74

Co tam Volvo – Francja zamierza wprowadzić zakaz sprzedaży samochodów z silnikami spalinowymi!

Oczy branży motoryzacyjnej zwróciły się dzisiaj w stronę Francji. Wszystko za sprawą tamtejszego ministra środowiska, który zapowiedział... zakaz sprzedaży aut z silnikami benzynowymi i diesla. Ten ruch ma pomóc wypełnić zobowiązania klimatyczne i poprawić jakość życia w zachodnioeuropejskim kraju. Wiele osób pewnie przyklaśnie, ale dla sporej rzeszy ludzi rozwiązanie wyda się zbyt radykalne.

Francja nie zamierza iść śladem Ameryki pod rządami Donalda Trumpa, nie będzie zrywać porozumienia klimatycznego (które podpisano w jej stolicy). Tak w wielkim skrócie można opisać konferencję prasową Nicolas Hulot, ministra środowiska we francuskim rządzie. Poinformowano na niej m.in., że w ciągu kilku najbliższych lat kraj ten zamierza odejść całkowicie od pozyskiwania energii z węgla, będzie też ograniczał udział elektrowni atomowych w bilansie energetycznym. W tym samym czasie Polska wciąż zastanawia się nad reaktorami i kurczowo trzyma się węgla. Trudno nie zadać pytania o to, czyje decyzje okażą się lepsze w dłuższej perspektywie…

Największe zaskoczenie wywołały jednak następujące słowa ministra: Ogłaszamy koniec sprzedaży samochodów z silnikami benzynowymi i diesla od roku 2040. Wcześniej takie propozycje pojawiały się np. w Holandii czy Norwegii, mówili o tym decydenci dużych miast, ale w tym przypadku mamy do czynienia z zapowiedzią ministra jednego z najsilniejszych państw świata, a przy tym wielkiego producenta samochodów: marki Peugeot, Renault czy Citroen znają chyba wszyscy. Nie dziwi zatem, że szybko pojawiły się pytania o szczegóły francuskiego zakazu. Ale tych na razie brak. Bo chociaż mówimy o sporej zmianie, to wejdzie ona w życie (lub nie) za ponad dwie dekady.

Trudno dzisiaj to sobie wyobrazić. Całkowity zakaz sprzedaży? Fanów motoryzacji w klasycznym wydaniu pewnie wciąż będzie sporo, niektórzy mogą nawet przekonywać, że nie chcą jeździć „odkurzaczami”, jak nazywają pogardliwie auta elektryczne. Dlatego spodziewam się ostrej dyskusji na ten temat. Intryguje przy tym, ilu producentów będzie w roku 2040 oferować samochody wyposażone wyłącznie w silnik spalinowy? Wczoraj Volvo poinformowało, że powoli kończy ten rozdział w swojej historii. Tym tropem pójdą pewnie inni. Jednoczesne działania władz i koncernów motoryzacyjnych mogą relatywnie szybko zmienić obraz branży moto…

  • wnuczek

    Na złość babci postanowiłem odmrozić sobie uszy.

    • Kruger

      Bez sensu. Uszy odmraża się na złość mamie, a nie babci.

    • Rafal Z

      Dokladni tak jak kolega napisal

  • Bartosz Kaja

    Zakaz sprzedaży samochodów z benzyną lub dieslem to trochę takie machanie flagą z napisem „patrzcie, jacy my jeteśmy eko”. Nie oszukujmy się, 90% procent kierowców na drogach ma samochód po to, aby trafić z punktu A do B. Jeżeli tylko będzie im to się ekonomicznie opłacało, sami przejdą na auta elektryczne, nie trzeba niczego zakazywać. A te 10% entuzjastów raczej jest mało szkodliwe dla środowiska (no bo jak trzymanie auta pod kocem i wyjeżdżanie nim raz do roku na zlot samochodów „Rdza-moto Bemowo” może być szkodliwe dla środowiska? :P )

    • enk1

      Ale ropy niedługo nie będzie, więc kierowca z punktu A do B będzie musiał jak jego pradziad na bryczce co najwyżej jechać. To mu się stanowczo bardziej „opłaci” niż elektryk :D

    • Bartosz Kaja

      Dwie sprawy.
      1. Wraz ze spadkiem rynku aut spadnie zużycie. Jeżeli z 20 milionów aut w Polsce 15mil. zmienimy na elektryki to te 5 milionów na pewno będzie wolniej zużywało zapasy niż 20. Pamiętajmy też, że holdingi naftowe nie zwiną zabawek od razu i będą wydobywać do granicy opłacalności. To pozwoli przedłużyć żywot silnika spalinowego przynajmniej o paręnaście lat. Oczywiście dochodzi jeszcze sytuacja w której ktoś wynajdzie odnawialny substytut dla paliwa. Ludzie dla dźwięku swoich V8 mogliby zacząć nawet jeździć na kukurydzy. :)
      2. Koń wymaga stajni i sra, co chyba nie jest takie ekonomiczne. :D

    • Nawet nie chodzi o spadek liczby spalinowych aut. Problemem jest raczej przemysł lotniczy. Coraz więcej ludzi korzysta z tego środka transportu i tutaj raczej elektryków zbyt szybko nie zobaczymy. Dlatego bardzo dobrze, że powstają takie inicjatywy od rządu, który może na to w jakimś zakresie pozwolić. Powinniśmy zacząć dbać o Ziemię, chociaż nie wiadomo czy już nie jest na to za późno.

