fallout 76
15

Online’owy Fallout 76 to jeszcze nie tragedia. Ale ryzyko klapy jest ogromne

Kiedy dowiedziałem się, że Bethesda szykuje coś "dużego" z uniwersum Fallouta jeszcze przed E3, ucieszyłem się jak dziecko. Teaser nie pokazał nic ciekawego (poza sugestią odnośnie punktu centralnego, Krypty 76 oraz czasu akcji - 2102 r., w trakcie przemiany Greya w Mistrza). Za to już doniesienia od dysponujących dobrymi przeciekami dziennikarzy okazały się być odrobinę niepokojące. Czy słusznie?

Jeżeli przyjąć by dzisiaj te domniemania za pewnik (że Fallout 76 okaże się online’owym shooterem – RPG), to zapewne wielu fanów serii miałoby mnóstwo powodów do narzekań. Przecież Fallout to przede wszystkim świetnie opowiedziane historie. Ta w „trójce” była nieco przaśna, ale do przełknięcia. „New Vegas” był natomiast niezły, choć odrobinę pod tym względem przekombinowany. „Czwórka” zostawiła mnie ze sporym niedosytem, a na dodatek była niezbyt wybitną kalką fabuły ze średniej „trójki”. Pierwsze dwie części, wchodzące w ścisły kanon serii to natomiast cud, miód, orzeszki i 1.9 TDI na pompie.

Fallout to przede wszystkim historia. Jak Bethesda zamierza ją opowiedzieć w online’owej odsłonie?

Dobre pytanie. Dopóki nie doczekamy się co najmniej targów E3, będziemy brodzić w domysłach, przypływach myślenia życzeniowego i obawach o kondycję całej serii. Problem z kultowymi seriami jest taki, że gdy tylko staną się one „kultowe”, poprzeczka zaczyna być niezwykle wysoko windowana. Mało tego, społeczność bardzo krytycznie podchodzi do wszelkich zmian. Przeniesienie Fallouta do trójwymiaru było okupione głośnymi jękami niezadowolenia najbardziej konserwatywnych wyznawców serii (co nie zmienia faktu, że w „trójkę” i tak zagrali). V.A.T.S stał się wtedy jedynie „dodatkiem” do rozgrywki, choć przyznam szczerze, że w tej odsłonie korzystałem z niego bardzo często i wszelkie umiejętności oraz perki przeznaczałem na maksymalizację jego skuteczności w walce.

Fallout 76

Niemal pewne są dwie rzeczy: wszystko będzie kręcić się wokół Krypty 76, a czas akcji to okolice 2102 roku. W tym samym okresie odbyła się ekspedycja do bazy Mariposa, która dla Greya zakończyła się… zasadniczo dobrze. Przemienił się w Mistrza, napakowane wirusem FEV monstrum, które pod płaszczykiem nieszkodliwej organizacji religijnej postanowiło zamieniać mieszkańców Pustkowi w coś na swój obraz i podobieństwo. Supermutanci nie byli idealnym wytworem działalności mistrza – poza niesamowicie dobrze rozwiniętą masą mięśniową, cechowali się inteligencją targowego trzewika.

Sama Krypta 76 była „kryptą kontrolną”, która miała się otworzyć po 20 latach od jej zamknięcia (i początku wojny jądrowej). Bezpośrednio nie brała udziału w eksperymencie socjologicznym Vault-Tec: wszystko miało w niej działać tak jak trzeba. Najprawdopodobniej znajduje się ona w stanie Wirginia (najbardziej prawdopodobny jest wschód stanu) i wspomniano o niej jedynie w Fallout 3 i dodatku Mothership Zeta.

Takie umiejscowienie w czasie oraz zwrócenie się ku eksperymentalnej krypcie daje spore pole do popisu w kwestii fabuły. Gracze w ostatnich latach mocno narzekali na to, że uniwersum Fallouta za bardzo rozwleka się w czasie i dodatkowo: słabo nawiązuje do początków serii. Fallout 76, jeżeli byłby typową grą z kampanią dla jednego gracza, byłby zapewne jedną z ciekawszych odsłon w ogóle.

fallout 76

Fallout 76 nastawiony na rozgrywkę online nie może rozpraszać graczy zbytnio rozbudowaną historią

Bethesda, jeżeli rzeczywiście planuje wypuszczenie tytułu wycelowanego w rozgrywkę online, to zapewne daruje sobie porywającą historię i postawi na rozbudowane mechanizmy gry sieciowej. Sądząc po Fallout 4, możliwe, że stamtąd zostanie przywleczony jak dla mnie koszmarny system budowania osady. Nie zdołałem się do niego przekonać – może dlatego, że Minecraft mnie nigdy nie zainspirował, a i o wiele lepszy byłem w sianiu rozpierduchy, niż budowaniu czegokolwiek. No i eksploracja – nawet, gdy kolejne wydanie Fallouta okazało się być nieco słabsze, ratunkiem okazywała się możliwość ciągłego odkrywania czegoś nowego.

