3

Jeden z najlepszych RPG-ów ostatnich lat wygląda obłędnie na pecetach. A na tym nie koniec!

jRPG przeżywają swoją drugą młodość za sprawą takich produkcji, jak Final Fantasy XV. Pojawienie się tej gry na pecetach to mnóstwo powodów do radości, bo mamy do czynienia z jednym z najlepszych przedstawicieli swojego gatunku. A piszę to po kilkudziesięciu godzinach spędzonych z Noctisem i spółką.

Premiera Final Fantasy XV na pecetach to spore wydarzenie, biorąc pod uwagę, że gra tak dobrze przyjęła się wcześniej na konsolach. Pecetowcy w nagrodę za czekanie otrzymują pełen pakiet dodatków w zestawie, a przede wszystkim sama gra została od czasu premiery solidnie dopracowana i dopieszczona. To ważne, bo w pierwszych miesiącach po debiucie, mimo wielu walorów, sporo jej brakowało do nazwania „ukończoną”.

Samą grę recenzował w grudniu 2016 roku na łamach Antyweba Paweł Winiarski. Pisał wówczas:

Oczywiście gra nie jest idealna, nie jest to też najlepsze Final Fantasy w historii, ale bez dwóch zdań udało się wypuścił najfajniejszą i najbardziej wciągającą odsłonę od lat. Świat FFXV potrafi oczarować, od pewnego momentu gra wciąga fabułą, potrafi przyćmić niedociągnięcia, potrafi zachwycić oprawą czy walkami z większymi przeciwnikami. Jednocześnie oddaje zarówno ducha jRPG jak i całej serii, a braku tego obawiałem się chyba najbardziej. FF mogło skręcić w bardziej zachodnią stronę i wszystko zepsuć, tymczasem udało się zachować odpowiednie proporcje. Fani serii będą się przy tym tytule dobrze bawić, świeżaki też znajdą tu coś dla siebie. Nie jest to Wiedźmin 3, nie jest to Final Fantasy VII, ale Square Enix udało się wypuścić solidną, dużą, rozbudowaną i wciągającą produkcję z naprawdę dobrym i dynamicznym systemem walki.

Z tego też powodu bardziej chciałbym się skupić na niuansach, a chcących poznać ocenę Pawła, odsyłam do jego recenzji Final Fantasy XV.

Jednocześnie (podobnie jak Paweł), gorąc zachęcam do obejrzenia animacji Kingsglaive przed zagraniem w FFXV. To prequel dla wydarzeń z gry, który zrealizowano z niebywałym rozmachem. Tak fenomenalnych scen walki dawno nie widziałem w żadnej animacji, a i sama historia oraz bohaterowie trzymają bardzo, ale to bardzo wysoki poziom. Byłem pod dużym wrażeniem i skutecznie dałem się wciągnąć w klimat produkcji.

To ważne, żeby zafundować sobie animację przed zabraniem za grę, bo Final Fantasy XV naprawdę powoli się rozkręca, co może niektórych wystraszyć. Przez dłuższy czas wykonujemy bowiem dziesiątki małych, niewiele znaczących aktywności. Fanom RPG-ów pewnie się one spodobają. Pozostali mogą zacząć się nudzić. Kingsglaive jest natomiast obietnicą, że ta gra ma do zaoferowania dużo więcej. I spełnia tę obietnicę, ale tutaj zamilknę, żeby uniknąć spojlerów.

Otwarty świat, mnóstwo aktywności (od łowienia ryb, przez robienie zdjęć, po polowania, gotowanie i ujeżdżanie wielkich ptaków Chocobo) od dnia premiery FF XV był stale ulepszany i rozbudowywany. Co bardzo istotne, twórcy reagowali na głosy społeczności – nawet drobiazgi. Przykład? Początkowo kiedy główny bohater wspinał się po drabinie, jego świta tego nie robiła, tylko automatycznie „teleportowała” się na górę. Teraz grzecznie wskakują jeden za drugim na tę samą drabinę. Takich maleńkich zmian jest całe mnóstwo.

W sumie daje to nam ponad 100 godzin aktywności, a na tym nie koniec, bo Windows Edition to również DLC – po jednym dla każdego z członków drużyny. Gra wspiera również mody, a to oznacza, że społeczność sama może ją rozbudowywać o nowe elementy, aktywności i przygody. Dajcie im tylko trochę czasu.

Czym jeszcze pecetowcy mogą się chwalić konsolowym fanom Final Fantasy XV? Grafiką oczywiście. I tutaj cała na zielono wjeżdża Nvidia, która współpracowała z twórcami przy grze. W rezultacie silnik rozbudowano o kilka sztandardowych dla twórców GeForce’ów technologii:

  • NVIDIA Flow – podnosi realizm wyświetlania płynów, ognia, obłoków oraz dynamicznych efektów
  • NVIDIA HairWorks – włosy postaci oraz futra zwierząt czy potworów wyglądają i poruszają się bardziej realistycznie
  • NVIDIA ShadowWorks – renderowanie cieni rzucanych przez postać jest bardziej szczegółowe i zgodne z realiami
  • NVIDIA Turf Effects – trawa i roślinność prezentują się bardziej naturalnie
  • NVIDIA VXAO – symuluje cienie i światła w taki sposób, aby pogłębić realizm scen

A na tym nie koniec. Nvidia zaimplementowała też tutaj wsparcie dla rozwiązania Ansel, co pozwala nam na wykonywanie zdjęć (również sferycznych, a więc 360) z gry, edytowanie ich (poprzez np. nakłądanie filtrów) i zapisywanie na dysku. Dopełnieniem tego wszystkiego jest Nvidia Highlights, a więc automatyczne zapisywanie najbardziej efektownych i wartych zapamiętania momentów poprzez zapisywanie ich w formie filmów. Warto też wspomnieć o obsłudze HDR8 i HDR10, co docenią posiadacze przystosowanych do tego monitorów.

Jakiej karty graficznej to wymaga? Cóż, przy wyższych rozdzielczościach na pewno przyda się nam coś pokroju 1070-1080. Ale nawet na niższych modelach, jak 1050, po zredukowaniu efektów da się grać przyzwoicie. Jeżeli jednak chcecie maksimum, to nawet 1080 Ti przy rozdzielczości 3840 x 2160 nie była w stanie zawsze utrzymać stabilnych 60 kl/s i potrafiła zjechać do 50-55.

Pecetowcy właśnie otrzymali jednego z najlepszych RPG-ów ostatnich lat. Teoretycznie to powinno zamknąć temat Final Fantasy XV, a tymczasem okazuje się, że gra ma być ciągle rozwijana – na wszystkich platformach. Twórcy zapowiedzieli już kolejne aktualizacje (w tym takie, które poszerzą świat gry o nowe przygody), a także dodatki. Można się zatem spodziewać kolejnych premier, a Windows Edition (a na konsolach Royal Edition) wcale nie jest definitywnym wydaniem FF XV. To oczywiście świetna wiadomość. Pytanie, czy dysponujecie setką godzin, żeby się z niej we właściwy sposób ucieszyć.

…i 100 GB. Trzeba bowiem wspomnieć o przestrzeni dyskowej, jaką zajmuje gra. 21 GB zajmuje sam pakiet tekstur 4K, który muszą pobrać wszyscy, którzy chcą grać w wyższych rozdzielczościach.