200

Opinie w internecie? Przestaję im wierzyć. Słabej jakości marketingowe zagrywki to już codzienność — reportaż Antyweb

Marketing szeptany, amplyfying, fałszywe opiniowanie i spam — wielokrotnie te same nazwy używane są synonimicznie. Niestety — szczególnie dla tych, którzy pierwsze dwa zadania wykonują śpiewająco. Bowiem obecnie dotarliśmy do momentu w którym działania postrzegane jako „marketing szeptany” niewiele mają z tym terminem wspólnego. A co więcej — coraz mniej wierzę opiniom w sieci. Nie bez powodu.

Wielokrotnie przeglądając komentarze, fora internetowe czy też inne miejsca gdzie internauci mogą się swobodnie wypowiedzieć widuję wpisy, które automatycznie wzbudzają moją czujność. Nie dlatego, że to co piszą jest złe czy obraźliwe. Bardziej chodzi o formę, w jakiej to robią. Nachalną i coraz częściej na kilometr wiejącą sztucznością, pod niebiosa wychwalającą jeden produkt (a czasem takżę nie szczędzącej złych słów konkurencji). I po przeczytaniu kilkunastu bliźniaczo podobnych wpisów na temat tego samego przedmiotu czy usługi pod różnymi adresami mam na tyle duże wątpliwości, że zdezorientowany i zniesmaczony zaczynam szukać alternatyw. Z nadzieją, że w ich przypadku będą mógł poznać szczere opinie użytkowników.

Czym jest marketing szeptany?

Naturalnym jest, że kiedy z czegoś jesteśmy zadowoleni — polecamy to napotykanym na naszej drodze ludziom. Nie ważne czy chodzi tutaj o proszek do prania, wyjątkowo smaczną czekoladę, instruktora nauki jazdy czy ostatnio przeczytaną książkę. Wysokiej jakości produkty i usługi bronią się same. A my jako zadowoleni konsumenci — polecamy je dalej i rozmawiamy o nich z bliższymi i dalszymi znajomymi, wymieniając opinie. W ten sposób wieść o nich się rozpowszechnia, a nierzadko małe marki dzięki dobremu słowu i rekomendacjom kolejnych zadowolonych klientów rosną w siłę. Tak działa to od pokoleń. Od jakiegoś czasu również w internecie — i oto właśnie chodzi w marketingu szeptanym. Z założenia ma to być coś spontanicznego, bezpośredniego, szczerego. I choć nie brakuje w sieci miejsc, gdzie te działania prowadzone są właśnie w ten sposób — marketingowcy podsuwają jedynie odpowiedni kontekst lub pretekst do rozmowy, tudzież animują dyskusję i wypowiadają się w roli ekspertów, to ostatnie lata przynoszą coraz więcej nachalnych wpisów, które ze szczerością nie mają zbyt wiele wspólnego. Mam tu na myśli działania, które są niczym innym tylko agresywnym polecaniem produktów. Takim, które idealnie rozmija się z podręcznikowymi przykładami.

 

Jak to działa?

Zagłębiając się w temat miałem okazję porozmawiać z ludźmi, którzy zawodowo współtworzą, bądź współtworzyli, tzw. sieć amplifierów. Czyli osób, które w najrozmaitszych miejscach internetu na zlecenie mniejszych i większych firm dbają o wizerunek, a także polecają ich produkty pod przykrywką zadowolonych konsumentów. Bez żadnego podpisu, który świadczyłby że nie robią tego do końca szczerze. Dlatego choć w żargonie korporacyjnym coraz częściej (błędnie) określa się to zaszczytnym mianem amplyfyingu (który z założenia wiąże się ze wzmacnianiem obecności marki w sieci) czy marketingu szeptanego, nie mają one z nimi zbyt dużo wspólnego. Najbliżej im tak naprawdę spamu, a nawet — dosłownie — fałszywego opiniowania (ang. fake reviewing).

Coraz więcej klientów zlecając ten popularnie (i niepoprawnie) nazywany marketing szeptany, tak naprawdę zwraca się z prośbą o reklamę wśród najrozmaitszych społeczności. Dowiedziałem się że większość preferuje lekkie podejście do tematu — pozwalając na sporą dowolność, by wszystko wyglądało naturalnie. Jednak zdarzają się i tacy którzy nawet przy podobnych działaniach, maskujących to na czyje zlecenie działamy i wydajemy eksperckie rady, wymaga zapisów rodem z informacji prasowej. Częstego powtarzania utartych frazesów, a nawet zachowania zasady niestandardowych wielkich i małych liter, czy wyjątkowo długiej nazwy modelu elektronicznych urządzeń. Zdarzają się również prośby o… linki do ich oficjalnej strony przy każdym z komentarzy czy postów. I przy takich akcjach naprawdę trudno ukryć swoje powiązanie z firmą. Bo kto luźno rozmawiając na forach robi takie rzeczy?

Oto jeden z przykładów wpisu, który od razu powinien wzbudzić czujność. Naprawdę posty zaczyna się od linku do sklepu?

Zadanie na dziś: rozmowa z samym sobą

Idea marketingu szeptanego jest prosta. Niestety — te działania coraz częściej miksowane są ze wspomnianym, nachalnym, polecaniem produktów, a nawet próbie wybielenia ich w oczach użytkowników na podstawie zmyślonych wydarzeń.

Nie jest niczym nowym, że amplifierzy mają nie jedno, a kilka kont na tych samych forach czy grupach dyskusyjnych. Oczywiście kiedy będą nieostrożni, nie uda im się zbudować odpowiedniej renomy wśród tamtejszych użytkowników. Zbyt duża nachalność wzbudzi czujność administratorów, co często kończy się blokadą ich kont.

Nie jest niczym nowym jednak, że zadają pytania, a po jakimś korzystając z innego loginu — sami sobie odpowiadają. Tworząc historie z udziałem reklamowanej marki które mogą opowiedzieć, a w razie wątpliwości — również doprecyzować. O najskuteczniejszym lekarstwie na bolączki z którymi żadne inne medykamenty nie dawały sobie rady. O najlepszym ubezpieczeniu które pomogło im gdy ulegli wypadkowi zagranicą. O jedynym takim blenderze na rynku, który masło orzechowe zrobił w trzy sekundy, a przy okazji nie zrujnował ich portfela. Starają się przy tym jak najczęściej wymieniać nazwę produktu — to pozwala nie tylko budować świadomość marki, ale również pozytywnie wpływa na jej SEO. Choć, jak wiadomo, w ostatnich latach w algorytmach Google zaszło sporo zmian i nie jest już tak efektywne jak wcześniej.

Jednym z ich zadań jest też monitorowanie sieci — a w przypadku napotkania negatywnych opinii na temat produktu który promują, starają się wybielić wszelkie „ale”. Aby kolejni użytkownicy którzy się na nie natkną, mieli jakiś dodatkowy punkt zaczepienia. To także często kończy się opowieściami o zupełnie innych, często fikcyjnych, doświadczeniach.

Cienka granica, brak wiarygodności i zero etyki

Nie jestem marketingowcem, nie śledzę ostatnich trendów w temacie. Nie trzeba jednak być specjalistą by wiedzieć, że granica między marketingiem szeptanym, aplyfyingiem, fałszywym opiniowaniem, a spamem w ostatnich latach stała się niezwykle cienką. Tym bardziej że korzystając z tego pierwszego terminu wielu ludzi maskuje wszelkie działania w sieci związane ze swoją marką. Zarówno ten prawdziwy marketing szeptany — szczery, bezpośredni, nakłaniający do dyskusji o produkcie, angażujący ekspertów którzy pomogą i rozwieją wątpliwości związane z ich produktem, jak i całą resztę — naginającą fakty. A zdarza się też, że prawdą niemającą wiele wspólnego.

Sam jakiś czas temu przestałem już bezrefleksyjnie zasięgać opinii w sieci. Dziś wiele z pierwszych wyników wyszukiwań w Google zapala u mnie lampkę ostrzegawczą. A kiedy zaczynam zagłębiać się w odnośniki, styl pisania, charakterystyczne frazy czy skrócone linki — okazuje się, że bliźniacze odpowiedzi znajdę na innych forach w podobnym kontekście, zapisane tym samym stylem. Najzabawniej wypada to wówczas, gdy ktoś z piszących popełnił błąd ortograficzny, który powiela za każdym razem.

W anglojęzycznej sieci można natknąć się na narzędzia takie jak FakeSpot, które na podstawie zestawu algorytmów wskazuje fałszywe wpisy — śledząc recenzje na Yelpie i Amazonie. Niestety, z tego co mi wiadomo — dla rodzimych portali czegoś takiego jeszcze nie uświadczymy, dlatego jesteśmy zdani na własną czujność.

„Marketing szeptany” vs. marketing szeptany

Przyglądając się bliżej tematowi, a także rozmawiając ze wspomnianymi amplifierami, nie mogłem także ominąć kwestii stawek obowiązujących w tej branży. Jeden z moich rozmówców opowiedział mi o… bardzo rozbieżnych kwotach. W miarę standardowa zapłata na jaką mogą liczyć amplifierzy za post wspominający markę w ostatnich latach wynosi od dwóch, do czterech złotych. Choć zdarzają się też zleceniodawcy, którzy oferują więcej — często ma to miejsce wówczas, gdy temat do wypromowania jest trudny. Nierzadko wymagana jest wtedy specjalistyczna wiedza.

Przypominam jednak, że budując opowieść zdarza się napisać wpisy, które rozpoczynają wątek, albo po prostu dopytują o szczegóły. Wypadałoby też przywitać się na forum i udzielać w innych tematach, aby przeglądając naszą historię nie było widać jak na dłoni, że coś tu nie gra. Nieustannie trzeba pracować na reputację. A ta dla wielu zleceniodawców nie ma żadnego znaczenia. Oczywiście zdarzają się także ludzie, którzy podobne usługi oferują nawet za 50 groszy od wpisu. Brzmi to niedorzecznie, szczególnie w zestawieniu ze stawkami profesjonalistów, którzy prowadzą duże akcje opierające się na marketingu szeptanym z prawdziwego zdarzenia. Tam jednak cały przebieg akcji wyceniany na kwotę z kilkoma zerami wygląda zupełnie inaczej. Tak, jak wyglądać powinien. Niestety jednak wielu klientów wciąż decyduje się na tańszą alternatywę, o której coraz częściej mówi się w kategorii… zwykłego oszustwa.

Co z tym zaufaniem?

Poszukując kursów, wysokiej jakości produktów czy chociażby wakacyjnych miejsc noclegowych wielu z nas zasięga porad internautów. Zarówno fora internetowe, jak i serwisy agregujące hotele pełne są komentarzy ludzi, dla których ich pisanie to… po prostu praca. Często tej najlepszej patelni na której zrobili już sto obiadów i jeszcze nic nie przywarło nie widzieli na oczy. Zaś w Kołobrzegu nie byli nawet przejazdem — nie mówiąc już o noclegu w tym przytulnym pokoju z widokiem na Bałtyk który tak ochoczo polecają. Ale nie tylko fałszywe opiniowanie w rozmaitych portalach budzi niesmak potencjalnych klientów. Podobnie sprawy mają się z nieoznaczonymi akcjami partnerskimi i sponsorowanymi recenzjami. Autorom takowych zdarza się „zapomnieć” dopisać przez kogo wpis został zlecony i opłacony. Nie twierdzę, że zawsze są nieobiektywne — ale po prostu wolałbym wiedzieć, jeżeli coś takiego ma miejsce. I jestem przekonany, że nie tylko ja.

A co na to specjaliści?

Przygotowując ten artykuł miałem też przyjemność zadać kilka pytań pracownikom agencji SocialLead, która specjalizuje się w kampaniach opartych na marketingu szeptanym z prawdziwego zdarzenia. Ekipie która w ogóle nie zajmuje się tzw. szeptanką, ani nie proponuje swoim klientom takiego rozwiązania. Jak sami twierdzą:

Fora dyskusyjne to medium najważniejsze z punktu widzenia budowania i wzmacniania intencji zakupowych. Niezależnie kto przeprowadza badania, to one są zawsze na szczycie źródeł pozyskiwania informacji o produktach. Kluczowe jest to, że fora dyskusyjne to medium bardzo wrażliwe na fałsz. Społeczność forów dyskusyjnych piętnuje „szeptankę”, co prowadzi do skutków odwrotnych niż zakładane przez markę. Jeżeli klient chce w ten sposób budować swój wizerunek, to odkrycie tych działań ma skutki wręcz odwrotne. Osoby o najwyższym wpływie na forach odwracają się od marki i piętnują ją. 

