76

Gimnazjum do śmietnika. Wraz z nim nie zniknie „gimbaza” – po prostu zmieni nazwę…

Prezydent podpisał ustawy reformujące system edukacji, a to oznacza, że zmieni się struktura polskich szkół, w miejsce gimnazjum wrócą stare rozwiązania. Ta decyzja musiała wywołać dyskusje i nie wynika to jedynie z politycznych przepychanek - mówimy o oświacie, która powinna stanowić jeden z filarów sprawnie funkcjonującego państwa. Tyle, że ta dyskusja niczego nie zmieni, klamka zapadła. Będziemy płakać po uśmiercanym systemie?

Gimnazjum od początku istnienia wywoływało kontrowersje. Wiem o tym doskonale, należałem do pierwszego rocznika, na którym „testowano” to rozwiązanie. Tak, należę do słynnej gimbazy, chociaż dobijam trzydziestki. I przy okazji wczorajszej decyzji Prezydenta Dudy zacząłem się zastanawiać nad sensem nadchodzącej reformy.

Z jednej strony dziwi mnie trochę to, że wiele osób broni dzisiaj gimnazjum, chociaż wcześnie na nie narzekało. Dopatruję się w tym po prostu niechęci do obecnego obozu rządzącego. Wcześniej wyszydzano zmiany, które likwidowały ośmioletnie podstawówki, teraz okazuje się, że reforma oświaty z końca XX wieku jednak miała sens. Z drugiej strony doskonale rozumiem argumenty przeciwników zmian: można coś naprawiać, ale to nie musi oznaczać totalnej demolki przeprowadzanej w ekspresowym tempie. Politycy mówią o ratowaniu polskiej szkoły o tym, że liczy się dobro dzieci, ale ich działania temu przeczą. Rewolucja na tym polu może tylko zaszkodzić, kolejne kilka-kilkanaście lat to pewny bałagan.

W internetach nie brakuje żartów na temat likwidacji gimnazjum, wiodą te dotyczące utraty audytorium. Ofiarami reformy mają być m.in. jutuberzy, Wykop, Janusz Korwin-Mikke, Snapchat – pewnie każdy trafił na te dowcipy. Nie będzie gimnazjum, nie będzie gimbazy, nie będzie problemu. I każdy lub prawie każdy stwierdzi, że coś w tym jest. Bo przecież straszna ta dzisiejsza młodzież. A kiedyś było inaczej, kiedyś było lepiej. Tyle, że młodzież zawsze jest „straszna”, konflikt pokoleń trwa od starożytności.

Kiedy ja chodziłem do szkoły, też na nas narzekano, nie brakowało głosów, że widać po tych ludziach destrukcyjny wpływ gimnazjum, szkodliwej reformy. Stracone pokolenie? Nie sądzę. Wśród znajomych mam elektryków, lekarzy, prawników, sprzedawców, inżynierów, architektów, budowlańców, górników, nauczycieli. Powyżej albo poniżej normy? Nie sądzę – przedstawicieli tych zwodów znajdziemy w każdym pokoleniu. Moi rówieśnicy założyli lub niedługo założą rodziny, niektórzy mają już kilka pociech. Pracują, biorą kredyty, kupują mieszkania, jeżdżą na wakacje. Część wyjechała na stałe, czasem mieszkają na drugim krańcu świata.

Podobnie będzie pewnie z dzisiejszą „gimbazą”. Teraz się z niej śmiejemy, ale za 15 lat ci ludzie będą na miejscu moich rówieśników (prawdopodobnie). Można oczywiście założyć, że na starszych nie oddziaływał aż tak destrukcyjnie Internet, że tym razem jest inaczej, bo to potężne medium stwarza nie tylko szanse, lecz także zagrożenia, a młodzież się w nie pakuje. Prawda jest jednak taka, że wcześniej istniały inne zagrożenia. Bo jak głosi stare porzekadło: złe czasy są zawsze. Gimnazjum ma z tym niewiele wspólnego…

Czy reforma systemu edukacji sprawi, że będzie lepiej? Nie sądzę. Starsi nadal będą narzekać na młodszych (i odwrotnie). Nagle okaże się, że złe są podstawówki czy szkoły średnie, bo dzieci w nich straszne. Z czasem powszechny stanie się pewnie wniosek, że jednak nie chodziło o gimnazja i ten rodzaj szkół niesłusznie obrywał przez kilkanaście lat. Nim jednak do tego dojdzie, czeka nas chaos. To jest najgorsze: kolejna reforma, kolejny bałagan, zabawa czyimś kosztem. Do zmian nikt nie jest przygotowany, a mimo to zostaną one przeprowadzone. Bo tak postanowiła grupa ludzi powołująca się na suwerena. Teraz, gdy system się ustabilizował, gdy badania pokazują, że oświata w Polsce nie jest w najgorszym stanie i przyda się jej ewolucja, remont tu i ówdzie, lecz nie totalna przebudowa. Klamka jednak zapadła…

Czy będziemy płakać po gimnazjum? Nie sądzę. Jedni będą je gloryfikować, inni przeklinać, ale za dekadę pewnie niewiele osób wspomni, że szkoła wyglądała kiedyś inaczej (chyba, że przyjdzie kolejna reforma). Czekam tylko na zdziwienie starszych, gdy okaże się, że młodzież nadal jakaś rozwydrzona i nie wpłynął na nią nowy podział klas…