57

Furmanką w kosmos, rakietą w Drewsa

No to się porobiło! Zostałem właśnie wrogiem narodu nr 1, bo zakpiłem z PSL-owskiego bajania o gwiazdach. Redaktor Piotr Stanisławski, spec od tematów technologicznych, oskarżył mnie o krótkowzroczność. Trafił bez pudła – od 30 lat noszę okulary – wzrok popsułem sobie, czytając po nocach książki. Nie wiem jednak, który z nas ma większą wadę (a pamiętajmy, że w krainie ślepców jednooki jest królem), skoro autor w ogóle nie dostrzegł w moim tekście sutego […]

No to się porobiło! Zostałem właśnie wrogiem narodu nr 1, bo zakpiłem z PSL-owskiego bajania o gwiazdach. Redaktor Piotr Stanisławski, spec od tematów technologicznych, oskarżył mnie o krótkowzroczność. Trafił bez pudła – od 30 lat noszę okulary – wzrok popsułem sobie, czytając po nocach książki. Nie wiem jednak, który z nas ma większą wadę (a pamiętajmy, że w krainie ślepców jednooki jest królem), skoro autor w ogóle nie dostrzegł w moim tekście sutego sarkazmu.

Mało tego, kompletnie felietonu nie zrozumiał. Napisałem paszkwil (trudne słowo) uderzający nie w znakomite polskie dokonania w badaniu kosmosu, tylko w polityków, którzy zdobyli swoje mandaty od braci rolniczej i mieli dbać o kondycję polskiego rolnictwa, tymczasem naoglądali się za dużo Doktora Who i wznoszą się obecnie na szczyty mitomanii.

Z czego znane jest Polskie Stronnictwo Ludowe? Z działań na literkę „n” (też trudne słowo) związanych z obsadzaniem stołków. Śmiem wątpić, czy Polska Agencja Kosmiczna będzie tworem naukowym. Stawiam tezę, że raczej partyjniacko-kolesiowskim. Jakie mam na to dowody? Wystarczy wymienić dwa – KGHM i Orlen. To pierwsze, na co rzuca się każda zwycięska partia tuż po wyborach. Czy z Polską Agencją Kosmiczną będzie inaczej? Nie mam podstaw w to wierzyć.

Pan Stanisławski wyrywa z kontekstu moje słowa pisząc jednocześnie, że… to ja wyrywam z kontekstu. Tymczasem zgrabnie unika zarówno wątku politycznego, jak i odpowiedzi na dręczące mnie pytanie – czymże, na Boga, jest „monitorowanie rozwoju sytuacji w zakresie rozmieszczenia broni w przestrzeni kosmicznej”? Jakaż to broń znajduje się w kosmosie? Czy mam rozumieć, że polski rząd daje wiarę teoriom spiskowym dotyczącym tajnych, śmiercionośnych laserów umieszczonych w kosmosie? A może znów chodzi o przebiegłych Reptilian?

Owszem, słyszałem o planach orbitalnych rakiet przechwytujących, ale… Nawet gdyby supermocarstwa zarzuciły przestrzeń bronią, w czym nam pomoże nasz satelita? Będzie strzelał z procy? Bo położenie obiektów orbitalnych z powodzeniem można śledzić z Ziemi.

I inna rzecz. Wspomniałem przykład rządowych prób zawładnięcia doskonale prosperującą branżą gier komputerowych. Co by się stało, gdyby szefów CDP, Techlandu, City Interactive i innych firm zastąpili kuzyni, wujkowie i kochanki parlamentarzystów? Jak długo tworzylibyśmy dobre gry, utrzymując się w czołówce światowej? Bardzo krótko. Fachowe sprawy pozostawmy fachowcom – mówię to od zawsze.

Kilka miesięcy temu w pewnym wywiadzie dotyczącym zupełnie innego tematu – kwestii klastrów kreatywnych, zapytano mnie:

Gdybyś miał poradzić władzom innym miast, jakich błędów powinny się wystrzegać inicjując pokrewne projekty, to co byś im powiedział?