Kiedy zapytałem o ich opinię na temat tego, co mylnie nazywane jest marketingiem szeptanym, w odpowiedzi usłyszałem:

Marketing szeptany w obecnej formie nie jest działaniem etycznym. U podstaw tego działania leży podszywanie się pod użytkownika i oszukiwanie w ten sposób uczestników dyskusji. Działania te mają swoje podstawy w tym, że do tej pory fora ograniczały działania marek, a z drugiej strony stanowią najbardziej wartościowe źródło w pozyskiwaniu opinii oraz mają swoje ważne miejsce w procesie decyzji zakupowych.

Każda szara strefa (czy to podatki, piractwo czy szeptanka) wynika z braku dostępu lub/i nieadekwatnej ceny. Jeśli reklamodawcy chcą komunikować się z potencjalnymi klientami (którzy, mówiąc obrazowo, są już w sklepie i zastanawiają się który produkt wybrać) i nie mogą zrobić tego oficjalnie — bo fora zabraniają — to nie można się dziwić że korzystają z szeptanki. Jeśli damy im narzędzie z którego będą mogli skorzystać oficjalnie to przynajmniej mają wybór. A każde, nawet drobne, uszczelnienie szarej strefy daje zauważalny wzrost przychodów każdej ze stron: reklamodawcom, klientom, a przede wszystkim forom. Te na nieoficjalnej szeptance nic nie zarabiają. Oczywiście zostaje jeszcze kwestia ceny. My płacimy forom więc nasza usługa siłą rzeczy jest droższa.

Jak ustrzec się przed fałszywą opinią?

Fora internetowe, blogi, opinie w agregatorach cen czy serwisach poświęconych podróżom — to tylko kilka z miejsc, w których co rusz można natknąć się na fałszywe opinie będące wynikiem działań marketingowych. Przeglądając je warto być czujnym, a jeżeli istnieje taką możliwość — zasięgnąć porady profesjonalistów, pokopać głębiej, porównać. Niestety dopóki takie nieetyczne zachowanie będzie działać, zmiany nie nadejdą. Dlatego profesjonalne firmy stroniące od takich nieczystych zagrywek dbają o budowę świadomości zarówno wśród zleceniodawców, jak i konsumentów. Jakie porady mają ludzie, którzy niejedno już w tej kwestii widzieli?

Technik i pomysłów na takie recenzje czy polecanie produktów jest dużo. Ale przede wszystkim czytajmy uważnie wpisy. Istnieje niewielka szansa, że szczęśliwi konsumenci będą sypać wszelkimi parametrami urządzeń, dokładnymi informacjami i technicznym żargonem jak z rękawa. Po drugie — jeżeli jest taka możliwość — warto podejrzeć w jakich innych wątkach udzielali się użytkownicy. Jeżeli skupiają się na jednej marce, albo wszystkie posty to niekończące się polecanie rozmaitych produktów — powinno to wzbudzić naszą czujność. Szczególnie gdy konta zostały utworzone niemal w tym samym czasie.

Podobnie sprawy mają się w przypadku użytkowników, którzy wystawiają masowo po jednej gwiazdce rozmaitym przedmiotom w katalogu, dla kontrastu serwując najwyższe noty jednej firmie. Albo bombardują linkami do oficjalnego katalogu jednej firm w swoich komentarzach. Najważniejsze to jednak… czytać różnorodne opinie, nie tylko w jednym miejscu. I przygotować się na to, że w tej branży są na tyle doświadczeni profesjonaliści, że wykrycie ich działań będzie miejscami bardzo trudne. Aha, no i pamiętajmy też, że nie wszystkie tak polecane produkty są koniecznie złe. Czasem firma po prostu wybiera złą ścieżkę w kwestii reklamy, nie umniejsza to jednak ich usługom.

Chyba nic więcej dodawać nie trzeba, prawda?

Grafika, 1

  • Mnb

    Sami nie jesteście lepsi … jeden wielki product placement. Wyjazdy sponsorowane, testy sponsorowane, posty przychylne markom, coraz mniej krytycznego i obiektywnego spojrzenia na produkt.

  • Etyka. To słowo dawno wyparowalo ze słownika pr-owcow. Sprawa jest o wiele głębsza niz marketing szeptany. Prawdziwym przegięciem jest próbą wpychanie redakcjom materiałów sponsorowanych, z zastrzeżeniem, żeby nie określać go we wpisie jako sponsorowany.

    • Mnb

      Dokładnie

    • Mnb

      Jak opisać produkt inaczej jak cudowny, jak marka płaci za testy :)

    • Wiesz co, da się być obiektywnym. Druga strona nie zawsze jest zadowolona, ale powinna być przygotowana na to, że płaci za czas i pracę redaktora, nie za jego opinię. Kilka dni temu opisywałem na Dailyweb sytuację, gdy pani z pr skontaktowała się z nami i bezczelnie zaproponowała napisanie pochlebnej opinii bez oznaczania wpisu jako sponsorowany. To już jest chore. Za takie akcje powinny być kary zarówno dla korumpujących, jaki korumpowanych.

    • Kamil

      Zastanawiam się tylko czy wynika to z braku doświadczenia tej pani, bezczelności, czy polityki firmy. Bo naprawdę — z doświadczenia wiem, że dobre produkty się bronią. Po prostu :)

    • Też tak uważam. Dobre rzeczy są po prostu dobre i tyle.

      Jednak myślę, że niektórzy mają świadomość, iż upychają kupy i chcą mieć pewność, że nikt kupy kupą nie nazwie, żeby słowo kupa się nie upowszechniło, gdy myślimy… Ok, tyle słów na „k”, bo święta są.;)

      Niestety to jest dosyć powszechne. O tym pisałem na DW. O tym pisały Wirtualne Media. O tym pisał jeden z naszych komentujących, który prowadzi własnego bloga. Pewnie i na Antywebie nieraz dostawali takie propozycje. Dlatego nie mówiłbym o braku doświadczenia, a raczej o pewnej metodzie promowania produktów. Bardzo powszechnej metodzie. Bardzo brudnej metodzie.

    • mall

      Metoda działa i działać będzie coraz skuteczniej z biegiem czasu (dorośnie pokolenie dzieci, które nie potrafią zweryfikować informacji). Moim zdaniem będzie jej więcej i będzie bardziej nachalna. A to, że ludzie stracą zaufanie? I co z tego? Liczy się sprzedaż w następnym kwartale a nie pięcioleciu.

    • Niestety masz rację. Co najwyżej jakieś redakcje stracą w oczach czytelników, a PR PR-em – im się i tak z reguły nie ufa. Dziwię się, że nie ma na to żadnego zapisu w ustawodawstwie, bo etycznie na to patrząc, mamy do czynienia ze zwykłą korupcją.

    • Gamer

      Opinia jest zawsze subiektywna. Obiektywnie możesz porównać suche specyfikacje w kontekscie innego sprzętu, lub powiedzieć, ze sprzęt jest dobry w swojej klasie jak wielu innych.
      Recenzja sprzetu/marki ktory wolisz, zawsze bedzie lepsza niz konkurencyjnej.

    • Oczywiście, że jest. Nie ważne, czy oceniasz smartfon, film, czy cokolwiek innego. Nigdy nie twierdziłem, że jest inaczej. Co nie znaczy, że będę opluwał jedną markę, bo wolę drugą. Są pewne granice.

      Kiedyś dużo pisałem o filmach i tam jest podobne fanboystwo jak przy technologiach. Jednak dojrzały recenzent nie zjedzie filmu jednej wytwórni, bo woli produkcje drugiej. Jeśli oba filmy były wg. niego dobre, to oceni dobrze oba. Jeśli zrobi inaczej – to z punktu widzenia postronnego czytelnika – szkoda czasu na czytanie jego recenzji.

    • Alot

      Normalnie.
      Marka płaci za testy, ale zapłata nie obejmuje wyników i wniosków.

    • Mnb

      Dotyczy to także AW i SW niestety.

    • gom1

      Dlatego recenzje sprzętów zaczynam od lektury komentarzy pod laurką artykułem :-)

    • Z tych komentarzy to jest jedna wielka bzdura i reklamowanie innego mega bubla g*na Xiaomi
      News o Samsung , Sony czy LG lub MyPhone a ci jadą o Xiaomi i jakiś szmelc z alibaba za 500zł polecają
      Ręce opadają jak się takie głupoty czyta w komentarzach

    • yamata

      Nie wiem co chcesz od Xiaomi. Bardzo przyzwoita marka. I posiada polskiego dystrybutora, nikt ci nie każe kupować na Alibabie.

      Oczywiście nie licząc wpisów fanbojów od procesorów czy kart graficznych, nachalne zachwalanei jakiegoś produktu zawsze jest podejrzane. Dlatego wyciąga się średnią z kilkudziesięciu ocen na wielu forach. Najlepiej dodając też opinie i testy ze świata. Wybór jest tak ogromny, że kupując nawet ostatnią pierdółkę typu kabelek do kompa, możemy przepłacić naprawdę duże pieniądze. I to kupując w jednym sklepie!

      Przykładem morele.net, na którym polecam obejrzeć kabel SATA3 Logilinka, który potrafi kosztować 8 i 28 zł tylko dlatego, że ma inny kolor!

      I żaden marketing szeptany nie zastąpi w tym miejscu naszego zdrowego rozsądku. Amen.

    • QWERTY

      Xiaomi to raczej marka poprawna nie dobra bo oprócz ceny nie mają nic do zaoferowania

    • yamata

      To znaczy co według ciebie wyznacza wartość produktu? Bo dla mnie stosunek: cena-jakość-możliwości. Jeżeli produkt firmy A oferuje to samo lub więcej niż podobny firmy B, to kupuję ten firmy A. Logiczne?

      Oprócz ceny nie mają nic do zaoferowania? Ciekawe, popatrz. To zupełnie jak Apple, tylko odwrotnie. Apple ma do zaoferowania głównie cenę. Potworną. W stosunku do tego, co oferuje… ;)

      Otóż mają, a ty pojęcia nie masz o czym piszesz. Gdyby nie mieli, nie staliby się takim gigantem w tak krótkim czasie. Wystarczy sobie porównać już nawet nie telefon, ale choćby telewizor niskiej klasy (3000 zł) z produktami LG czy Samsunga. Porównywałem ostatnio i akurat tak się głupio składa, że Xiaomi bije konkurentów pod każdym względem, także bardzo starannego wykonania z dobrych materiałów. Co se bez trudu możesz sprawdzić choćby na DisplaySpecyfications.com

      I żeby nie było, nie posiadam jeszcze żadnego produktu tej marki. Ale ludziska chwalą nawet ichnią nakładkę na Androida (MIUI), co chyba jeszcze nie spotkało żadnej innej firmy, a na przykład LG ominęło problem udostępniając gołego Androida. I też było za ten ruch chwalone… ;)

    • Zalgowski

      ” Apple ma do zaoferowania głównie cenę. Potworną. W stosunku do tego, co oferuje”
      Czego niby Apple nie oferuje w stosunku do konkurencji?

    • Pit Haller

      Jakość systemu

    • Zalgowski

      Wg mnie oferuje absolutnie najlepszy system na rynku.

    • zakius

      jak komuś nie przeszkadzają idiotyczne ograniczenia, nieużywalny interfejs i problemy sprzętowe to może i jest fajnie, ale wymagający użytkownik nigdy tego dziadostwa nie weźmie

    • Zalgowski

      Ty psychopato to się lepiej nie odzywaj. WON.

    • Ksiądz Robak

      Jakość systemu to oni mają najlepszą.

    • yamata

      Dodajmy, bardzo durnego systemu dla debili. Oczywiście system ma działać i już nawet w ręku statystycznej ludzkiej małpy. I to jest poniekąd mądra filozofia. Ale tylko do momentu, kiedy chcesz pogrzebać pod maską…

      W tym kierunku idzie na przykład współczesna motoryzacja. I rozumiem tych, którym się to bardzo nie podoba. Bo naprawdę żeby samochód mógł jeździć nie jest potrzebna aktualizacja systemu, albo mocniejszy procesor. Ale tak niestety będzie…

      Co do legend o stabilności, niezawodności etc., tak systemu Apple jak i jego produktów, proponuję zajrzeć na strony takie jak Applefobia. Oczywiście to skrajność, ale daje podobne pojęcie o problemie, jak Audiovoodoo o sprzęcie audiofilskim. Amen.