    • enk1

      W tym sęk, że tak dramatyczny spadek zużycia paliwa, np. ten który przytaczasz, spowoduje szybkie załamanie na rynku. Rynek czy giełdy – kiedy należy decydować, co się kupuje, a co nie – nie opierają się o racjonalne argumenty. Zmniejszać się będzie wydobycie i ceny pójdą natychmiast w górę, nie tylko żeby równoważyć koszty, tylko dlatego, że rynek tak zadecyduje. Nikt na świecie nie będzie wydobywał ropy na granicy opłacalności, tak jak my to robimy w Polsce z kopalniami. Dojdziemy w pewnym momencie do punktu, w którym opłacalność diesla czy napędu na benzynę przestanie być opłacalna w porównaniu do elektryków dla klienta końcowego. Poza tym każde państwo na świecie będzie nakładać dodatkowe akcyzy, UE podkręci normy środowiskowe i będzie pozamiatane.

    • Bartosz Kaja

      Prawda, dlatego wg. opracowań dot. kończących się złóż, o „oil peak” dowiemy się 5 lat po fakcie, kiedy holdingi przygotują się na reakcje rynkowe. Opłacalność paliwa swoją drogą a cena auta swoją. Dopóki można kupić za 1000 zł samochód (bo można :P), to nawet po 10kkm rocznie z gazem kosztującym 4zł w aucie palącym 9l/100, to rocznie LPG kosztuje użytkownika 3600zł rocznie, a najtańszy używany elektryk to takie Mitsubishi I-miEV, 25tys zł. Dopóki auta elektrycznego z rozsądnym zasięgiem nie kupisz za 5-10 tys zł, na rewolucje w klasie średniej nie ma co liczyć. Poza tym, w aż tak drastyczny spadek sprzedaży bym nie liczył. Dane ACEA za 2016 niech posłużą za przykład: W Europie zarejestrowano 155 tys. aut ECV (elektryki + hybrydy plug-in), natomiast w Polsce – 556. Wschodnia Europa nie jest chyba aż tak skłonna w dynamiczne pompowanie elektryków w społeczeństwo. Do tego dorzucić kraje słabo rozwinięte (Pakistan itp., kraje Afrykańskie) w których EV to chyba odległa przyszłość i wierzę, że wiek skończymy w elektrykach, ale nie wcześniej ani później. :P

    • enk1

      To ciekawe dane, ale Europa moim zdaniem przestała być już dawno miernikiem trendów na świecie. Spójrzmy na to co się dzieje w Chinach, tam sporym problemem są odnawialne źródła energii, które muszą nieustannie kupować (podobnie jak my) oraz smog w aglomeracjach. W samym 2016 r. zarejestrowano tam 352 000 samochodów elektrycznych. Trend światowy – jeśli jakiś jest jest –
      uwidacznia się właśnie tam. I moim zdaniem Chiny są kluczem do prognozowania przyszłości w tym zakresie, ponieważ ich siła nabywcza jest olbrzymia i będzie kreować coraz mocniej trendy na naszym kontynencie. Prędzej czy później w Chinach powstanie odpowiednik Xiaomi dla Tesli i wtedy nasz rynek będzie powoli się nasączał tańszymi pojazdami od Azjatów. Myślę poza tym, że cena będzie też niższa niż takiej Tesli czy BMW i pułap cenowy takiego samochodu będzie w zasięgu Polaków. Każdy przecież będzie chciał obniżyć koszty podróży – zwłaszcza w miastach, gdzie elektryki z ich obecnym zasięgiem spisują się bardzo dobrze.

  • Rafał Małek

    Przecież to oczywiste, że silnik spalinowy odchodzi do lamusa. Źródła ropy naftowej są na wyczerpaniu, więc z biegiem czasu paliwo będzie coraz trudniej dostępne. W ogóle to dotyczy paliw kopalnych, w tym elektrowni atomowych, które też wymagają coraz trudniej dostępnego paliwa (uranu).
    Oparcie gospodarki i transportu na paliwach kopalnych wymusiłoby ogromne nakłady na armię i rozpętywanie wojen w innych miejscach na świecie, aby sobie wywalczyć dostęp. Dlatego wszyscy poza USA odchodzą, nawet Chiny są liderem we wdrażaniu odnawialnych źródeł energii, zaraz za nimi Niemcy.

    Niektóre źródła odnawialne, jak wiatr i słońce, są niestabilne w czasie, czyli w zależności od pogody i zapotrzebowania energii jest za dużo, albo zbyt mało.
    Akumulatory samochodów elektrycznych mogą przechowywać ową nadwyżkę i oddawać jej część do sieci energetycznej kiedy zajdzie taka potrzeba.

    A obecnie minus, że elektrycznym samochodem można przejechać jednorazowo 200…300 kilometrów, jest mało istotny dla większości użytkowników samochodów, bo średnie dzienne przebiegi są dużo niższe.
    Jak ktoś chce się dostać na wczasy, to po prostu wsiądzie w pociąg lub samolot, zamiast się męczyć samochodem, po 2…3 godzinach jazdy kierowca już pada.
    Wiem, bo dojeżdżam na wczasy na Chorwację, 800 kilometrów w jedną stronę, to niesamowicie męczące i tylko dlatego jadę samochodem, bo przy 3…4 osobach wychodzi nieco taniej niż autobus, samolot, albo pociąg. Bilet na autobus kosztuje bodajże 250 złotych, tyle ile benzyna, więc przy 3 osobach i uwzględnieniu winiety na Słowacji zaoszczędzam 150 złotych w jedną stronę.

