26

W Dubaju wiedzą, co to rozmach: tamtejsza firma chce holować góry lodowe, by pozyskać słodką wodę

W dobie dynamicznego rozwoju startupów, pojawiania się setek kolejnych pomysłów na biznes, niewiele powinno nas dziwić. Dlatego nie napiszę, że zaskoczył mnie projekt firmy z Dubaju, która chce ściągać na Bliski Wschód wielkie bryły lodu. Co więcej: o podobnym pomyśle słyszałem już lata temu. Tyle, że to była amerykańska komedia i nawet w niej przedsięwzięcie było przedstawiane jako pozbawione sensu. Czekam jednak aż ktoś w końcu wprowadzi to w życie i sprawdzi, czy da się zrobić biznes na holowaniu lodowych molochów.

Góra lodowa większości ludzi kojarzy się pewnie z… Titanikiem? Mnie do głowy przychodzi piosenka Ałły Pugaczowej w wykonaniu Zająca z radzieckiej animacji, ale od dzisiaj będę też myślał o wizjonerach z Bliskiego Wschodu, konkretnie o firmie National Advisor Bureau Limited ulokowanej w Dubaju. Postawiła przed sobą naprawdę ambitny cel: ściąganie wielkich mas lodu dryfujących w Oceanie.

Gdy przeczytałem o tym pomyśle, przypomniał mi się film, który obejrzałem dziecięciem będąc: Miliony Brewstera. Główny bohater miał w krótkim czasie roztrwonić fortunę. Aby tego dokonać podejmował m.in. kiepskie decyzje biznesowe, a jedną z nich był… transport gór lodowych. Pech chciał, że inwestycja okazała się sukcesem i przyniosła bohaterowi zyski (a przecież nie o to chodziło). Pomysł nie pochodził jednak z tego filmu, mówiono o nim wcześniej, sprawę badano też po premierze. Okazuje się nawet, że ktoś poświęcił temu długie lata życia:

Przez 40 lat inżynier Georges Mougin opracowywał plan przesuwania gór lodowych w miejsca na świecie objęte suszą. Dziś wspierany przez międzynarodowych specjalistów i przy pomocy najnowocześniejszego sprzętu tworzącego symulacje 3D, chce wcielić swój plan w życie. Jego marzeniem jest przeciągniecie góry lodowej z wybrzeży Kanady na drugą stronę oceanu Atlantyckiego, zanim ta się stopi. [źródło]

Można? Można. Dlaczego zatem nie miałaby spróbować firma z Dubaju? „Łowy” miałyby być prowadzone w okolicach Wyspy Heard należącej do Australii, a położonej na południowym Oceanie Indyjskim. Plan wydaje się prosty: flota rusza na Południe, gdy pojawi się góra lodowa, następuje jej przechwycenie, a potem powolne holowanie do Zatoki Perskiej. To miałoby trwać kilka kwartałów, ale finalnie u wybrzeży pustynnego regionu pojawią się wielkie zasoby słodkiej wody w stanie stałym. Wystarczy ją roztopić i gotowe: z kranów popłynie arktyczna woda.

Według twórców, zniknie problem z wysokim kosztem odsalania wody, być może zmieni się klimat (chłodne powietrze, które przywędruje z bryłą lodu ma wywołać opady), pojawi się też atrakcja turystyczna (tym razem przypomina się film Rapa Nui). Skoro w tym regionie powstają wspaniałe drapacze chmur, skoro tworzone są sztuczne wyspy i pojawił się pomysł utworzenia góry na lądzie, to czemu nie spróbować z importem lodu?

Znawcy tematu przekonują, że powodów, by nie podejmować takiej próby, jest sporo: od prawnych, przez ekonomiczne i logistyczne, po środowiskowe. Wspomniana Wyspa Heard jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNECSO, jej dziewicze środowisko podlega ścisłej ochronie. Sam region jest ponoć wyjątkowo niebezpieczny i jeśli statkom udaje się uniknąć kolizji z górami lodowymi, mają problem ze sztormami. Trzeba wziąć pod uwagę, że góra lodowa niekoniecznie da finalnie wielkie ilości słodkiej wody, a i to pod warunkiem, że dotrze w całości do celu.

Jeżeli góra lodowa będzie zbyt mała, może się rozpaść lub stopić podczas holowania. Jeśli będzie zbyt duża, może ją porwać prąd głębinowy. Zresztą, duża góra wymaga odpowiednich jednostek do holowania. Koszty realizacji takich projektów mogą być astronomiczne. I chyba nikt ich nie zaryzykuje tylko po to, by sprawdzić sensowność pomysłu. Nawet w Dubaju. Może lepiej przeznaczyć te pieniądze na usprawnianie procesów odsalania, poprawę wydajności paneli solarnych i opracowywanie metod pozyskiwania wody z powietrza? Opcji jest pewnie sporo, mogą przynieść więcej korzyści, niż wyprawa po górę. Chociaż nie ukrywam, że chętnie obserwowałbym taką ekspedycję. Może kiedyś uda się sprawdzić, czy rzeczywiście jest to tak szalona idea…