why dlaczego?
56

Czy ktoś mi wytłumaczy, skąd się bierze tak silne przywiązanie do marki?

Przywiązanie do marki to nic nowego. Marketingowcy od lat stają na głowie, abyśmy wybierali ich produkty... i tylko ich. No dobrze, starają się — ale dlaczego tak właściwie im to wychodzi? Coś ze mną nie tak, że nawet w produktach które lubię potrafię dostrzec i wypunktować sporo minusów?

Fanboje byli, są i będą — to żaden wytwór XXI wieku. Nie jest to także nic, o czym byście nie wiedzieli. Ale czy kiedyś spróbowaliście przystanąć i zastanowić się, skąd oni się tak naprawdę biorą? Bo im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej zachodzę w głowę: dlaczego?

Bo tylko moja marka ma sens

Nie wiem czy równie mocno co w branży technologicznej działa to również w odzieżowej czy spożywczej — ale tutaj jak na dłoni widać, że wielu fanów będzie zaciekle broniło produktów, z których korzystają. Mijają lata, a ja właściwie wciąż nie mam najmniejszego pojęcia dlaczego to robią. Dlaczego ci, którzy korzystają z iPhone’ów, tak zaciekle próbują wmówić użytkownikom Androida, że ich sprzęty są gorsze. I żeby była jasność — to nie jest tak, że działa to tylko w jedną stronę — w końcu miłośnicy mobilnego systemu Google nie pozostają im dłużni. To samo zresztą ma miejsce w przypadku wojowania o to, czy kupowanie komputera Apple naprawdę ma sens. Są tacy, którzy uważają że inne urządzenia nie mają prawa bytu, ale nie brakuje także tych, którzy drwią z ludzi wybierających Maki. Bo ich [tutaj wstaw nazwę marki] są znacznie wydajniejsze, lepsze, ładniejsze, mniej obciachowe. No i?

podświetlona klawiatura

Wojny konsol, tam to się dopiero dzieje. A jak dodamy do tego PC…

Smartfonykomputery — wiadomo, wzbudzają bardzo dużo emocji. Ale myślicie że to byłoby na tyle? Nic z tych rzeczy. Kłótnie o to, która konsola jest najlepsza trwają nieprzerwanie od kilku dekad. Starzy gracze wypadają z rynku, nagle pojawiają się nowe firmy — ale nie przeszkadza to wcale w toczeniu tych samych awantur. Kiedyś walka trwała o to czy lepsza jest Amiga czy Atari / Nintendo czy Sega. Teraz zrobiło się jeszcze głośniej, bo przecież warto powojować o Sony albo Microsoft. A co z Nintendo? Oni okazują się dla tych pierwszych fajnym chłopcem do bicia. Ostatnio firma powiedziała, że w ich oczach rynek 4K jest jeszcze za małym, aby w niego wchodzić — wylała się w ich kierunku prawdziwa fala hejtu. Nie, tutaj w komentarzach było spokojnie, ale przeglądając co wyprawia się pod tematem na portalach poświęconych wyłącznie grom wideo — oniemiałem. Nagle okazało się, że właściwie w 2017 roku bez 4K to nie ma się w ogóle co pokazywać, bo to szkoda czasu i pieniędzy. I nie ważne, że rynek ten jest niezwykle mały i mówi się, że w 2019 roku udział takich telewizorów w rynku wyniesie około 35%. Awanturnicy wiedzą lepiej — no i mają dobrego chłopca do bicia. Bo ich marki robią to lepiej!