    • :)

      800 km w większości po autostradach. Niesłychanie męczące zajęcie nawet w wydaniu raz na rok.

      Może zostaw prowadzenie auta żonie/dziewczynie/teściowej? Niektórzy faceci nie nadają się do „tak ciężkich prac”.

    • Karol Hamann

      Do zagospodarowania mamy jeszcze oprócz uranu tor i odpady radioaktywne. Tylko szaleniec postulowałby by gospodarkę oprzeć na OZE.

    • krm

      „Jak ktoś chce się dostać na wczasy, to po prostu wsiądzie w pociąg lub
      samolot, zamiast się męczyć samochodem, po 2…3 godzinach jazdy
      kierowca już pada.” Może proszę to powiedzieć tym wszystkim kierowcom jadącym na wczasy po 500-2000km. Jacy oni są głupi albo niedoinformowani bo przecież w pociąg mogliby wsiąść. Dla mnie trasa 1000km jest przyjemnością, rzadko mam okazję, bo w wakacje, ale czekam na to cały rok.
      Ja jednak wolałbym aby wybór mieli kierowcy, jeśli będzie taniej samochodem elektrycznym, zasięg będzie przyzwoity i cena podstawowego modelu nie przekroczy 40 tys. złotych to pewnie takie sobie kiedyś kupię.

    • Piotr Potulski

      Przy tym pułapie cenowym to chyba musisz czekać na elektryki od Daci.

    • krm

      Właśnie to miałem na myśli :) A prędko to nie nastąpi.

    • Bartosz Brzeziński

      Dla Ciebie przejazd 800km jest zbyt męczący, więc zakażesz mi jeździć w takie trasy?

      Zanim zaczniesz coś takiego postulować to wiedz że dla mnie noszenie długich włosów było męczące. Świat pełen łysych wiele by oszczędził. Co Ty na to, piszemy petycję o zakaz? W końcu i tak owłosienie odchodzi do lamusa.

      I swoją drogą, skoro silnik spalinowy i tak umiera, to po co wymuszać to zakazami? Silników parowych nikt nie zakazywał, a wymarły sobie naturalnie.

    • Rafał Małek

      A dlaczego zakazano silników dwusuwowych w nowych samochodach? Były mniejsze, lżejsze i tańsze niż czterosuwowe. No i wydzielały tak uwielbiany przez kierowców zapach spalonej benzyny oraz oleju, przypominający wszystkim że mają do czynienia z prawdziwą motoryzacją…
      Dlaczego zakazali sprzedaży akumulatorków niklowo-kadmowych?
      Itp…
      Silniki parowe nadal są stosowane, głównie jako turbiny parowe, na przykład na statkach, w elektrowniach.

      Wyobraźmy sobie jednak sytuację, że rządy nie ogłaszają, iż w którymś tam roku za ileś tam lat zakażą produkcji i sprzedaży nowych samochodów spalinowych.
      Niech „rynek” decyduje.
      Samochody elektryczne, z powodu niewielkiej skali produkcji, byłyby drogie, więc nadal wszyscy kupowaliby spalinowe.

      Aż pewnego dnia kierowcy podjeżdżają pod stacje benzynowe, a tam wisi karteczka, że benzyny nie ma, albo że jest wyłącznie na kartki, które w pierwszej kolejności są wydawane użytkownikom państwowym (wojsko, policja itp), reszta dostanie przydział na przykład 20 litrów benzyny miesięcznie, w kolejnym roku 15 litrów benzyny miesięcznie, 10…

      Inną opcją byłaby dużo wyższa cena benzyny, z roku na rok coraz wyższa, ale ta dotyczyłaby wszystkich, więc sparaliżowałoby to działania policji i wojska.

      Ropę naftową Europa musi importować.
      Na przykład z Bliskiego Wschodu, ale tam ostatnio bez przerwy jakieś wojny zagrażające stabilności transportów. No i Amerykanie mają armię mogącą wymusić, żeby transporty płynęły do nich, nie do Europy, Europa nie ma potencjału militarnego by angażować się w wojnę z USA. Szczególnie że ostatnio prezydent USA ogłosił, że nadal będą wspierać interesy swojego przemysłu naftowego.
      Bliskowschodnie źródła ropy są bliskie wyczerpaniu, z roku na rok ograniczają wydobycie, nawet Arabia Saudyjska inwestuje w OZE.
      Kolejnym źródłem ropy dla Europy jest Rosja. Z tą współpraca polityczna układa się różnie. Ale pewnego dnia Rosja może przykręcić lub całkiem zakręcić kurki, bo coraz więcej sprzedaje Chinom.
      Zresztą Chiny to największy światowy inwestor w dziedzinie OZE, bo nie chcą się uzależniać od dostaw z Rosji. I wiedzą, że w Rosji też wcześniej czy później źródełko się wyczerpie.

    • marcinsud

      Przecież etanol jest jak najbardziej OZE, a nowoczesne silniki spalinowe potrafią jeździć na E85, a niektóre na E100. Kwestia dostosowania nowych silników spalinowych do innego paliwa.

