80

To brak, który doprowadza mnie do szału we współczesnych telewizorach

Współczesne telewizory to potężne maszyny, które oferują cały pakiet rozmaitych możliwości. I mimo mojego podziwu i szacunku dla nich, wciąż mają elementy których mi tam... po prostu brakuje.

Telewizor to nie telewizja — piszemy o tym ciągle, bo w dobie coraz lepiej rozwijanych usług VoD dla wielu osób kwestia dostępu do lokalnych stacji tv ciągle traci na znaczeniu. Szczerze mówiąc to nie pamiętam już, kiedy zgodnie z rozkładem telewizyjnym zasiadłem przed odbiornikiem. Zresztą nie miałoby to za dużego sensu, bo… mój egzemplarz nie ma nawet anteny. Zamiast tego ma podpięte konsole które dzielnie pełnią funkcję odtwarzaczy DVD i Bluray. A ich wnętrze wypełnia cały pakiet aplikacji w których zawsze jest co oglądać. I ostatnie pół roku dla mnie to… dwa telewizory. Nieustannie czekający na aktualizację która naprawi co zepsuła jej poprzedniczka Android TV Sony oraz świetny Samsung z Tizenem. Każdy ma swoje mniejsze lub większe wady i niedociągnięcia, jednak to kawał świetnej współczesnej elektroniki. I choć w przypadku każdego z nich mogę wymienić sporo mocnych stron, to… oba mają jedną rzecz, której mi w nich niezwykle brakuje — i niestety nic nie wskazuje na to, aby to miało się niebawem zmienić.

Największy brak współczesnych telewizorów? Opcja ciepłych barw!

Największym niedopatrzeniem w mojej opinii jest… brak trybu nocnego z prawdziwego zdarzenia. Mam tu na myśli ciepłe barwy, takie jak te, które na komputerze oferuje nam aplikacja f.lux. Korzystam z tego rozwiązania na laptopie, korzystam na smartfonie i… Nie mogę korzystać na telewizorze, bo ich nie ma. Nie będę was tutaj zanudzał tym, jak to niebieskie światło źle wpływa na nasz sen itd. — dla mnie to po prostu kwestia wygoda i odczucia mniejszego zmęczenia dla wzroku. Rozumiem że takie opcje idą w parze z dużo mniejszą paletą barw i fatalnym odwzorowaniem kolorów, którymi w kampaniach reklamowych szczycą się firmy. Mimo wszystko chętnie skorzystałbym z takiego trybu wieczorami, bo ostatnio przyłapuję się na tym, że dla własnego komfortu wybieram komputer, który jest mniejszy i niewygodny, ale nie razi mnie niebieskim światłem. Coś za coś.

A skoro już o nocnym oglądaniu mowa, to jeszcze jeden szczegół…

Kojarzycie minutnik w telewizorze, który po kilku(dziesięciu) minutach automatycznie wyłączy urządzenie? Rzecz z której korzystam regularnie od… kiedy tylko pamiętam. W starusieńkich kineskopowych telewizorach odpowiedzialny za to był najczęściej jeden klawisz — wszystko było pod ręką zawsze i wszędzie. W Tizenie trzeba się trochę przeklikać, ale powiedzmy, że nie jest to zbyt uciążliwe. Co innego w przypadku Android TV, który to każdorazowo zmusza mnie do wyłączenia używanej aplikacji i powrotu do menu, gdzie na dole czai się odpowiednia opcja. O ile jeszcze w przypadkach gdy uruchamiam TV by puścić jakąś muzykę czy serial w formie kołysanki to pół biedy, o tyle podczas dłuższego maratonu wyłączanie streamingu aby uruchomić timer to… jakieś kuriozum. I mam nadzieję, że przy kolejnej wersji oprogramowania twórcy systemu nareszcie to jakoś sensownie rozwiążą.