Zupełnie oddzielną historią są posiadacze mocnych PC. Ci, standardowo,  lubią wpaść w środek rozmowy i szydzić z tego, że najmocniejsze konsole nijak nie mają się do ich złożonych z myślą o grach maszynach.

kłótnia w związku

Awanturnicy wiedzą lepiej

Kiedyś lubiłem wierzyć w to, że ci wszyscy krzykacze mają lat góra kilkanaście. Dzisiaj, w czasach gdy internet przestał być anonimowy, łatwo można podejrzeć, że na karku mają dużo więcej lat. Dom, rodzina, poważna praca — a wciąż nie przeszkadza im to w chamskim obrzucaniu błotem tych, którzy świadomie (lub z konieczności) korzystają z produktów innych firm. Z innej półki cenowej, z innymi rozwiązaniami.

Potrzeby każdego z nas są nieco inne. Dlatego taki duży wybór na rynku naprawdę mnie cieszy. Kiedyś zwykło się mówić, że gdy kogoś nie stać na więcej — to zaciekle broni tego, co ma. Ale takie tłumaczenie nadal do mnie nie trafia, bo nie zawsze miałem możliwość posiadania w domu kilku konsol, ale ani przez myśl nie przeszło mi, aby szydzić z tych, którzy mieli konkurencyjną maszynę. Co najwyżej z zazdrością spoglądałem na ich gry na wyłączność — których, de facto, z każdym rokiem jest coraz mniej.

Dlatego też mimo upływu czasu nieustannie zachodzę w głowę: dlaczego? Skąd się bierze takie uwielbienie do jednej, jedynej, marki?!

  • kofeina

    Powód jest tylko jeden – mały penis ;D

    • Kamil

      Nie no. Chyba nie, kobiety też wojują ;))))

    • Patrollej33

      Małe piersi? ;)

    • Nysdroid

      Feminizm raczej.

    • Chyba nie do końca. Ja mam dużego, a jestem przywiązany do Huawei.

    • kofeina

      Ale czy rzucasz w tych, którzy nie mają Huaweia kamykami? ;)

      No i ważna uwaga na przyszłość – posiadacz dużego penisa nie ma potrzeby mówić ludziom, że ma dużego penisa ;)

    • Alot

      Tym bardziej, że przecież nie ma świadomości jakie penisy mają inni.
      I jego duży, mimo wszystko może się okazać mały.

    • Nie płacą mi za to, aby być wojownikiem tej marki. Zostawmy to fanatykom :)

    • Qrak

      Racjonalizacja wydatków. O fanbojach produktów za 10 zł raczej nie słychać. Tak samo tanich produktów gospodarstwa domowego typu papier toaletowy, czy płyn do naczyń. Bo to są mało istotne rzeczy. Jak już wydasz 4k na telefon to on musi być najlepszy, bo inaczej wywaliłbyś kasę w błoto. Dobrym przykładem są telewizory, gdzie nie marka gra pierwsze skrzypce, a wielkość, 4k, 8k przez chwilę 3D. Bo to łatwiej pokazać znajomym (czy sąsiadom przez okno). A taka lodówka to ma być wielka, srebrna dwudrzwiowa i z kostkarką. Marka bez znaczenia.
      I tu wrócę do telefonów. Samsunga s8 to może mieć prawie każdy. Więc podobny iphone o 1000 droższy jest już lepszy. Nawet jeśli nie korzystasz z tych wszystkich funkcji w obu telefonach dostępnych, to jakoś musisz sobie zracjonalizować absurdalny wydatek. Bo nie oszukujmy się jakieś 60% społeczeństwa było by zadowolone z myphone na 500 zł. A jak sobie tłumaczysz, że to dobry zakup to kiedy ktoś twierdzi inaczej to walczysz. I stajesz się fanbojem.

    • GLOCK

      z tym myphonem za 500 to popłynołes za bardzo…cała reszta to prawda.

  • demola

    Po pierwsze nie da się fanbojstwa wytłumaczyć jednym zdaniem, bo czynników odpowiedzialnych za to jest wiele. Przywiązanie do konkretnej marki to akurat wydaje mi się najmniejszy z nich. Bo w większości przypadków nie jest to przywiązanie do marki jako takiej, co do rozwiązań które ona oferuje, designu, filozofii, ekosystemu…można tu wypisywać właściwie co się chce. Ma to o tyle znaczenie, że gdyby np. take Apple nagle zaczęło produkować telefony pokroju wszelkich „zetafonów” to siła marki nie za wiele by tu pomogła w dłuższej perspektywie.

