Niemal za każdym razem, gdy zamykany jest serwis żyjący z promowania linków do treści objętych prawami autorskim, pojawia się kontrargument, że przecież to samo robi Google. Wygląda na to, że argument ten trafia nie tylko do przeciwników antypirackich kampanii, ale również do organizacji, które tą walką się zajmują.

Wczoraj pojawił się bardzo ciekawy artykuł w TheGuardian o tym, że brytyjskie organizacje zajmujące się ochroną praw autorskich w dokumencie skierowanym do rządu „skarżą” się o to, że Google i Bing utrudniają dostęp klientów do legalnych treści online – czytaj: użytkownik poszukując filmu zostaje zalany wynikami wyszukiwania kierującymi go do serwisów z nielegalnie udostępnianymi treściami (ciekawa retoryka, prawda?).

Tezę podparto wyliczeniami: 16 na 20 wyników wyszukiwania w Google w przypadku muzyki to linki do pirackich serwisów, w przypadku książek to 40% pierwszej strony. Ha, trudno nie przyznać im racji – sam postanowiłem sprawdzić, jak to wygląda, i wpisałem w wyszukiwarkę „nothing else matter Metallica mp3” i oto, co mi wyszło:

 

Wprawdzie Google współpracuje z organizacjami w celu przesiewania wyników wyszukiwania, jak czytamy, tylko w zeszłym roku usunęło 5 milionów elementów z wyszukiwarki kierujących do nielegalnej muzyki, wydając na to w sumie ponad 80 milionów dolarów. Ale nie oszukujmy się, jest to wojna z wiatrakami. Tę świadomość ma zarówno Google, jak i organizacje zarządzające prawami autorskimi.

Dlatego zwróciły się do brytyjskiego rządu z szeregiem propozycji, w tym z utworzeniem specjalnego organu, który pomagałby w usuwaniu z wyszukiwarek pirackich treści. Chcą też, aby Google bardziej zaangażowało się w uporządkowywanie swojego podwórka, również, jeżeli chodzi o Androida, a także zaprezentowały całą litanię życzeń: chcą, aby strony, które udostępniają pirackie treści miały niższe rankingi w wynikach wyszukiwania, zaś strony z „certyfikatem legalności” były promowane, żądają zaprzestania indeksowania stron, które mają na swoim koncie wyroki sądowe, poprawienia mechanizmów znajdywania i ściągania pirackich stron z wyników wyszukiwania. Google powinno również zapewnić, że użytkownicy nie będą wchodzić na strony z nielegalnymi treściami zachęceni wynikami wyszukiwania, a strony takie nie będą reklamowane (również poprzez mobilne aplikacje).

Lista jest spora i nierealna. To znaczy, Google zapewne znalazłoby sposoby techniczne, aby spełnić część owych postulatów, ale po pierwsze, oznaczałoby to dla tej firmy „spore” koszty, po drugie, Google musiałoby dużo aktywniej obserwować sieć i to, co w niej robimy i trudno nie dojść do wniosku, że spełnienie tych postulatów mogłoby oznaczać nawet pewne formy inwigilacji.

Z dość oczywistych względów Google nie pójdzie na to, gdyż spełnianie tych czy im podobnych propozycji sprawiłoby, że odwróciliby się prędzej czy później od nich użytkownicy, a bez nich nie ma reklam, a bez reklam nie ma Google. Pytanie tylko, gdzie przebiegać będzie linia demarkacyjna między żądaniami organizacji zarządzającymi prawami autorskimi, a podmiotami takimi, jak Google?

Na razie przypomina to swoisty taniec z diabłem. Organizacje te wiedzą, że Google to zbyt potężna firma, aby dało się ją „spacyfikować”, zaś Google wie, że musi iść na ustępstwa, aby nie być nękanym pozwami, ale nie zamierza przecież pozbawiać się zarobku. Poza tym firma ta chce sprzedawać legalne treści przez swoje usługi, jak nie dogada się z tego typu organizacjami, to po interesie. Obie strony więc mają świadomość, że nie są w stanie zmienić diametralnie sytuacji, a wszystko to jest walka o kolejny przyczółek.

