24

Nie, to nie Facebook rujnuje nasze życie. Robimy to sami, odświeżając go bez umiaru

To jak to jest z tym Facebookiem: winny czy niewinny? Naukowcy twierdzą, że rujnuje nasze życie. A czy to aby do końca jego wina?

O Facebooku można rozprawiać długimi godzinami. Można przyglądać się jego technicznym aspektom, śledzić na bieżąco dodawane moduły i udoskonalenia, ale ważniejszym jednak wydaje się to, jaki wpływ platforma na nasze życie. Bo tym, że ma — i to ogromny — wiadomo już od dawna. Wirtualna platforma to nie tylko możliwość kontaktu z przyjaciółmi w mgnieniu oka, to przede wszystkim funkcja dzielenia się naszym życiem na bieżąco: tu i teraz. Poza tym możemy dołączyć do dyskusji, poznać nowych ludzi… i wszystko to bez konieczności wychodzenia z domu. Jednak im dłużej Facebook uczestniczy w naszych życiach, tym więcej badań z jego udziałem jest prowadzonych. A wyniki wielu z nich… cóż, nie należą do najbardziej optymistycznych.

facebook

Facebook miesza w naszych życiach — i to niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu

Spotkania z przyjaciółmi już od lat miewają dłuższe lub krótsze przerwy na sprawdzenie co się dzieje w świecie wirtualnym. Kilka minut dla smartfona to już standard — i materiał przygotowany przez Djenane Beaulieu zwraca uwagę między innymi na problem rezygnacji z interakcji twarzą w twarz i zmianą wielu z nich na te prowadzone za pośrednictwem komputera i smartfona. Ponadto badania pokazują, że Facebook zwiększa nasze lenistwo i obniża samoocenę. Badania Uniwersytetów w Kalifornii oraz Yale wskazują zaś na kolejny problem. Potrafi on obniżyć nasze psychiczne samopoczucie. Na końcu przedstawia podsumowanie dwuletniego badania, w którym wzięło udział ponad 5 tys. osób. Przez dwa lata śledzono ich interakcje w portalu: kliki, statusy, polubienia itd. — jednocześnie przyglądając się ich kondycji fizycznej i psychicznej. I jak się pewnie domyślacie — wyniki nie były zbyt optymistyczne. Wszystko leciało na łeb, na szyję wraz z kolejnymi kliknięciami.

facebook na telefonie

Czy Facebook to samo zło? Niekoniecznie, ale…

Oglądając materiał Djenane nie byłem ani trochę zdziwiony. Myślę że o podobnych historiach usłyszelibyśmy w kontekście badania związanego z jakimkolwiek innym portalem społecznościowym, a nasza samoocena po obejrzeniu kilkudziesięciu zdjęć na Instagramie mogłaby spaść jeszcze niżej. Nie ośmielę się podważyć naukowców, ale choć nie korzystam z Facebooka prywatnie (konto służy mi do dodawania wpisów na fanpage’ach i testowania nowych wersji aplikacji), to uważam że to niezwykle potężne narzędzie, które… niekoniecznie musi tylko psuć i dołować. Największym problemem jednak okazuje się być to, że wielu z użytkowników nie do końca potrafi z niego korzystać z niezbędnym umiarem. Samo przeglądanie, niekończące się odświeżanie tablicy itd. to rzeczy, od których trudno się oderwać. Podobnie jak od sprawdzenia kolejnych nowości w grupach, odpisaniu na wiadomości i komentarze czy skończenie podróży między kolejnymi odnośnikami. Jest to problem na tyle duży, że sam — przyznaję się bez bicia — nie potrafiłem sobie z nim poradzić, najlepszym lekarstwem dla mojej produktywności okazało się… skasowanie konta i utworzenie nowego, bez znajomych i bez dodatkowych pokus.

  • mleczaj wełnianka

    ” Największym problemem jednak okazuje się być to, że wielu z użytkowników nie do końca potrafi z niego korzystać z niezbędnym umiarem. ”
    tyle ze tak naprawdę tutaj nie chodzi tylko o facebooka. Sam chwycenie smartfona w rękę powoduje drastyczny skok dopaminy.