    Myślę że za to co autor określił mianem „fanbojstwa” odpowiada przede wszystkim: brak zrozumienia że komuś może podobać się/pasować coś innego niż nam, ponadto wyimaginowana zasada że moja racja jest „najmojsza”, chęć racjonalizacji swojego wyboru zakupowego i obawa przed faktem że być może nasze pieniądze wydaliśmy na niezbyt przemyślany zakup i pewnie szereg innych czynników, włącznie z tymi niskich lotów jak chęć dojebania komuś w komentarzu dla poprawy samopoczucia.

    Nie rozumiem natomiast tego zdziwienia autora. Kłócimy się niemal o wszystko, wystarczy zrobić prosty rachunek sumienia, żeby dostrzec że w wymianie zdań w życiu realnym rzadko kiedy jesteśmy w stanie zaakceptować rozwiązania naszego rozmówcy, a jeżeli już to robimy to przeważnie w tematach w których nie czujemy się za mocni…a że Polak to specjalista w każdej dziedzinie…:) Internet tylko pomaga nam to uzewnętrznić bo w życiu realnym często z różnych powodów nawet jak się nie zgadzamy z rozmówcą to kończymy na kiwaniu głową w myśl zasady „gadaj zdrów ja wiem swoje”.

    • Kamil

      No tak. Ale kiedy widzę te hejty na Nintendo i brak 4k to opadają mi ręce. Bo sam sobie paluszek odciąć, że wielu z tych komentujących nie ma w domu 4k, a konsole ma w podstawowych wersjach ;)

    • demola

      Ale co mają im przyklaskiwać? Mamy 2017 rok i nawet jeżeli 4K to jeszcze nie standard to producenci sprzętu muszą, a przynajmniej powinni wybiegać nieco w przyszłość i kreować rzeczywistość, a nie ja tylko gonić. Więc ja ich tam po części rozumiem, zwłaszcza że konkurencja na to stawia i to mocno. Z drugiej strony Nintendo od dawna podąża sobie tylko znaną ścieżką.

    • GLOCK

      wybieganie w przyszłosc przez producentów nigdy nie wychodzi im na dobre dlatego tego nie robią.
      weżmy lg i ich pomysł na modulowy telefon. zaryzykowali i stracili. lenovo zobaczylo co nie poszło poprawiło błedy i pije szampna. tak samo z TV. załużmy ze teraz wszyscy producenci przeżucają sie na prawdziwe 4k, technologię OLED itp. kupujesz odbiornik i sluży ci latami bo swoją konstrukcją wyprzedza czas i potrzeby rynku. zatem następny tv kupisz jak obecny skończy życie.

    • demola

      No chwila, to jak nie oni to kto ma kreować rynek i postęp technologiczny? Konsument odpada, bo bez gotowego produktu na sklepowej półce nie mamy możliwości głosowania portfelem. Ministerstwa technologii też póki co nie ma (przynajmniej nie kojarzę) które to wyznaczałoby kierunki rozwoju poszczególnych gałęzi przemysłu, więc chyba jednak pozostają producenci.

      Nietrafione projekty to norma i ryzyko zawodowe. Jednak nawet kiedy idą one do kosza to firma nabiera doświadczenia które może zaprocentować w przyszłości, nie mówiąc już o tym że któryś z tych projektów może chwycić i mamy wtedy sukces rekompensujący nam poprzednie niepowodzenia. Firmy które powielają tylko sprawdzone projekty i pomysły nigdy nie wybiją się poza średnice.