    • Pit Haller

      Cóż tylko krowa nie zmienia poglądów mawiają. Dam Ci przykład. Kiedyś miałem stacjonarne pc bo „było do wszystkiego i takie mocarne”. Potem kupiłem pierwszego laptopa bo zauważyłem że też na nim program a przy okazji usunę biurko. A do tego konsolę (podobno też dla debili mawiają). I wiesz co? Siadam na kanapie, odpalam ps4 i po 30 sekundach gram i mam w d…. te wieczne dłubanie w ustawieniach grafiki na pc. I o to chodzi. To sprzęt jest dla wygody użytkownika a nie odwrotnie. W zamian za to mam ograniczony system który ma droższe gry ale zoptymalizowane. I nie można ich kraść (co niektórych boli).. Tak samo jest z IOS. Większość ludzi nie musi zakładać sobie roota. Chce przyjemnie użytkować telefon. To nie znaczy że to debile! Tak się składa że ja jestem ze stajni miui ale moja połówka lubuje się w IOS i jak na to patrzę to ma to sens. Optymalizacja pod użytkownika i tyle.

    • yamata

      Ależ ja nie pisałem o niczym innym! Nie zapominaj, że IOS powstał pod potrzeby przeciętnie rozgarniętego Amerykanina i w założeniu powinien on od razu chwycić zasady użytkowania, nawet jeśli pierwszy raz widział urządzenie na oczy. To jest bardzo dobre i niewątpliwą zasługą Apple i Commodore jest ucywilizowanie interfejsu użytkownika tak by stał się intuicyjny. I mówię tu o czasach, w których na PC królował DOS…

      Problem w tym, że Apple pochłonęła komercja i to co miało użytkownikowi służyć, zaczęło go ograniczać (własne standardy) i jednocześnie przywiązywać na siłę do platformy Apple (zamknięta architektura i system). Swego czasu Apple się na tych zabiegach pięknie wyłożył na ryj. Niestety wraz z nastaniem ery smartfonów, wszystko wróciło do normy…
      Na szczęście dla nas, Apple nie jest na tym rynku sam. ;)

      Nie każdy użytkownik komputera, zadowala się tym, co mu oferuje producent. Niektórzy, skoro już stali się posiadaczami systemu, chcą sobie w nim trochę „pogrzebać” by ustawić go pod swoje potrzeby. Z pasji, z ciekawości, z chęci nauki i zdobywania wiedzy, czy choćby zapędów artystycznych by posiadać system oryginalny, ładniejszy od innych…

      Na to wszystko system Apple pozwala w bardzo ograniczonym stopniu. I naprawdę bardziej mnie pociąga w dziedzinie komputerów to, co wyciągnął ze swojego komputera fandom Amigi, niż przeciętny muł siedzący przed kompem Apple i używający całej jego mocy nie do grafiki, muzyki i obróbki wideo (w to kiedyś celował święty Jobs) tylko do napędzania Facebooka. żal patrzeć jak maszyny zdolne do naprawdę wielu wspaniałych rzeczy, trafiają w ręce małpy, która nie jest w stanie wykorzystać nawet 10% ich możliwości…

      I to właśnie dla takich baranów powstają nowe, wielordzeniowe procesory czy potężne karty graficzne. Żeby taki jeden z drugim muł, mógł se zastrzelić kosmitę…
      Widać tą niepokojącą tendencję wszędzie. Ostatnio podczas premiery procesorów Rizen AMD, kiedy to wszyscy ze zdumieniem dowiedzieliśmy się, że komputer PC służą wyłącznie do grania, dlatego wspomniane procesory do „niczego” się już nie nadają…

      A teraz trochę cię zdziwię. Siedzę przy „mocarnym” pececie w wielkiej, aluminiowej obudowie, wypchanego masą komponentów z wysokiej półki. W ogóle prawie na PC nie gram (chyba że w gry typu „Shovel Knight”) ;). Nie bardzo umiem grać na klawiaturze, komputer służy mi głownie do grafiki. Co nie zmienia faktu, że w życiu nie przesiądę się na ograniczoną architekturę laptopa. W moją wiekową obudowę Lian Li PC-60, ściąganą jeszcze z USA, do tej pory mieszczę wszystko co potrzebuję. Nawet nie muszę posiadać serwera NAS, bo w tej chwili napędza 14 dysków i jeszcze jest w niej dużo miejsca. Gdzie bym miał to wszystko estetycznie upchać? Do laptopa???

      Pomijam już takie pierdoły, jak maleńki wyświetlacz lapka z reguły beznadziejną matrycą klasy TN. I tu się właśnie kłania nie twój spryt, tyko to, jak łatwo się dałeś przekabacić producentom. By nadążyć za rynkiem, musisz kupować laptopa często. Nawet taki z wysokiej półki nie starczy na długo. A musi być z wysokiej półki, byś se na nim pograł i w dodatku nie zamordował oczu matrycą gorszą niż IPS. Ja tam jednak wolę od czasu do czasu wymienić któryś z komponentów w PC. Wychodzi znacznie taniej…

      Z konsolami to już w ogóle nie trafiłeś. Posiadam praktycznie wszystkie, poza XBOX ONE (tylko dlatego, że czekam na Project Scorpio) ;) Jestem debilem który właśnie na konsolach głównie gra. Bo do tego zostały stworzone i oferują takie plusy, jak możliwość wygodnej gry w salonie i podłączenia do zestawu kina domowego, a nie kulenia się w fotelu choćby przy najszybszym monitorze i na słuchawkach…

      Ale konsola to nie komputer. Nikt od niej nie wymaga pełnienia innych funkcji. Niemniej takie próby są czynione od dawna (PS3 i Linux) i to często przez samych producentów, którzy ze swoich konsol chcą uczynić domowe centrum rozrywki. Czyli to, co teraz próbują wcisnąć do telewizorów „smart”…

      Teraz dwa następne błędy. Od kiedy nie można „kraść” gier na konsole? To raczej kwestia wyboru niż możliwości. Co do zabezpieczeń najnowszej generacji to nie jestem w temacie. Ale starsze zostały złamane lata temu. Między innymi temu zawdzięczamy fakt, że gry w Polsce można kupić już w takich cenach, że nie trzeba ich „kraść”. Bo producent nie będzie mi robił łaski… ;)
      Oczywiście nie mówię o nowościach, ale odczekawszy trochę można kupić oryginał w takiej cenie, że „piracenie” go się po prostu nie opłaca. I tylko możliwość sprzedawania „używek” czy przeceny zapobiegną piractwu…

      Które też, i tu drugi twój błąd, daje możliwość przekształcenia konsoli w coś więcej niż wydumał producent, czasami wręcz złośliwie ograniczając jej możliwości (np. pojemność
      obsługiwanych dysków w X360). To że akurat ty nie lubisz pokombinować ze sprzętem tak, by wyciągnąć z niego maksimum możliwości, szczęściem nie dotyczy wszystkich. Dlatego mamy alternatywne oprogramowanie do tunerów satelitarnych, routerów czy konsol właśnie. Jesteśmy grupami zupełnie innych użytkowników i to co zadowala ciebie, nie musi zadowalać mnie. Oczywiście z ciebie firmy są bardziej zadowolone, bo jesteś posłuszną owieczką, którą łatwo ogolić z kasy… ;)

      Nie chodzi o to, by się przerzucać argumentami, który styl odbioru technicznej rzeczywistości jest lepszy czy gorszy. Chodzi o to, by równolegle mogły rozwijać się oba. To, że ruszając w dzicz ja swój samochód naprawię (jest na tyle stary że jeszcze posiada ramę i nawet pewne zdolności terenowe), bo nie potrzebuję do tej naprawy komputera, ty zaś w międzyczasie będziesz się rozglądał za funkcjonującym gniazdkiem w centrum lasu, albo nową aktualizacją swojego ultranowoczesnego BMW, to już zupełnie inna sprawa… ;)

    • Pit Haller

      Ufff… Przeczytałem ten twój elaborat. O co Ci chodzi? Sprawdzasz moją wiedzę czy wyżywasz się po prostu? :)

      Bo meritum mojej wcześniej wypowiedzi brzmi. Stać cię na coś wygodnego to masz. Jak nie to musisz się męczyć na „uniwersalnym” sprzęcie „wszystko mogącym”.

      Masz 14 dysków to kup serwer NAS lub 1 duży dysk. Nie lubisz TN kup IPS lub PV. Nie lubisz małych ekranów możesz mieć laptopa i zewnętrzny monitor. Trzeba mieć na to środki. Ale jak nie masz to nie traktuj po prostu innych gorzej za to że stać ich na wygodę. Nie na luksus. Na wygodę.

      Na resztę nie chce mi się już odpisywać ale dodam jeszcze że można kraść na konsoli ok ale to margines tej społeczności z ograniczoną funkcjonalnością takich gier (bany itp.). W przeciwieństwie do pc musztard race którzy to z reguły mają maszyny za kasę a gry już nie koniecznie. Wracamy do problemu pieniędzy…

    • yamata

      Fakt, trochę się wyżywam… ;) Właśnie się spier… z roweru i bardzo mocno potłukłem. I tak nie mogłem z bólu spać, więc zacząłem pisać ten elaborat jedną ręką, sprawdzając od czasu do czasu ruchomość tej drugiej, potłuczonej… ;)

      Wydaje mi się że jednak zawarłem tam jakieś podsumowanie tego, o co mi chodzi. A ogólny sens jest taki, że użytkownicy nie potrzebują by producent w każdym miejscu ich uszczęśliwiał na siłę. Owszem, fajnie że ułatwia to życie laikom, bo sprzęt „myśli” za nich. Ale bez przesady. Wszyscy wiemy jak kończy się nadmierne zaufanie do choćby nawigacji GPS. Dlatego powinna istnieć alternatywa. Albo w przypadku oprogramowania nie blokowane przez producenta warstwy, do których dostęp mają zainteresowani, zaawansowani użytkownicy. Tak od lat ma Windows, tak ma po części nawet Android, bo po zdjęciu (nie zawsze udanej) nakładki producenta, mamy „goły” system, który na przykład mnie się bardzo podoba…

      Tak jest ze wszystkim. Jak producent zastosuje zbyt zaawansowany sposób ochrony gier, cierpią na tym nawet, a może głównie, legalni użytkownicy. Jak zastosuje ograniczenia w konsoli, to zwykle po kilku latach musi i tak się z nich wycofać. Problemem natomiast jest filozofia Apple, który ogranicza wszystko i jeszcze każe się nam z tego cieszyć, co zresztą udało mu się na dużej próbce społeczeństwa, powołując do życia sektę, która potrafi sobie wytłumaczyć największe wpadki producenta oddziaływaniem gwiazd czy wolą boską… ;)

      Argument „stać cię to masz” nie jest specjalnie mądry. Tym bardziej że tylko nowobogaccy otaczają się nieprzemyślanymi zakupami. Ci co naprawdę mają pieniądze, dbają o nie i dobrze zastanawiają się nad każdym zakupem. Mnie stać na każdy produkt Apple, ale go nie chcę. Chyba że ktoś mi go podaruje, to przyjmę… ;)
      Uważam za idiotyzm kupowanie czegoś co mogę mieć w równie dobrej czy lepszej wersji za dwa razy większe pieniądze, bo ma logo ugryzionego jabłka!

      Niemniej większość użytkowników Apple uważa się za lepszych z powodu kasy którą wywalili na swoje „cudeńko” i kwestia „nie stać cię” jest ich typową postawą obronną…

      Znowu wychodzi twoja techniczna ignorancja. Napisałem, że serwer mam w obudowie, która może doskonale pełnić takie zadanie, a została nabyta w czasach, kiedy o serwerach NAS mogli pomarzyć jedynie profesjonaliści, bo nikt ich nie oferował do prywatnego użytku. To się nazywa mądry, przyszłościowy zakup…

      O. mogę już pisać lewą ręką! Będzie dłużej… ;)

      Nie da się kupić dysku o takiej pojemności, bo jeszcze taki nie powstał na planecie Ziemia. Może na Kryptonie… ;)
      W dodatku zdajesz chyba sobie sprawę jak się dba o bezpieczeństwo danych (jeden dysk to tylko większe ryzyko) i do czego służą macierze RAID?

