flagi unia europejska
118

Google ukarane przez Unię Europejską, musi zapłacić 2,42 mld euro

Spór między Google a Komisją Europejską ciągnie się już od kilku lat. Jego przedmiotem była usługa Google Zakupy, która były faworyzowana przez Google w wynikach wyszukiwania, przez co cierpiały inne porównywarki cen.

Przez te kilka lat było kilka wymian w postaci zapytań i próśb KE o wyjaśnienie mechanizmów, według jakich działa usługa Google Zakupy, na które Google udzielało swojego stanowiska. W ostatnim zapytaniu Komisji Europejskiej mogliśmy przeczytać o głównym zarzucie jaki wystosowała UE w stosunku do Google:

W opinii Komisji, Google promuje w wyszukiwarce swoje Google Shopping i odbywa się to kosztem konkurencji. Ta ostatnia przegrywa już na wstępie, ponieważ konsument w pierwszej kolejności zwróci uwagę na wyniki faworyzujące usługę korporacji z Mountain View. Na tym tracą i klient, który nie może mieć pewności, że otrzymał najlepszą odpowiedź dla swojego zapytania, i inne porównywarki. Celem jest zatem zrównanie Google Shopping z konkurencją w wynikach wyszukiwania.

Komisja Europejska nie uznała zeszłorocznych tłumaczeń Google za wystarczające, sprawę dalej analizowano. Unijna komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager wyraziła obawę, iż klienci nie otrzymywali najlepszych wyników wyszukiwania, lecz takie, jakie chciała im pokazać korporacja. Google wykorzystuje swoją dominujacą pozycję i faworyzuje własne usługi w ogólnych wynikach wyszukiwania. Komisja Europejska nie zgodziła się z argumentem, że porównania cen należy rozpatrywać razem z usługami platform sprzedażowych – np. Amazon i eBay. Zdaniem urzędników to oddzielne kwestie. Ale nawet gdyby razem rozpatrywać te dwa segmenty, to, zdaniem urzędników, działania Google są widoczne i szkodliwe, konkurencja jest osłabiana lub wręcz marginalizowana przez amerykańską korporację.

Google odpowiedziało, że w usłudze tej prezentuje wszystkie najlepsze możliwe w tej chwili produkty:

Jeśli wpiszecie tam „ekspres do kawy” albo „patelnia żeliwna”, będziemy chcieli od razu pokazać Wam sklepy, w których dostępne są te produkty, niezależnie od tego, czy wyniki wyszukiwania są naturalne, czy pochodzą z reklam. W ostatnich latach ulepszyliśmy format naszych reklam. Teraz są bardziej informacyjne: zawierają zdjęcia produktów, ich ceny i linki do sklepów. Na tym, że pokazujemy bardziej przydatne reklamy, zyskują wszyscy – my, nasi reklamodawcy, a przede wszystkim Wy, użytkownicy.

Ale jednocześnie przyznali, że zdają sobie sprawę, kto na tym traci, czyli inne porównywarki cenowe.

Gdy zmienia się rynek, nieuniknione są też zmiany wśród konkurujących na nim podmiotów. Dane pokazują, że garstka witryn umożliwiających porównywanie cen, które złożyły skargi na ograniczanie konkurencyjności, nie jest dobrym odzwierciedleniem rynku. W internecie są setki porównywarek cen. W ciągu ostatnich dziesięciu lat na niektórych z nich ruch się zwiększył, gdzie indziej zmalał. Niektóre porównywarki zniknęły z rynku, inne dopiero się na nim pojawiły. Ten rodzaj dynamicznej konkurencji jest niezaprzeczalny. Szeroko pojęta reklama w internecie rozwija się bardzo szybko, a firmy takie jak Facebook, Pinterest i wiele innych ciągle redefiniują pojęcie “łączenia” sprzedających z kupującymi.

Tłumaczyli to jednak dobrem użytkowników i prezentowaniem najlepszych produktów.

