17

Poklikamy na GG? Odwiedzam legendy polskiego internetu – miasta duchów

O niektórych z tych serwisów i usług już dawno pozapominaliśmy, a młodsi internauci nawet nie wiedzą o ich istnieniu. Z czystej ciekawości postanowiłem sprawdzić, jakie statusy pozostawili moi znajomi na GG i czy ktoś nie wysłał mi prezentu z okazji urodzin na NK.

GG, czyli Gadu-Gadu

Ręka do góry kto pamięta swój numer! Ja pamiętam nawet dwa, bo podczas polowania na bardziej atrakcyjny i łatwiejszy do zapamiętania ciąg cyfr poszczęściło mi się i wylosowałem naprawdę fajną kombinację: tylko trzy cyfry poprzedzały zestaw czterech zer.

Po wpisaniu numeru w pierwsze pole i hasła w drugie na gg.pl, okazało się, że konto jest aktywne, a ja dobrze zapamiętałem hasło. Przypomniały się czasy, gdy na www.gg.pl próbowano zorganizować portal informacyjny. Czy tamte treści były zasilane jakimś portalem? Chyba nie, nie do końca potrafię sobie to przypomnieć, ale gdy GG zorientowało się, że nie wszyscy mogą lub chcą instalować aplikację na (swoim) komputerze, przygotowano wersję webową komunikatora, a tę rozbudowywano o kolejne elementy.

Gdy wyszło na jaw, że moja pamięć jest całkiem niezła, postanowiłem dać szansę aplikacji desktopowej GG. To przecież w niej spędziłem najwięcej czasu. Doskonale pamiętam GG 10, na którym chyba zakończono rozwój aplikacji, a które nie było takim złym wytworem, gdyż całkiem zgrabnie połączono stare, sprawdzone elementy z tymi nowymi pochodzącymi głownie z… Nowego Gadu-Gadu, jak określano aplikację w wersji oznaczanej numerkiem 8.x. To wszystko piszę z pamięci – już wtedy ujawniały się moje skłonności ku śledzeniu wszelkich nowinek technicznych, a komunikator, z którego korzystałem codziennie wraz z milionami Polaków, był jednym z ciekawszych obiektów do obserwacji.

Mój wybór padł na kultowe GG 7.7. Do tej wersji zdołano już usunąć niemal(?) wszystkie błędy i niedociągnięcia siódemki, a nie wprowadzono jeszcze żadnych innych, zbędnych bajerów i wodotrysków. Najbardziej stabilna, najładniejsza i najpraktyczniejsza wersja GG jaką pamiętam.

Zdobycie pliku instalacyjnego nie jest dziś, wbrew pozorom, zbyt dużym wyzwaniem. W otchłaniach pamięci zapisała mi się witryna z opisem „wszystkie wersje gadu gadu” i choć to nie ona była źródłem instalki, to dostanie konkretnej wersji pliku nie jest trudne. Chwilę po pobraniu zainstalowałem GG, wpisałem dane do logowania i stałem się „Niewidoczny”.

Tu byli moi znajomi!

Szybkie spojrzenie na listę kontaktów wystarczyło, by ocenić jak niewiele osób używa dziś GG. No dobra, nie będę zmyślał. Nikt. Pomimo, że niektórzy wciąż świecą się jako aktywni Dostępni, to w odpowiedzi na moje wiadomości otrzymałem tylko puste pole. Co ciekawe, część rozmów, które przeprowadzałem z niektórymi znajomymi pod koniec żywota GG zapisały się na serwerze – wtedy mnie olśniło! Przecież GG wprowadziło system synchronizacji naszych rozmów, ale zrobiono to tak późno, że zdecydowana większość z konwersacji, do których z przeogromną (nie)przyjemnością bym dzisiaj powrócił, zniknęła wraz ze zmianą komputera lub po zwykłym, popularnym formacie Naturalnie pamiętam o możliwości odtwarzania archiwum rozmów z plików, ale czasami nie dało się uniknąć nagłej awarii i z soczystymi wymianami zdań trzeba się było pożegnać.

