19

Nie ma drugiej takiej gry. A stworzyli ją Polacy! Recenzja Get Even

Polska mistrzem świata w robieniu gier! Mam ochotę tak krzyczeć po ostatnich doświadczeniach z rodzimymi produkcjami. Ok, zepsuliśmy Snipera 3, a CI Games wydaje się cofać do czasów, gdy produkowali budżetówki. Cóż jednak z tego, gdy cały świat ciągle wzdycha do Wiedźmina na gliwickie Farm 51 wypuszcza prawdziwą perełkę. Get Even to gra wyjątkowa, choć nie każdy podzieli moją opinię.

Nazywasz się Cole Black. Zostałeś wynajęty do odnalezienia porwanej dziewczyny. Prosta sprawa – kilka poszlak, kilka trupów i znajdujesz dziewuchę przywiązaną do krzesła. Sęk w tym, ze do dziewczyny przywiązana jest bomba i tu sprawy się komplikują. Nie będzie happy endu, nie wpiszesz poprawnego kodu rozbrajającego na sekundę przed eksplozją.

Budzisz się w starym szpitalu psychiatrycznym. Parszywe miejsce. Kontaktuje się z Tobą niejaki Red, który twierdzi, że jest Twoim psychiatrą. Bierzesz bowiem udział w eksperymentalnej terapii, w ramach której na głowę założono Ci urządzenie o nazwie Pandora. To coś w rodzaju gogli VR, które pozwalają na przeżywanie pewnych wspomnień zupełnie tak, jakby były prawdziwe. A może one były prawdziwe?

To jedno z miliona pytań, jakimi już od samego początku bombarduje nas gra. Cole Black nie pamięta kim był, co robił, jak się znalazł w szpitalu. Nie wiemy też nic o dziewczynie z bombą. Tajemniczy Red również pozostaje jedną wielką zagadką. Godzina po godzinie otrzymujemy kolejne informacje, natykamy się na innych pacjentów szpitala – niekoniecznie przyjaźnie nastawionych. I tu Get Even pokazuje swoją pierwszą słabość, bo fenomenalny początek zostaje przyćmiony przez ciągnące się jak flaki z olejem rozwinięcie akcji. Dopiero po jakiś 5-6 godzinach wszystko zaczyna się nam układać w całość, a następujące potem zwroty akcji sprawiają, że zbieramy szczękę z podłogi.

A to dopiero początek Get Even…

Co mogę napisać więcej o fabule? Absolutnie nic, bo zepsuję Wam zabawę. Zapewniam jednak, że mimo ślamazarności z jaką się rozwija, zdecydowanie warto czekać do tych pierwszych punktów kulminacyjnych. To zdecydowanie jedna z ciekawszych detektywistycznych (z domieszką thrillera) opowieści, jakie miałem okazję poznać. I za to twórcom należy się ogromny szacunek, bo Get Even potrafi nas pożreć, rozgnieść, przeżuć i wypluć. Zresztą sama scena tuż przed napisami końcowymi wyrywa z kapci.

Jakby się zastanowić, właściwie nawet przytaczanie pewnych elementów mechaniki będzie nadmiernych spojlerowaniem rozgrywki. Muszę jednak nakreślić pewien obraz tego, jak w Get Even się gra. A robimy to raczej… powoli. Zabawa sprowadza się do eksploracji, szukania poszlak, podejmowania decyzji oraz rozwiązywania łamigłówek (choć tych chciałoby się nieco więcej). Oczywiście od czasu do czasu przyjdzie nam też postrzelać, ale twórcy nie kładli na to dużego nacisku. Do dyspozycji oddali nam natomiast szereg gadżetów, spośród których kluczowy jest skanujący otoczenie, pełniący rolę latarki i służący do komunikacji ze światem smartfon. Wszystko to dopełniają walające się tu i ówdzie notatki, których z czasem mamy już naprawdę dość. To jednak na nich znajdziemy mnóstwo smaczków i detali dotyczących fabuły.

Właściwie gdyby oceniać Get Even jako FPS-a, wypadłby miernie. Broni jest mało, przeciwnicy są idiotami (pomijam już fakt, że sztuczna inteligencja oszukuje, widzi przez ściany i takie tam), a model strzelania „niczego” nie urywa. Gra nie daje nam też zbyt wielu okazji do zrobienia zadymy – właściwie nie napotykamy tutaj grup nieprzyjaciół do eksterminacji. I to może odrzucać pewną grupę odbiorców. Get Even nie jest bowiem klimatycznym thrillerem z elementami soczystej, dynamicznej akcji. Tej ostatniej jest tutaj mniej niż można się spodziewać, a przy tym nie stoi na wysokim poziomie. I to właściwie najsłabszy element tej produkcji.