    • anonim

      Na jakim wyczerpaniu ? Co ty piszesz ? Za twojego życia Antarktydę przekopią a braku paliw nie uświadczysz…

    • Diabell

      730km w jedną stronę jeżdżę co dwa tygodnie na weekend z Niemiec do Polski :-)

  • John Katharsis

    Też mi ekologia. Od raz niech wprowadzą zakaz.

    • lewicowa wizja świata

      Całkowity zakaz poruszania się prywatnymi samochodami. Dozwolona będzie wyłącznie komunikacja zbiorowa. Dla afrykańskich migrantów (z rodzinami) komunikacja będzie dożywotnio darmowa.

  • doogopis

    Ta 2040! No to se mogą bredzić! https://uploads.disquscdn.com/images/8b2d4ccc63a43655e6079b8c930f57895a28065164023960111a0f89b26a322e.jpg Gdyby tak naprawdę chcieli to już dziś duża część samochodów by jeździła napędzana czymś zdrowszym. Jak i w temacie pozysksnia energii. Pomyśleć że oni bredzą o kolonizowaniu jakiegoś marsa a samochodu na baterie zrobić nie mogą.
    Mają Tesle i tylko o tym sie pisze. Tesla to tesla tamto. A gdyby tak padła firma to rynek elektryków by sie załamał. Pewnie samochód elektryczny długo nie bedzie powszechny. I ciekawe jak wygląda zwarcie w tak dużych akumulatorach,może popalić tyłek.
    Nie ma żadnych wiarygodnych dowodów że ropa sie kończy. A propagande to oni mają dobrą,co chwile robią małe kroki do przodu a samochody elektryczne i odnawialne źródła energi w powszechnym użytku to mit. Kilka jest tak dla picu.

    • Pierwszy samochód elektryczny powstał przed samochodem spalinowym. Jednak ze względu na jedyny plus silnika spalinowego, jakim jest łatwość załadowania paliwa napędzającego silnik, wystarczy kilka minut i możemy przejechać setki kilometrów, to właśnie ten rodzaj silnika stał się głównym i przez wiele lat jedynym rodzajem napędu w samochodach. Natomiast silniki elektryczne były traktowane po macoszemu i nikt nie przywiązywał do nich większej wagi. Zresztą lobby naftowe było tak silne, że nawet jak ktoś zaczynał nad tym prace, albo wymyślił jakąś rewolucyjną technologię, to patenty były wykupywane i nigdy nie trafiały do projektów komercyjnych. Dopiero od czasów Priusa i to drugiej generacji (czyli 2003 rok), producenci zaczęli coraz bardziej poważnie podchodzić do tematu silników elektrycznych w samochodach. Co prawda próby były już wcześniej, chociażby Mercedes pierwszą A klasę projektował jako samochód w pełni elektryczny, ale uznano, że współczesna technologia nie jest jeszcze na tyle dobra, żeby wypuszczać taki samochód i ostatecznie trafił na rynek z silnikami spalinowymi. Od czasu Priusa coś się ruszyło w tym temacie, jednak szybko okazało się, że technologia akumulatorów jest nieodpowiednia do samochodów. Wcześniej ludzie nie potrzebowali lepszych ogniw, bo tam gdzie były wykorzystywane, to litowo-jonowe były wystarczające. Dopiero samochody pokazały, że trzeba na poważnie pomyśleć nad nowym rodzajem ogniw. Ponieważ przez lata technologia była zaniedbana, to tak naprawdę prace trzeba było zaczynać niemal od zera i prawdopodobnie w najbliższych 5 latach ujrzymy efekty tych prac. Jeśli tylko uda się opracować akumulatory które można naładować w czasie maksymalnie pół godziny tak żeby przejechać na tym minimalnie 300-400 kilometrów to zniknie jedyny plus silników spalinowych. Jak tylko ceny samochodów elektrycznych spadną do akceptowalnego poziomu, a wraz z upowszechnieniem technologii, w końcu to się stanie, to mało kto będzie jeszcze myśleć o zakupie samochodu z silnikiem spalinowym. Trzeba też pamiętać, że niemal z każdym rokiem normy emisji spalin są coraz bardziej restrykcyjne i coraz trudniej jest je osiągnąć. W końcu dojdziemy do takiego punktu, że taniej będzie opracować dobry silnik elektryczny, który bez większych zmian będzie można stosować przez najbliższe 20 lat, niż wydawać miliardy na opracowywanie silników spalinowych, które za 4-5 lat nie będą spełniać wymaganych norm

    • Rafał Małek

      W USA nikt nie jedzie setki kilometrów samochodem, tylko wsiada w samolot.

    • To teraz napisałeś bajki, dlatego właśnie Stany są największym konsumentem ropy naftowej. Oczywiście między dużymi miastami ludzie latają samolotami, ale zazwyczaj taka podróż to odległość jak z Gdańska do Zakopanego, albo nawet i przelecenie tysięcy kilometrów. Jedź sobie z takiego NY do Detroit i tak np kilka razy w miesiącu. Jednak jest tam mnóstwo ludzi, którzy mieszkają 100-200km od miasta i codziennie dojeżdżają do pracy. Zresztą USA to zupełnie inna bajka niż Europa, tam ludzie kochają swoje wielkie samochody z wielkimi silnikami i wielkim spalaniem. W Europie raz, że jest większa świadomość ekologiczna, a dwa to odległości między miastami są stosunkowo niewielkie. Jadąc z Warszawy do Łodzi po godzinie jesteś na miejscu, do Poznania 3 godziny i jesteś, ale jak udajesz się na wakacje powiedzmy do Hiszpanii to lecisz samolotem. W sumie nie wiem po co wspomniałeś o tej Ameryce, ale nawet idąc twoim tokiem, to tam tym bardziej są potrzebne dobre samochody elektryczne

    • Rafał Małek

      Już nie kochają, General Motors ze swoimi dużymi samochodami niemal nie zbankrutował i połowę rynku przejęła Toyota.