Natchniony do dalszych działań archeologicznych przewinąłem listę kontaktów. Kurcze, niektóre z tych osób zostawiły naprawdę ciekawe, inspirujące, denerwujące, irytujące (niepotrzebne skreślić) opisy. Nie brakuje wyznań miłości “Kocham Cię <3 :*”, natchnienia “w uskrzydlonych butach przemierzam umysłu stan”, przekierowań do nowego medium “tylko na facebook.com/nazwaużytkownikaktórejniezdradzę”, linków do własnych blogów “też.niepodam.adresu” czy przydługaśnych cytatów z tekstów ulubionych piosenek (daruję Wam), które brzmiały w głowach młodych ludzi kilkanaście lat temu.

Statusy na GG – kto bez winy niech pierwszy rzuci kamień!

To wszystko przypomniało mi, jak ważne były wtedy statusy na GG. Dziś publikujemy dziesiątki, jeśli nie setki treści dziennie. Zdjęcia, filmiki, statusy, komentarze. Wtedy, oprócz rozmów, sposobem na wyrażenie było (poza własnym blogiem;) skomponowanie intrygującego acz informującego opisu. Nikt nie wzbraniał się przed poinformowaniem dokąd wyjechał, kiedy wróci i kogo pozdrawia – prawie jak dzisiaj (prawie robi wielką różnicę). Gdy odkryto sposób na przeskakiwanie kursorem linijkę niżej, rozpoczęło się prawdziwe szaleństwo i przewijanie listy z kontaktami stawało się udręką. W odpowiedzi najczęściej blokowało się takiego delikwenta/delikwentkę, by kilka minut później otrzymać wiadomość z nieznanego numeru (to był moment z dreszczykiem emocji!) z pytaniem o powód nałożenia blokady.

Ja też nie byłem bez winy. Zafascynowany losami rozbitków lotu 815 linii Oceanic Airlines informowałem wszystkich o tym kiedy pojawi się następny odcinek i każdego dnia odliczałem do premiery i wszystkich pozdrawiałem. Będę sobie tłumaczył, że takie były czasy i nie wmówicie mi, że było inaczej.

Messenger? WhatsApp? Mobilne GG dopiero było cool

Źródło: mobilne GG (interaktywnie.com)

Fenomen GG przeniósł się na urządzenia mobilne, ale ówczesne wersje aplikacji nie przypominały w niczym tego, co dziś postrzegamy jako komunikator. GG jako aplikacja Java działało jednak zaskakująco dobrze – zmiana statusu, sprawdzenie zaległych wiadomości i odpisanie na najważniejsze z nich nie stanowiły przeszkody, choć trzeba było pamiętać, że do tych rozmów już przy komputerze nie wrócimy. Z mobilnym GG zapisała mi się jednak w pamięci świetna akcja organizowana przez Erę (taki polski operator sieci komórkowej, do którego dziś zwracamy się mówiąc “T-Mobile”) pozwalająca na bezkosztowe rozmowy przez GG.

Warunkiem było jednak posiadanie numeru w Erze więc wraz ze znajomymi porzucaliśmy własne stałe numery na kilka godzin (lub zakładaliśmy karty SIM do innego, starego telefonu), kupowaliśmy starter Era (jedyne 5 zł i chyba minimalne doładowanie) z odpowiednim oznaczeniem, pobieraliśmy plik instalacyjny i byliśmy zawsze (czytaj po odejściu od komputera) osiągalni na GG. Początkowo to było coś wyjątkowego, a na tle dzisiejszej obecności w sieci na zawołanie wydaje się to dość prymitywne rozwiązanie.

GG wciąż jest aktywne i jeśli macie ochotę przenieść się w czasie (bardziej mentalnie, niż pod względem technicznym), to droga wolna. Może nawet uda Wam się namówić kogoś, by odkopał swój stary numer albo założył nowy. Oprócz wersji webowej i aplikacji na komputer, bez problemu pobierzecie też aplikacje mobilne (iOS, Android, Windows Phone) spełniające większość wymagań wobec nowoczesnych rozwiązań.

Tych dźwięków przychodzącej wiadomości (“łi-łi-łi”) oraz dostępności (nie potrafię tego zapisać fonetycznie) nigdy nie wyprę z pamięci i chyba nie jestem jedyny?