Z pewnością trzeba będzie zająć się mechaniką walki w Fallout. Seria nigdy nie nastawiała się na bycie dobrym shooterem (pierwsze dwie części wchodzące w ścisły kanon nie mogły nim być), a gry osadzone w trójwymiarze były pod tym względem dosłownie ociężałe. Żadna broń nie sprawiała większej przyjemności z rozpruwania wrogów – no, może poza strzelbą bojową. Ale zwyczajnie nie było czuć każdego wystrzelonego naboju / ładunku z lufy. S.T.A.L.K.E.R powinien być dla Fallouta wzorem: zarówno w kwestii wyważenia poszczególnych oręży, jak i mechaniki walki w czasie rzeczywistym.

Mam ogromną nadzieję, że Bethesda postanowi nie szperać zbyt mocno w RPG-owych elementach Fallouta 76. System S.P.E.C.J.A.Ł jest na tyle dobry, że lepiej go zwyczajnie nie psuć. Podobnie z umiejętnościami i perkami – Fallout od zawsze zadowalał graczy pod tym względem i tego ruszać nie warto. Pytanie jednak, co zrobi Bethesda przy okazji stworzenia online’owego Fallouta, by jeszcze więcej na nim zarobić? Mikropłatności? Cóż, obawiam się najgorszego.

Fallout i mikropłatności to ryzykowna mieszanka

Wiem, że Bethesda to przede wszystkim biznes, a ten ma zwyczajnie na siebie zarobić. Ale moje fanowskie serce każe mi kręcić nosem na każdy przejaw zbytniego apetytu na mamonę. Nie będę nawet porównywał Fallout: Shelter do Fallout 76, bo to zwyczajnie dwie różne klasy gier. Gdybanie, że Bethesda może nie będzie taka zła, bo przecież Shelter wcale nie dokonywał zuchwałych rabunków na portfelach graczy to kolejny przejaw myślenia życzeniowego fanów. Fallout 76 będzie mieć mikropłatności (jeżeli będzie to online RPG) i będą one bardzo ważne. Nie zdziwię się, jeżeli trzeba będzie sporo zapłacić, by dawać sobie radę na pustkowiach.

Bethesda będzie natomiast musiała gęsto tłumaczyć się z wykorzystania kontrowersyjnego silnika. Creation Engine to właściwie spadkobierca mającego koszmarne problemy z optymalizacją Gamebryo. Fallout 4 w momencie premiery wyglądał średnio, natomiast animacje były już po prostu słabe. Różnorakie błędy i glitche powodowały, że… Fallout 4 zyskiwał nieco nowego uroku, ale szczerze – wolałbym, aby gra działała po prostu dobrze. Jeżeli to samo ma być mi podane w Fallout 76, to będę odrobinę niezadowolony – o ile Creation Engine całkiem nieźle radził sobie w Skyrimie, tak czwarty Fallout zwyczajnie do niego nie pasował.

Fallout 76 może spowodować, że kolejna fabularna odsłona będzie… lepsza

Dla Bethesdy Fallout 76 może stanowić m. in. swego rodzaju kopalnię dobrego feedbacku, o ile ten nie okaże się soczystą klapą. Wyobraźcie sobie – skupiona wokół rozgrywki online społeczność, która na bieżąco reaguje na wszelkie zmiany, sugeruje poprawki – być może to stanowi klucz do ulepszenia tak rozbudowanego uniwersum jakim jest Fallout. Co prawda jego migracja do nowszych technik wyświetlania obrazu w grze okazała się całkiem udana, choć nie obyło się bez pewnych zgrzytów. Jedno jest pewne: Bethesda operując prawami do tej serii i wyciskając z niej ostatnie soki stąpa po kruchym lodzie. Ja natomiast jestem pełen nadziei na to, że Fallout 76 nie będzie aż tak zły jak twierdzą „znawcy”.

Teaser Fallout 76: