37

No, to Facebook nabruździ wydawcom. Serwis powalczy z „clickbaitami”

Internet jest pełen zwyczajnie durnych tytułów artykułów, z których następnie nie wynika nic. Ale nagłówki wrzeszczą, że szok, niedowierzanie, tragedia - po prostu "mięso". Tak bardzo pożądane przez wydawców, lubiane przez kliki, ubóstwiane przez statystyki. Ile można zdziałać samym tytułem? Doświadczenie w mediach pokazało mi, że... naprawdę sporo.

Wczoraj Facebook w swoim „newsroomie” opublikował post dotykający tego problemu. Okazuje się, że społecznościowy gigant zamierza wytoczyć potężne działa przeciw wydawcom stosującym niemiłe wobec czytelników praktyki. Jak wynika z artykułu opublikowanego przez Facebooka, analizowane będą tytuły artykułów i wykrywane będą słowa, które zwykle używane są przy okazji „clickbaitów”. W Polsce można by było wyróżnić m. in. „szok”, „niedowierzanie”, „nieprawdopodobne”, choć sposobów na „zbyt chwytliwy” tytuł jest wiele. Nie tylko o wykrywanie słów będzie się rozbijać mechanizm ich wykrywania. Analizowane będą wszystkie nagłówki wrzucane na Facebooka, na podstawie wyników zostanie stworzony model, który posłuży za dalsze porównanie dla reszty. Brzmi fajnie? Takie fajne wcale nie jest, ale o tym za chwilę.

Dlaczego wydawcy biją się o uwagę czytelnika?

To proste – rynek mediów w Internecie jest bardzo ciasny. Spójrzcie, ile macie do wyboru serwisów informacyjnych w Polsce, tych ogólnych. Jest ich naprawdę sporo. W wielu z nich tematy się pokrywają – teraz tylko wypada wybić się czymś na tle konkurencji. Co widzi jako pierwsze czytelnik? Tytuł. Ten musi człowieka zainteresować. Trochę smutno mi to mówić, ale dzisiaj informacja to po prostu towar. Ludzie opłacają go za pomocą klików i czasu spędzonego na stronie. A skoro o tym czasie mowa – lead artykułu musi być równie ciekawy. Dalej człowiek dostaje (albo i nie…), co mu obiecano w tytule i pierwszym akapicie. Ważne jest również to, żeby człowiek sobie nie poszedł gdzie indziej, tylko trochę stronę przeklikał. Dlatego inne treści na stronie trzeba odpowiednio wyeksponować.

facebook

Clickbaity, a także zatrzęsienie reklam wzięły się właśnie z powodu bardzo ostrej konkurencji na rynku. Rozmowy z reklamodawcami zwykle kończą się na tym, że trzeba pokazać statystyki, a od tych zależy to, ile medium zgarnie na reklamie. Jak stworzyć taki tytuł? Wbrew pozorom jest to bardzo proste.

Sytuacja hipotetyczna, Sanepid wydał ostrzeżenie, żeby nie jeść konserwy A, bo zawiera coś, co znaleźć się w niej nie powinno. Okazuje się, że jest to najpopularniejsza konserwa w Polsce (według badań rynkowych). Informacja trafia do PAP-u, a stamtąd do mediów. Teraz powiedzcie mi, który tytuł to clickbait?

Sanepid wydał ostrzeżenie na temat popularnej konserwy w Polsce
Masz to? Wyrzuć to!

Dalej w artykule czytamy: Sanepid wydał ostrzeżenie, seria produktu wycofywana ze sklepów, a ci, którzy już kupili mogą je zwrócić i otrzymać zwrot pieniędzy. Ale nie, w tytule numer 2 mamy „Wyrzuć to”. Większość osób na taki chwyt się złapie, heatmapa serwisu rozświetli się w krwistym, czerwonym kolorze. Oczywiście tam, gdzie mamy takiego clickbaita.

Facebook martwi się o czytelników? Guzik prawda

Powiecie, że narzekam – a nie powinienem, prawda? Facebookowi nie chodzi ani o Was, ani o nas, osoby stojące za mediami. Oczywiście, skorzystacie na tym – o ile założeniem jest to, że rzeczywiście, nie stracą na tym ci, którzy dbają o nieagresywne tytuły. Czytając to, co przekazał nam Facebook, mam obawy, że brak precyzyjnego określenia czym jest clickbait, a czym nie jest, poskutkuje dalszym zmniejszaniem zasięgów. Oberwie się nie tylko tym, którzy dopuszczają się niemiłych praktyk, ale również całej reszcie. Większa kontrola nad tym, co pojawia się w newsfeedzie to dla Facebooka większe możliwości monetyzacji swojej platformy.

I oto, wyłazi z Facebooka tyran. Gigant, który jest absolutnym hegemonem na rynku coraz mocniej zaczyna ingerować w świat wydawniczy, wydaje rozkazy, mówi o tym, co jest dobre, a co niedobre. Nie tędy droga. Należy pamiętać, że Facebook również dzięki wydawcom jest tym, czym jest – również źródłem informacji. Konsument na rynku informacji jest wybredny. Wydawcy dwoją się i troją, by dostarczać jak najlepsze treści, a Facebook… powinien nie przeszkadzać. Skoro ma za tym stać argument, poważnie obawiam się o to, co stanie się dalej. I niekoniecznie wygranymi będą właśnie czytelnicy.

Grafika: 1, 2