facebook belgia
18

Facebook śledzi nawet tych, którzy nie mają u nich konta — i nie widzi w tym problemu. Ale sąd już tak

Amerykańscy giganci w Europie nie mają łatwo. Tutejsze prawa często potrafią im pokrzyżować plany, albo co najmniej nieco utrudnić życie. Ostatnio głośno było o tym, że Facebook w aplikacji WhatsApp będzie udostępniać wszystkie dane które zgromadził na temat użytkownika, a teraz firma ma kolejny problem z belgijskim wymiarem sprawiedliwości. Ten ponownie orzekł, że gigant łamie prawo do prywatności swoimi wtyczkami, za pośrednictwem których śledzi użytkowników. Nawet tych, którzy nie mają konta w ich serwisie.

Walka o gusta i reklamy trwa w najlepsze

O tym że wszelkiej maści wtyczki śledzą poczynania użytkowników, by mieć na ich temat możliwie jak najwięcej informacji, a później jak najlepiej dostosowywać bannery do tego, co potencjalnie zainteresuje poszczególnych użytkowników. W oczach belgijskiego sądu jednak Facebook nie potrafił się dobrze wytłumaczyć ze wszystkich swoich działań, co może zaowocować nawet 100 milionami Euro kary (250 tys. Euro dziennie), jeżeli zgodnie z przykazem sądu — nie przestanie śledzić poczynań tamtejszych internautów. Ponadto musi zniszczyć wszystkie dane, które do tej pory zgromadził na ich temat. Facebook mówi, że na tym jeszcze nie koniec i będą składać apelację.

Ciasteczka i piksele których używamy są standardem w branży technologicznej. Pozwalają setkom tysięcy biznesów się rozwijać i docierać do konsumentów w całej Unii Europejskiej. Wszystkie firmy które korzystają z naszych rozwiązań muszą o tym jasno informować użytkowników (…)

Walka z belgijskim wymiarem sprawiedliwości ciągnie się dla Facebooka już od 2015 roku. I najpierw próbował zbagatelizować i uniknąć walki na tym polu, argumentując że ci nie mają jurysdykcji nad jego europejskimi działaniami, ponieważ ich siedziba znajduje się w Irlandii. Nic z tych rzeczy. Belgijski sąd dwukrotnie już orzekł, że to w jaki sposób Facebook korzysta z Ciasteczek narusza europejskie prawo związane z prywatnością. I jeżeli firma faktycznie będzie cały czas składała apelację, sprawa może w końcu trafić do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Śledzenie użytkowników by znać ich gusta i upodobania to nic nowego. Na tym w dużej mierze opiera się większość reklam, które znajdujemy w sieci. I choć regularnie widać żarty z tego, że najlepsze reklamy kontekstowe otrzymujemy już wtedy, kiedy po wielu tygodniach poszukiwań i drążenia tematu nareszcie kupimy interesujący nas produkt, to trzeba przyznać, że z każdym rokiem systemy te działają coraz sprawniej. Inna rzecz to taka, że elementów śledzących nas i łączących kropki regularnie przybywa — a te są jednak niewidoczne dla użytkowników. Informacje o ciasteczkach zamykają już niemal na ślepo (prawdopodobnie nie widząc tak naprawdę o co chodzi, bo te krótkie komunikaty nie tłumaczą zbyt wiele), ale przecież na nich temat się nie kończy. Skryptów śledzących nie brakuje — i GDPR (General Data Protection Regulation, czyli Ogólne rozporządzenie o ochronie danych) zaczyna się tej kwestii przyglądać coraz bliżej. Wygląda na to, że przed Facebookiem kilka większych walk w Europie…

Źródło: Tech Crunch

Grafika