63

Filmu nie widziałem, daję 2/10, bo nie lubię reżysera. Tak powstają rankingi na Filmwebie?

Na co powinniśmy zwracać uwagę oceniając film? Odpowiedzi wbrew pozorom może być sporo. Ba, obozów wskazujących na prymat konkretnych elementów będzie dużo. Jedni powiedzą, że najważniejsze są walory artystyczne, drudzy zwrócą uwagę na rzemiosło ekipy, jej umiejętności techniczne, jeszcze inni wskażą na... treść. A nawet jej osadzenie w polityce. Trochę przypomina sytuację z ustrojów słusznie minionych, ale dzieje się dzisiaj. U nas. Na Filmwebie.

Film jako narzędzie propagandy? Nic nowego, taką rolę spełnia od czasu swych narodzin, korzystały z tego dyktatury, ale też ostoje demokracji. Należy przy tym zaznaczyć, że różny był poziom owej propagandy, także ten artystyczny – czasem takie obrazy były bardzo toporne i ze sztuką filmową miały niewiele do czynienia, ale zdarzały się też filmy wybitne, które zapisały się w historii kina. Dla filmoznawców ciekawy temat do dyskusji, nawet do pisania prac magisterskich. Osobiście poruszam go z uwagi na funkcjonowanie serwisu Filmweb – strony dobrze wszystkim znanej. Polityczne spory nie omijają i tego miejsca, a to przekłada się na oceny filmów i moje decyzje w kwestii doboru obrazów.

Wspominałem jakiś czas temu, że zdecydowałem się na kartę Unlimited w Cinema City. Mam teraz ten komfort, że przy tworzeniu listy filmów wartych uwagi nie kieruję się portfelem. Nadal jednak pozostaje kwestia czasu: jest go zbyt mało, by obejrzeć wszystko. Zresztą, kto chciałby oglądać wszystko? Czym kierować się przy „przesiewie”? Tematyką, trailerem, dorobkiem reżysera, swoim gustem, opinią znajomych czy rodziny. Są też serwisy w Sieci, które sprawdzamy – zarówno polskie, jak i zagraniczne. Czytamy recenzje, patrzymy na oceny wystawione przez innych widzów. Ten ostatni element przykuł ostatnio moją uwagę.

W kinach można od jakiegoś czasu oglądać film Pokot, niedawno na ekrany wszedł Wyklęty. Co je łączy? Kontrowersje. Jeden uznawany jest za lewacki, drugi ma być obrazem dla prawaków. I nie są to moje wymysły, próby ich zaszufladkowania. Byłem zdziwiony, gdy zacząłem się zagłębiać w komentarze na Filmwebie:

Dobrze by było, gdyby oceniający „Pokot” brali pod uwagę film (który obejrzeli), a nie poglądy polityczne reżyserki, z którymi nie jest im po drodze.[źródło]

Ta wypowiedź prowadzi do dyskusji, w której czytamy o PO i PiS, o Niemcach, miłości do Polski, Brukseli, Żydach. Wcześniej jakoś nie łączyłem tych tematów z obrazem, trailer na nie nie wskazywał. Zastanawiam się przy tym, czy reżyserka rzeczywiście zmajstrowała obraz przepełniony ideologią i wspomnianymi kwestiami czy też ludzie dostrzegają już wszędzie politykę i szukają pola o konfliktu. Nie jest to wyłącznie przypadek Pokotu – z Wyklętym jest podobnie:

Film na starcie ma problem gdyż w naszym kraju istnieją środowiska nienawidzące ludzi walczących o wolność z terrorem nazizmu i komunizmu. Oni chcieli by aby film nie powstał albo by pokazał Wyklętych jako ludzi takich o postawie „żołnierzy” z SS czy NKWD przy tym twierdząc, że historia nie jest czarno biała i że tak właśnie musiało być. Ludzi dobrych i bez grzechu w podziemiu nie było. Chyba nikt nie oczekuje, że krytyk filmowy z obozu gazety Wyborczej czy TVN pochwali film jeśli będzie on opowiadał o żołnierzu Wyklętym, który był dobrym człowiekiem. Mimo to trzymam mocno kciuki.[źródło]

Czy można wierzyć w uczciwą i merytoryczną ocenę tych obrazów? Czy należy się nią kierować podejmując decyzję o wybraniu się na konkretny film? I czy problem będzie się pogłębiał? Przecież może dojść do tego, że aktor czy reżyser X zacznie być kojarzony z jakimś środowiskiem, prawą czy lewą stroną sceny politycznej i na dalszy plan zejdą jego dokonania, obecna praca – będą się liczyły poglądy (nawet, jeśli w filmie nie są wyrażane), a to będzie wpływało na odbiór obrazu: „filmu nie widziałem, ale nie lubię typa, więc daję 1”. Ludzie będą oceniać film wysoko/nisko z uwagi na konkretne nazwisko. Tylko co mi po takich ocenach?

Zastanawiając się nad ta kwestią, doszedłem do wniosku, że te oceny i rankingi mogą być chrome nie tylko z przyczyn politycznych. Na dobrą sprawę nie wiemy, jaka grupa ludzi stanowi większość głosujących i jak wartościowa jest ich ocena. Z ciekawości aż zajrzałem na Filmwebie do rankingu najlepszych filmów. A tam na drugim miejscu Nietykalni. Serio? Całkiem przyjemna pozycja, ale drugie miejsce? Takich kwiatków jest więcej, w połowie pierwszej setki znajdziemy Przełęcz ocalonych. Nie muszę chyba pisać, że za tym obrazem umieszczono dziesiątki fenomenalnych filmów, prawdziwych arcydzieł. Użytkownicy widzą to jednak po swojemu.

Nie twierdzę, że pierwszą setkę mają tworzyć jedynie pozycje kojarzone przez filmoznawców, wybitne, acz nieznane pozycje z lat 20 i 30 minionego stulecia. Lista jest stworzona dla ludzi, przez ludzi – wszystkich. I chociaż ma to swoje zalety, widać poważne wady. Tam gdzie człowiek, tam i problem. Wiosek ten sam, co przy kierowaniu się ocenami z Sieci przy podejmowaniu decyzji zakupowych – lepiej na nie uważać…