0

W Izraelu wiedzą, jak robić startupy. Z wizytą na Geektime Next

Izrael to mała Dolina Krzemowa – o tym mówi się od dawna, dowodów nie brakuje, ukuto nawet określenie "startup nation". Na sukces złożyło się wiele czynników, obok wykwalifikowanej kadry, odpowiedniego systemu edukacji czy dużej roli wojska w funkcjonowaniu państwa, pojawiło się wsparcie ze strony międzynarodowych korporacji i pokaźne pieniądze pakowane w rozwój branży. Dzięki temu na kolejnych imprezach startupowych obserwujemy firmy, które mają spore szanse, by przebić się na globalny rynek.

Piszę te słowa z Izraela, kolejny raz mam okazję przyglądać się tutejszej scenie startupowej. Geektime Next to duże wydarzenie w tym biznesie, ponoć pierwsza impreza tego typu w tym kraju. Była okazja, by posłuchać panelistów, którym udało się odnieść sukces w IT, którzy zbudowali duże biznesy i je sprzedali albo są na etapie rozwoju naprawdę dobrze rokujących firm. To jednak dodatek, fundament wydarzenia stanowi konkurs dla młodych firm.

Trudno w kilku zdaniach opisać zakres tematów, na których skupiają się te przedsiębiorstwa (do konkursu zgłosiło się 700 ekip) – mamy tu naprawdę wszystko: w ciągu jednej godziny wysłuchałem prezentacji zespołu tworzącego rozwiązanie do diagnozowania raka prostaty, ekipy, która chce namieszać na rynku nawozów, było naprawdę ciekawe rozwiązanie ułatwiające komunikację osobom, których umysł pracuje normalnie, a które w wyniku wypadków czy chorób nie mogą wymówić nawet jednego słowa. A chwilę później ktoś prezentował… robota, który ma pełnić rolę szofera – to rozwiązanie na czas przechodzenia do ery pojazdów autonomicznych. Jeden z jurorów stwierdził, że nie rozumie tej idei. Muszę się z nim zgodzić.

Interesująca była sama organizacja imprezy: startupy zostały podzielone na 3 sceny, ale wszystko działo się w jednej sali. Widzowie otrzymywali jednak odbiorniki ze słuchawkami i wybierali kanał przypisany konkretnej grupie. Dzięki temu można było łatwo się przemieszczać – gdy pojawiał się startup, który znamy albo taki, który w ogóle nas nie interesuje, przechodzimy kilka-kilkanaście metrów i słuchamy innej ekipy. Może to standard, ja spotkałem się z tym pierwszy raz.

Obserwując te prezentacje, zauważyłem, że w każdym startupie musi być jakiś naukowiec. Nie wiem, czy wszędzie odgrywają oni wielką rolę, ale przestawianie biznesu tutaj zazwyczaj zaczyna się od „mamy w zespole profesora/doktora” i tu nazwisko akademika. Rzecz, o której od dawna mówi się w Polsce: biznes musi kroczyć pod rękę z nauką. Tyle, że w Polsce o tym mówimy, Izrael pokazuje, jak się to robi.

Kolejna obserwacja dotyczy… kompetencji jury. Oczywiście niczego nie odbieram tym ludziom, to specjaliści w zakresie prowadzenia biznesu, tworzenia firm, inwestowania, ale czy ich wiedza jest nieograniczona? W ciągu godziny mają przyjrzeć się przedsiębiorstwom z zakresu medycyny, rolnictwa, finansów, projektowania budynków i stwierdzić, czyj pomysł jest najlepszy. Czy rzeczywiście są w stanie powiedzieć, że dany pomysł to rewolucja w jakiejś dziedzinie?

Skoro już o rewolucjach mowa. Niezmiennie bawi mnie, gdy startup pojawia się z pomysłem, który widzieliśmy już kilka lat temu i przekonuje, że to coś zupełnie nowego, że pieniądze leżą na ulicy, jakaś branża zaoszczędzi dzięki nim miliony czy nawet miliardy dolarów – wystarczy jedynie dać im pieniądze. Na szczęście są dość wcześnie informowani, że ich projekt ma marne szanse, by podbić rynek…

Tegoroczną edycję Geektime Next wygrał startup Wisor, który zamierza zrewolucjonizować rynek pożyczek hipotecznych. Ich pomysłem zainteresowały się już duże instytucje finansowe, więc są na dobrej drodze do sukcesu. Jednocześnie jednak opowiedzieli o tym, jak trudno przebić się np. w banku z takim projektem, trafić do osoby, która zrozumie ideę i dostrzeże jej potencjał. Czasem są to miesiące „drążenia dziury”. Kolejny raz wypada napisać, że nie można się poddawać i trzeba walczyć o swój sukces. Trudna rola CEO. Zresztą, podczas pobytu tutaj usłyszałem, że to najbardziej samotny zawód świata…

Z często powtarzanych tu rad, warto na pierwszy plan wyciągnąć także tę dotyczącą monetyzacji. Pisząc krótko: nie należy zwlekać zbytnio ze sprzedażą, nie można dopieszczać produktu w nieskończoność, jeżeli jeszcze nie trafił on na rynek. Jeśli firma skupi się na poprawianiu, a nie sprzedawaniu, to pewnie przestanie istnieć. Akurat w tym miejscu przedsiębiorcy wiedzą, co mówią – tysiące startupów zrobiły swoje. Warto przy tym dodać, że podczas obecnej wizyty słyszę pytania w stylu „co dalej?”, ludzie zastanawiają się, czy Izrael może być wiecznie startupową doliną. To już jednak zagadnienie na osobny wpis.