    • GLOCK

      kiedy technologie tworzyli pasjonaci ta pedziła do przodu jak oszalała. w momencie kiedy w firmach pierwsze skrzypce grają ksiegowi jest źle. firmy boja sie ryzyka dlatego postęp jest bardzo powolny albo zaden. oczywiście masz rację ze jak chwyci to mach hit ale w korpo bardziej skupiają sie na tym „ile stracimy jak się nie uda”. dlatego czesto powstają kocepty które później są ubijane (widać to zwłaszcza w motoryzacji)

    • demola

      Teoria grubymi nićmi szyta, ale ok

    • Alot

      Nie szukałbym racjonalizacji w działaniach kogoś, kto jedzie do innego państwa po telefon, zamiast poczekać kilka dni i kupić w Polsce.
      To jest potrzeba bycia naj, zawsze naj, oparta na emocjach, pozbawiona racjonalnych podstaw.

      ps
      Monitory Apple były przeciętne wśród przeciętnych. Ale się sprzedawały, bo japko.

    • demola

      Monitory Apple były przeciętne wśród przeciętnych. Ale się sprzedawały, bo japko

      W całym tym szaleństwie jest jeszcze marketing czyli magia dzięki której kupa zamienia się w tort czekoladowy :)

    • Alot

      Apple produkuje przeciętne urządzenia i ciągle znajduje na nie nabywców.
      To jest właśnie, deprecjoniwana przez Ciebie, siła marki.

    • demola

      Nie nazwał bym ich przeciętnymi. W pewnych aspektach trudno szukać podobnych cech u konkurencji. I piszę to zdecydowanie nie jako fan tej firmy.

    • natankraps

      Już od pewnego czasu sprzęt Apple (faktycznie przeciętny) jest nośnikiem usług. To właśnie sprzedaje Apple. Usługi. Może, tak robić ma ma „monopol” na ich nośniki. Usługi i programy oferowane na „japko” są w swojej masie lepsze niż na Windę czy Linucha – ludzie z nich korzystający są skłonni więcej za nie płacić, a to wiadomo, zazwyczaj skutkuje lepszą jakością.
      Do tego zwykły użytkownik nie potrzebuje sprzętu z multum opcji. Potrzebuje sprzętu, który po prostu działa. I taki jest Apple – nie ma technicznych fajerwerków, ale to co dostaje użytkownik, zazwyczaj, działa jak należy, czyli szybko i bardzo stabilnie. A to jest możliwe właśnie dzięki wcześniej wspomnianemu monopolowi na sprzęt – łatwo zoptymalizować apki pod kilka modeli niż po kilkaset.

    • GLOCK

      ” ale to co dostaje użytkownik, zazwyczaj, działa jak należy, czyli szybko i bardzo stabilnie. A to jest możliwe właśnie dzięki wcześniej wspomnianemu monopolowi na sprzęt – łatwo zoptymalizować apki pod kilka modeli niż po kilkaset.”
      tylko to co mówisz tyczy sie kazdego modelu w tej klasie. to co w apple działa dziei optymalizacji u innych dziąła dzieki nadmiarowi mocy. bo czy można coś zarzucić S8 czy HTC U11? nie. tam też wszystko działa. problem fanboi polega na tym ze stawiają ze sobą apple vs android a dla niech android to android i czy to jest myphone za 400pln czy s8 za 4k to nie ma znaczenia bo wady myphona przerzucają na s8.

    • fizolof

      To moim zdaniem prostsze niż myślisz. Człowiek to istota religijna, dowody mamy dzisiaj i od tysięcy lat dzięki wykopaliskom. Ateizm to nienaturalny dla niego stan, zatem gdy odrzuca Boga szuka sobie jego zamiennika w postaci Apple, Samsunga czy czegoś innego. I staje się wyznawcą.