Odpowiedziałem następująco:

Fachowe decyzje pozostawcie fachowcom. Nie pchajcie się z butami w sfery, o których nie macie pojęcia. Nie skąpcie budżetu w zamian za efekty. Bądźcie mecenasem, nie świętą trójcą i ojcem projektów. I tak nikt nie uwierzy, że urzędnik, choćby był prezydentem, jest fachowcem od kultury i nowych mediów. Nie przypisujcie sobie zasług tylko dlatego, że dana firma działa w waszym mieście. Wspierajcie integrację, ale nie twórzcie z tej idei kolejnego urzędu. Wystrzegajcie się wszelkich możliwych bareizmów.

Dokładnie to samo mogę teraz powiedzieć Januszowi Piechocińskiemu i Janowi Buremu. Panowie, bez obrazy, nie jesteście ani alfą i omegą, ani fachowcami w dziedzinie kosmonautyki. Fachowe decyzje pozostawcie fachowcom i nie budujcie na cudzej pracy własnej wyborczej kampanii.

Byłem, jestem i będę wielkim pasjonatem polskiej myśli technicznej. Zawsze też będę ją wspierał. Ale, jak pragnę zakwitnąć, Panie Piotrze, naprawdę nie widzi Pan różnicy między profesorem i inżynierem a posłem i politykierem?

I kilka cytatów z innych moich artykułów – niech będą odpowiedzią na bzdurny zarzut, że oburzam się na polski program badań kosmicznych. Swoją drogą, tekst napisałem w tak mocno żartobliwej formie, że naprawdę z krzesła spadłem, gdy przeczytałem o moim rzekomym oburzeniu. Nie wiem, ile lat ma autor, ale najwyraźniej na tyle mało, że brak emotikonów przeszkodził mu w odcyfrowaniu satyry. Ale wróćmy do tego, jak to poniżam ponoć polską myśl techniczną:

Polska w kosmosie robi coraz więcej, choć pełnoprawnym członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej jesteśmy dopiero od zeszłego roku. I choć są to drobnostki w porównaniu z programem badań NASA, mamy z czego być dumni.

(W odpowiedzi na hejt, że wysyłamy w kosmos skrzynki piwa) Może więc czas uściślić, że nie wysyłamy w kosmos pustych skrzynek po piwie, tylko zaawansowane urządzenia, które mają służyć konkretnym celom. Lem i pozostałe satelity programu BRITE mają badać gwiazdy jaśniejsze i gorętsze od Słońca.

PW-Sat2, choć większy od poprzednika, bardziej przypomina Dawida niż Goliata. Jego wymiary to 10x10x20 cm (sic!). Nie lekceważmy jednak możliwości tej małej skrzyneczki. Ja projektowi szczerze kibicuję i po raz kolejny dumny jestem, że rewolucyjna myśl techniczna kiełkuje na forach polskich politechnik!

Kilkukrotnie pisałem już o polskich wynalazkach i rodzimych, nowatorskich technologiach. Odbiór społeczny jest zawsze ten sam – a po co to, ile na to musieliśmy wydać, to jakiś badziew albo niewolnicza służba na rzecz zachodnich korporacji. Zdominowani przez narodowe kompleksy wpajane nam przez media, zachowujemy się niczym słynny ojciec w dowcipu. Żart jest krótki: przychodzi dziecko ze szkoły i krzyczy od progu – tato, tato, dostałem piątkę! Na co ojciec opowiada – nie ciesz się, synu, i tak masz raka… Tymczasem wbrew powszechnym przekonaniom duch kreatywności ma się w Polsce całkiem dobrze – może jedynie brakuje mu dobrego public relations.