Grafika i muzyka

Od strony wizualnej Get Even jest bardzo nierówny. Twórcy część lokacji (głównie będący naszym „hubem” szpital psychiatryczny) wykonali przy użyciu fotogrametrii. Inne natomiast projektowano już w sposób klasyczny. Efekt można nazwać po prostu „piękną i bestią”. Większość elementów, gdzie fotogrametrii nie używano wygląda mocno przeciętnie. Wliczają się w to też modele postaci, którym daleko do ideału. Pomijam tutaj już wpadki, jak chociażby roślinność. Widać wyraźnie, że jeśli chodzi o ten element, Farm 51 musi jeszcze się trochę podszkolić (albo robić gry w całości z użyciem nowej techniki, która daje fenomenalne efekty).

Sytuację ratuje udźwiękowienie i tutaj przyznaję, że zostałem rzucony na kolana. Get Even brzmi obłędnie! Odpowiedzialny za muzykę Olivier Deriviere odwalił kawał porządnej roboty. Utwory wkomponowano w klimat produkcji. Melodia towarzysząca nam podczas eksplorowania psychiatryka wywołuje momentami dreszcze na plecach. Potem jest tylko lepiej – ścieżka audio fantastycznie steruje naszymi emocjami, buduje klimat i sprawia, że dłonie mimowolnie mocniej zaciskają się na kontrolerze. Dwa słowa warto dodać też na temat efektów oraz samego voice actingu (angielskiego – w języku polskim mamy jedynie napisy), które również stoją na bardzo wysokim poziomie. W tę grę po prostu trzeba grać z dobrymi słuchawkami na uszach.

Get Even to gra, jakiej jeszcze nie było!

Muszę przyznać, że jestem oczarowany Get Even. Nie przyszło mi to jednak od razu. Pierwsze 3 godziny grania mnie zwyczajnie wynudziły. Każda kolejna jednak wynagradzała mi to z nawiązką. Gra Farm 51 to bardzo klimatyczna i wciągająca opowieść wymagająca od gracza przede wszystkim myślenia, kojarzenia faktów i czytania ogromnej liczby notatek. Oczywiście od czasu do czasu daje nam też postrzelać i nabiera większego dynamizmu. Fani wojennych FPS-ów nie znajdą jednak tutaj niczego, co tak bardzo kochają, bo Get Even jako FPS jest zwyczajnie mierny.

Czy kupować? Zdecydowanie, pod warunkiem, że lubicie takie klimatyczne i nieco rozwlekłe opowieści. To nie jest gra na niedzielne popołudnie. Nie rozerwiemy się przy niej, strzelając do przeciwników. To raczej produkcja na zarwanie nocy. Wierzę, że grając w Get Even w ciemnym pokoju ze słuchawkami na uszach, pokochacie tę grę równie mocno, jak ja.

Ocena: 7/10

  • Rantarus

    Niby taka ekstra super turbo hiper zajefajna a na koniec ocena 7/10. Ludzie co jest? XD

    • wombat

      To przeczytaj dokładnie artykuł,

    • kembul

      Fajna produkcja musi mieć 9 albo 10, nie? Są błędy lub niedociągnięcia i za to odejmowana jest ogólna ocena. Właśnie po to jest skala…

    • No tak, w skali graczy 7/10 to już shit? ;)

    • Mateusz

      Od jakiegoś czasu tak, a wynika to z tego że duże portale i czasopisma growe stosują łagodną politykę ocen według wydawców, co jednocześnie nie pokrywa się z oceną samych graczy. I tak w ciągu kilku lat za szroty uważa się gry z oceną 7, a już 6 i w dół to tylko zakopać głęboko pod ziemią.

    • I to jest bardzo niezdrowe zjawisko – gdzie nie spojrzymy to same 8 i 9. A tymczasem IMHO dobra gra zaczyna się od 7/10, przyzwoita 6/10. Dopiero przy 5/10 powinniśmy mówić, że coś jest mierne.

    • Mateusz

      Ludzie wolą patrzyć na numerki zamiast przeczytać tekst gdzie wypunktowane są zarówno wady jak i zalety. Ot zwyczajne lenistwo tak samo jak tl:dr.

    • Rantarus

      Ale to tak trochę jest. Zwłaszcza kiedy numerek jest subiektywny. Wybieram gdy na podstawie gameplayu albo obszernej recenzji czy też opinii przyjaciół. Zdarzało się że gra 4/10 była znacznie lepsza niż inna 8/10. Są gusta i gusciki dlatego wystawianie not q skali 1-10 to słaby pomysł dużo lepiej przeczytać cały artykuł i stwierdzić samemu czy np gra z kiepską grafiką ale świetna fabułą będzie mnie satysfakcjonowac czy też muszę koniecznie mieć super detale i piękny realny świat.

