essential smartphone
10

„Ojciec Androida” chciał zawojować rynek topowym smartfonem. Wyniki sprzedaży są śmieszne

Czy dzisiaj można wedrzeć się na rynek mobilny, np. do segmentu smartfonów, skupić na sobie uwagę mediów i zostać w nim na dłużej? Zdania będą podzielone, ale jedno nie ulega wątpliwości: to bardzo trudne zadanie. Nie wystarczy być wielką korporacją - Amazon kilka lat temu zaprezentował światu bardzo ciekawy sprzęt, ale niewiele mu to dało. W tym biznesie wielki problem z osiągnięciem dobrej sprzedaży i zysków mają nawet starzy wyjadacze. Ostatnio "ojciec Androida", Andy Rubin, przekonał się, że nazwisko nie wystarczy, by ugrać coś w tym biznesie...

Essential Phone to projekt, któremu poświęcono sporo uwagi w mediach. Z pewnością więcej, niż podobnym pomysłom wprowadzenia na rynek flagowego smartfona. Powód był bardzo prosty: za tym urządzeniem stał Andy Rubin, postać bardzo znana w środowisku IT, człowiek, który przez lata pracował w Google. Na dobrą sprawę, nie miało większego znaczenia, co zaprezentuje – gdyby stworzył firmę projektującą samochody, inteligentne głośniki, hulajnogi albo produkującą watę cukrową, też mógłby liczyć na zainteresowanie mediów. Padło jednak na smartfony i to te najdroższe.

Pod koniec maja ubiegłego roku mocno podgrzewano atmosferę wokół tego produktu, a gdy w końcu go zaprezentowano, okazało się, że to faktycznie mocarny sprzęt za około 700 dolarów. Tak to wówczas komentowałem:

Dobre podzespoły, czysty Android, świetny wygląd i wizja rozbudowywania sprzętu z pomocą modułów. Brzmi naprawdę ciekawie. Ciężko jednak stwierdzić, kto zdecyduje się na ten telefon. Przecież nie ma on szans w starciu z produktami wielkich producentów. Nawet nazwisko Rubin niewiele tu zmienia. Essential Phone zapowiada się świetnie, lecz powtórzę swoje przypuszczenia sprzed kilku miesięcy: firma pewnie liczy na to, że ktoś szybko ją przejmie. Oby ta historia nie zakończyła się krótko po premierze.[źródło]

Potem informacji na temat urządzenia przybywało. Okazało się np., że Essential jest nienaprawialny, a sprzedaż smartfonu prezentuje się kiepsko. Tragicznie wręcz. Wówczas częściowo można było to tłumaczyć opóźnieniami w dostawach, kiepską dostępnością urządzenia. Ale w kolejnych miesiącach sytuacja nie uległa znaczącej poprawie.

W Sieci popularność zyskuje tweet jednego z dyrektorów filmy analitycznej IDC, który poinformował, że w ciągu sześciu miesięcy Andy Rubin i spółka dostarczyli na rynek mniej niż 90 tysięcy smartfonów Essential. Nie zamierzam tego oczywiście porównywać z wynikami sprzedaży Apple czy Samsunga, które zdominowały segment najdroższych słuchawek i sprzedają je w milionach sztuk. Ale i bez porównań rezultat startupu jest po prostu bardzo mizerny. A trzeba dodać, że cena sprzętu poważnie padła, podczas Cyber Monday był dostępny nawet za 399 dolarów. Nie pomogła przecena, nie pomogło nazwisko.

Nadal jestem zdania, że Andy Rubin liczy na przejęcie – nie wierzył chyba w to, że ludzie masowo zaczną zamawiać tę słuchawkę. Powtórzę: kłopoty ze sprzedażą mają starszy wyjadacze: LG, HTC, które część działu mobilnego sprzedało Google, o Nokii, Motoroli czy BlackBerry nie ma sensu nawet pisać. Tu cały czas toczy się ostra walka, w której trzymają się Apple i Samsung podgryzani przez Chińczyków. Możesz się nazywać Andy Rubin, możesz mieć za sobą wielki biznes z sektora e-handlu, a sukcesu i tak nie osiągniesz. Czeka nas pewnie takie zabetonowanie rynku, jakie obserwujemy do kilku lat w przypadku platform mobilnych. Tam przez kilka lat nie był się w stanie przebić Microsoft, więc i drobnica była skazana na niepowodzenie. Wnioski może mało optymistyczne, zwłaszcza, jeśli ktoś liczy na rewolucję, lecz trzeba się z tym pogodzić. Essential za jakiś czas może zniknąć z rynku.