    ”Robimy to sami, odświeżając go bez umiaru” – to oczywiście prawda ale kto jest sie w stanie powstrzymać skoro efekt w postaci nowej dawki dopaminy jest tak porządany…
    To równie dobrze można napisać ze to nie heroina rujnuje życie ale jej nadużywanie.

    Przy korzystaniu z takich urządzeń naprawdę warto postarać sie o pewna higienę. Sami pewnie wiecie ze ciągłe powiadomienia potrafią sie odbijać na kondycji psychicznej.

    Dużo by gadać…

    • Kamil

      No tak, ale to właśnie z tą higieną jest problem. Bo nie jesteśmy jej nauczeni, nikt nas nie nauczył jak z tego korzystać. To jest największym problemem.

    • mleczaj wełnianka

      cóż trzeba samemu się nauczyć…
      Wywalenie _wszystkich_ tych socialowych aplikacji na sam początek. Podobnie jak nielogowanie sie do nich z przeglądarki. Wywalenie rssów i spersonalizowanych źródeł informacji.
      W pewnym momencie stwierdzasz ze nie ma po co brac tego urządzenia do ręki chyba ze chcesz sprawdzić coś naprawdę konkretnego.

    • Camis ✓ᵛᵉʳᶦᶠᶦᵉᵈ

      Ja tak właśnie wykorzystuje smartfona, w alternatywnym kliencie FB mam włączone powiadomienia tylko o wiadomości. Reszta jest zawsze off, telefon biorę tylko jak ktoś dzwoni albo jak wychodzę na miasto. W domu leży sobie spokojnie i może z 5-6 razy dziennie biorę go do ręki. No ale ja rocznik 84, więc nie tak bardzo uzależniony w FB itp, chociaż konto na FB mam od samego początku.

    • mleczaj wełnianka

      ja tam 75. Fb miałem kilka lat temu przez krótki czas. Ale innych serwisów jednak używałem i smartfona na tyle często miałem w ręce ze postanowiłem nieco to ograniczyć :D

    • Kamil

      Skasowałem konto na FB, zanim jeszcze zacząłem korzystać ze smartfona. Ha! ;)

  • Subiektywnie-obiektywny

    Żadna rzecz nie może sama z siebie zrujnować życia ludzkiego. jak jesteś nolifem to tylko z własnej winy, proste. Czas jaki poświeciłem na FB, insta, snapa, twittera i inne social shity, w ciągu ostatnich 2 lat to 0 (słownie ZERO) minut), w ciągu ostatnich 5 lat… może ze 2-3h…
    Ja w ogóle nie wiem, co wy w tym widzicie i pisze to jako 27 latek gazeciarz…

    • kofeina

      Być może nie rozumiesz tego jako człowiek roznoszący gazety, ale… Żarty z literówki tylko ;)

    • Subiektywnie-obiektywny

      Wow nice:D Nie ma to jak autokorekta:)

  • ᗪ ᒍ ᗩ K ᗪ E K I E ᒪ

    Pierwszy krok. Zamknij kartę i ignoruj powiadomienia. Z czasem zacznie ich przychodzić mniej i będą raczej zbiorcze ;)

    • Kamil

      Ale pokusa żeby sprawdzić wciąż, niestety, pozostaje :(

    • Alot

      Zaczniesz pracować, ożenisz się, urodzą się dzieci… zobaczysz wtedy ile pokus zniknie samoczynnie.

    • Abotage

      To ja już wole przeglądać Facebooka niż mieć żone i dzieci. Konto na FB mogę usunąć w każdej chwili.

  • Adam

    Gdyby nie grupa dyskusyjna potrzebna na zajęcia, to w ogóle bym na FB nie zaglądał.
    Z innych mediów społecznościowych nie korzystam.

    Powiadomienia w telefonie mam wyłączone, e-maila sprawdzam od święta.
    Samoocena… szkoda gadać.