Zrewidowane zgłoszenie zastrzeżeń sugeruje, że nie powinniśmy używać wyspecjalizowanych algorytmów do wyróżniania tych reklam sprzedawców, które według nas najlepiej pasują do zapytań użytkowników, ale zamiast tego mielibyśmy wyróżniać reklamy porównywarek. Dostajemy jednak informację zwrotną od użytkowników za każdym razem, kiedy korzystają z naszych usług i ich kliknięcia jasno wskazują nam, że nie tak chcą robić zakupy. Zmuszanie nas do tego, byśmy przekierowywali więcej kliknięć na porównywarki cen, byłoby faworyzowaniem witryn, które są mniej przydatne dla użytkowników.

Te i inne wyjaśnienia Google na nic się zdały, Komisja Europejska ukarała Google za te praktyki i muszą zapłacić 2,4 mld euro kary. Margrethe Vestager tłumacząc tę decyzję, pochwaliła Google za wymyślenie wielu innowacyjnych produktów i usług, jednak uznając, że w przypadku Google Zakupy, Google nadużyło swojej dominującej pozycji na rynku, poprzez promowanie własnego serwisu, kosztem innych porównywarek, co jest nielegalne w świetle prawa ochrony konkurencji.

google shopping

Google po zapoznaniu się z decyzją Komisji Europejskiej zapowiada złożenie odwołania.

Źródło: The Verge.

Photo: sashk0/Depositphotos.

Aktualizacja 14:40

Po naszej publikacji dostaliśmy na email komentarz głównego radcy prawnego Google, do powyższej decyzji KE.

Kent Walker, wiceprezes, General Counsel, Google:

Robiąc zakupy online, chcesz znaleźć interesujące cię produkty szybko i łatwo. Reklamodawcy chcą te same produkty promować. Dlatego Google wyświetla reklamy zakupowe („shopping ads”), łącząc użytkowników z tysiącami dużych i małych sprzedawców.

Uważamy, że decyzja Komisji Europejskiej dotycząca zakupów online, nie docenia wartości, jaką niosą ze sobą te szybkie i łatwe połączenia. Chociaż niektóre witryny porównujące produkty chcą, by Google pokazywał je w bardziej widocznym miejscu, nasze dane wskazują, że użytkownicy preferują linki, które kierują ich bezpośrednio do produktu, którego potrzebują, a nie do witryn, na których muszą dokonać ponownego wyszukiwania.

Jesteśmy zdania, że nasze aktualne wyniki wyszukiwania produktów („shopping ads”) są znacznie bardziej użyteczną i ulepszoną wersją reklam sprzed dekady, zawierających wyłącznie tekst. Wyświetlanie reklam, które zawierają zdjęcia, oceny i ceny, działa z korzyścią dla nas, naszych reklamodawców, a przede wszystkim dla naszych użytkowników. Pokazujemy je tylko wtedy, gdy z Waszych opinii wynika, że są one istotne. Tysiące europejskich sprzedawców używa takich reklam, by konkurować z większymi firmami jak Amazon czy eBay.

Gdy Komisja pyta, dlaczego niektóre z serwisów porównujących ceny nie radziły sobie tak dobrze jak inne, uważamy, że powinna przyjrzeć się wzrostowi popularności wielu innych witryn w tym czasie – włączając w to platformy takie jak Amazon i eBay. Ze swoimi narzędziami do porównywania, milionami sprzedawców i szeroką ofertą – od butów po zakupy spożywcze – Amazon jest potężnym konkurentem i stał się miejscem pierwszego wyboru dla wyszukiwań produktowych. Konkurujemy z Amazonem i innymi witrynami zawierającymi wyszukiwania związane z zakupami, pokazując jeszcze bardziej użyteczne informacje o produktach.

Gdy używasz Google do wyszukiwania produktów, staramy się pokazać Ci to, czego szukasz. Taka możliwość nie polega na faworyzowaniu nas czy jakiejkolwiek innej witryny czy sprzedawcy – to rezultat ciężkiej pracy i stałej innowacji, opartej na informacji zwrotnej od użytkowników.

Biorąc pod uwagę przedstawione fakty, z szacunkiem, ale nie zgadzamy się z ogłoszonymi dzisiaj wnioskami. Dokonamy szczegółowej oceny decyzji Komisji, rozważając odwołanie się od niej i oczekujemy kolejnych możliwości przedstawienia naszych argumentów.