      Kupowanie laptopa do zastosowań stacjonarnych jest z zasady trochę chore. Ale większości się to sprawdza, więc ok, wybór rynku. Ale dokupowanie do niego monitora i innych gadżetów, które wprawdzie robią z niego pełnoprawny komputer ale całkowicie rozmijają się z ideą przenośnego sprzętu? Po grzyba mam płacić z maleńką matrycę TN w laptopie, skoro i tak nie będę jej używał, bo zamierzam sobie podłączyć monitor IPS na którym coś wreszcie zobaczę? Nie dość że wydatek większy, to jest to rozwiązanie raczej awaryjne. Po co?

      W dodatku to wcale już nie jest tak, że stacjonarny komputer jest tańszy. Ostatnio szukałem czegoś do grafiki dla studiującej latorośli mojej siostry i niestety do 5000 PLN nie potrafiłem złożyć czegoś bardziej sensownego od wyczynowego laptopa „do gier” z matrycą IPS. Komponenty są tańsze, choć jednorazowy wydatek większy. Stacjonarny komputer na porządnych podzespołach to dopiero są wydatki, tylko rozłożone w czasie!

      Wygodę, to można mieć jak się kupuje kanapę. W tym celu najlepiej ruszyć zad do sklepu i po prostu na niej usiąść. Ale mam kilku głupawych znajomych, którzy kupili najdroższą w katalogu, „artystyczną”, sygnowaną podpisem znanego projektanta, na której kompletnie nie da się siedzieć, co dopiero spać. Dlaczego mam ich nie uważać za idiotów i publicznie się z nich nie nabijać, choć doradzałem co innego, a oni sami przyznaliby się do błędu, gdyby im tylko duma pozwoliła. Na razie bezużyteczny klamot stoi i zajmuje miejsce w salonie. Zobaczymy co wymyślą, by się go sprytnie i z twarzą pozbyć. Fascynuje mnie to… ;)

      Dlatego nie zamierzam traktować ulgowo tych, którzy dla „wygody”, nakupowali sprzętu który miał im ułatwić życie, a potem wołają mnie, żebym im to wszystko podłączył, bo sami pojęcia nie mają, gdzie jest włącznik na pilocie. Po co im sprzęt, którego możliwości nie są w stanie nie tylko wykorzystać, ale nawet docenić? Perły przed wieprze, a sprzęt się kurzy. Wolałbym żeby trafił w ręce zdolnego a biednego Indusa czy Chińczyka…

      I czepiam się tylko takich sytuacji, niestety nagminnych. Nie mam nic przeciwko gościowi który kupuje Ferrari i potrafi nim jeździć. W tym celu skończył kilka kursów rajdowych w Finlandii, a swoim Ferrari jeździ po torze, nie po ulicy. Mam natomiast do szpanera, który na widok kawałka spódniczki dociska w takim samochodzie gaz i wbija się w przystanek pełen ludzi. Bo go było stać…

      Wiesz, możesz sobie kupić Phase One do pstrykania selfie, bo cię stać. I może nawet zaszpanujesz jakiemuś amatorowi. Pytanie jak głupio będziesz się czuł w towarzystwie fachowców, którzy z miejsca zauważą, że nawet nie potrafisz dobrze takiego aparatu trzymać, co dopiero robić nim zdjęcia. Ale przede wszystkim czy mając choć odrobinę samokrytycyzmu nie byłoby ci głupio z powodu tego, że trzymasz w rękach maszynę której nie tylko nie potrafisz w najmniejszym stopniu wykorzystać, ale że przerasta cie ona o lata świetlne?

      Czy fakt „że cię stać” coś w tym miejscu zmienia? Czy zapewniłeś sobie w ten sposób większy komfort i wygodę? Czy nie lepiej byłoby kupić sobie zwykłego smartfona z lepszą kamerką?

      Masz rację. Wszystko zawsze rozbija się o pieniądze. Mnie najbardziej jeży ich wyrzucanie w błoto, nawet, jeśli są to czyjeś pieniądze. Zbyt wielu ludzi na tym świecie zdycha z głodu, by stać nas było na kupowanie rzeczy niepotrzebnych. Amen.

      P.S. Mam kilka konsol, i odczuwam wyrzuty, że zwykle nie mam czasu na nich grać. Ale się staram i przechodzę chociaż kilka tytułów w roku, więc mam czyste sumienie… ;)

      I znowu elaborat. Sorry, ale nie potrafię inaczej. Zresztą cieszy mnie odzyskana władza w lewej ręce, choć jeszcze boli, franca… ;)

    • QWERTY

      „Gdyby nie mieli, nie staliby się takim gigantem w tak krótkim czasie.” Właśnie dzięki niskim ceną i pomocy Chińskiego rządu są tacy no nie powiedziałam bym wielcy. I Xiaomi nie bije konkurencji jeśli chodzi o aparat oraz nakładkę (chociaż lepsza od Samsunga ale to wyzwanie nie jest). A jeśli chodzi o Apple to tylko znaczek. A wartość produktu nie wyznacza tylko stosunek cena-jakość-wydajność oraz duże cyferki. I co z tego jak telefon jest ładnie wykonany , cały ze szkła jeśli po upadku z 20 cm cały jest rozbity. Najważniejsze przy zakupie są preferencje i optymalizacja a nie cena i cyferki.

    • yamata

      Nie no, taki Samsung czy Apple, w ogóle nie korzystał z pomocy swojego rządu. Trudno się dziwić że swoją firmę wspiera komunistyczny, jakby nie patrzeć, rząd. Osobiście takie wsparcie bardzo mi odpowiada, albowiem za przesyłkę z AliExpress na przykład nie muszę płacić ni grosza. I to kupując zupełnie niewyobrażalne pierdoły, za które na rodzimym „Aledrogo” muszę doliczyć cenę przesyłki droższą od zakupu!

      Ty to byś zaraz chciał, żeby wyróżniający się produkt musiał bić konkurencję we wszystkich dziedzinach. Tak nie jest, stety czy niestety. Ale Xiaomi chociaż do tego dąży…

      Nie wiem który telefon rozbił ci się po upadku z 20 cm. Chyba upadając na diament… ;)
      Choć słyszałem, że niektórym pękają w kieszeniach, więc może i coś w tym jest.

      W takim celu przewidziano gumowane nakładki, które doskonale chronią telefon i kosztują grosze, ze szkłem ochronnym włącznie. Fakt, że traci on na „estetyce” i ciężarze, ale coś kosztem czegoś.

      Oczywiście że przy zakupie najważniejsze są TWOJE preferencje. Dlatego nikt normalny na umyśle nie daje sobie wciskać czegoś, co choćby najlepsze, zwyczajnie mu się nie podoba.

      Optymalizacji zaś użyszkodnik dokonuje samodzielnie. Dotyczy to tak menu w telewizorze, jak i systemu operacyjnego czy ustawień fotela i lusterek w samochodzie. Od producenta się odczep, chyba ze na to nie pozwala, jak wspaniałe Apple. Amen.

    • QWERTY

      Aha czyli ja sam se mam poprawiać system. Właśnie pod dopasowanie systemu do urządzenia aby działał stabilnie a nie użytkownik.
      „Ale Xiaomi chociaż do tego dąży…”
      Prima Aprils już było

    • yamata

      Aha, tak. Jeszcze taka firma nie powstała, co to ma wiedzieć którą ikonkę użytkownik gdzie chce sobie na pulpicie przyczepić, jaką aplikacją brandzluje się najczęściej i jaka tapeta czy kolory interfejsu najbardziej mu podchodzą. Jeśli zaś chodzi o stabilność i optymalizację pod komponenty elektroniczne to owszem, to należy w dużej mierze do producenta. I jakoś widzę w tym miejscu same peany na cześć Xiaomi. Choć to może właśnie marketing szeptany, bo ty tak nie sądzisz… ;)

      Dużo też zależy od Google, producenta Androida, który to system ma własne felery i w dodatku musi działać na chyba nawet większej ilości konfiguracji niż choćby Windows. Cudów nie ma i w którejś konkretnie na pewno będzie generował problemy. Wtedy reszta zależy od dobrej woli producenta, szybkości jego serwisu i chęci wprowadzania aktualizacji czy modernizacji systemu. Z tego co wiem, akurat tutaj Chińczycy bywają dość innowacyjni. Przykładem Lenovo, które w Motorolach uaktualnia Androida o 2 numerki, gdy tymczasem wielcy, znani producenci mają to w d…

      Tak. Xiaomi dąży do tego, by wyróżniać się w swojej klasie w najmniej kilku kategoriach. Jak każdy dobry producent…
      W dodatku śledzę tą markę od lat i widzę jakie postępy robi. Ty widać masz z tym problem…

    • QWERTY

      Wiesz co to optymalizacja ?
      Tu masz definicje: (Wikipedia)
      Optymalizacja – metoda wyznaczania najlepszego (optymalnego) rozwiązania (poszukiwanie ekstremum funkcji) z punktu widzenia określonego kryterium (wskaźnika) jakości (np. kosztu, drogi, wydajności). (…) W programowaniu komputerowym optymalizacja oznacza sposoby i metody poprawy kodu programu komputerowego by czas jego działania oraz wielkość pamięci potrzebnej do jego uruchomienia były jak najmniejsze.
      „Chińczycy bywają dość innowacyjni. Przykładem Lenovo”
      Czysty Android to taka wielka innowacja i skutki z stosowania jego to też wielka nowość
      „Xiaomi dąży do tego, by wyróżniać się w swojej klasie w najmniej kilku kategoriach.”
      No ja jakoś tego nie widzę no chyba że jeśli chodzi o cenę. Po prostu ttpowa chińska marka która ma nic do zaoferowania

    • yamata

      No i czego nie rozumiesz z definicji optymalizacji? Nawet Wiki nie jest ci jak widzę w stanie rozjaśnić ciemnoty umysłu. Właśnie o tym pisałem. Optymalizujesz system tak, aby tobie sprawnie się na nim działało. Szybko i skutecznie. Jeszcze nie widziałem dwóch identycznych Windowsów czy Androidów. Dokładnie to samo dotyczy optymalizacji sprzętu i zasobów, z tym, że odbywa się to raczej poza kontrolą użytkownika. Czyli robi to producent, na przykład przez odpowiedni dobór podzespołów czy późniejsze aktualizacje firmware. Czego ty qwa, nie rozumiesz?

      Oczywiście jak większość rodaków, masz problem z czytania ze zrozumieniem. Widać to już po tych twoich nieszczęsnych próbach podparcia się Wikipedią, które nic nie wniosły.
      Dokładnie to samo tyczy cytatu o Lenovo. Nie pisałem w nim o innowacyjności „gołego Androida” tylko o tym, że go aktualizują w przeciwieństwie do wielu innych, znacznie poważniejszych firm. To też innowacja.

      Głupi jesteś jak but i szkoda z tobą dyskutować. Jak nie widzisz że w tej samej cenie otrzymujesz metal i szkło zamiast plastiku, lepsze komponenty czy sprawniejszą nakładkę, to kup se lepsze okulary. Jakoś tak głupio wyszło, ze ostatnio porównywałem LG i Samsunga z produktem Xiaomi (telewizory) i w porównywalnej klasie, choć za mniejsze pieniądze dostaję od nich choćby więcej wejść HDMI czy USB i to w nowszym standardzie. Ale nie będę się rozwijał, bo jak wspomniałem, jesteś technicznie głupi i nie ma co się męczyć…

      Zresztą nikt cię nie zmusza do kupowania Xiaomi. Kup se Apple, BMW i Sony. Amen.

