żołnierze rosyjscy
37

Radzieccy/niemieccy żołnierze mówiący dziwnym angielskim – tego nie mogę znieść w filmie

Co zrobić, gdy bohaterem w filmie albo serialu ma być np. Rosjanin, a produkcja powstaje w USA? Można znaleźć rosyjskiego aktora albo angielskiego władającego językiem rosyjskim. Jest też opcja „oszukania” widza przez zabiegi językowe: niech odtwórca tej roli posługuje się wyrażeniami i akcentem, które nie pozostawią złudzeń, że mamy do czynienia z człowiekiem ze Wschodu. Ta trzecia opcja nadal jest często spotykana. Nie mogę jej znieść...

Film rządzi się swoimi prawami, wiele rzeczy może w nim zostać uproszczonych. Dotyczy to m.in. kwestii językowych. Oglądamy Gladiatora i słyszymy, jak Rzymianie dyskutują po angielsku. To samo robią średniowieczni rycerze różnych nacji zmagający się z muzułmanami w Ziemi Świętej, podróżnicy eksplorujący świat w czasach wielkich odkryć czy żołnierze wszystkich armii biorących udział w II wojnie światowej: patrzymy na sztab i okopy Amerykanów, słychać angielski (co oczywiste), przenosimy się na niemiecką stronę, a tam… angielski. Pewnie wiecie, o czym mówię.

film i dziwny akcent angielski

Przyznam, że szczególnie mi to nie przeszkadza: jak już pisałem, film rządzi się swoimi prawami. Jednocześnie muszę jednak podkreślić, że twórcy mają u mnie wielkiego plusa, gdy starają się pokazać, że ludzie posługują się różnymi językami. Dobrym przykładem Bękarty Wojny Tarantino. Domyślam się, że jednym z celów było wykorzystanie umiejętności Christopha Waltza, pokazanie, że to poliglota, ale dzięki temu efekt był świetny. Kwestiom językowym poświęcono w tej produkcji naprawdę dużo miejsca i z przyjemnością do tego wracam. Tam Niemcy naprawdę mówią po niemiecku, a rozmowa na temat akcentu kończy się masakrą w karczmie. Majstersztyk.

Tu dochodzimy do kwestii, która mnie irytuje: fałszywego akcentowania. Zdarza się tak, że część bohaterów, przynajmniej jeden z nich, są obcokrajowcami (czytaj: nie są Amerykanami). Co mogą zrobić twórcy? Poszukać aktora reprezentującego daną nację. Albo w tym kraju albo u siebie. Przyjmijmy jednak, że ma to być produkcja obsadzona amerykańskimi gwiazdami. Tu pojawia się problem, bo szybkie i przede wszystkim dobre nauczenie aktora języka obcego może być wyzwaniem. Zwłaszcza w Hollywood. Efekty czasem są komiczne lub straszne, na dobrą sprawę nie wiadomo, co dana postać mówi, kończy się na bełkocie. A może wystarczy wprowadzić „podrasowany” angielski?

powiewająca flaga USA

Widziałem w życiu przynajmniej kilka filmów, w których aktorzy grający Niemców, Francuzów, Rosjan albo Polaków, mówili przedziwnym angielskim. Tworzono nowe słowa (czasem czerpano z języków tych nacji), wykrzywiano wymowę, robiono karykaturę z akcentowania. W sposób bardzo przerysowany powstawał obraz ludzi, którzy są Rosjanami i mówią w przedziwnym angielskim albo są… Rosjanami. Po prostu. Widz nie wnika już w to, jak mówi ów człowiek – po prostu domyśla się, że to obcokrajowiec. Na dobrą sprawę, nie musi się domyślać: reżyser i producent serwują mu to na talerzu. Podkreślę przy tym, że nie chodzi mi o sytuacje, gdy obcokrajowiec naprawdę mówi po angielsku z dziwnym akcentem – to jeszcze byłoby do wybaczenia.

Czy jest to zabieg stosowany dekady temu? Nie, twórcy korzystają z tego nawet dzisiaj, niedawno widziałem to w blockbusterze sprzed kilku lat, młody inżynier może i był geniuszem, ale z opanowaniem angielskiego miał problem, kaleczył język okrutnie. Kiedyś stosowano ten zabieg m.in. po to, by zdyskredytować wrogą nację, dzisiaj bardziej chodzi chyba o rozrywkę widza. Ale jest to rozrywka krzywdząca. Zdecydowanie wolę, gdy po prostu wymyśla się kraj, chociażby na Wschodzie, a wraz z nim tworzy się jakiś język. Tak, jak miało to miejsce w Terminalu. Tom Hanks coś tam bełkotał, ale przynajmniej nie wmawiano nam, że takie miejsce istnieje, że ktoś naprawdę tak mówi.

krzyczenie do puszki ze sznurkiem

Czepiam się? Może. Ale jako widz mam do tego prawo. Drodzy twórcy, bierzcie przykład z Tarantino, nie bójcie się pokazywać, że rosyjski, niemiecki czy polski to nie jest angielski z dziwnym akcentem…

  • reff

    Polacy mają fioła na punkcie poprawnej angielszczyzny. To najgłupsza rzecz na świecie. Stąd np. fakt, że Polacy WSTYDZĄ się rozmawiać po ang. Nikt poz anami się tak nie przejmuje!!