    • Dlatego właśnie pierwszą trójkę najpopularniejszych modeli w USA stanowią (w kolejności popularności) Ram Truck, Chevrolet Silverado i Ford Serii F, tylko te 3 modele stanowią ponad 11% całej sprzedaży, co jest gigantyczną ilością. W pierwszej dziesiątce są 2 hatchbacki, 2 sedany, reszta to SUVy plus trzy wielkie pickupy, wymienione wcześniej. To gdzie te małe samochody? Sedany to przecież też nie są małe samochody miejskie, jedynie te hatchabki są stosunkowo małe jak na standard USA. Natomiast cała Toyota (wraz ze sprzedażą SUVów) to około 14% całej sprzedaży. Najpopularniejszy producent, czyli ten niedobry GM, który niemal nie zbankrutował i stracił taki wiele rynku na rzecz Toyoty, sam ma prawie 18% rynku. W połączeniu z innymi producentami odpowiedzialnymi za duże samochody, czyli z Fordem i Chryslerem mają w sumie niemal 50% rynku (ponad 46%). Coś ci się nie udało z tą Toyotą. Trzeba pamiętać, że w ostatnich latach, również w USA wzrosły normy emisji spalin i gdyby nie to, to zapewne udział dużych samochodów w rynku, byłby jeszcze większy. Inna sprawa, że w USA po prostu jest potrzeba posiadania dużych samochodów, mogących wjechać w trudny teren.
      Zresztą tak jak napisałem wcześniej, nie wiem po co wspomniałeś o tych Stanach, skoro USA tym bardziej jest dowodem na to, że potrzeba dobrych samochodów elektrycznych

    • marcinsud

      Pickupy w USA chyba obowiązują normy emisji spalin samochodów ciężarowych czyż nie?

    • Godu

      A masz jakiś przykład działającej maszyny pobierającej prąd znikąd?

    • Anonim

      Co Ty opowiadasz? Na rynku jest wiele innych aut elektrycznych poza Teslą i są jeszcze hybrydy.
      A sama Tesla nie może upaść (przynajmniej nie przez najbliższe lata) – chyba zapominasz, kto jest jej właścicielem i z jakim wyprzedzeniem sprzedają się ich samochody.

  • Morski Morświn

    Jak będzie popyt to chińczycy będą klepać diesle nawet do 3000 roku. Ich europejskie prawo nie dotyczy.

    • Www

      Ale dopuszczenie do ruchu na terenie np.Francji w 2040 już tak.

    • Morski Morświn

      Tak samo jak podróbki iphona są zabronione (prawa patentowe) a jednak jest tego multun na polskim rynku

    • Łatwiej sprowadzić telefon, niż samochód. Poza tym samochód musisz zarejestrować, telefon nie

    • Morski Morświn

      Piszą tylko o zakazie sprzedaży. Rejestrować będzie można choćby używki przez kolejne 20 lat :)

    • Tylko problem jest taki, że ten samochód musi uzyskać homologację, żeby można go było zarejestrować, nawet jako używanego. Sama Francja nic nie zdziała, ale jeśli oni pójdą twardo w tym kierunku to i inne kraje Europejskie to zrobią, a UE przestanie homologować silniki spalinowe w samochodach. Zresztą nawet Francja może wprowadzić taki zakaz. Sytuacja analogiczna jak z kierownicą po prawej stronie. W Polsce przez wiele lat był zakaz rejestracji takich samochodów, nawet używanych, Unia na nas wymogła zniesienie tego zakazu, ale za 20 lat wątpię aby zrobiła to samo z silnikami spalinowymi, nie po to wprowadzają coraz ostrzejsze normy emisji spalin, żeby później przeszkadzać jakiemuś krajowi w walce totalnej z silnikami spalinowymi. Tak więc kupować można by było samochody które są zarejestrowane we Francji, ale z innych krajów już by nie można było sprowadzać

    • www

      Jak nie będziesz miał dokumentu homologacyjnego to możesz koło komina tym samochodem jeździć, bo Ci nie zarejestrują.
      Wnoszę, że masz co najwyżej 15 lat, bo samochodu nigdy nie miałeś.

    • Morski Morświn

      Piszą o zakazie sprzedaży a nie rejestracji. Czytać ze zrozumieniem uczą w podstawówce wię kto tu ma 15 lat?

    • Maks Cavallera

      „Ogłaszamy koniec sprzedaży samochodów z silnikami benzynowymi i diesla od roku 2040.”
      Dla mnie jasno wynika, że nie będzie sprzedaży spalinowych aut we Francji. Nie ma tu nic o całkowitym zakazie poruszania się autami spalinowym. Chyba trochę nadinterptetujesz.

