wymyślony ekspert
32

„Wymyślony ekspert” obnażył słabość państwa i… dziennikarzy

Mawia się, że ekspertów w Polsce mamy tylu, ilu jest ludzi w naszym kraju. Niemniej, również u nas funkcjonują eksperci w przeróżnych dziedzinach. Ci najczęściej kreują się przez lata uczestnicząc w dyskusjach z innymi zainteresowanymi lub przedstawicielami firm lub mediów. Okazuje się jednak, że eksperta można... po prostu stworzyć i co więcej, nikt może się nie zorientować.

Portal Energetyka24 dokonał całkiem zręcznej prowokacji, w ramach której stworzył takiego eksperta – Piotra Niewiechowicza, który po niedługim czasie zaczął uchodzić za swego rodzaju autorytet w dziedzinie krajowej energetyki. Dzielił się własnymi spostrzeżeniami na temat tego zagadnienia, nawiązywał liczne kontakty, a nawet… publikował intencjonalnie słabe merytorycznie teksty na temat energetyki. Najgorsze w tym jest to, iż nikt nie zorientował się, iż Piotr Niewiechowicz jest wymyślonym człowiekiem, personą wykreowaną przez dziennikarzy portalu Energetyka24. Obnażył tym samym słabość nie tylko państwa, ale i dziennikarzy, którzy dali się złapać w pułapkę.

Dziennikarze portalu Energetyka24 wykorzystali do tego celu własną inwencję, konto na Twitterze i… skrzynkę mailową. Nikt nie pokusił się o to, by sprawdzić kim rzeczywiście jest Niewiechowicz i mało tego – przekazywano mu nawet mniej lub bardziej poufne informacje, również na temat inwestycji Nord Stream – jednej z ciekawszych kwestii energetycznych w historii kraju. W ciągu tylko kilku tygodni redakcji Energetyka24 udało się, wcielając się w wymyślonego eksperta dotrzeć do ekskluzywnych informacji na temat postępów w rozmowach nad Nord Stream, a także… pobudzić do dyskusji innych ekspertów, sprawnie wskazując na nowe, ważne tematy warte rozpoczęcia dyskursu.

ekspert niewiechowicz

Dziennikarze dali się złapać. Szczerze? Mnie to szczególnie nie dziwi

Jeżeli chodzi o słabość polityków, wcale nie jestem zdziwiony. Poza Antywebem mam przyjemność przyglądać się lokalnym działaniom polityków i powiem Wam tylko tyle: wcale nie trzeba znać się na czymkolwiek, nawet na polityce, aby politykiem zostać. Należy był jedynie „obrotnym”, wystarczą kompetencje przydatne w ramach samorządu uczniowskiego w szkole i oczywiście, ważna jest lojalność. Nic więcej potrafić nie musisz jako polityk: szkoda.

Z dziennikarzami powinno być inaczej, prawda? Ci odpowiedzialni są nie tylko za zbieranie informacji, ale i za research, weryfikację swoich źródeł. Cóż, obserwując branżę wiem, że często liczy się to, kto jest pierwszy z daną informacją. Sam popełniłem w swojej historii poważny błąd powołując się na człowieka rzekomo dobrze związanego z Microsoftem: Cortana według jego informacji miała pojawić się w Polsce. To oczywiście okazało się zwykłą ściemą, za co przeprosiłem. Od tego czasu research dużo bardziej szanuję, chociażby z obawy o takie wpadki.

Artykuł Niewiechowicza, pełen nieścisłości pojawił się na jednym z branżowych portali w mocno eksponowanym miejscu. Mało tego, na jego wiadomości, zawierające materiały rzekomo związane z sytuacją energetyczną w Polsce chciał wykorzystać… jeden z liderów opozycji, który uważał Niewiechowicza za autorytet w tej dziedzinie. Sytuacja kuriozalna, prawda?

Kuriozalna, ale… całkiem normalna

Nie jest ona dobra, ale niestety, stanowi w naszym społeczeństwie coś w rodzaju nieprawidłowej normy. Bardzo szybko dajemy się wciągnąć w gry informacyjne, słabo weryfikujemy źródła i zwyczajnie nie zastanawiamy się nad konsumowanymi treściami. Zasięg tego zjawiska jest tak duży, że wpływa nie tylko na czytelników, ale i na dziennikarzy, którzy przede wszystkim chcą być pierwsi – za wszelką cenę. Dopiero potem zastanawiają się nad sensem tego, co zostało przez nich opublikowane. Jaki z tego wniosek? Niewiele trzeba, żeby zmanipulować polityków, media oraz czytelników. Czasami wystarczy dobry pomysł i… konto na Twitterze.