    • Ale kto mówi o poprawnej angielszczyźnie? ;)

    • jan

      „Nikt poz anami się tak nie przejmuje!!” – skąd takie twierdzenie?

    • Foldex

      Coś w tym jest. Znajomy anglik zauważył to samo, iż jako naród mamy całkiem dobry angielski, to wstydzimy się go używać w przypadku gdy jest nasz rodak w pobliżu. Gdy nie ma nikogo to nagle ten „wstyd” mija.

    • jan

      a ten znajomy anglik to zbyt mało na powyzsze twierdzenie ;-)

    • Foldex

      Może i tak, ale od wielu osób już słyszałem, że boi/wstydzi się mówić, bo co będzie jak zrobi się błąd i wszyscy wokoło będą się śmiać ;)

    • jan

      jesteśmy polakami i oczywiście znamy polaków którzy jakos znają język angielski ale wstydza się nim mówić – kto wie czy wśród czechów, włochów, greków czy albańczyków nie panuje podobne przekonanie :-)

    • kofeina

      Bo na lekcjach w szkołach wmawia się nam, że potrzebujemy mieć akcent jak nativie i doskonale posługiwać się wszystkimi czasami, a to tak naprawdę powinno przyjść później.

    • jan

      u mnie nikt tak nie mówił :-)

  • Nysdroid

    Podejmowany temat nie ma sensu.

    • Bo?

    • Nysdroid

      Subiektywna opinia. Proszę scrollować dalej.

    • Kolo

      Bo nie podałeś konkretnego przykładu, tylko jakiś bełkot nie wiadomo o czym

  • „Czepiam się?”
    Tak. Równie dobrze można się czepiać historyczności filmu. Wspomniane „Bękarty wojny” to parodia tego co naprawdę się działo we Francji. Właśnie nowy prezydent Francji przyznał otwarcie, że Francuzi współpracowali w kwestii wywiezienia Żydów. Jakie znaczeni ma to, że bohaterzy mówią po niemiecku podczas gdy film pokazuje nieprawdziwą historię. Równie dobrze można pokazać prawdziwą historię z czasów wojny i mieć Niemców mówiących po angielsku z akcentem.
    A tak już poza tematem. Rozmawiałem z jednym znajomym, który myślał, że Bękarty wojny to film oparty na faktach. Nie wiedziałem co powiedzieć.

    • Ale to już zupełnie inna kwestia. To film, sztuka. Jeśli ktoś myśli, że na faktach… ma problem.

    • Filmy mają duży wpływ. Podobno ludzie myślą, że w społeczeństwie jest większy procent lekarzy, bo ich występowanie w serialach jest dużo częstsze niż w rzeczywistości, a ludzie budują swoje przewidywania na tym co widzą w telewizji ;-)

    • Tylko nie wiadomo, co z tym zrobić. Ludzie podobna chcą, by karetka zawiozła ich do lekarza z serialu. Tego nie wyprostujesz ;)

    • Jack Morgan

      >> „Bękarty wojny” to parodia tego co naprawdę się działo we Francji.
      Zaraz, zaraz… chcesz powiedziec, ze Hitler tak naprawde nie zginal w pozarze teatru we francji w 1944? Ze nie bylo elitarnej jednostki amerykanskiej, ktora bez problemu przemieszczala sie po okupowanej przez nazistow Francji i wzorem indianskich plemion skalpowala pojmanych niemcow? Ahistorycznosc lezy u podstaw pomyslu na ten film. This movie takes an interesting twist with the meaning of war-time camp.

      >> „Rozmawiałem z jednym znajomym, który myślał, że Bękarty wojny to film oparty na faktach.”
      Sa dwie mozliwosci: albo fabrykujesz sobie interakcje z wymyslonymi znajomymi, zeby miec anegdote-argument na poparcie swoich tez albo masz debili wsrod znajomych.

      Oba warianty sa dosc przygnebiajace.

  • jan

    Wiele rzeczy przeszkadza mi w filmach ale to akurat nie – jak człowiek za młodu ogladał WINNETOU gdzie indianie i kowboje mówią po niemiecku to dziwny akcent w języku angielskim nie robi na nim wrażenia :-)

    • Andromeda

      Wielu kowbojów to emigranci z Niemiec, Indianie przywędrowali z Azji z terenów dzisiejszej Rosji a w Rosji w dawnych czasach była duża mniejszość niemiecka. Język niemiecki u kowbojów i Indian to zupełnie naturalna rzecz. Nawet więcej, kowboj mówiący po angielsku wygląda sztucznie, przynajmniej w południowo wschodniej części USA. Tam mówi się głownie pewna odmianą języka niemieckiego z dodatkami słów angielskich.