  • doogopis

    To może narkotyki nie szkodzą,tylko my rujnujemy swoje lajf? Przecież nikt nie uzależnia sie od kilku kresek w sobote,kilku blantów czasami! A jednak demonizujemy!

    Naukowcy kłamią!
    „Przy czym, facebook ma złych stron zdecydowanie więcej.
    Przyjrzyjmy się kilku pierwszym z rzędu.
    Po pierwsze, facebook generuje silną potrzebę otrzymywania natychmiastowej gratyfikacji. Oczywiście pozytywnej, bo o ile mi wiadomo nie udostępniono jeszcze możliwości ,,znielubienia’’ czyjegoś postu. Osoby, które wrzucają na tablicę informacje typu: ,,właśnie zjadłam najcudowniejszą jajecznicę na świecie!’’, albo ,,to był odświeżający prysznic’’ oczekują, że przynajmniej kilka osób ,,polubi’’ tą informację. I tak się w rzeczywistości dzieje, chociaż dlaczego – pozostanie dla mnie tajemnicą.
    Schemat, z którym mamy w tym wypadku do czynienia jest bardzo prosty i silny: informacja o działaniu (jakimkolwiek) jest równa uznaniu otoczenia. Użytkownik spędzający sporą część swojego dnia na ,,fejsbuczku’’ zaczyna się do takiej sytuacji mimowolnie przyzwyczajać i z czasem traktuje ją, jako coś w pełni normalnego. Tymczasem, gdybyśmy w życiu realnym spróbowali podejść do znajomych i uświadomić ich, że ,,właśnie zjedliśmy śniadanie’’ albo, że ,,lubimy parówki z serem’’, to w najlepszym razie taka nowość zostałaby zbyta obojętnym wzruszeniem ramion (i co najlepsze, zrobiłyby to prawdopodobnie te same osoby, które ,,zlajkowały’’ nasz post), albo dziwnym spojrzeniem. Bo w końcu, co obchodzi naszych znajomych – nawet tych najlepszych – to, że lubimy naleśniki? Albo, że wzięliśmy kąpiel? Albo, że za oknem pada deszcz? (Jakby ta informacja była czymś zaskakującym dla znajomych mieszkających dwie przecznice dalej.)
    Osoby, które zostały w ten sposób przyzwyczajone do otrzymywania natychmiastowej gratyfikacji, odczuwają, więc w świecie rzeczywistym pewną frustrację, gdy okazuje się, że na uznanie otoczenia muszą sobie w sposób dłuższy i bardziej rzetelny zapracować.
    Po drugie, zakładając konto na takim portalu, zaczynamy obserwować profile znajomych. Z takimi obserwacjami nieuchronnie wiąże się porównywanie naszego życia (o którego kłopotach i niedogodnościach wiemy aż nadto) z pozornie bezproblemowym i szczęśliwym życiem naszych znajomych. Właściwie w ten sposób sami przygotowujemy sobie podatny psychicznie grunt dla depresji.
    trzecie, coraz częściej przenosimy naszą rzeczywistość w Internet. Znam osoby, które po pożegnaniu się z koleżankami i szybkim pochłonięciu obiadu, siadają do komputera, włączają ,,fejsbuczka’’ i rozpoczynają przerwaną pół godziny wcześniej konwersację na portalu społecznościowym. W ten sposób, wybierając zamiast kawy na mieście, samotne siedzenie przed ekranem monitora coraz bardziej izolujemy się społecznie. Owszem, dobrze jest porozmawiać z kimś poprzez internetowy komunikator, ale nie można przedkładać takich ,,spotkań’’, nad spotkania realne. W końcu, w tej sytuacji jesteśmy tylko my i komputer, nie mamy poczucia bliskości drugiej osoby, nie możemy nic wyczytać z jej twarzy, z gestów, z tonu głosu…
