18

Godzilla na Netflix mogła być hitem, a okazała się rozczarowaniem

Można nie być fanem anime czy japońskiego kina, ale ryku Godzilli trudno nie znać. Tym bardziej ucieszyłem się na wieść o tym, że sam Netflix przygotowuje animację z wielkim, popularnym stworem. Niestety tym razem nie wszystko się udało.

Netflix to miejsce, w którym można bez problemu znaleźć fajne anime. Animacji jest tam coraz więcej, dlatego lista którą swego czasu dla Was przygotowałem szybko się zdezaktualizowała. Super, że w serwisie pojawiają się nowe tytuły, super że Netflix sam inwestuje w ich produkcję. Nie ukrywam, że od dawna chciałem obejrzeć dobre anime opowiadające historię najpopularniejszego kaijū w historii. Tak, chodzi o Godzillę.

Wygnani w kosmos

Godzilla: Planeta potworów opowiada historię wielkiego stwora w sposób zupełnie inny niż miało to miejsce do tej pory. Nie zabiera nas do Tokio, nie patrzymy jak Godzilla wychodzi z wody siejąc zniszczenie lub likwidując innego potwora, który terroryzuje okolicę. I za to dla Planety potworów największy plus, udało się bowiem ugryźć ten ograny temat z innej strony. Poznajemy historię grupy kosmicznych rozbitków, którzy musieli uciec z rodzimej Ziemi i szukać nowego domu. Wszystko z powodu Godzilli, z którą ludzkość nie była sobie w stanie poradzić, mimo wykorzystania arsenału atomowego. Postanowiono więc wybudować ogromny statek kosmiczny i uciec w poszukiwaniu nowej planety do zasiedlenia. Po 20 latach okazało się jednak, że nie jest to możliwe, a zgromadzone surowce nie pozwolą ludzkości przetrwać. Zapada więc ryzykowna decyzja o powrocie na zieloną planetę. Powinienem raczej napisać – decyzja o odbiciu Ziemi z rąk ogromnego gada.

Kiedy zdeterminowaniu uchodźcy docierają do swego dawnego domu okazuje się, że podczas ich nieobecności nie minęło wcale 20, a 20 tysięcy lat i Ziemia zmieniła się nie do poznania. Czy w nieznanych warunkach, na planecie opanowanej przez nieznane stwory uda się pokonać dawnego wroga i wyrwać z jego śmiercionośnych łap ukochany dom?

Klasyczna kreska i CGI

Wizualnie trudno filmowi cokolwiek zarzucić. Podoba mi się kreska – jest dokładna, a jednocześnie ponura, co podkreśla ciężką atmosferę produkcji. Już na pierwszym zwiastunie było widać, że twórcy posiłkowali się CGI – i tu mogło wyjść różnie. Na szczęście obie techniki udało się spójnie i zgrabnie połączyć, choć niestety zdarzają się sytuacje, kiedy postacie wypadają nienaturalnie. Najlepiej na komputerowej animacji wyszła sama Godzilla – doskonale udało się ukazać jej rozmiar, na czym bardzo skorzystała dynamika starć. Całość doprawiono instrumentalną ścieżką dźwiękową, dzięki czemu do warstwy audiowizualnej trudno się przyczepić. Na Planetę potworów przyjemnie się patrzy, to naprawdę ładna animacja.

Historia opowiedziana po łebkach i niewykorzystany potencjał Godzilli

Produkcja Netfliksa nie celuje w hardkorowych miłośników mangi i anime. To materiał uniwersalny, który spokojnie obejrzą widzowie z USA czy Europy. Na szczęście wciąż czuć tu ducha japońskiej animacji i mimo uniwersalności obrazu udało się zachować charakterystyczne dla anime cechy. Kuleją natomiast dwie rzeczy – opowieść i tytułowy potwór.

Nie wykorzystano potencjału pokazanych na ekranie bohaterów – po seansie pamiętałem tylko jednego z nich, a to za mało. Podczas walki ginęli ludzie, a ja kompletnie się tym nie przejmowałem – nie udało mi się ich poznać nawet minimalnie, więc nie zawracałem sobie tym głowy. Niestety nawet główny bohater, będący niejako motorem całej opowieści został pokazany pobieżnie i poza trochę niezrozumiałą chęcią zemsty za odebranie mu rodzimej planety twórcom nie udało się go przedstawić. Koniec końców ja – czyli widz – nie byłem w stanie się z nim utożsamić.

To może chociaż Godzilla? Niestety nie. Tu również zabrakło czasu na odpowiednie pokazanie kaijūm wyjaśnienie jego pochodzenia czy intencji, które nim kierują. Kompletnie nie udało się wykorzystać potencjału historii i wyjaśnić skąd w zasadzie wzięła się Godzilla. Kilka informacji o tym, że ludzie próbowali walczyć z potworem to za mało. Doceniam powrót do wizji potwora, który niszczy wszystko na swojej drodze, ale to znów temat przez twórców jedynie liźnięty. Boli to o tyle mocno, że anime potrafiło rozwodzić się nad jednym detalem w ciele stwora, a pominąć wiele ciekawszych aspektów Godzilli. Więc tak, po sensie czułem niedosyt, chciałem więcej – niestety nawet jeśli cała produkcja to serial (a wiele na to wskazuje), pierwszy odcinek zamiast zachęcić – zraził.

Werdykt

Po półtoragodzinnym seansie animowanej Godzilli w serwisie Netflix nie czułem, że zmarnowałem czas. Twórcy zmarnowali natomiast potencjał zarówno opowieści jak i kultowego już potwora. Oczywiście odbiór Planety potworów może ulec zmianie kiedy w serwisie pojawią się kolejne odcinki – co sugeruje chociażby oznaczenie materiału w katalogu – C1:01 Planeta potworów. Myślę jednak, że na to jest już za późno – cały sezon powinien być wypuszczony w całości. Tymczasem dostaliśmy historię opowiedzianą “po łebkach” z potworem, którego pochodzenia czy intencji nie udało się wyjaśnić. W tym kontekście to duże rozczarowanie, którego się nie spodziewałem. Bo jako sama animacja, Godzilla jest w porządku, dynamika starć została poprowadzona bardzo dobrze, podobnie jak kreska i romans z CGI. Ale co z tego, skoro zawodzi zarówno fabuła. bohaterowie, jak i sama Godzilla?