    • demola

      Nie znam nikogo kto by w domu miał ołtarz poświęcony danej marce, a jakbym zjadł to polecił bym kontakt ze specjalistą. Chyba trochę za daleko poszedłeś

  • Ogotay

    To wychodzi z ludzkiego egoizmu…”co je moje to je lepsze”. Kazdy stara sie znalezc zalety tego czego uzywa i wady tego czego nie by sie w jakims sensie podbudowac i zcementowac to ze decyzja o zakupie byla najlepsza.

  • zefir

    Atarowca wal z gumowca! :-)

  • Alot

    To jest problem psychologiczny.
    Zdrowy człowiek rozumie renomę marki, zna zalety urządzeń, ale ma też świadomość wad konkretnych modeli czy rozwiązań.
    Niezdrowy człowiek traktuje każdy zakup jako sposób na poprawę własnej samooceny, ale też buduje produktami swój wizerunek, stąd też przekonanie, że atak na to co stanowi o sile jego wizerunku (w jego mniemaniu) to atak na niego i jego system wartości.
    Obrona jest konieczna. Do krwi ostatniej.

    • Kamil

      Czyli z tego się nie wyrasta?

      Damn. Chcę wierzyć, że po prostu w pewnym momencie przestanie liczyć się to, co ma ktoś inny. A będziemy się cieszyć tym co mamy :)

    • Alot

      Medycyna jest bezlitosna. Problemu niskiej samooceny nie da się trwale wyleczyć.

    • Nysdroid

      Faxolet ER 😂

    • guest

      A te maile o wydłużeniu to nie skuteczny sposób leczenia kompleksów. Ach Ci naciągacze :P

  • świetny artykuł pod SEO

  • Grzegorz

    Człowiek lubi, musi, chce się z czymś identyfikować. Religia? Za dużo wymaga… Nowe trendy filozoficzne? Niewiele i ciężkie do zrozumienia. Muzyka? Podziały zanikają tworząc w ich miejsce jakieś subgrupy i inne takie nie tworzące wystarczającej odrębności
    Pozostaje marka. Dająca poczucie przynależności do jakieś grupy, społeczności, coś z czym można się identyfikować…
    Długo by pisać. Problem socjologiczny, pszychologiczny…

  • Mariusz

    Wytłumaczy profesjonalista zajmujący się zagadnieniami psychologii marketingu. A jak wytłumaczy to proszę o rozwinięcie wątku, bo odpowiedź może się okazać pouczająca.
    Postęp cywilizacji. Poziom wiedzy i wykształcenia w dziedzinach specjalistycznych jest na niespotykanym dotąd poziomie. Tylko co z tego, kiedy pytania o specjalistyczną wiedzę są kierowane do odbiorców czy konsumentów, który chcieliby się zapoznać raczej z odpowiedziami niż pytaniami.
    Ja rozumiem, że to felieton, ale mimo wszystko razi postawa w rodzaju – Pewnie znalazłbym kogoś kto kompetentnie odpowie na pytanie, ale lepiej będzie opisać moje własne przemyślenia – skłonię do myślenia innych, a pobudzanie do myślenia jest niezwykle ważne.
    Pobudzanie do myślenia jest ważne. Zacząłem się zastanawiać, czy by może nie zrobić jakiegoś zakrojonego na globalną skalę badania, które rozwiało by wątpliwości autora. Chociaż…może ktoś robił jakieś badania pod tym kątem. Albo nie… poczekam aż ktoś mądrzejszy wyjaśni kwestię w komentarzach.
    HEJT!!!

    • Rincewind

      „Specjaliści” w kwestiach psychologii i psychiatrii żyją w szklanej bańce wzajemnej adoracji. Ludzki umysł jest niemierzalny, więc przeciętny człowiek nie jest w stanie wywodów takiego kogoś zweryfikować. Idą oni zwykle na łatwiznę, powielają zasłyszane głupoty… Mam brata autyka, który był u wielu psychologów i psychiatrów chociaż matka – sprytna kobieta – zawsze unikała odpowiedzi na temat diagnozy innych specjalistów. Efekt? trudno było znaleźć mniej/więcej dwie takie same opinie w stosie tej makulatury. Co do marketingu to robiłem w sprzedaży… Dopóki kierownictwo nie pozwoliło nam łamać zasady skryptu to ludzie byli wściekli, że traktujemy ich jak niedojebanych idiotów. Dopiero jak można było z nimi gadać jak z ludźmi to człowiek nie miał po dniu pracy kilkunastu wyzwisk na koncie.