    Po czwarte, korzystanie z tego typu portali spłyca naszą osobowość. Jeśli otrzymujemy wyrazy zachwytu lub uznania, dlatego że napisaliśmy, że ,,wódka chłodzi się w zamrażarce’’ (nie zapraszając przy tym nikogo na imprezę), to będziemy tak robić dalej (w końcu jest to piękny przykład ,,drogi na skróty’’ omówionej nieco wcześniej). Poza tym, odwołujemy się w tym wypadku do reguły dowodu społecznego – będziemy działać w ramach określonej konwencji (a więc będziemy dzielić się praktycznie wszystkimi informacjami z naszego życia, które uznamy za sensowne; będziemy zamieszczać infantylne wpisy i lajkować posty innych użytkowników itd.) tylko dlatego, że inni, albo mityczni wszyscy, tak robią. A skoro robi tak ogół naszych znajomych – to musi być dobre (wiadomo, w ilości tkwi siła i dlatego większa grupa ludzi będzie mieć rację, gdyż nie może się mylić ze względu na swoją wielkość).
    Po piąte, nawet w dobrej wierze zakładając konto (ostatecznie, portal ma też swoje przydatne strony, wśród których można wymienić ciągły dostęp do informacji ważnych, np. w szkole albo na uczelni), zderzamy się z bolesną rzeczywistością, a wiec z napływem informacji od znajomych. Przy czym są to często rzeczy, o których wolelibyśmy nie wiedzieć. A mianowicie – czytając wpisy znajomych, albo ich komentarze pod zdjęciami (,,hot’n’ready xd’’; ,,wogole pisze się razem downie icon razz Ciemna strona Facebooka ’’), ostatecznie też, oglądając niektóre zdjęcia (ciężarna dziewczyna znajomego, odziana jeno w kusą bieliznę; koleżanka trzymająca z uśmiechem rozfoliowaną parówkę; ludzie przytulający się do drzewa), które zamieszczają na ,,fejsbuczku’’ nieuchronnie musimy dojść do konkluzji, że wielu z nich jest zwyczajnie głupich i że jednak wolelibyśmy o tym nie wiedzieć.
    Nie dość bowiem, że dodajemy na profil swoje zdjęcia (a więc nasz wygląd jest już znany); nie dość, że często dodajemy na tablicy posty w czasie rzeczywistym (,,jem obiad’’; ,,czytam książkę’’; ,,będę kochał się ze swoją dziewczyną’’); nie dość, że pokazujemy wszystkim, jakie osoby znamy, to jeszcze uzupełniamy te informacje o oś czasu, pokazując wszystkim, co robiliśmy kilka lat wstecz i jaka była natenczas nasza sytuacja emocjonalna. Innymi słowy, gdyby ktoś potrzebował, to na podstawie naszego konta na portalu społecznościowym, bez problemu odtworzy nasz wizerunek, znajdzie nas w danej chwili na świecie (dzięki aplikacji ,,facebook places’’), stworzy sobie nasz portret psychologiczny i odtworzy siatkę znajomych, z jakimi się kontaktujemy. W skrócie: każdy dość rozgarnięty człowiek, na podstawie danych, jakie udostępniamy w takich miejscach, może nas w ograniczonym stopniu inwigilować.
    A w perspektywie pomówień facebooka o handel danymi użytkowników (Anonymous), ta wizja nie stanowi najszczęśliwszej, na jaką moglibyśmy wpaść danego dnia.
    Ostatecznie zatem, można powiedzieć, że facebook stał się wyszydzanym przez przeciwników ,,face-bogiem’’, który marnuje ludzkie życia od momentu swojego powstania. Najlepszym zobrazowaniem tego stanu rzeczy są screeny dostępne na stronie facefail.pl.

