choć miałem różne przygody, to wolałbym być kolegą Gracjana, niż gościa, który nie widzi nic w złego w tłuczeniu swojej matki (jakakolwiek by nie była, TO JEST MATKA!).

Podwójne standardy YouTube

YouTube jest w tej patowej moim zdaniem sytuacji na pozycji… wygranej. Spójrzmy na to z innej strony: jest opiniotwórczym, uniwersalnym i pożądanym na rynku medium. Koszt wejścia w tworzenie treści jest relatywnie niski – wcale nie trzeba mieć ogromnego zaplecza, niekoniecznie potrzebne są znajomości. Wystarczy mieć dobry (pożądany przez publikę) pomysł i odrobinę samozaparcia. Istnieje rynek również na takie filmy / transmisje, jakie tworzy chociażby Daniel Magical. Skoro ludzie go oglądają, to nie można tutaj mówić o braku popytu: już pal licho z tym kim są jego widzowie. W większości są to… dzieciaki, którym imponuje wychylanie „kociołka Panoramiksa” i bluzganie na wizji.

Ponad 270 tys. subskrypcji przemawia samo za siebie. Możemy jedynie ubolewać nad tym, że istnieje pewna grupa osób, którą „jara” robienie głupich rzeczy na filmach lub w transmisjach. Dopóki YouTube nie dostrzeże tego problemu, albo nie zbuduje odpowiednich procedur na takie okoliczności będziemy mogli tylko narzekać. Czy sami możemy cokolwiek z tym zrobić? Cóż… nie bardzo. Ja mogę tylko pisać artykuły. Wy możecie się z tym nie zgadzać. Zmiany muszą nastąpić „na górze”.

Problemem YouTube jest to, że stanowi swego rodzaju „masówkę” i trawią go te same problemy co niegdyś Facebooka. Pamiętacie liczne afery z nieodpowiednimi treściami w streamach u Zuckerberga? Głowiliśmy się nad tym, w jaki sposób doszło do tego, że widzowie mogli obejrzeć samobójstwa, gwałty, pobicia i nikt odpowiednio nie zareagował. To przeogromne problemy, w których trudno jest znaleźć najodpowiedniejsze wyjście – to wymaga naprawdę dobrego przemyślenia tematu, być może i zmianę dotychczasowych metod działania.

daniel magical youtube

A może problem YouTube ma wymiar ideologiczny?

Wiodąca ideologia w serwisie YouTube zakłada tolerancję, równość, wolność i… przy okazji podwójne standardy. Zostanę zlinczowany za to stwierdzenie, ale pewne systemy wartości są zwyczajnie faworyzowane przez YouTube, bo „tak stanowi poprawność polityczna”. Po raz kolejny podniosę ten przykład: nie jest mile widziane mówienie źle o Islamie, ale już nikt nie chce zrobić niczego z treściami obrażającymi Jana Pawła II (i mówię to jako człowiek absolutnie niereligijny, uwaga!). Tak, wiem, że według badaczy społecznych stanowi to upust swego rodzaju „przejedzenia” postacią tego wielkiego Polaka, niemniej nie powinno to być prezentowane w taki sposób. Do pewnych wartości trzeba mieć bezgraniczny szacunek.

YouTube jest wydawcą i zwyczajnie znajduje się w sytuacji uprzywilejowanej. To serwis de facto steruje tym co możemy oglądać, co jest mile widziane i co można w nim umieszczać – według własnego uznania. Szkoda tylko, że dotychczasowy sposób działania ma pewne luki. Pisałem dla Was jakiś czas temu o kanale „Wiem co ćpiem” i dalej jestem zdania, że decyzja co do tego tworu była nieprawidłowa, z pewnością zbyt pochopna. Autor kanału w dalszym ciągu walczy o możliwość kontynuowania swojej pracy, ale wydaje mi się, że google’owską machiną raczej nie wygra.

PornHub ostoją wolności

Pisałem również dla Was niedawno o przypadku youtuberów – specjalistów od broni palnej, którzy myślą o tym, by wynieść się na PornHuba, by ominąć zakaz umieszczania na YouTube materiałów dotyczących właśnie narzędzi, które mogą wyrządzić innym szkodę. Wszystko to miało związek z niedawnymi strzelaninami m. in. w szkołach. YouTube uznał, że nie ludzie, nie ich choroby są problemem, a broń, która jedynie wykonuje „rozkazy” człowieka. Dlatego też, promowanie tych narzędzi zostało objęte restrykcjami. A doskonale wiadomo o tym, że nie broń zabija, a człowiek.

youtube

Quo Vadis, YouTube?

Myśląc ostatnio o politycznej poprawności i całym szaleństwie z nią związanym zadawałem sobie pytanie: „dokąd to wszystko zmierza?” Po chwili złapałem się na tym, że rozpatrując tę kwestię spoglądałem wprost w pokrywę od przydomowego, betonowego szamba.

To napisałem w innym tekście na temat YouTube i mój punkt widzenia dalej jest aktualny. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nawet jeśli ten świat z powodu politycznej poprawności nie pogrąży się w zawartości „szamba”, to z pewnością obrana przez niego droga prowadzi „donikąd”. Media w tej kwestii mają ogromną siłę rażenia, bo to one kreują rzeczywistość. YouTube również – pewnie zdaje sobie sprawę ze swojej odpowiedzialności, ale jednocześnie – korzysta z niej bardzo źle.