    • jan

      ok – udało ci sie mnie rozbawić ;-)

    • Jack Morgan

      r/shittyaskscience/

    • Arek

      To był niemiecki?!!!! A ja przez tyle lat się zastanawiałem dlaczego naziści w różnych filmach mówili językiem Apaczów.

  • Mariner

    Również mnie to irytuje.
    Podejście Hollywood do kwestii językowych w filmach wynika chyba z ich przeświadczenia o dominacji kultury anglosaskiej.
    Inne nacje traktują jako egzotykę nad którą niekoniecznie trzeba się skupiać.
    Inna kwestia, to zrozumienie ścieżki dźwiękowej. Jeśli w filmie byłoby dużo dialogów obcojęzycznych, to tłumaczenie pojawiło by się jako pasek tekstowy. Czyli widz, który nie radzi sobie z szybkim czytaniem wyjdzie z kina niezadowolony. A to już poważna sprawa…

    • GLOCK

      To nie zadne przeswiadczenie o dominacji.to wzgledy ekonomiczne a film to biznes.jak obsadzisz w filmie 10 glosnych nazwisk tobte nazwiska przyciagna widzow,a wstaw jednego znanego aktora jako protagoniste i 19 nikomu nieznanych ludzikow z dziwnego kraju w europie i ryzyko rosnie. Oczy2iscie ze sa filmy gdzie sie to udaje ale wytwornie nie lubia ryzyka.poza tym amerykanie to idioci i czytane filmy u nich nie przejda:)

    • Ale ja bym już zaakceptował to, że wszyscy mówią zwyczajnym angielskim. Gorzej, gdy chce się nas przekonać, że to Rosjanin/Niemiec wykrzywiając jego mowę ;)

    • łukasz Jedryszczyk

      Pamiętaj że my jako nieliczni mamy lektorów co jeśli jest doubling wtedy nagle wszyscy mówią po polsku w Niemczech wszędzie chyba jest doubling więc nawet pewnie nie wiedzą jaki głos mają niektórzy autorzy 😀

  • jj

    Mnie też denerwuje jak wszyscy w filmie wszystkie nacje mówią po angielsku. To chyba wynika z leniwego amerykańskiego widza któremu nie chce się czytać napisów

    • Niech już oni mówią po angielsku. Ale wszyscy tak samo. A nie w przedziwny sposób, by pokazać, że to Iwan i Herman

  • GLOCK

    Fajnie zrobil to NARCOS serial amerykanski a mowiony po hiszpansku…klimat mega!jakis czas pozniej probowalem ogladac jakis film z benicio del toro jako escobar i mie moglem sie przelamac-kolumbijczycy mowiacy po angielsku bylo przegieciem.choc moze bylo by inne uczucie jak film obejrzalbym jako pierwszy.

  • www

    Obawiam się, że gdyby „Krzyżaków” nakręcono w języku z epoki, widzowie, w tym szanowny Pan Redaktor – niewiele zrozumiałby.
    Nie szukajmy dziur tam gdzie ich nie ma.
    Ach….. sezon ogórkowy, zapomniałem.

  • Morski Morświn

    Pamiętacie jeszcze film „RRRrrrr”? Tam to były super dialogi. Wpisujcie tutaj wasze ulubione:

  • Ja również nie lubię, kiedy Niemcy i Rosjanie w filmie używają języka angielskiego. Od razu traci u mnie połowę z klimatu. Jeśli jest to superprodukcja, to bronić ją może jeszcze druga połowa. Ale jeśli to film od początku z mniejszym budżetem, to coś takiego od razu go pogrąża. Z przyjemnością oglądałem takie produkcje Mela Gibsona, jak „Pasja” (choć znawca mógłby przyczepić się do łaciny) czy „Apocalypto”. Ale z drugiej strony w starym „Ben Hurze” czy w „Kleopatrze” angielszczyzna Rzymian, Żydów i Egipcjan wcale nie raziła. Chyba dzisiaj oczekujemy od filmu większej zgodności z rzeczywistością, mniej zgadzamy się na umowność.

  • shmchuck

    Masakra w karczmie wynikała z uniesienia innych palców podczas zamawiania alkoholu.

  • łukasz Jedryszczyk

    Albo stare chińskie filmy w których podkładano angielski aktorzy ładnie go kaleczyli 😀

  • kkk

    w starych filmach wojennych bywało, że w bitwie brały udział te same czołgi, tylko pomalowane na inny kolor – też jaja ;)

  • Lawstorant

    Popatrz na Sundara Pichaia. Czasami nie da się go zrozumieć w wywiadach lub na Google I/O.