Ta nieustanna walka, którą obserwujemy przecież nie od dziś, o kontrolę nad przepływem treści w sieci, wydaje się nie mieć końca, a jej skutki są nie do przewidzenia. Na dwóch biegunach sporu istnieją dwa skrajne rozwiązania – liberalizacja praw własności intelektualnej połączona z wypracowaniem nowych modeli biznesowych lub totalna kontrola przepływu informacji w sieci i „zamykanie” Internetu. Ta druga opcja wydaje się mało realna, mimo że na razie większość prawnych rozwiązań idzie właśnie w tym kierunku.

Fota [1],[2]

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:
  • http://lembol.wordpress.com/ Łukasz

    Hm, skoro chcą usuwać z Google pirackie treści, to ja się pytam w jaki sposób będą szukać piratów w sieci?

    • Lex

      Na filestube albo watchseries

  • https://plus.google.com/108210938128443928484 bimas

    Może kilka pytań z mojej strony:
    1. Skąd Google ma wiedzieć która strona jest legalna, a która nielegalna?
    2. Dlaczego serwisy, takie jak np. YouTube czy SoundCloud mają być karane za działania użytkowników?
    3. Dlaczego organizacje antypirackie zwalają czarną robotę na firmy trzecie zamiast samemu zająć się ochroną własnego biznesu?! Jest masa narzędzi do śledzenia [legalne]… to aż takie trudne?
    4. Dlaczego legalny użytkownik musi się tym wszystkim przejmować?

  • zdenek

    Google to jedna wielka spamiarka korzystajac z pracy i tresci innych. Sprobojecie odpalic sajt, na ktorym bedzie mozna wyszukac nielegalne pliki :) Zobaczycie co sie stanie. Tak BTW gdyby weszla ACTA Google dostaloby mocno po tylku :)

  • Dudzin

    A co ma wyszukiwarka do piracenia. To, że podają jak na tacy pliki do ściągnięcia nie znaczy, że zachęcają mnie do ściągania. To moja decyzja czy skorzystam z tych wyników legalnie czy nie.

  • wjgfgjd

    to znaczy co youtube jest nielegalne, tam także jest metalica srika ?

  • sdfbvsdfv

    1. Skąd Google ma wiedzieć która strona jest legalna, a która nielegalna?

    to moze zaczna sie pytac kazdego tworcy strony czy chce byc w przegladarce :) ostatecznie takie google jest potega bo sobie bezkarnie indexuje www jak chce

    2. Dlaczego serwisy, takie jak np. YouTube czy SoundCloud mają być karane za działania użytkowników?

    nie maja, maja natychmiast reagowac na lewy stuff, ktory zglaszaja ludzie im, nie musza szukac

    3. Dlaczego organizacje antypirackie zwalają czarną robotę na firmy trzecie zamiast samemu zająć się ochroną własnego biznesu?! Jest masa narzędzi do śledzenia [legalne]… to aż takie trudne?

    nie zwalaja, do megauploadu wysylali infa z lewymi sprawami, okazalo sie ze megaupload kasowal tylko linki a content byl pod innymi ten sam

    4. Dlaczego legalny użytkownik musi się tym wszystkim przejmować?

    a ma? idziesz kupujesz, masz w dupie, nie widze przejmowania sie

    • https://plus.google.com/108210938128443928484 bimas

      Ad 2. Skąd taki serwis ma wiedzieć czy zgłaszany materiał faktycznie jest udostępniany nielegalnie? Przecież aż prosi się o nieuczciwą konkurencję, która zgłasza legalne materiały promocyjne [np. piosenki] innego artysty, swojego konkurenta…

      Ad 3. MegaWorld nie został zamknięty za nielegalną działalność. Został zamknięty wraz z zatrzymaniem właściciela, a zatrzymanie dotyczyło innej działalności.

      Ad 4. Dzięki piractwu ceny wzrastają. Ogranicza się też możliwość kupna. Zakupiony materiał posiada limit urządzeń, na których możesz go odtworzyć. Dodawane są materiały reklamowe do przedmiotu zakupu. Legalny użytkownik też chce wymieniać się plikami – legalnymi. Dlaczego więc jest to ograniczane? Nawet jeśli ktoś posiada licencję na udostępnianie/powielanie to i tak plik zostanie usunięty, a potem trzeba wsadzać ponownie i ponownie – czyli legalność ponownie ograniczona…

    • http://www.zdrowy-web.pl zdrowy-web.pl

      “1. Skąd Google ma wiedzieć która strona jest legalna, a która nielegalna?

      to moze zaczna sie pytac kazdego tworcy strony czy chce byc w przegladarce :) ostatecznie takie google jest potega bo sobie bezkarnie indexuje www jak chce”

      Jeśli nie chcesz być zaindeksowany w G to nie będziesz. Wystarczy w metadanych wpisać odpowiednie info.