    • QWERTY

      „No i czego nie rozumiesz z definicji optymalizacji? Nawet Wiki nie jest ci jak widzę w stanie rozjaśnić ciemnoty umysłu. Właśnie o tym pisałem. Optymalizujesz system tak, aby tobie sprawnie się na nim działało. Szybko i skutecznie. Jeszcze nie widziałem dwóch identycznych Windowsów czy Androidów.”
      To co tutaj piszesz to nie optymalizacja tylko personalizacja.
      „Jak nie widzisz że w tej samej cenie otrzymujesz metal i szkło zamiast plastiku,” Wole plastik dobre jakości który będzie wytrzymały na upadki niż szkoło które po upadku będzie do wymiany.
      „choć za mniejsze pieniądze dostaję od nich choćby więcej wejść HDMI czy USB i to w nowszym standardzie. ”
      Tylko że te telewizory nie są (chyba) oficjalnie sprzedawane na zachodzie więc za niską cenę dajesz też możliwość inwigilacji siebie przez rząd Chin ale myślę że do szpiegowania już się przyzwyczailiśmy.
      „Ale nie będę się rozwijał, bo jak wspomniałem, jesteś technicznie głupi i nie ma co się męczyć…”
      Odezwał się ten co myli optymalizacje z personalizacją.

    • yamata

      Aleś ty upierdliwy! Dobrze. Przestawiam ikonę po swojemu i zmieniam tapetę = personalizacja. Zmieniam osobiście lub tuninguję przy pomocy odpowiednich programów system operacyjny przez modyfikacje np. rejestru Windows. To już = optymalizacja.
      Może być?

      Niespecjalnie interesowałem się oficjalnymi kanałami dystrybucji Xiaomi. Ale wiem że jeśli chodzi o Europę, to szczególnie upodobali sobie Polskę. Jest oficjalny sklep i prędzej czy później trafią tu też telewizory…

      To straszne! Inwigilacja. Wszechobecna! Kryć się! Szybko, do lasu… ;)
      A co mi za różnica, jako nie planującemu światowej rewolucji, ani wysadzenia parlamentu czy metra, szaremu człowieczkowi, kto i za pomocą jakich urządzeń będzie mnie szpiegował? Czy to będą Chińczycy czy Amerykanie, zajedno. Na twoim miejscu martwiłbym się raczej tymi drugimi…

      Akurat ja komórki nie posiadam z zasady. A kamery w domu wyłączam lub zaklejam z przyzwyczajenia. Także te montowane w kinect od xboxa. Ty tymczasem telefon nosisz przy dupie i na pewno nie masz zakrytej przedniej kamery. Więc kogo straszysz?

      Zarówno plastik, jak i szkło czy metal stosowane przez Xiaomi są dobrej jakości. Własnoręcznie macałem. Pasowanie elementów też niczego sobie. Cały czas operujesz jakimś abstrakcyjnym, wyjętym z dupy przykładem. Może to rozwiń, podaj jakieś linki do testów, w których to wystąpił rzeczony problem?

      A nawet jeśli, wpadki jakościowe nie zdarzyły się firmom takim jak Toshiba, Dell, Samsung czy Apple i Sony? I wielu, wielu innym? Czego tyś qwa, tak wsiadł na to biedne Xiaomi? Pieniądze ci są winni czy jak?

    • QWERTY

      Może być :)
      „To straszne! Inwigilacja. Wszechobecna! Kryć się! Szybko, do lasu… ;)
      A co mi za różnica, jako nie planującemu światowej rewolucji, ani wysadzenia parlamentu czy metra, szaremu człowieczkowi, kto i za pomocą jakich urządzeń będzie mnie szpiegował? Czy to będą Chińczycy czy Amerykanie, zajedno. Na twoim miejscu martwiłbym się raczej tymi drugimi…

      Akurat ja komórki nie posiadam z zasady. A kamery w domu wyłączam lub zaklejam z przyzwyczajenia. Także te montowane w kinect od xboxa. Ty tymczasem telefon nosisz przy dupie i na pewno nie masz zakrytej przedniej kamery. Więc kogo straszysz?”
      Pamiętasz jak mi pisałeś ze niby nie umiem czytać zrozumieniem , to sam masz tym z problem. Nie wiem czy doczytałeś ten fragment : „ale myślę że do szpiegowania już się przyzwyczailiśmy.”
      „Zarówno plastik, jak i szkło czy metal stosowane przez Xiaomi są dobrej jakości. Własnoręcznie macałem. Pasowanie elementów też niczego sobie. Cały czas operujesz jakimś abstrakcyjnym, wyjętym z dupy przykładem. Może to rozwiń, podaj jakieś linki do testów, w których to wystąpił rzeczony problem?”
      Znów problemy ze czytaniem ze zrozumieniem. Pisałem że wole plastik dobrej jakości niż szkło które upadku będzie do wymiany. Nie pisałem że Xiaomi ma słabą jakość materiałów. Zanim napiszesz że ktoś ma jakieś problem to sprawdź czy sam ich nie masz. Taka porada na przyszłość.

    • yamata

      Kurna gościu, nie odszczekuj jak przedszkolak, byle tylko udowodnić swoją rację. Albo naucz się używać kontekstu. Cały czas piszesz o tym nieszczęsnym szkle i plastiku, sugerując że akurat Xiaomi ma słabej jakości. No chyba, ze chodziło ci o Apple?

      To co wolisz, nie ma tu żadnego znaczenia i wykrzywia wizerunek firmy. Tak właśnie działa oczernianie produktu przeprowadzane przez marketingowych trolli rodem z artykułu. Nie mam, nie znam się, ale słyszałem że to badziew, nie kupujcie chinola bo kolegi wujka bratu upadł z 20 cm i się potłukł. I nie można go było wymienić na gwarancji… ;)

      Skoro nie używasz tego argumentu w stosunku do wspomnianej marki, to po cholerę w ogóle go używasz?. Przecież to jest oczywiste, po co ogłaszać aksjomaty? Ja tam wolę na przykład dziewczynki (dorosłe) od chłopców. Ale się tym nie chwalę, bo to nijak ma się do tematu. Czaisz?

      I druga rzecz. Po co wiec straszysz czymś, do czego już się „przyzwyczailiśmy” i wszyscy mają to w dupie, samemu sobie wybijając argument z ręki? Po co w takim razie rozwijać taki temat w kontekście Xiaomi, skoro szpieguje i Microsoft i Apple i Samsung i Google, CIA und FBI, kosmici, reptalianie i ch… jeszcze wie kto.

      Znowu by się dosrać do bogu ducha winnej chińskiej marki?

      Rozumiem że masz osobisty resentyment, bo miałeś i coś było nie halo. Ale zwalać na Xiaomi jakieś bezpodstawne sugestie, to już trochę przesada. O co ci właściwie chodzi?

    • zakius

      skoro oni nie byli w stanie dobrze zrobić to niech dadzą mi możliwość poprawienia tego

    • Pit Haller

      Chyba zapomniałeś o bardzo dobrym modzie Androida tj. Miui które nie wymaga 8 terabajtów ramu jak nakładki szajsunga…

    • Ksiądz Robak

      Tylko 3gb, super,
      poza tym na miui nie działa połowę rzeczy, buildy wychodzą często to prawda, ale jeden naprawia błędy poprzenich

    • QWERTY

      Widać że Xiaomi się od MS uczyło

    • Ksiądz Robak

      Jak by się uczyło od ms to by miui działało na 512mb ram

    • JakiśTypo

      Nie żeby coś, ale aktualizacje są po to, żeby coś dodać/NAPRAWIĆ :)

    • Ksiądz Robak

      I zrobić to dobrze a nie naprawiać jedną rzecz i psuć 10 innych. Jakoś inni nie mają takich problemów

    • Grzegorz93

      Masz na myśli aktualizacje dev czy stable? Bo jeśli dev.. to wiesz :-D

    • Ksiądz Robak

      Mam na myśli aktualizacje

    • Grzegorz93

      Tylko które? Wersja dev czy stable?

    • Grzegorz93

      Podaj chociaż jeden przykład aplikacji która nie działa na MIUI.

    • Ksiądz Robak

      Jezus znowu.
      MTP.

    • Grzegorz93

      Oj nie, nie. Siejesz ferment w internecie bez podania podstaw i nawet jednego przykładu nie jesteś w stanie podać?

    • Ksiądz Robak

      Sieje ferment bo mówię że coś nie działa? Tak! Uciszyć go!

    • Grzegorz93

      No jak nie działa jak działa? Podajesz tą połowę aplikacji jaka nie działa? ;-)

    • Ksiądz Robak

      Nie działa. Mi4 redmi note 3, redmi note 3 pro se, redmi 1s.
      Nie działa na żadnym z tych telefonów od 3 lat więc sorry.

    • Grzegorz93

      Gdzie ta połowa aplikacji? 😂

    • Ksiądz Robak

      Jaka połowa aplikacji?

    • Grzegorz93

      „poza tym na miui nie działa połowę rzeczy” o to chodzi.

    • Ksiądz Robak

      Nie aplikacji. System. Cały czas coś wywala.

    • Grzegorz93

      No to w takim razie jaka połowa rzeczy w systemie nie działa? A właśnie, jest to na dev czy na stable?

    • Ksiądz Robak

      Na obu

    • Grzegorz93

      A co nie działa? Dowiem się w końcu? 🤔

    • Ksiądz Robak

      Podstawowy problem MTP. Dlatego od razu wywalam miui jak mam go na telefonie.
      Ech widzę że gorsi z was fanatycy od samsungowców.

    • Grzegorz93

      Nie jestem żadnym fanatykiem, tylko chciałbym się dowiedzieć dlaczego jesteś taki „anty Xiaomi”. Jaki to problem z MTP?

    • Ksiądz Robak

      Nie działa.

    • Grzegorz93

      To teraz wyjaśnij mi gdzie leży błąd w oprogramowaniu że tobie nie działa a innym działa.

    • Ksiądz Robak

      Nikomu nie działa.
      Jak już wielokrotnie mówiłem miałem telefony:
      1. Redmi 1S
      2. Redmi note 3
      3. Mi4 white
      4. Redmi note 3 pro
      5. Mi4 black
      i na wszystkich nie działa mtp na miui.

    • Ksiądz Robak

      Nie jestem anty-xiaomi, jestem anty dziadostwowy. Jakoś mam mi4 tylko że nie na miui bo z gówna nie zrobisz dobrego systemu. Jak by za bazę wzieli coś innego to mogli by osiągnąć himalaje. A tak to tylko rów mariański

    • Pit Haller

      Tylko 1gb gwoli ścisłości. Widzę że kolega coś tam widział coś tam słyszał ale chyba od znajomych znajomych… Używam globalnego romu miui od 2 lat i nic takiego nie ma miejsca. Xiaomi już dawno zablokowało wszelkich moderów i dba o system. W przeciwieństwie do „zasmieconych” romów Samsunga (co najgorsze bez możliwości deinstalacji bloatware w większości przypadków). Tak naprawdę Xiaomi wypłynęło na szerokie wody dzięki miui. Szybko się ucząc od Apple że dobry system to dźwignia sprzedaży.

    • QWERTY

      Miui wraz z TouthWiz mają swoje osobne miejsce w piekle

    • zakius

      tylko czy interfejs tej nakładki jest choć trochę lepszy od czystego androida? bo widziałem nawet gorsze, a to niemałe osiągnięcie…

    • Pit Haller

      Co kto lubi to ma. Ja go bardzo lubię bo zawsze uważałem że Google się nie postarało jeśli mówimy o pewnych detalach czystego Androida (np. wysuwanie menu górnego z ustawieniami „na kilka razy”). Miui bliżej do IOS jeśli chodzi o logikę poruszania się po systemie. Jest szybkie i intuicyjne i ma tę przewagę nad IOS że ma managera plików (czytaj: normalność) :) Ale w tablecie wolę już bardziej AOSP.

    • Nazir, mam Xiaomi. Zabij mnie! :D

    • Sam się zabij że jesteś tak naiwny że taki szrot kupiłeś i jeszcze sobie wmawiasz że jest cudowny :)
      Tak wiem masochizm nie pozwala przyznać się do błędu i wad tego bubla zobaczyć

    • JakiśTypo

      Ciekawe rzeczy mówisz

    • Dzięki. Na ciebie zawsze mogę liczyć.

    • yamata

      Lubię merytoryczne podstawy dyskusji. Ty jesteś ich krynicą… ;)

    • LinekPark

      Ta firemka ma sektę wyznawców, jak Samsung i Apple.

