18

Fact-check w polskiej wersji Google’a. Może w końcu przestaniecie się nabierać na fejkowe newsy

Kolejna firma zaczyna walkę z fake newsami. Teraz przyszła pora na Google. Nie robi tego jednak samodzielnie, a pomaga na innych. Będzie sukces?

Od ostatnich miesięcy 2016 roku, aż do teraz, nie można opędzić się od post-prawdy, fałszywych newsów czy — jak najczęściej się o nich mówi także u nas — fake newsów. Nie, nie pojawiły się dopiero wtedy. Po wyborach prezydenckich w USA nabrały jednak na sile i temat powrócił… jak bumerang. Jako pierwsza poważne działa w tej sprawie wytoczyła Wikipedia, banując jeden z brytyjskich brukowców. Nad sprawą pochylił się także Facebook. Tutaj obyło się bez wykluczania jakichkolwiek źródeł. Zamiast tego portal społecznościowy zaproponował specjalne oznaczenia, które ostrzegą czytelników, że zawarte w podlinkowanym tekście informacje prawdopodobnie rozmijają się z prawdą. A teraz o potwierdzone, zawierające wyłącznie prawdziwe informacje, zaczyna dbać także oglogle w swoich wynikach wyszukiwania. Chociaż może nie w stopniu, którego niektórzy by tego oczekiwali.

Jakie są działania Google w sprawie fake newsów?

Firma nie robi tego samodzielnie. Nie postawiła ani na żadne dedykowane AI, nie ma specjalnych algorytmów, ani zastępu pracowników którzy sprawdzają to i owo. Postanowili zdać się na usługi takie jak Scopes czy PolitiFact. W sumie organizacji walczących z fałszywymi informacjami które będą pomagać jest na tę chwilę 115. Wywołane wyżej z nazwy serwisy specjalizują się w weryfikowaniu informacji, jakie zamieszczane są w najrozmaitszych miejscach sieci. Od teraz wpisując frazy zarówno w tradycyjnej wyszukiwarce, jak i tej poświęconej newsom, przy wynikach widnieją informacje od wspomnianych serwisów. Widzimy autora który zajął się weryfikacją, a także jego stanowisko w tej sprawie: prawda, fałsz, większości prawda, większości fałsz itp.

Jednocześnie też firma wskazuje na to, że nie każdy wynik wyszukiwania będzie sprawdzanym. I jeżeli na pierwszej stronie nie znajdziemy satysfakcjonujących nas wyników, to warto pokopać głębiej. Możliwe, że lepszej jakości treści czekają na nas dalej. Google twierdzi, że werdykt związany z prawdomównością serwisów nie będzie wpływał na ich pozycję w wynikach wyszukiwania.

Trzeba uzbroić się w cierpliwość

Jak widać na załączonych obrazkach — nowości w Google’u powoli zaczynają być wcielane w życie. Wszystko to w tej chwili działa wyłącznie z anglojęzycznymi źródłami. Firma zapowiada, że planuje rozszerzyć zasięg monitorowania prawdy w sieci. Kiedy takie rozwiązania będą wspierały język polski? Tego jeszcze nie wiadomo.

 To ciekawa pomoc, ale sami też bądźmy czujni

Jakub pisał przed kilkoma dniami, że pierwszy kwietnia jest czasem, w którym ostrożnie podchodzimy do tego, co przeczytamy w sieci. Bardzo szkoda, że tak rzadko. Ale z weryfikowaniem informacji jest też jeden, zasadniczy problem: wymaga od nas uwagi i pożera kolejne cenne minuty. A kiedy chcemy tylko nadrobić zestaw wiadomości, kopanie głębiej na temat wszystkiego co się nawinie może być zbyt czasochłonne. Dlatego tak ważne jest znalezienie dobrych źródeł, ulubionych autorów i zasada ograniczonego zaufania.

Źródło