    Obserwując zdjęcia naszych znajomych (to w większej mierze dotyczy kobiet – w końcu jesteśmy bardziej czułe i podatne na krytykę, aniżeli mężczyźni), rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, że są to zdjęcia albo odpowiednio wykadrowane, albo zwyczajnie wyretuszowane (chyba, że w istocie nasza koleżanka w realnym świecie nie wygląda tak zjawiskowo, jak na zdjęciu) – zaczynamy się bezwiednie porównywać z tym pięknym i szczęśliwym wizerunkiem, jaki jest nam prezentowany i czujemy się z tym źle. Albo budzą się w nas stare kompleksy (,,jestem gruba/brzydka/cokolwiek’’), albo rodzą się w nas nowe (,,nie jestem dość sympatyczna/przebojowa’’). Czujemy się, więc coraz bardziej zirytowane naszym wyglądem, aniżeli być powinnyśmy. Zaczynamy się odchudzać (co nie poprawia też naszego nastroju), zaczynamy ćwiczyć, zmieniamy garderobę… I ani przez chwilę nie myślimy o tym, jak w rzeczywistości wygląda życie osób, z którymi się porównujemy (właściwie, to ono wcale nie jest tak idealne, jak nasi znajomi na swoich profilach nam prezentują.

  • Ewa Nowicka

    Mam pewną wątpliwość odnośnie tego, na ile to fejsbuk powoduje pewne stany u człowieka, a na ile pojawienie się tych stanów przyciąga nas do tej ograniczonej formy socjalizacji, jaką są media społecznościowe. Jako osoba mająca historię depresji i stanów depresyjnych, obserwując siebie zauważam, że moje nadużywanie fejsa czy rozrywek komputerowych pojawia się w momencie obniżonego samopoczucia, a kończy się w momencie, gdy moje samopoczucie sie poprawi. Można się zastanawiać, na ile fejsbuk przedłuża okresy gorszego samopoczucia. Jednak ostatecznie, prawdą jest, że to sami musimy podejmować te decyzje o odessaniu się od czynności, która zajmuje nam więcej czasu niż byśmy świadomie tego chcieli. I każdy musi znaleźć swój sposób, bo drastyczne odcięcie się od zapychacza czasu w sytuacji kryzysu może nas pchnąć w inny zapychacz, który może być gorszy.

    • Kamil

      To ciekawe co piszesz, Ewo. Życzę zatem, aby tych rozrywek komputerowych było jak najmniej! :)

  • Kamil Ro. Dzióbek

    Nie, to nie heroina rujnuje życia. Robią to sami użytkownicy. Zalegalizować handel heroiną. Heroina w każdym sklepiku szkolnym!

  • kkk

    a po co tworzyć nowe konto? wystarczy skasować i nic nie robić. tak będzie dobrze.

    • Małgorzata

      W niektórych zawodach konto na fb jest po prostu narzędziem pracy ;)
      Też tak mam: musiałam założyć konto, żeby testować pewne rozwiązania, mieć dostęp do statystyk FB. Natomiast nie mam ani jednego znajomego i problem z głowy ;)

  • john

    współczuję problemu… ale i sobie życia w czasach, gdy ludzie częściej patrzą w srajfona, niż dookoła…

  • duoboy

    Tak jest z WSZYSTKIMI narzędziami jaki używamy w zły sposób; stają się naszym wrogiem. Dla mnie FB to SAVE-y do gier, notes z linkami i podręczna baza zdjęć. A (!) że przy okazji można pogadać ze znajomymi to tylko wielki plus! :-)

  • MDW

    Serio odświeżacie Facebooka? Ja tam wchodzę tylko gdy przyjdzie jakieś powiadomienie. I nawet wtedy nie przeglądam tego śmietnika. Jakoś mnie Facebook nie chwycił (a bardzo lubię sobie pogadać, pofilozofować i na kilku tematycznych forach i kanałach IRC „straciłem” trochę lat).

  • Abotage

    Najlepszym sposobem jest sprawdzanie facebooka rano i wieczorem (albo tylko wieczorem) i używanie komputera/telefonu kiedy są potrzebne. Jak skończyłem pracować na komputerze/telefonie i nie mam już co na nim robić to go wyłączam i zajmuje sie czym innym a nie trace kilka godzin na przeglądanie głupot.

    Spróbujcie kiedyś zagospodarować cały wolny dzień bez sięgania po komputer/telefon. Doba się nagle wydłuży najmniej trzykrotnie.