    • A co myślałeś że jak na Tabletowo dostają za free urządzenie i kasę to ci prawdę napiszą że to g*no.
      K.Pura tak ciemnotę wciska o Huawei że aż śmierdzi trolem i tekstem sponsorowanym na odległość.
      Od 2 lat nie widziałem uczciwej opini testu na Tabletowo czy SW

    • Taka prawda

      Na AW tez ich nie ma. Ty je widzisz ,bo tylko tu cie nie zbanowali i to swiadczy tylko o tym, jakie maja slabe wyniki.

    • Tam mnie ograniczają gdzie ewidentnie mają za uszami dużo a prawda boli
      Całe SW czy Tabletowo to manipulacja w komentarzach i blokady dla tych co wytykają błędy i hipokryzję trolli
      Polecam obiektywnie ocenić kto tam komentuje i wnioski są jasne robiąc analizę wpisów z przestrzeni roku
      Nie tylko ja mam ban ale inni nowi którzy mieli odwagę skrytykować i napisać złą opinię

    • Pat

      Błazen potrzymaj swojego szajsunga i pozdrów żonę

    • Gamer

      Ja w ogole nie pojmuję, jak mozna sie sugerowac jakims artykulem np na SW, AW, table… itd. Telefon kupuje, woedzac jaki chce. Gadzety jaki smartwache czesto… mam szybciej, niz oni dostaja do testow. Za laptopami troche szukam, ale czlowiek jesli sie zna to i tak kupi lepszy niz jakis „testowany przez redakcję”. O zbawcach portali czy jakims forum to juz nawet sie nie wypowiadam.
      Jesli ludzie sami sie nie znają, to dobrze miec kogos, kto sie zna i zawsze pomoże. Średnio 2-3 znajomych w ciagu roku pyta sie mnie jaki komputer kupic/złożyć, w telefonach doradzam zdecydowanie częściej i wszyscy zawsze zadowoleni, bo wiem co polecam. Najgorzej gdy wejdziesz do sklepu z elektroniką, a tam same ameby pracują…

    • Bez takich serwisów część z nas byłaby technologicznie cofnięta. Nie ma tak, że znasz się na wszystkim organicznie. A taki Antyweb ma ci za zadanie pomóc. Jednocześnie nikt nikomu nie nakazuje ślepo ufać w każdą opinię. Bo te są subiektywne i to co dla jednego jest zajebiste, innemu niekoniecznie jawi się jako fajne.

      Co do sklepów to po tekście na DailyWeb dostałem wiadomość od znajomego, który kiedyś pracował w Media Expert. Niezbyt trafione w odniesieniu do newsa, ale bardzo akuratne przy twoim komentarzu.

      https://uploads.disquscdn.com/images/7a364f9cfc089c3818c68b4dad8aa20d0a588851d47a29b9cc87a8635e1a95a5.jpg

    • tho

      w każdym sklepie, w którym są „doradcy” na działach jest to skonstruowane właśnie w ten sposób.

      Mój znajomy pracował w jednym z elektromarketów i za sprzedaż 5 telefonów od LG dostawał 30-50zł premii. W tamtych czasach, gdy ludzie parli na „rewolucyjny” SGS2 ciężko było sprzedać coś innego niż Samsung i Sony.

      Ostatnio kupowałem nowy telewizor – mówiłem jaki mam budżet, jakie mam wymagania i który model je spełnia. Pytaniem było czy sprzedawca może polecić coś innego, lepszego. Polecił mi konkurencyjnego producenta, bo ma wyższą rozdzielczość (tanie panele 4K nie mają matryc 100Hz na której mi zależało), mocniejsze głośniki i był oczywiście droższy niż moje założenia. Musiałem mu 3 razy dziękować za takie doradzanie (pokazał mi jeszcze 2 modele tej samej, konkurencyjnej marki) po czym na odchodne powiedział, że będę żałować wyboru. Od pół roku jak na złość nie mogę powiedzieć złego słowa związanego ze swoim zakupem.

      Ba! Nawet w marketach budowlanych pracownicy są premiowani za sprzedaż określonych produktów. A to producent zrobi wyjazdowe szkolenie, innym razem zrobi suto zastawianą imprezę na miejscu, albo po prostu nagrodzi za wyniki sprzedaży pieniężnie lub rzeczowo.

    • yamata

      Wiesz, kiedyś w sklepach elektronicznych ceniło się wiedzę i fachowość. Teraz z uwagi na przekonanie speców od marketingu o zastępowalności każdego na jego stanowisku pracy i zatrudnianiu fachowca i ameby za tą samą stawkę, efekty masz, jakie masz…

    • MoiraAtropos

      Sprzedawca w sklepie z elektroniką to ostatnia osoba jaką poprosiłabym o doradzanie w sprawie kupna sprzętu, od niego dowiesz się tylko, który sprzęt jest wyznaczony do wciskania klientom na siłę

    • johny

      Jeszcze lepsi od sprzedawców z elektroniką są… sprzedawcy finansowi zwani dla niepoznaki „doradcami finansowymi.
      Idziesz sobie do takiego OpenFinance i tam ZA DARMO doradzają ci jak pomnożyć twoje pieniądze. Cud! Za darmo!

      A potem okazuje się, że ci tak doradzili, że wychodzisz na zero lub prawie zero a zarobił ktoś inny.

    • tho

      i dlatego był pomysł, by ustawowo „niezależni” doradcy mieli zakaz pobierania wynagrodzenia od instytucji finansowych

    • Gamer

      Jasne, ale jesli nie interesujesz sie elektronika i nie masz znjaomycj, ktorzy sie na tym znaja to co zrobisz… i wielu pozniej kupuje skladane pcty na allegro i niby gtx 1060 i wsio powinno miec lekko 70-80 fpsow na ultra a tu nagle… wersja 3gigowa, do tego ram ddr3 o niskin takowaniu oraz i5… 2500, a chipset marki no nameod ryzowych chrupkow:)

    • Grzegorz93

      Ostatnio jak byłem w sklepie z elektroniką po zakup najprostszej suszarki do suszenia włosów, to musiałem poprosić sprzedawcę o znalezienie danego modelu suszarki bo nigdzie jej nie widziałem oprócz na wystawie. Wtedy się zaczęło.

      Sprzedawca chciał mi wcisnąć suszarkę za 100 zł a ja chciałem taką za 30 zł tylko do suszenia włosów, nic specjalnego, zwykła suszarka. Na szczęście szybko sobie z nim poradziłem, zapytałem czy ta tańsza będzie też suszyć włosy od tej droższej a to czy zrobi to kilka sekund dłużej to dla mnie różnicy nie ma. Koniec tematu było i poszliśmy do kasy. :-P

    • W temacie

      Odpuścił? A sprawdzales pozniej czy masz zegarek, telefon itd?:D

    • Grzegorz93

      Odpuścił :-D Jeszcze wszystko mam xD

    • LinekPark

      Dlatego pytasz, widzisz co poleca i bierzesz inny, niż polecony. ;)

    • Pawel

      Wpychanie ?
      Szantażuje ktoś te biedne redakcje ?
      To zwykłe chamstwo i „tu i teraz”.
      Co z tego, że AW albo inny SW takimi wpisami do 0 sprowadzają wiarygodność swoich serwisów.
      Za rok, dwa będą równie poważane jak działy tech obecnych Onetów.

    • LinekPark

      Coś się pan tak tego PajonkWebu uczepił?!

    • Eeee… Ja? Kiedy?

    • LinekPark

      2 połowa wypowiedzi idealnie opisuje ten portal po prostu. :)

    • Cicho.;)

    • Czesiu

      Zostaw już tego Spider’s Weba w spokoju.

  • Ja na to mówię „marketing szemrany”.

    • Kamil

      Bardzo ładnie na to mówisz. Bo coś w tym, niestety, jest.

  • Ymnytor

    Najgorsze są recenzje sponsorowane. Szczególnie, gdy ktoś nie jest stałym użytkownikiem strony, a wydaje mu się ona autorytetem w kwestii pewnych spraw. Często jeszcze te wpisy są źle oznaczane, zwłaszcza gdy trafiamy na nie za pomocą linku.
    Pewne blogi mają praktykę tworzenia wpisów sponsorowanych.

    • SW to tylko trolling za kasę i pierdoły opowiada ten cyrkowy clown Dawid K. do tego w tandetnych brudnych t-shirt za 20zł z Auchan

    • QWERTY

      SW to ogólnie szambo najwyższych lotów który z technologią ma tyle wspólnego co MyPhone z dobrymi telefonami

    • Trafna ogólna ocena SW , podobne bagno i dno jest na Tabletowo klub wzajemnej adoracji małolatów i cukrowania

    • LinekPark

      Do czytania w celach relaksacyjnych. ;D

    • johny

      Eeee tam, Maciej Gajewski z tego żyje i dobrze mu się wiedzie.

  • Mariner

    Nie wiem jak traktować ten artykuł.
    Czy jest to: strzał w kolano, spowiedź i prośba o rozgrzeszenie czy może ryzykowna próba dowiedzenia się „co nas myślą ludzie.

    • Na Antyweb mamy jasne zasady oznaczania wszelkich treści sponsorowanych. Chciałbym aby wszyscy takie reguły stosowali.

    • Bartłomiej

      Sony?

    • Co z Sony?

    • johny

      Co racja to racja. Jesteście tutaj lepsi/uczciwsi niż wasza bezpośrednia konkurencja, która lukruje niektóre produkty i stosuje bany wobec niepokornych.

    • Miło, że ktoś to zauważa i docenia :)

    • Na YT mam shadowban za opinie o czymś co reklamujecie.
      ps.
      Zostawiam to bez komentarza Grzegorz kto go założył dla mnie
      Spokojnych Świat

    • JakiśTypo

      Jeszcze tu by sie przydał

    • johny

      No… skoro dla ciebie każdy kto się z tobą nie zgadza to pokemon z gimnazjum.

    • Jakby nie patrzeć to 99% komentarzy piszą dzieciaki i pojeby którym ciągle ms sprawia problem i flagowca sgs7edge czy inny oglądali na wystawie w sklepie.
      Pierdoły o zamulaniu i inne farmazony to stały tekst u tych pokemonów

    • Stanisław Bejm

      Dużo bardziej lubię Was niż Spidersweb, tam nadufany redaktor naczelny przesadza z reklamami.

    • zakius

      czytając jakiekolwiek recenzje drogiego szmelcu można uznać inaczej, ale może wystarczy kasa z reklam, której nie będzie jak producent się obrazi i kolejnego modelu nie przyśle
      oczywiście jest też opcja, że na tych wszystkich pokazach po prostu robią dobre pranie mózgu i autorzy faktycznie wierzą w te bzdury, które wypisują, chociaż nie wiem co gorsze…

  • steveminion

    „Słabej jakości marketingowe zagrywki to już codzienność”
    Czytelnicy AW wiedzą o tym doskonale…

  • Andrzej

    Na tej samej zasadzie ja nie ufam kupionym recenzjom blogerów i jutuberów.

    Tekst raczej reportażem trudno nazwać.

    • 99% testów na Yt czy Tabletowo to nachalny trolling i sponsorowane pseudo testy
      Pierdoły opiwiadane aby wjręcić frajerów w zakup

    • yamata

      Fajnie że reprezentujesz taką wiedzę i możliwości poznawcze, że po kilku minutach ogladądania testu na YouTube nie jesteś w stanie poznać, czy ktoś nie wciska ci kitu.

      Kuźwa, ostatnio musiałem wymurować próg, bo wspólnota żuli w moim domu ma w dupie takie wydatki, a ja się o niego najczęściej potykałem. Jako że zajmuję się raczej komputerami i o zaprawach betonowych mam raczej mgliste pojęcie, zrobiłem sobie mały „research” w necie. I zamiast wydać 300 zł na 10kg worek, kupiłem szybkowiążącą 20kg zaprawę niemieckiego producenta za 25 zł od wora. Potem z tego wora zrobiły się 3, więc zysk ogromny… ;)

      A cały problem polegał na tym, że musiałem murować w temperaturach około zera, z zapowiedzią znacznie większych mrozów w najbliższych dniach. Chyba pamiętacie ostanią zimę?

