19

50 mln godzin mniej spędzanych na Facebooku. Dziennie! Co zrobili Mark i spółka?

Kim trzeba być, by móc przekazać złe wieści inwestorom i zgarnąć pochwały? Markiem Zuckerbergiem. CEO wielkiego serwisu społecznościowego przedstawił raport kwartalny, podsumował 2017 rok i zarysował plany na rok 2018. Sporo było o stawianiu na jakość, nie na ilość. Pierwsze efekty są już widoczne: zmniejszył się czas spędzany przez ludzi na niebieskiej stronie. Czy to wpłynęło negatywnie na wyniki finansowe? Raczej nie - te prezentują się bardzo dobrze.

Facebook znowu to zrobił: wyniki w czwartym kwartale i w całym 2017 roku były świetne. Wystarczy wspomnieć, że przez 12 miesięcy korporacja zarobiła blisko 16 mld dolarów. Tak, mowa o zysku. Jeszcze kilka lat temu ludzie zastanawiali się, czy na tym da się zrobić biznes, czy Zuckerberg i spółka potrafią zmonetyzować rosnący zasięg, niektóre tęgie głowy powtarzały, że może być z tym problem. A dzisiaj proszę: 16 mld dolarów w 4 kwartały. Firma odstaje jeszcze pod tym względem od innych molochów z Doliny Krzemowej, ale z drugiej strony mocno przerasta już pokaźną część starych wyjadaczy.

W ciągu zaledwie trzech miesięcy przychody firmy wyniosły blisko 13 mld dolarów. Nie tylko mocno poprawiono wynik z analogicznego kwartału roku poprzedniego (8,8 mld dolarów), ale też przebito oczekiwania analityków. W ostatnim kwartale firma zarobiła ponad 4,2 mld dolarów i zapewne nie muszę dodawać, że większość (!) tych pieniędzy pochodzi z reklamy. Zwłaszcza z reklamy mobilnej. Inwestorzy mają powody do radości, biznes się kręci. I rośnie nie tylko w wymiarze finansowym – w ciągu roku przybyło po 14% dziennych i miesięcznych użytkowników. Niezły wynik, jeśli weźmiemy pod uwagę, że każdego dnia platforma przyciąga 1,4 mld osób, a każdego miesiąca 2,13 mld osób. Olbrzymia platforma, która wciąż rośnie. Co ciekawe, w ciągu roku zatrudnienie wzrosło o blisko połowę – to też pokazuje, jak dynamicznie działa Facebook.

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego napisałem o złych wieściach? Mark Zuckerberg ujął to tak: rok był dobry, ale trudny. Łatwo się z tym zgodzić, bo przez ostatnie miesiące Zuckerberg i spółka zmagali się z oskarżeniami o bycie narzędziem w rękach rosyjskich trolli, niektórzy nie owijali w bawełnę i wprost stwierdzali, że rosyjskie służby posłużyły się niebieskim serwisem, by namieszać w wyborach prezydenckich w USA. To nie jest dobra reklama. Kolejny problem to fake newsy, które pojawiały się nie tylko przy okazji kampanii wyborczej. Doszło do tego, że firma musiała się tłumaczyć i informować, że zwiększy zatrudnienie, by zmagać się z tymi wyzwaniami.

Te czasy jednak mijają – Facebook stanie się lepszym miejscem: posłuży nie tylko zabawie, ale też pozytywnie wpłynie na społeczeństwo i ludzkie samopoczucie. Co to oznacza? Chyba trzeba przywołać zmiany, jakie korporacja zaczęła już wprowadzać: cięte będą zasięgi firm, akcent ma być stawiany na relacje międzyludzkie. Przejście od pasywnej konsumpcji treści do interakcji. Piękna idea. Tyle, że i za tym stoją pieniądze, Mark po prostu chce w ładnym opakowaniu sprzedać informację, że trzeba będzie płacić więcej, żeby trafić do szerszej grupy odbiorców. Czy sam na tym nie straci? Teraz przekonuje, że straci:

Already last quarter, we made changes to show fewer viral videos to make sure people’s time is well spent. In total, we made changes that reduced time spent on Facebook by roughly 50 million hours every day. By focusing on meaningful connections, our community and business will be stronger over the long term.

Liczba 50 mln godzin dziennie, które stracił fb musi robić wrażenie – olbrzymia wyrwa (chociaż nie wiemy, jaki to procent całości). Szybko jednak pojawia się motyw uspokajający: w dłuższej perspektywie to przyniesie korzyści. Komu? Dla mnie przekaz jest prosty: beneficjentem będzie Facebook, zarobi więcej. A zatem spokojnie akcjonariusze, nie ma obaw. A jeśli ktoś ma wątpliwości, powinien jeszcze raz spojrzeć na wyniki z kilku ostatnich kwartałów. W tym trudnym roku Facebook szybkim krokiem przybliżył się do czołówki Doliny Krzemowej.