Polska myśl techniczna naprawdę robi karierę – i wierzcie mi, że bylibyście zdumieni tym, jak często uczestniczymy w naprawdę ważnych projektach. A zwolennikom spiskowej teorii dziejów przypominam, że bardziej wysługujemy się wielkim korporacjom, nosząc szyte w Chinach ciuchy, niż tworząc wynalazki, które ulepszają jakość naszego życia, poprawiają bezpieczeństwo czy rozwijają nowoczesną naukę. Swego czasu pisałem już i o najlepszym na świecie, polskim łaziku marsjańskim, i o głębinowym robocie, który ma badać składy toksycznej broni zalegającej dno Bałtyku, i o supermikroskopie pozwalającym nieinwazyjnie zaglądać w mózg żywym organizmom. To naprawdę wielkie osiągnięcia, z których możemy i powinniśmy być dumni.

Faktycznie, cytaty są tak drobne i nieznaczące, że mogły Panu Piotrowi umknąć. Nie zrozumiał też, jaka myśl przyświecała mi, gdy pisałem wczorajszy artykuł. Zatem jeszcze jeden cytat – na tyle łopatologiczny, że może trafi tam, gdzie nie sięgnęły poprzednie:

Polska w kosmosie to nie kpiny. Co prawda nie mamy jeszcze systemu wysyłania na orbitę co głupszych polityków, ale rodzimego satelitę już w przestrzeni umieściliśmy. I choć komunikacja z nim została przerwana na początku roku, właśnie szykowany jest jego lepszy, bardziej zaawansowany następca!

I w tym sęk. Nigdy nie poprę polityków (niezależnie od reprezentowanej partii) uzurpujących sobie prawo do zarządzania inicjatywami, o których nie mają zielonego pojęcia. A kosmiczna PR-owska ofensywa PSL po prostu śmieszy. Szczególnie gdy czyta się teksty wmawiające ludziom, że są tępi, bo w kosmosie widzą tylko „niesamowitą przestrzeń”, gdy tymczasem supermózgi z PSL wiedzą, co się z czym je. Nie, nie wiedzą.

Większość parlamentarzystów to naturszczycy wybrani przez elektorat, bo dobrze się wypromowali. W rządzie mamy grabarzy, bibliotekarzy, a nawet mało tajnego agenta bijącego ludzi krzesłem… Mieliśmy też bohaterów Big Brother znanych z tego, że byli znani. Spójrzmy prawdzie w oczy – to nie jest naukowa i intelektualna elita. To nawet nie jest polityczna elita, bo takowych w Polsce nie mamy.

Tymczasem warto przyjrzeć się, do czego prowadzą w fachowych spółkach niefachowe polityczne rządy. Przykład? Proszę bardzo – wygooglujcie, ile utopił KGHM w spółce Telewizja Familijna, bo prawicowy zarząd chciał sfinansować upadłą kościelną inicjatywę…

Reasumując – wierzę w polskie technologie i piszę o nich często, narażając się na ogromny hejt ludzi zniechęconych przez polityków właśnie. Ale nie wierzę w sukces inicjatyw polegających na rozdawnictwie stołków i zabawie na koszt podatnika.

Przesadzam? To przypomnijcie sobie sprawę poselskich wyjazdów do Gujany Francuskiej. Sejmowa Grupa ds. Kosmosu poczyna sobie zacnie. Poseł Wontor z SLD powiedział, że na Ziemi jest za gorąco, więc musimy się przygotować do kolonizacji Marsa. I w związku z tym zafundował sobie i kolegom regularne wycieczki za granicę – przeczytajcie zresztą sami tutaj. Czasem aż ciężko w to uwierzyć…

Panie Piotrze kochany, nie zrozumiał mnie Pan – szkoda. Dziękuję natomiast za podlinkowanie mojego artykułu – w ten sposób nie tylko zareklamował Pan mój felieton, ale jeszcze dał mi wgląd w to, jakie będzie czytelnictwo Pańskiego tekstu. Słowem, piąteczek samych korzyści! A tak na przyszłość – więcej dystansu i humoru – otaczająca nas rzeczywistość jest wystarczająco smutna!Tu się uśmiechnąłem i puściłem oko, ale jak wiecie, emotikonów w artykułach nie stawiam…