      Większość zapraw do poprawnego związania potrzebuje dużo czasu i temperatur +5/10 stopni. Specjalistyczne są bardzo drogie (na przykład takie do chłodni). Czym się podeprzeć? Internetem i rozumem. Bo wybór ogromny…

      I jakoś próg się trzyma, nie popękał, nie zdylatował, nie skruszał, a minęło już pół roku. Można? Można…

    • yamata

      Można kupić recenzje na całym świecie? Bo nawet na produkty Appple znalazła się taka Applefobia… ;)

    • reportaż był pierwszym pomysłem na oznaczanie takich autorskich tekstów od A do Z (to dla nas ważny format i chciałbym, żeby było go na AW więcej). Jeżeli masz jakiś pomysł, jak by można lepiej je oznaczać – jesteśmy otwarci :)

  • loopez

    Ja dodatkowo dorzucilbym takie portalenjak antyweb czy spidersweb gdzie też promocja marek się odbywa i czasem na siłę. C to sony Samsung czy inne startupy polskie. Aż czuć że zapłacili. :(

    • Kamil

      Jeżeli płacą za tekst, to jest to wyraźnie oznaczone. Taką mamy politykę.

      A jeżeli piszemy o danych markach i ich produktach to dlatego, że nowości wydają nam się interesujące i ważne. A zainteresowanie i zaangażowanie czytelników mówi samo za siebie :)

  • Do wszystkich pseudo testów na yt podchodzę z dystansem a szczególnie do opini gówniarzy cebulaków trolli polaczków co pierdoły piszą w komentarzach

    • yamata

      A ty jesteś indusek? Czy chinolek? Bo mi się wydaje że też polaczek…
      No chyba, że ty jesteś z jakiejś specjalnej kategorii PiSowskich panów lepszego sortu. Przedstawiciel jedynie słusznej rodziny RM i młodzieży wszechpolskiej. To z pewnością czyni cię predestynowanym do pogardzania resztą narodu i nazywania jej „polaczkami” i „cebulakami”…

      Zważywszy na piękno języka ojczystego, jakim posługujesz sie na tym forum, jesteś zdecydowanie Polakiem lepszego ode mnie sortu. Niegodnym do ciebie pisać. Chwała ci, o wielki Polaku!
      Amen.

    • JakiśTypo

      Nazir to nadpolaczek i nadcebulaczek

    • Mam się za lepszego Polaka prawdziwego a nie farbowane lisy kuglarze którzy za flaszkę dopalacze i 30 zł. będą na ulicach popierać każdy syf

    • yamata

      Ale jakbyś się tak z szacunku do własnego języka, nauczył choć trochę pisać po polsku, to bylibyśmy wzruszeni.

    • Robiłem to pod wiatr

      Nazir to stulejarz niepogodzony z własnym losem.

  • Jego Mać

    Dobry tekst – oby takich więcej a to zostanę wiernym czytelnikiem. Co więcej, marketing szeptany stał się normą dla wielu rzekomo „niezależnych” bloggerów – wystarczy popatrzeć na Waszą konkurencję, czy SpidersWeb – większość tekstów to typowe kryptoreklamy, a gdy po raz któryś zwróciłem na to uwagę – zablokowali mi tam konto. Może i dobrze, bo naprawdę nie ma do czego tam wracać, teksty pisane na siłę, liczone na jak największą ilość klików.

    • johny

      Wielu ludziom którzy zachowywali się bardzo przyzwoicie zablokowali tam konto.
      Spróbuj zasugerować im kryptoreklamę, to dostajesz bana, pomimo, że z tekstu wali lukrem (w stronę jednego producenta), że mdłości można dostać.
      SW to obecnie jeszcze większe dno niż Onet, nastawione wyłącznie na wyciskanie szmelcu frajerom poprzez kryptoreklamy.

    • Jego Mać

      Ja wszystko rozumiem – to ich biznes i mogą robić co chcą, choć 2-3 osoby tam lubiłem (jak Huberta czy Ewę) – niestety gołym okiem widać było że nie mają oni tam zbyt wiele do powiedzenia. Ale nawet podopowiadałem im co poprawić w ich serwisie, a w nagrodę któryś z tych młodych wszystkiowiedzących wręczył bana – nawet dokładnie nie wiem za którą wypowiedź. W sumie co za różnica.

    • Ja też na SW dostałem ban za kilka słów krytyki .
      Beznadziejne cukrowanie Kosińskiego i wciskanie kitu na max już mnie irytowało , Ewa też pierdoły pisała i lansowała LGBT czy Linux lub utopijne głupoty naćpanej małolatki

    • Jego Mać

      Może i pierdoły pisze, ale wciąż lepsze od Twoich ;)

    • QWERTY

      Nie chce bronić Nazira bo on sam często bzdury wpisuje (choć czasem ma on błysk mądrości) ale zwłaszcza po artykule ewy o tym jaki to Windows zły i nie dobry bo złapała wirusa to właśnie ona pisze głupoty zwłaszcza że na blogu „technologicznym”

    • Jego Mać

      Bo chyba za bardzo nie rozumiesz jej tekstów. Ona nie fascynuje się technologią per se, ale opisuje skutki jej stosowania, zwłaszcza z punktu widzenia młodej wykształconej dziewczyny. Zupełnie inne podejście.

    • QWERTY

      A teksty antyprawicowe , polityczne i feministyczne to co ? Też technologia ?
      Jeśli się nie interesuje technologią to po co pisze na blogu o technologiach (choć trudno tak nazwać SpiderWeb)

    • johny

      Huberta lubiłem czytać, ale Ewa była po prostu zwykle nudnawa.

    • LinekPark

      Młody i mundry… Kralka Kubuś??

    • Jego Mać

      Nie sądzę.. Kralka należy do rozsądnych, nawet mi ostatnio dał na bezprawniku jakie wieksze uprawnienia, choć jeszcze nie sprawdzałem

    • LinekPark

      Albo napisz, by się naczelny tak tym Apple nie jarał i udowodnij, że się myli. Chwilę później napisz, że da się żyć bez snapchata i… Już. Bana mam do dziś…

    • Kamil

      Bardzo się cieszę, że się podobał :)

      No z tymi bloggerami to już od lat obserwuję, jak „zapomnieli” oznaczyć materiału sponsorowanego. Na szczęście o temacie robi się głośno i ci najwięksi się pilnują. I teraz można już liczyć na stosowne oznaczenia. Przynajmniej większości :)

      Teraz czekamy aż Bookingi i spółka zaczną dbać o weryfikację.

    • Jego Mać

      Masz na myśli booking.com? Tam nie jest tragicznie – nierzadko korzystam do celów podróży zagranicznych i opinie bardzo często pokrywają się z rzeczywistością. Nie wiem jak to wygląda dla hoteli w Polsce, znając rodzimych januszów biznesu – może z tym różnie być.

    • Kamil

      Tak, m.in. Masa takich serwisów jest zalana fałszywymi opiniami, niestety.

    • Jego Mać

      w booking.com jako użytkownik musisz zarezerwować, zapłacić – i dopiero po zakończeniu pobytu można dodać opinię. Dodatkowo te starsze opinie nie są brane pod uwagę przy ustalaniu punktacji. Nie sądzę żeby booking sprzedawał możliwość dodawania lewych opinii, wcześniej czy później taki szwindel wypłynie na wierzch – a to jest zbyt poważna firma by chciała ryzykować: utrata reputacji oznaczałaby przejęciu biznesu przez konkurencję, a tej jest niemało. Ewentualnie hotele mogłyby podsyłać podstawione osoby, ale to też działanie na krótką metę, wystarczy popatrzeć gdzie taki użytkownik wcześniej rezerwował i od jakiego czasu dodaje opinie.

      Uczciwość w biznesie zwyczajnie się opłaca, czego u nas jeszcze wielu januszów nie rozumie

    • Kamil

      A zawsze tak było?

      W każdym razie jest wiele serwisów / agregatorów, które pozwalają sobie na takie zakłamywanie rzeczywistości. Niestety.

      I tak, wypłynie. I dlatego cieszą mnie firmy, które chcą prowadzić „czysty” marketing społecznościowo, robić szeptankę z prawdziwego zdarzenia jako MARKA, a nie *niby* zadowoleni użytkownicy.

    • Jego Mać

      Nie wiem jak jest w innych serwisach, korzystam tylko z tego – np. tu są moje opinie: https://secure.booking.com/reviewtimeline/JazzAnt.html

      Podobno https://www.tripadvisor.com/ też jest niezły, polecał mi znajomy hotelarz – ale nie korzystałem

    • johny

      Tak, dokładnie tak powinno być. Jeśli ktoś ma firmę to niech działa na forum, blogu, itp. jak FIRMA a nie jako np Marek-klient.

    • Kamil

      I, na szczęście, co bardziej świadomi i odważni — decydują się na to. I wieść gminna niesie, że im się to naprawdę opłaca :)

    • Robiłem to pod wiatr

      Da się obejść.Janusz ma hotel, zleca Mirkowi napisanie opinii. Mirek kupuje pobyt, wybiera termin pobytu, opłaca i nawet do hotelu nie jedzie.By Janusz nie był stratny na pokojach, termin pobytu Mirka przypada wtedy gdy w hotelu jest wesele.
      Gdy nadchodzi koniec terminu pobytu wystawia Januszowi najlepszy komentarz, a Janusz oddaje Mirkowi kasę za pobyt, którego nie było razem z wynagrodzeniem za opinię.

    • Jego Mać

      Wiem że da się obejść. Tyle że wcześniej czy później znajdzie się ofiara która na taki hotel się złapie i pozostawi prawdziwą opinię

    • Robiłem to pod wiatr

      Ale hotel niekoniecznie musi być zły. Może być nowy, nikomu nieznany i potrzebuje reklamy do napędzania interesu.

    • Jego Mać

      Oczywiście. Mam w rodzinie doświadczonego hotelarza który zarządzał już niejednym dobrej klasy polskim hotelem – biznes nie jest łatwy, często przypomina pole minowe, a dodatkowo masz często do czynienia z niewykwalifikowanym personelem. Ale mówił mi że oszustwo zwyczajnie im się zupełnie nie opłaca, efekty bardzo szybko odbijają się na zysku, im lepszy hotel – tym boleśniej. Dlatego osobiście jeśli nie znam hotelu – nigdy nie nie rezerwuję dla siebie hotelu poniżej trzech gwiazdek, lub dużej ilości zweryfikowanych pozytywnych komentarzy.

    • johny

      Nie wiem jak booking – bo rzadko korzystam, ale jeśli chodzi np o jakieś wyszukiwarki cenowe (ceneo, opineo) to już od dawna jawna kpina.

      Z resztą od powstania mi to śmierdziało i wiedziałem, że prędzej czy później (raczej prędzej) zaczną robić ludziom wodę z mózgu.
      Nigdy nie wiadomo która opinia tam jest cokolwiek warta.

    • Kamil

      Mam właśnie ten sam problem. Przygotowując się do napisania tego tekstu przejrzałem setki opinii w agregatorach, forach, zahaczyłem o komentarze na blogach i serwisy typu zapytaj. Naprawdę nie jest trudno odróżnić tam marnie robioną „szeptankę”, która jest właśnie fałszywym opiniowaniem.

  • steveminion

    „Słabej jakości marketingowe zagrywki to już codzienność”
    Czytelnicy AW wiedzą o tym doskonale…

  • Adi

    Niestety najbardziej aktywni w internecie są fanboye AMD. Szczególnie teraz to dobrze widać gdy jakąkolwiek recenzja obnaża słabość procesorów Ryzen

    • yamata

      Zapewne w grach. Bo w innych zastosowaniach wyglądają bardzo ciekawie. Szczególnie w stosunku do cen równoważnych produktów Intela. I wtedy właśnie zaczyna się wycie fanbojów Intela, jaki to Ryzen słaby, bo nie dał rady procesorowi który jest 3x droższy od niego. No i nie da się na nim grać tak wydajnie, jak na podobnym Intelu. Bo przecież normalnemu użytkownikowi komputer służy wyłącznie do grania. I robi mu straszną różnicę, czy w grze ma 10 klatek więcej czy nie… ;)

      I żeby nie było, mam Intela. W swoim czasie był to najlepszy wybór. Teraz niekoniecznie.

      I bardzo mnie cieszy konkurencja w tym segmencie. Intel już obniża swoje chore ceny.
      Ale tobie może się to nie podobać…

  • Ksiądz Robak

    Dokładnie!
    Takie same informacje są w przypadku telefonów.
    Ile to cudownych informacji o smartfonach z androidem nie znajdziemy. Jaki to super, nie zawiesza się i działa błyskawicznie.
    Potem kupujesz telefon i okazuje się że to tylko fałsz i obłuda.

