40

O nie, robią nowy film na podstawie gry Doom

Ludzie powinni uczyć się na błędach, tymczasem po bardzo kiepskim filmie z 2005 roku, duże amerykańskie studio chce stworzyć nową kinową wersję Dooma. Szkoda czasu i pieniędzy, to nie może się udać.

Pierwsze plotki o tym, że Universal Studios zamierza zekranizować grę Doom pojawiły się już w 2011 roku. Okazuje się, żę studio właśnie nad nim pracuje, o czym poinformowała na swoim twitterze aktorka i piosenkarka – Nina Bergman.

Podpisała właśnie wszystkie papiery i będzie w nim występować. Podobno scenariusz ma być dużo lepszy niż ten z Dooma, którego niestety obejrzałem w 2005 roku. Pamiętacie? Filmowi nie pomógł nawet Dwayne „The Rock” Johnson.

Dobre filmy na podstawie gry to niestety wyjątki

Największym problemem filmów opartych na grach jest ich bezpośrednie porównywania do pierwowzoru. Oczywiście podobnie jest z książkami i często w opiniach czy recenzjach czytam „książka była lepsza”. No cóż, książka na ogół jest lepsza i dokładnie to samo dzieje się podczas przenoszenia gry na kinowy ekran. Różnica jest jednak taka, że książkę i film konsumuje się w praktycznie ten sam sposób. Czytelnik i widz są jedynie biernymi obserwatorami opowieści – utożsamiają się z bohaterami, czasem czują się jak na miejscu akcji, ale to wciąż tylko obserwacja. Z grami jest inaczej – o ile nie jest to wizualna nowela (które kochają na przykład Japończycy) to my wcielamy się w bohatera albo to my zarządzamy grupą postaci, oddziałem czy nacją. I nawet jeśli podejmowane przez nas decyzje nie mają żadnego wpływu na fabułę, to zawsze czujemy, że jesteśmy w samym środku opowiadanej historii. Da się to przenieść na ekran kinowy? Nie i dopóki nie doczekamy się w pełni interaktywnych filmów, tak właśnie będzie.

Lata temu wydawało mi się, że jednym z największych ograniczeń filmowców są efekty specjalne. No bo sami przyznacie, że kiedyś nie dało się pokazać niektórych rzeczy. Dziś nie ma już tej przeszkody – można tworzyć bardzo realne animacje i dzięki nim prezentować rozmach jeszcze większy niż w grze. Tu doskonałym przykładem jest filmowy Warcraft, który może nie sprostał oczekiwaniom, ale wyglądał świetnie. Gracze, którzy od lat gonią za najlepszą grafiką, dostają ciarek na plecach słysząc o wyższych rozdzielczościach i lepszym oświetleniu, muszą więc dostawać w filmach efekty specjalne z najwyższej półki.

Problemem filmów opartych na grach jest też niestety wybranie odpowiedniej grupy odbiorców. Teoretycznie bowiem zamysłem jest stworzenie obrazka, których będą chcieli obejrzeć fani danego tytułu. Tyle tylko, że gdyby twórcy kierowali się wyłącznie tym kryterium, film byłby nieprzyswajalny dla pozostałych – a to oznacza, że jakikolwiek sukces finansowy stałby pod ogromnym znakiem zapytania. Dlatego pojawiają się uproszczenia, nie ma tylu nawiązań do gry ilu fani by oczekiwali – obraz nagle staje się produkcją „dla wszystkich” i w wielu przypadkach tylko luźno bazuje na grze. A to nigdy nie kończy się dobrze.

Ok, ale miałem pisać o najlepszych filmach. Wiem, że na Mortal Kombat z 1995 roku patrzę z sentymentem, przypominam sobie nawet ten obrazek raz na jakiś czas. Ale jeśli widzieliście go w okolicach premiery, to na pewno tak jak ja mieliście szczękę na podłodze (o ile oczywiście byliście fanami MK i mieliście na karku kilkanaście lat). To doskonały przykład filmu dla fanów gry, poprowadzony jednak minimalnie inaczej. Dodano tu przecież prostą opowieść i to wyszło filmowi na dobre. Do tego świetne jak na tamte czasy efekty i bardzo dobrze rozpisane oraz zagrane sceny walk. Kolejna odsłona była natomiast totalnym przeciwieństwem, kiepskim festynem, którego nie dało się przetrawić.

Bardzo dobrze wypadły Final Fantasy: The Spirits Within, Final Fantasy VII: Advent Children, The Angry Birds Movie i Ratchet and Clank, ale to animacje, a te wypadają przy filmowych wersjach gier zdecydowanie lepiej. Niezły był Tomb Raider z Angeliną Jolie, Prince of Persia, Silent Hill i pierwszy Resident Evil.

Fatalnie wypadły natomiast: Super Mario Bros, Hitman, każda kolejna odsłona Resident Evil, Dead or Alive, Double Dragon, Far Cry, House of the Dead, Postal, Bloodrayne, obie odsłony Street Fightera, Doom czy Alone in the Dark. Mnie rozczarował jeszcze ostatnio Assassin’s Creed i świeżutki Tomb Raider. No cóż, historia pokazała, że takich rozczarowań można się spodziewać.

Tym bardziej nie wierzę w nowego Dooma, szczególnie że najnowsza gra była zaskakująco dobra i bawiłem się przy niej świetnie. Jak to mówią – poczekamy, zobaczymy, jednak już sama opowieść z wspomnianej wyżej gry niemal gwarantuje, że dostaniemy niezłego potworka.