    • GLOCK

      jeśli zakarza sprzedaży to zapewne zakażą rejestracji posjazdów spalinowych po 2040. auta zarejstroweane do tego czasu będą mogły się poruszać (o ile nie wprowadzą drakońskich podatków i zakazów oraz tym samym zmusza do zmiany samochodów przez francuzów).nie ma tu nadinterpretacji.

    • Maks Cavallera

      Odniosłem się do tej wypowiedzi Www „Ale dopuszczenie do ruchu na terenie np.Francji w 2040 już tak.”.
      Zakaz całkowitego poruszania się aut spalinowych to przecież strzał w stopę. Turyści z krajów gdzie będą legalne auta spalinowe zrezygnują z wyjazdu do F. Transport przemysłowy jak ma wyglądać? Jedzie TIR do granicy F. I tam wszystko jest przeładowywane?
      Poza tym pewnie znajdą się jakieś grupy, które będą ułatwiać rejestrację aut w innych krajach.
      Zagadnienie złożone i nie tak oczywiste do rozwiązania jak to pisze Www.

    • GLOCK

      myśle ze rozpatrujemy problem który w europie może zniknąć sam. Tesla to 100% elektryki, Volvo bedzie sie wycofywać z aut spalinowych. za 20 lat może nie byc juz aut spalinowych (a przynajmniej bogata europa ich miec nie bedzie). problemem jest puki co transport który w sumie moża przewalić na tory a małe dostawczaki też już są elektryczne, wiec wystarczy tak rozplanowac aby towary docierały do centr logistycznych na torach a z tamtąd kołami ale autami elektrycznymi…wszystko kwestią chęci i kalkulacji.

    • Rafał Małek

      Nie musi być zakazu poruszania się autami spalinowymi. Wystarczy tylko, że w ogóle benzyna przestanie być dostępna w sprzedaży, albo będzie na kartki, na przykład 20 litrów miesięcznie na samochód.

      Gdyby nie amerykańskie łupki, dzięki którym przynajmniej chwilowo uniezależnili się od dostaw ropy z Bliskiego Wchodu, to już od kilku lat ropa zaczęłaby się kończyć i paliwo byłoby albo niesamowicie drogie, albo dostępne na kartki.
      Jest tanie, bo jest wielu niezależnych dostawców konkurujących ze sobą cenami, ale tym dostawcom też będzie się kończyć i jeden po drugim zaczną zwijać interes.

    • Rafał Małek

      Nie będzie popytu, bo po prostu nie będzie możliwości zakupu paliwa.
      Światowy szczyt wydobycia ropy naftowej przypadł chyba na 2004 rok, po tym czasie pola naftowe wysychają i wydobycie spada. Stąd te wojny w Iraku, Syrii, straszenie Iranem.
      Chwilowo sytuację uratowały amerykańskie łupki, dzięki którym USA uniezależniły się od dostaw z Bliskiego Wschodu i więcej bliskowschodniej ropy trafiło na światowe rynki, ale te też wcześniej lub później zaczną się kończyć.

      Za kilka do kilkunastu lat paliwo może być wyłącznie na kartki.

    • „Za kilka do kilkunastu lat paliwo może być wyłącznie na kartki.”

      Aż tak daleko bym się nie posuwał – takie prognozy pojawiają się od dawna i ropy ciągle nie brakuje… Oczywiście nie zmienia to faktu, że kiedyś się skończy.

    • Anonim

      Wcale nie musi czegoś brakować, by było mniej opłacalne. Pamiętasz skok cen cukru? Cukier do dziś nie wrócił do swojej ceny.

    • Bękart Mroku

      Może nigdy jak nauczymy się ją tanio syntetyzować.

    • Rafał Małek

      Już od dawna ropy brakuje.

    • Morski Morświn

      Pitolenie o szopenie. Paliwo nigdy się nie skończy jedynie sposób jego pozyskiwania. Hitler produkował z węgla, da się z alg i kukurydzy, można też z kupy krowy i nawet z samego dwutlenku węgla.

    • Rafał Małek

      Jak coś wydobywa się z dziury w ziemi, to wcześniej lub później w tej dziurze zabraknie.

  • Mark

    W 2017 ogłaszają co będą robić w 2040. Śmieszne, niepoważne i głupie, z powodów których jest tyle, że nawet nie chce się ich wymieniać.

    • www

      To się nazywa strategia długoterminowa.

    • Anonim

      To się nazywa pobożne życzenie.

    • Rafał Małek

      Muszą uniezależniać energetykę i transport od paliw kopalnych, bo pewnego dnia tych paliw może zabraknąć. I ten dzień się zbliża.
      To wymaga modernizacji całej infrastruktury, a takiego przestawienia nie da się dokonać z roku na rok, to proces trwający kilkadziesiąt lat.

      Polską energetykę opiera się na węglu, bo są kopalnie i w nich węgla starczy aż na 30 lat.
      Ale te 30 lat minie bardzo szybko i Polska zostanie z infrastrukturą energetyczną, do której w ogóle nie będzie paliwa.
      A kierowcy zostaną z pojazdami, do których w ogóle nie będzie paliwa, albo będzie na kartki, na przykład 20 litrów miesięcznie przydziału.

    • Chińczycy myślą i działają długofalowo. Na razie nieźle na tym wychodzą…

  • Maciek

    Do 2040 to we Francji władza się zmieni co najmniej kilkukrotnie, więc nie byłbym tego zakazu taki pewien.