      “2. Dlaczego serwisy, takie jak np. YouTube czy SoundCloud mają być karane za działania użytkowników?

      nie maja, maja natychmiast reagowac na lewy stuff, ktory zglaszaja ludzie im, nie musza szukac ”

      Każde zgłoszenie i tak musi rozpatrzyć pracownik np YT. Poza tym ostatnio była sytuacja gdzie zablokowali piosenkę (promującą megaupload) gdzie nie mieli do niej praw – czyli nadużycia.

      “4. Dlaczego legalny użytkownik musi się tym wszystkim przejmować?

      a ma? idziesz kupujesz, masz w dupie, nie widze przejmowania sie”

      No tak, ale jeśli Ty masz stronę, która umożliwia zamieszczanie linków, zdjęć, filmów muzyki to nawet jeśli nie jest głównym celem piracenie na tej stronie to i tak musisz się stresować bezsensownie.

  • bagel

    Skad Google ma wiedziec jaki serwis jest legal lub nie? Kiedys robilem Google Quality Rating dla Google przez 6 miesiecy. Na poczatku bylo fajnie ale pozniej w zasadzie trzeba bylo pilnowac godzin.

    Pewnie beda robic to samo poniewaz komputer/maszyna nie jest w stanie sprawdzic czy content na stronach jest ok.

    Jest mi obojetne czy filmy, muzyka i filmy beda dostepne w internecie. Wynika to pewnie z tego ze mam netflixa etc. Zupelnie inaczej zapatruje sie na ksiazki.

  • anemus

    Konkluzja autora jest słuszna – dwadzieścia lat prawo się zaostrza gnębiąc bogu-ducha winnych obywateli w imię wątpliwych praw, a raczej coraz to nowych przywilejów bardzo wąskiej i nic nie wnoszącej do rozwoju społeczeństwa/państwa/gospodarki (a właściwie działającą na podstawowe zasady współżycia leżące u podstaw państwa jako takiego – w ich wyznawanych przez nich zasad ściąganie podatków to przecież zbrodnia bo “zabiera im/nam zyski” dla dobra innych ;> ) grupy interesów, która jak pokazuje rzeczywistość sama w sobie jest patologią z założenia (nikt mi nie wmówi że koncepcja i praktyka działania RiAA czy ZAiKS-u to coś “naturalnego” i “uczciwego” – mnie to raczej kojarzy się z mafią swego czasu wymuszającą haracze na rynku w Krakowie). Co gorsza rosnące w gigantycznym tempie koszta ochrony interesów tej bardzo wąskiej grupy ponosimy prawie wyłącznie my, obywatele oraz firmy z nimi nie związane.
    Wszystko to pokazuje, że jedynym możliwym wyjściem z tego szalonego tańca jest liberalizacja prawa autorskiego, a właściwie powrót do standardów z przed skrajnej patologizacji tego rynku przez “organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi” i koncerny “produkujące” treści audio-wizualne.

  • http://24bcn.com/ barcelona

    po wprowadzeniu ACTA i SOPA, google powinno być pierwszym zamkniętym serwisem :) paranoja!

  • http://animowany.pl animowany

    Przechodzimy z absurdu a’la Monty Pyton, do absurdu a’la Bareja.

  • http://www.zdrowy-web.pl zdrowy-web.pl

    Jak zwykle zyskają na tym tylko nieliczni. Nawet w grupie artystów będzie to tylko nieliczny wycinek tej grupy, którzy są reprezentowani przez te największe fabryki rozrywki.

    Ręczne zmiany SERPów już bywają, ale co jeśli ktoś wpisze “Michael Jackson” i ja prowadzę np super stronę o nim, gdzie linkują z całego świata, PR8, kilka tysięcy podstron i mimo wszystko na siłę będą wrzucać na kilka pierwszych miejsc jego piosenki z jakichś serwisów, do których nikt nie linkuje?

    Wyniki centralnie sterowane na pewno źle się skończą dla G.

    Zamiast pieniądze na prawników niech wydadzą na gości od SEO to by się znaleźli w Top10.