  • Nysdroid

    Szpanerstwo, chęć odcięcia się i bycia innym albo też ja wiem wszystko lepiej.

  • Sebastian Florek

    Marka? a co to takiego? Od dłuższego czasu przestałem zwracać uwagę na nazwy sprzętu. Uważam że można się samemu oszukać. Gwoździem do trumny zaufania stała się Nokia. Marka to obecnie fabryka w Chinach z logiem i paroma patentami kupionymi za pieniądze niewiadomego pochodzenia inwestorów. Z niewiadomym celem wprowadzenia produktu pod znaną z przeszłości nazwą. Nokia pokazuje że takie „twory” trzeba omijać.

    • Alot

      Chyba trochę kłamiesz.
      Po pierwsze, Nokie produkuje Foxconn, ten produkujący dla innych topowych marek, min. Apple.
      Po drugie, firma mająca prawo do marki Nokia jest fińska.
      Po trzecie, pracują w tej fimie ludzie, którzy pracowali wcześniej w Nokii.

      Reasumując.
      Chciałeś napisać coś mądrego, a wyszedłeś na debila.

    • Sebastian Florek

      Nie obrażaj

    • Kamil

      Ano, to zgadzam się, że w obecnych czasach trzeba poszukać by sprawdzić, z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Ale czasem można się naprawdę pozytywnie zaskoczyć :)

  • Rincewind

    Bardzo często to po prostu strach.

    • Kamil

      Przed czymś, czego nie znają? ;)

    • Rincewind

      Nie tylko. Także przed tym, że ego budowane na zabawce może się załamać jak jakiś „podludź” ma coś, co jest równie dobre co „nasz skarb”. To trochę takie odwrotne Gollumy: nie chowają się ze swoim „skarbem” w jaskiniach aby nikt go nie pożądał, gotowi zabić jeśli ktoś wyciągnie po niego rękę, a pokazują go gdzie się da aby wszyscy go pragnęli i dostają furii kiedy ktoś zamiast pragnąć ich pierścienia patrzy z zainteresowaniem na jakiś sygnet.

  • ammarmar

    Ja myślę, że chodzi o tzw „przekleństwo wyboru” oraz idące za nim zaangażowanie.

    Z przekleństwem wyboru chodzi o to, że wybór towarów na rynku jest tak duży, że ludziom ciężko jest na coś zdecydować. A jak już to zrobią, to zawsze pozostaje w nich pewien stan lękowy, że źle wydali swoje pieniądze, że mogli wybrać coś lepszego itd.

    Naturalnym odruchem walczącym z tym lękiem jest zaangażowanie. Generalnie, ktoś, kto podjął decyzję i coś kupił, podświadomie samego siebie uspokaja, że zrobił dobrze, że wybrał najlepszy towar, że alternatywy są dużo gorsze. „No przecież moje auto musi być najlepsze, w końcu zapłaciłem za nie tyle kasy, tyle oszczędzania, wyrzeczeń itd”.

    Oczywiście to przekłada się na prawie każdą sferę życia, ludzie podobnie myślą np. o swoich małżonkach („najprzystojniejszy był na roku, nie to co ten wałach Tereski spod trójki”), dzieciach („najgrzeczniejsze na świecie, za to Kryśki bachory cały dzień drą mordy”), poglądach politycznych („Franek to zdrajca i pewnie Żyd, wiesz, na kogo on głosuje?”) itp, itd.