    • GLOCK

      wystarczy ze uregulują to prawnie i władza może sie zmieniać…w niektórych krajach świata szanuje sie prawo.

  • Tomek

    Niech oni się zajmą problemem z imigrantami i bezpieczeństwem własnych obywateli, a nie jakimś debilnym porozumieniem klimatycznym, bo jakieś ekozjeby będą protestować…😜
    Prawda jest taka, że te ich nie globalne ocieplenie jest spowodowane zwiększoną aktywnością Słońca, a nie spalinami z silników samochodowych… A elektryczny to może być czajnik, a nie samochód…

    • GLOCK

      jako fan motoryzacji a zatem i silników spalinowych-zwłaszcza V8 których mógłbym słuchać na dobranoc:) mam inne zdanie. prawda jest taka ze samochody elektryczne to przyszłość od której nie uciekniemy a Tesla pokazuje ze może to być przyszłość zarówno piękna jak i szybka. zobacz na wyścigi formuły E. na chwilę obecną największa bolączka elektryków jest ich relatywnie niewielki zasięg i długi czas ładowania. jeśli uda się skrócić czas ładowania do powiedzmy 15-20 minut jednocześnie osiągając dystans 300-400 km padnie najwiekszy argument przeciwko elektrykom. bo bedą one miały wiecej zalet jak wad: brak hałasu, brak uciązliwego serwisu itp. w tych autach jedyne co bedzie serwisowe to opony.

    • Anonim

      Głównym problemem aut elektrycznych jest cena. Zasięg i czas ładowania to przeszkadza teoretykom, których w zdecydowanej większości nie stać na takie auto. Do tego jeżdżą do pracy komunikacją zbiorową, rowerem lub autem nie dalej niż 30km i wygłaszają dziwne teorie o tym, jak to człowiek potrzebuje 1000km zasięgu. Natomiast prawda jest taka, że nie znam nikogo (wśród rodziny i znajomych), kto często robiłby więcej jak 100km. Problem zasięgu jest więc równie sztuczny, jak problem wjazdu rodzinnym kombi w ciężki teren czy głębiej w las.

    • GLOCK

      oczywiście masz dużo racji ale cena to inna kwestia. my Polacy mamy manie porównywania cen do swoich zarobków i z tąd przeświadczenie ze wszystko jest drogie ale dla przecietnego niemca,norwega czy holendra to nie jest jakaś nierealna granica. zwłaszcza ze w wikszości krajów promuje sie auta hybrydowe czy elektryczne np darmowymi parkingami,cenami ubezpieczeń czy przejazdami na autobanach.w ten sposób ewentualna róznica w cenie zakupu zwraca sie w eksploatacji.dodatkowo popatrz na obecne hybrydy które są pierwszym krokiem do aut 100%elektrycznych. ich ceny wcale nie odbiegają od aut napedzanych w tradycyjny sposób. mój znajomy kupił hubrydową toyote i twiewrdzi ze nie pamieta ostatniej wizyty na stacji. porusza sie głównie po mieście i zasuwa na benzynie tylko jak akumulatory potrzebuja ładowania.

    • Anonim

      Ale w tych porównaniach jest trochę racji. Zaraz padną hasła „zmień prace, weź kredyt”, ale o kupowaniu nowych aut mówią nam osoby, które siedzą sobie na ciepłych rządowych posadach biorąc za to 5 cyfrowe sumy. Ktoś musi pracować w fabrykach za najniższa krajową, bo gdy każdy zacznie kręcić własny biznes lub awansować na prezesa, to najniższe posady zaleją imigranci, którzy nie będą mieli oporów pracować za najniższą krajową. Nie da się zakazać biedy.
      Aby zwiększyć sprzedaż aut ekologicznych, trzeba by dać jakiś argument kupującym – w innych krajach są udogodnienia o których piszesz, w naszym kraju nie ma żadnych.

    • Bękart Mroku

      „Natomiast prawda jest taka, że nie znam nikogo (wśród rodziny i znajomych), kto często robiłby więcej jak 100km.”
      Ja natomiast nie mam wśród znajomych bezdomnych. Znaczy się nie istnieją?
      „Problem zasięgu jest więc równie sztuczny,” – nawet jeśli raz bym musiał zrobić większą trasę na którą by samochód nie pozwolił to jest nie przydatny bo ogranicza mnie. Za mniejsze pieniądze mogę mięć coś co mnie nie ogranicza.

    • Anonim

      „Ja natomiast nie mam wśród znajomych bezdomnych. Znaczy się nie istnieją?”
      A gdzie tak napisałem? Nie baw się tak brzydko.
      Z robiącymi trasy jest jak z użytkownikami Xiaomi – wpadasz do netu i każdy wychwala Xiaomi, a potem wchodzisz na ranking.pl i Apple pierwsze, potem Huawei, a potem Samsungi, Sony i HTC.
      Tak samo jest z ludźmi robiącymi trasy – pod wpisami o elektrykach nagle każdy robi trasy i potrzebuje 1000km zasięgu. A potem wyłączasz kompa, pytasz znajomych i nikt nie wyjechał poza województwo przez ostatnie kilka miesięcy.
      Ja nie mówię, że elektryk jest dla wszystkich. Ale większość kierowców nie jeździ tak daleko, by potrzebować auta z dużym zasięgiem. Poza tym zawsze można mieć 2 samochody – przy obecnych cenach elektryka drugie auto (na normalne paliwo) nie jest dużym wydatkiem. Dwa samochody w rodzinie to nie jest rzadkie zjawisko – szczególnie poza miastami, gdzie mąż i żona muszą dojechać do pracy, i zwykle nie do tego samego miejsca, ani nawet o tej samej porze.