    • szcz

      Przeglądałem niedawno portal do rezerwacji pokoi (wybieram się na wczasy). I przy kilku obiektach czytam opinie klientów.
      Po jednym komentarz w stylu ‚jedzenie super, pokój czysty, łóżka wygodne, mili gospodarze…’, a pod komentarzem oceny: udogodnienia 5/10, czystość 7,5/10, personel 7,5/10, komfort 5/10…

  • Wojciech Reducha

    „Przerzuć” :(

  • XyZzzz

    Ktos tu sie trochę zagalopował albo z tytułem albo z oceną gry.Logika nakazuje, ze jesli daje sie wielki tytuł”Nie ma drugiej takiej gry. A stworzyli ją Polacy! Recenzja Get Even” to musi za tym iść wysoka ocena a nie srednia. Autorze, troche konsekwencji w działaniu, bo to wasze „dziennikarstwo” schodzi na psy. Skoro oceniasz gre na 7/10 to nie dajesz takiego jednoznacznie pozytywnego, graniczacego z zachwytem tytułu (smiem twierdzić, ze pełnego zachwytu). Kazdy ma prawo do swojej oceny , wiadoma sprawa,nie dyskutuje czy gra jest dobra czy słaba, ma lub nie ma bledow itd…Tylko o to mi chodzi bo albo cos jest dobre czy bardzo dobre i ocenia sie to na 8-9/10 albo daje sie inny tytułi wali 6-7/10 a tu mamy rozdziwek moim zdaniem .Przecież nie mówisz poznanej dziewczynie …jestes niesamowita,nie ma takiej drugiej jak Ty…ale wiesz no nie jestes w moim typie- to trzeba byc chorym na rozdwojenie jaźni albo ograniczonym umyslowo ( mam na mysli przykład z dziewczyna :D ) chociaz absolwenci gimnazjów byliby zdolni do takich „głebokich” przemysleń ….

    • Ale to, że nie ma drugiej takiej gry, wcale nie musi być jednoznacznie pozytywne i oznaczać zachwytu. Przeczytaj proszę treść zamiast patrzeć na ocenę. Ta gra jest wyjątkowym połączeniem różnych gatunków i form. Nie jest jednak idealna, ma niedociągnięcia i braki.

    • XyZzzz

      Tomasz chlopie…posluze sie analogią to mowisz jakies kobiecie,ze jest jedyna w swoim rodzaju, nie ma takiej drugiej w twoim miescie, używasz wykrzyknikow żeby podkreslic efekt i masz na mysli, że jest fleja, glajdziarą, bamberą i tak naprawdę myslisz o niej negatywnie no bo ocena o tym swiadczy. Ja chodziłem do 8 klasowej podstawowki, 4 letniej szkoły sredniej i inaczej mnie uczyli. ale to Twoj artykuł i twój tytuł ;)
      W ogole rozwalają mnie te recenzje…ostatnio w konkrencyjnym portalu tez była recenzja i wyrazilem swoje zdanie , wydaje mi sie, że argumenty były logiczne,dosyc wyczerpująca odpowiedz to nawet nie wiedzieli jak sie odnieśc do tego. Braki brak, braki…

    • Rozumiem Twoją argumentację i pewnie, gdybym tak powiedział kobiecie, to dokładnie to miałbym na myśli.

      Tutaj jednak sformułowanie jest mniej emocjonalnej „Nie ma drugiej takiej gry”. Odnieśmy to do kobiety – czysto hipotetycznie, jeżeli owa kobieta ma wielkie znamię na lewym ramieniu to nie ma drugiej takiej kobiety. Właściwie o wszystkich moich byłych mógłbym napisać „nie m,a drugiej takiej jak Basia/Kasia/Zosia/Krysia”. Czy to jednak będzie jednoznaczne z tym, że Basia, Kasia, Zosia i Krysia to same 8 i 9 na 10?

      Kumam, że czuć tutaj lekki dysonans – gość pisze, że drugiej takiej gry nie ma, przez pół tekstu rozpływa się nad jej atutami, a na końcu bang – 7/10 (bardzo dobrze, trója, siadaj – parafrazując sytuację ze szkoły). Po prostu finalną oceną chcę pokazać, że mamy do czynienia z grą oryginalną, innowacyjną, ale niekoniecznie idealną, dopracowaną i zasługującą na to, by stawiać ją np. obok genialnego Wiedźmina. Jest dobrze, nie grałem w drugą taką grę, ale chcę lepiej, więcej i bardziej.

      Nie wiem, czy przekonuje Cię taka argumentacja. W zasadzie nie zależy mi na tym, żeby postawić na swoim czy coś. Chciałbym po prostu, żebyś mnie spróbował zrozumieć :)

    • Rantarus

      Popieram. Dokładnie to miałem a myśli pisząc swój post.

  • Przemysław Socha

    /przerzuć/przeżuć/

  • Marcin Kaczmarzyk

    A Farm 51 to nie jest czasem studio gliwickie?

  • Asfaef Efef

    mega gra…klimat i muzyka rozwalają !