  • Mariusz Bałachowski

    U nas siłą marki jest bardzo silna. JA np. Zastanawiałem się ostatnio, czy nie zmienićauta na BMW. Jakieś ze średniej półki, nowszy rocznik. Auto ładne, dobrze wykonane i w ogóle. ALe nie kupię. Czemu? Bo w Polsce upodobali go sobie tacy a nie inni ludzie. I tak jest ze wszystkim. Każda marka kreująca się na „premium” przyciągnie fanbojów. Nie zrobi tego Lenovo czy Asus, zrobi to Huawei czy Apple, które aspirują (bądź są) do miana potentata na rynku. Tylko i wyłącznie marketing generuje fanbojów, eksluzywność produkje kolejne pokolenia ludzi, któzy żyją w przekonaniu ” moje jest drogie, więc jest najlepsze” i tak właśnie działa najczęściej przywiązanie do marki. Chęć kreowania swojego wizerunku na podstawie targetu marki.

    • GLOCK

      U nas siłą marki jest bardzo silna. JA np. Zastanawiałem się ostatnio, czy nie zmienićauta na BMW. Jakieś ze średniej półki, nowszy rocznik. Auto ładne, dobrze wykonane i w ogóle. ALe nie kupię. Czemu? Bo w Polsce upodobali go sobie tacy a nie inni ludzie. ”

      a nie żyjesz trochę przekonaniami z lat 90?

  • Driggooziz

    Ja mam właśnie zupełnie inaczej – staram się zmieniać. Na sprzęt staram się patrzeć pod kątem parametrów i ceny jaką miał bym za nie zapłacić. Marka telefonu tylko raz mi się powtórzyła. Jak kupowałem buty to za każdym razem innej marki, na ciuchy nie patrzę w ogóle pod względem znaczka, kupuję to co mi się podoba. Tak, trafia się, że mam kilka rzeczy z jednego sklepu (z kurtkami tak mi się przez ostatnie lata trafiło), ale to tylko dlatego, że mi przypasowało wzornictwo i cena. Nie mam sentymentów do produktów, bo producenci często nie wykazują się sentymentem w stosunku do mnie.

    • Rower

      Ja również tak jak ty, z tym, że przy wyborze produktów staram się jeszcze raczej wybierać produkty/sklepy które są Polskie, przynajmniej w jakiejś tam części

  • mirekk

    Marka to konstrukt marketingowy, inaczej abstrakcja. Wypadkowa wielu czynników, między innymi wysiłków promocyjnych marketingowców, mody, zasobności właściciela marki, doświadczeń użytkowników, jakości, trwałości, mody, itp. Biorąc pod uwagę to wszystko: nie kupuję marek, tylko produkty. Takie które spełniają moje wymagania i robią to w rozsądnej dla mnie cenie (inaczej „jakość do ceny”). Marka nie ma znaczenia…

    • GLOCK

      ale mimowolnie zawsze kierujemy sie w konkretnym kierunku. to wychodzi samoczynnie. ja np ostatnio rozgladam sie za nowym telefonem. mam okreslony próg kwotowy, określone potrzeby i mimo ze teraz używam samsunga chciałem cos innego. po analizie potrzeb i tego co oferuje rynek do mojego top 4 i tak dostał sie samsung:)

    • mirekk

      Jednak marka jako taka nie była w Twoim wyborze decydująca. Sam wymieniłeś kwestię ceny, analizy potrzeb, oferty rynkowej i swojego TOP 4 (zapewne opartego na kryteriach innych niż marka). Jakiś telefon z jakimś znaczkiem na obudowie musiał z tych analiz wyjść.

    • GLOCK

      tak ale przez to czesto mylimy „spełnienie oczekiwań” z „przywiązaniem do marki”. teraz jeśli wybiore S ktoś może mi zarzucić ze jestem fanbojem ale prawda jest taka ze mimo swoich wad (bo produkt idealny nie istnieje) S może okazać sie najlepszym rozwiązaniem.