      „nawet jeśli raz bym musiał zrobić większą trasę na którą by samochód nie pozwolił to jest nie przydatny bo ogranicza mnie. Za mniejsze pieniądze mogę mięć coś co mnie nie ogranicza.”
      Rozumiem, że masz kombi lub wana w dieslu, bo zwykły sedan czy hatchback Cię ogranicza – raz w roku będziesz chciał przewieść lodówkę z Zakopanego do Gdyni i klops. ;)

    • Bękart Mroku

      „A gdzie tak napisałem? Nie baw się tak brzydko.”
      Pokazałem Ci tylko bezsens argumentu, że Ty nie znasz to nie istnieje problem.
      „Poza tym zawsze można mieć 2 samochody – przy obecnych cenach elektryka drugie auto (na normalne paliwo) nie jest dużym wydatkiem.”
      Pozazdrościć zarobków ;-) Pamiętaj, że zakup to nie jedyny problem posiadania 2 samochodów. Trzeba gdzieś parkować, opłaty, naprawy/przeglądy. I znam ciekawsze sposoby wydawania nadmiaru kasy.
      „A potem wyłączasz kompa, pytasz znajomych i nikt nie wyjechał poza województwo przez ostatnie kilka miesięcy. ”
      Ja nie muszę pytać znajomych, widzę po postach na fb że cały czas ktoś gdzieś dalej jeździ i to samochodem.
      „Dwa samochody w rodzinie to nie jest rzadkie zjawisko”
      No nie jest. Ale też nie rzadko oboje potrzebują gdzieś pojechać dalej. Ja często jadę na weekend gdzieś w jedną stronę a kochanie do mamusi w drugą. Kto ma nie dojechać zakładając, że jeden to elektryk? :D
      „będziesz chciał przewieść lodówkę z Zakopanego do Gdyni i klops” nigdy w żuciu nie wiozłem lodówki :P Lodówkę sklep mi dowozi.
      Ale na weekend często co tydzień ma co najmniej 300km w jedną stronę co już jest powszechniejsze.
      Obecnie elektryk to raczej głupia eko moda i sztuczne napędzanie niż realna konkurencja.
      Nie mówię, że kiedyś nie będzie to realna alternatywa. I wtedy pewnie z przyjemnością kupię. Obecnie są to koncepty i eksperymenty które ktoś ludziom sprzedaje.

    • Rafał Małek

      Nie chodzi o emisję dwutlenku węgla i efekt cieplarniany. Po prostu ropa naftowa staje się coraz trudniej dostępna i już niedługo całkiem przestanie być dostępna.

  • Todzio

    Wielbłądy w salonach i kalifat. I asfalt zerwać bo kopyta się za szybko przetrą.

  • Szymon L

    A co to za problem? Wezmą latające dywany od muslimów.

  • Dominik Mańkowski

    W 2040 to oni będą mieli wojnę domową z muzułmanami

  • waldus

    francja jest krajem rolniczym wybitnie inne kraje rozwiniete maja wielki przemysl transportowy jak ktos jechal w niemczech autobahnem to wie ze prawy pas to w 95% tiry

    ciekawy jestem jak to frncusi chce teraz zeby rolnicy posiadali elektryczne ciagniki a transport elektyczne ciagniki siodlowe ;)

    tak naprawde dzisiaj powinno sie skupic na tym by nie spalac zle paliw kopalnych
    malo kto wie ze silniki turbo generuja „bardzo zle” spaliny

    osobiscie jestem za hybrydami z obowiazkowym lpg i systemami hamowania przy niskich predkosciach – obnizamy spaliny, zmniejszamy koszty tankowania, zmniejszamy smiertelnosc na drogach

  • Grzegorz

    „będzie też ograniczał udział elektrowni atomowych w bilansie energetycznym. W tym samym czasie Polska wciąż zastanawia się nad reaktorami”
    A pan dziennikarz wie, ile procent energii elektrycznej Francja produkuje z atomu? Ponad 70%.
    Jakiekolwiek porównania z Polską nie mają tutaj żadnego sensu…

  • Diabell

    Spokojnie, zakaz sprzedaży, a nie użytkowania. Patrząc na polski rynek motoryzacyjny i wiek pojazdów powyżej 20 lat, po Francji teoretycznie do 2060 roku będą jeszcze śmigać spalinówki. Tylko pytanie, czy ktoś jeszcze będzie chciał jeździć czymś takim, gdy rynek i wtórny i pierwotny będzie już zalany elektrykami? Prawdopodobnie już w pełni autonomicznymi, z prawdopodobnymi sporymi ulgami podatkowymi i ubezpieczeniowymi oraz licznymi przywilejami, jak np. strefy darmowych parkingów czy sieci ładowarek. Ceny paliw za te 20 lat z pewnością nie będą już tak niskie jak dziś, co sprawi, że jazda z silnikiem spalinowym pozostanie już tylko domeną bogaczy. Będę tęsknił za znajomym warkotem… Jestem też niezmiernie ciekaw przyszłości motoryzacji!