20

Facebook Scanner – narzędzie do śledzenia aktywności użytkowników na Facebooku

Tak naprawdę niewielu z nas ma świadomość jak wiele rzeczy, informacji, wydarzeń zostawiamy po sobie na Facebooku. Często robimy to już bezwiednie, jesteśmy w jakiejś fajnej knajpce - ciach, meldujemy się. Zobaczyliśmy coś fajnego - ciach, fotka. Później zapominamy o tym, wrzucając kolejne rzeczy i gromadząc całkiem pokaźną paczkę danych o sobie.

Odwiedzając dany profil bezpośrednio na Facebooku nie widać tego gołym okiem, skrzętnie gdzieś poukrywane w menu albo dostępne pod tajemnymi linkami lub skomplikowanymi zapytaniami, które trzeba wpisać w wyszukiwarce. Mamy tylko bieżącą aktywności, ostatnie posty i ciężko się dogrzebać do dalszej historii aktywności.

Ostatnio trafiłem na narzędzie o nazwie Facebook Scanner, które tą całą naszą historię podlinkował na jednej stronie, gdzie możemy prześledzić całą aktywność wybranego profilu. Mamy tu wszystko, gdzie się meldował, jakie zdjęcia wrzucał, jakie zdjęcia komentował, rodzinę, współpracowników, znajomych, znajomych znajomych, filmy, grupy do których należy, no i wszystkie posty.

Wystarczy wprowadzić adres profilu i klikać poszczególne pozycje, które otwierają się w osobnym oknie z całą listą, całej historii danego użytkownika na Facebooku. Takie narzędzie dopiero mi uzmysłowiło, jak wiele rzeczy tam trzymamy. Oczywiście są to tylko pozycje dostępne publicznie, a jeśli wprowadzamy profil znajomego, to i te udostępniane tylko znajomym, jednak i tak trochę to przerażające i warto się zastanowić czy koniecznie musimy tyle danych zostawiać po sobie.

To jest tylko jedno z narzędzi, które akurat jest publicznie dostępne w sieci, ale jak się dłużej zastanowić, to przecież wiele firm ma pewnie bardziej zaawansowane narzędzia, mogące sprofilować użytkowników tej społecznościówki według wielu kryteriów. I te dane wędrują sobie już poza Facebookiem, ktoś z nich korzysta i analizuje.

Zdaje sobie sprawę, że piszę o oczywistych rzeczach, że ameryki nie odkryłem, ale przyznam, że jakoś wcześniej nie zastanawiałem się nad tym dłużej i ignorowałem te fakty, pozostawiając je gdzieś głęboko w podświadomości, przykryte słowami „no i co z tego?”. Chyba jednak dużo z tego. Być może też tym wpisem sprowokuje niektórych z Was, do zastanowienia się czy warto dla krótkotrwałej sławy czy lajków dzielić się tyloma rzeczami na Facebooku.