    • Kamil

      Firmy za to płacą, ktoś taką pracę wykonuje. Dla mnie to żaden marketing, to jasne wprowadzanie w błąd.

    • Ksiądz Robak

      Najgorsze są trolle które za kasę powiedzą wszystko.
      Na a.com.pl powiedziałem że jednak android nie jest taki super, było porównanie najnowszych flagowców, oczywiście stary iphone zmiótł z powierzchni ziemi najlepsze S8 a moderator za te słowa (potwierdzone nagraniem) nagrodził banem.

      W internecie nie ma czegoś takiego jak wolność słowa, wszystko jest sterowane. Więc jak ktoś mi mówi że jakiś produkt ma ocenę 99% na necie to ryczę ze śmiechu

    • Kamil

      Trzeba brać poprawkę na to, że niektórzy jednak dość fanatycznie podchodzą do swojej pracy i wierzą naiwnie, że jest tylko jedna poprawna odpowiedź na każde pytanie. Przyznam, że od lat używam iOS — pod wieloma względami sobie chwalę (chociażby dlatego, że 3,5-letni telefon wciąż nadaje się do użytku), ale wiem, że jest wiele „ale” przed którymi nie będę w stanie wybronić tych urządzeń. Bo po prostu, Android wygrywa otwartością, a niektóre ograniczenia Apple są po prostu wkurzające. I albo nauczymy się z nimi żyć, albo jednak trzeba kierować się ku konkurencji ;)

    • Hipokryzja bije również na AW , bo na YT mam shadowban za negatywne opinie o czymś co reklamujecie

    • doogopis

      Ty ,a ty gdzieś nie nie masz bana? Ty to nawet na swoim blogu byś miał! Dwa asy! Ty i Norbe,przepraszam Ksiądz Karaluch. Walczące z brakiem wolności słowa! Wolność!
      Ty to masz szczęście że zawsze winnymi są inni a nie ty! Ale swoją drogą fakt że opinie na blogach to lipa. Jednak wolność względna panuje!

    • Tylko że różnica polega na tym że mam często racje i to się nie podoba tobie i innym trollom polaczkom

    • doogopis

      Częszto masz racje? To w ogóle możliwe byś jej nie miał? No nie wiedziałem! Człowiek całe życie sie uczy.

    • Każdy blog i vblog jak ma włączone komentarze to jest tam manipulacja i blokowanie tych co nie pasują do schematu .
      ps.
      Uważam że firmy i sklepy powinny same pokazywać dany produkt i nie dawać go gówniarzom pseudo blogerom do żadnych ocen bo widać że o testach i co interesuje Kowalskiego jako kupca nie mają pojęcia a test polega na antutu ile cyferek wykręci i czy ekran jest ładniejszy
      Reszta opowiadań to pierdoły dla 13-18latków , tak wyglądają testy w wykonaniu tych pseudo testerów blogerów

    • Tomk

      A dziwisz się , u nas jest więcej hejterów po zielonej stronie, a jeszcze napiszesz coś co jest prawdą, na tej stronie, ban …. :-)
      Z drugiej strony czytam te recenzje nowego S8 i dwie na portalach applowskich bardzo pozytywne, jak nigdy….

    • Smutna prawda ale czym gorszy szrot tym więcej farmazonów a szczytem nachalnej reklamy i wciskanie g*na jest link do zakupu w gearbest lub inny syf w chinach.

    • Ksiądz Robak

      Akurat z chin to najmniejszy syf jest z androidem bo łatwo możesz zmienić system

  • nieprzyjazny

    OK. Ale kto wam wyszeptał żeby w tytule napisać że to „reportaż”?? Już się zainteresowałem, myślałem że trzasnęliście jakąś wcieleniówkę, ktoś się zatrudnił w takiej firmie, przeszedł jakieś „szkolenie”. To by był reportaż. A co w tym tekście nosi znamiona reportażu??? W sumie moja wina że nie spojrzałem na tag bo albo „reportaż” albo „moje przemyślenia”.

  • Krzysztof D

    Wystarczyłoby promować serwisy które tworzą najlepsze raporty testów konsumenckich a resztę treści w sieci olać.
    Jak ktoś wypracuje markę rzetelnego recenzenta to nie zaryzykuje utraty wiarygodności za jakąś wziątkę od producenta elektroniki, czy oprogramowania.
    Co prawda grozi to monopolizacją przekazu do kilku najwiarygodniejszych podmiotów, ale testy konsumenckie są dziedziną nie objętą regulacjami i nie ma przeszkód na drodze budowania wiarygodności swoich serwisów, blogów czy gdzie tam jeszcze można publikować.
    Inaczej się ma sprawa testów laboratoryjnych, parametry eksploatacyjne są wyznaczone przez odpowiednie normy a zgodność z nimi gwarantują instytucje certyfikujące Tyle że i owe instytucje dbają o własna renomę i nie zaryzykują jej utraty.
    Proste :)
    Wniosek: promować standardy międzynarodowe, certyfikację, rzetelne redakcje i kompetentnych redaktorów.

    Jeszcze źródła finansowania… ? Dobrowolne opodatkowanie się producentów. Jak ktoś chce sprzedawać na terenie RP to niech płaci za wydanie opinii o swoim sprzęcie. Amerykanie mogą pobierać opłaty za złożenie dokumentów o przyznanie wizy bez gwarancji jej przyznania … no ta na tej samej zasadzie.

    inny przykład: Straż! Straż! – Vetinari, Havelock
    „Jedną z zadziwiających reform wprowadzonych przez Patrycjusza było
    uczynie­nie złodziei odpowiedzialnymi za poziom przestępczości w 
    mieście, z rocznymi budże­tami, planowaniem rozwoju, a przede wszystkim
    ścisłą ochroną zawodu. W zamian za uzgodniony średni poziom dochodów z 
    kradzieży, sami złodzieje pilnowali, by wszelkie nieautoryzowane
    występki spotykały się z natychmiastową reakcją Niesprawiedliwości,
    która zwykle wyglądała jak kij nabijany na końcu gwoździami.

    • Generalnie sklepy powinny bezpośrednio robić taki ogólny test i rozpakowanie danego produktu i zero subiektywnych ocen.
      Blogerom nie dawać nic za free bo bzdury opowiadają w 99% aby dostać coś innego za free i kasę za farmazony i tak się chłopaczki ślizgają na yt zamiast poszukać uczciwej pracy

    • Krzysztof D

      No w zasadzie to lepsze rozwiązanie, testy robione przez dystrybutorów: hurtownie, sklepy i sieci handlowe.

  • kozdromen

    Legenda głosi, że ów Janusz Nazir-Nazirowicz jest szefem wszystkich wciskaczy kitu. Popatrzcie na jego komentarze – android to gówno, M$ rządzi I telefon z Windows Phone, Samsung to gniot, ale używam s7 edge, bo huawei to gównofon bez wsparcia od Huawei. Xiaomi to gówno chiński szrot

    • Prawda głosi że krytykuję to co na to zasługuje a chwalę to co jest ok.

  • KwadratPółokrągły

    Redaktor naczelny na dobreprogramy.pl tworzy takie „Recenzje” oprogramowania, podpisując się przy tym z imienia i nazwiska, dołączając swoje zdjęcie i wyraźne stwierdzenie, że to autentyczna recenzja danego oprogramowania. Ostatnio natknąłem się na taki wylukrowany tekst reklamowy na tym portalu odnośnie jakiegoś programu do obsługi IT w firmach. Jedyne oznaczenie to drobny druk w prawym górnym rogu brzmiący „Partner artykułu: …”. To wszystko, w zasadzie bez możliwości szybkiego wychwycenia tego faktu. Co więcej, firma, która zapłaciła za taką „recenzję” (producent oprogramowania) na swojej stronie głównej wyraźnie informuje potencjalnych klientów, że oto na cieszącym się estymą portalu o oprogramowaniu ich produkt został zrecenzowany. Smutne to i cierpkie…

    • Walą wszystkich w głupa i kit wciskają a do tego trolle pitolą swoje

  • Borsuk

    Niedawno szukałem informacji na temat ubezpieczycieli. Nie mogłem się nadziwić ile negatywów ma jeden zagraniczny koncern, u którego kupiłem OC/AC przez internet. Do dzisiaj nie wiem czy to nie było celowe działanie konkurencji.

    • Kamil

      Heh. Ostatnio też pisaliśmy na AW o takich działaniach „konkurencji” w kontekście Uber Eats: http://antyweb.pl/uber-eats-zalew-negatywnych-ocen-dla-restauracji/

    • Tylko że ten cały Uber to nachalna reklama ich usług i namawianie na korzystanie z tego mega g*na mafii pseudo taksówkarzy
      ps.
      Uważam że jak ktoś chce pracować uczciwie to ma wybór korporacji taxi i nie musi z Uber się podkładać .

  • M

    A kiedy zaczniecie oznaczać wszystkie artykuły sponsorowane?

    • Na SW czy Tabletowo jest ich 100% jako sponsorowsne i bzdury opowiadane przez wszystkich

  • tho

    Czytając w tytule „reportaż” myślę sobie – może się zatrudnił jako taki tekściarz, porozmawiał z ludźmi którzy piszą opinie na zamówienie, z właścicielami „agencji”, które się tym zajmują, a może nawet z kimś, kto takie działania zleca…

    A tu cytaty z jednego rozmówcy, którego opinia jest zgodna z tym co marketingowy mówią od lat (a gdy nikt nie patrzy i tak stosują te same metody) i osobiste przemyślenia w formie dłuższej niż typowy felieton.

    Cokolwiek to jest – z typowym reportażem nie ma to za wiele wspólnego.

  • zakius

    a recenzje powtarzające marketingowy bełkot zamiast rzetelnie oceniać produkt? nigdy nie wiem, czy autor uległ hipnozie czy gotówce gdy je czytam

  • Michał Korzeniowski

    Wydaje mi się ,że internet jest takim samym medium jak prasa czy telewizja. Każdy ma źródła i twórców których uważa za opiniotwórczych i tyle, to samo się tyczy komentarzy…

  • Mnb

    Kasowanie komentarzy to teraz standard jak tylko dotykają kwestii sponsorowanych konferencji, testów, wpisów, video ? Czy to Was aż tak dotyka, że nie można normalnie wejść w polemikę tylko kasować komentarz ?

    • Kasuj

      Tutaj nie ma polemiki. Bardzo łatwo wskazać ilość artykułów które powinny być podpisane jako sponsorowane, a zwyczajnie nie są. Naginanie prawdy pod siebie to tutaj standard na tym blogu

    • Cyr4x

      Tylko, że według wielu artykuł zwolennika/fanboja jakiejś marki o sprzęcie tej marki to na pewno musi być artykuł sponsorowany. Jakby ktoś już nie mógł napisać czegoś przychylnego o sprzęcie, który lubi.

  • tim

    Ja już zgłosiłem „recenzje” depilatora z biedronki na spidersweb do UOKiK. Polecam to zrobić też innym. Za nieoznakowane akcje partnerskie powinny być kary w wysokości minimum 20 procent rocznych dochodów blogera, youtubera http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/rada-etyki-pr-o-marketingowych-tekstach-udajacych-dziennikarskie-to-wprowadzanie-w-blad-bedziemy-informowac-o-tym-uokik

  • Przemk

    Jeżeli chodzi o opinie w internecie – cóż żona kiedyś napisała że kupiona gorąca czekolada smakuje jak z hipermarketu i w odpowiedzi dostała wiadomość od kancelarii prawniczej w imieniu firmy producenta :D

    • Kamil

      A jak to się skończyło?: )

  • Gość

    A czy Szanowny Antyweb sam aby przypadkiem nie pisze „artykułów na zlecenie” – np. na temat opłacalności karty do Multikina za 49 miesięcznie, albo zaletach Alior Banku? I wcale słowem nie wspomina, że to jest artykuł sponsorowany…

  • Rita Krawczyk

    Najlepiej to nie czytać opinii w internecie, a kierować się własym rozeznaniem, doświadczeniem i rozsądkiem. Ja NIGDY nie szukam komentarzy o produktach w internecie, bo im nie wierzę.