50

Elon Musk – te dwa słowa sprawiają, że jestem dumny z czasów w których żyję

Jak można być dumny z czasów, w których ok. 700 mln ludzi na świecie nie ma łatwego dostępu do wody? Albo z takich, w których ogromnym zagrożeniem jest terroryzm, na prezydenta USA wybrano niekoniecznie stabilnego emocjonalnie miliardera, a ludzie ekscytują się m. in. siostrami Godlewskimi? Cóż, można. Bo nasze czasy to przecież nie zbiór tylko złych zjawisk.

Spokojnie mija sobie drugi dzień odkąd wystartował Falcon Heavy. Tesla Roadster ze Spacemanem w środku dryfuje sobie przez przepastny kosmos, a w tle leciałoby sobie „Space Oddity”, gdyby tylko w próżni rozchodził się dźwięk. Spora część świata z zapartym tchem obserwowała ten wyczyn i co ciekawe – po pełnym sukcesie towarzyszyły temu wiwaty – w domach, w klubach przy piwie i oczywiście na Przylądku Canaveral, gdzie Falcon Heavy rozpoczął swoją misję wyprowadzenia samochodu w przestrzeń kosmiczną. Wspomnę przy tej okazji o garstce niezadowolonych na czele chyba z bardzo charakterystycznym, ale mimo wszystko lubianym przez nas Doogopisem, który i tak ma swoją teorię na kosmos, kształt Ziemi i podobne temu rzeczy.

Hurr, durr, miliarder wyszczelił auto w kosmos, bogol zakichany, na biednych by dał, a nie…

A wiecie, że i z taką postawą się spotkałem? Mam znajomego, nieco starszego od siebie, którego chyba życie ociosało na wzór i podobieństwo sundajskiego nosacza, który w Polsce jest symbolem „janusza”. Człowiek o ścieżkach myślowych prostych jak budowa cepa, z dozą swego rodzaju naiwności, która wyraża się w niekoniecznie przemyślanych uwagach na temat rzeczy, które go otaczają. Gdy podjąłem (intencjonalnie) temat Tesli Roadster w kosmosie – przyznał, że słyszał „że amerykański (wcale nie taki amerykański…) bogol samochód w kosmos wypierdzielił” i uznał to za fakt mało znaczący, bo „jemu to chlebaka nie napełni”. No, ok – tyle, że życie nie sprowadza się do żarcia, spania, toalety i Harnasia przed telewizorem.

Elon Musk, SpaceX, Falcon Heavy, Dragon

Uświadomiłem człowieka, że przy tej okazji Elon Musk przetestował swoje najnowsze rakiety, że zgromadzone w ten sposób dane posłużą mu do kolejnych osiągnięć (i ostatecznie, może do udanej misji na Marsa), a posłanie w przestrzeń kosmiczną samochodu to było działanie „przy okazji”, choć nie pozbawione zamysłu marketingowego. Chyba bardziej spektakularne byłoby tylko wyrycie na księżycu napisu „MUSK”, który moglibyśmy oglądać każdej pełni.

Nie przekonałem mojego dobrego znajomego do takiego punktu widzenia. Bo on w kosmos nigdy nie poleci, na ziemi mu dobrze i jedyne na co czeka, to moment, w którym państwo przestanie kraść jego ciężko zarobione pieniądze (jest mechanikiem, ma swój warsztat i… handluje autami). Cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i każdy lubi co innego – jeden preferuje taniec, a drugi jak mu nogi śmierdzą. Cóż zrobisz?

I po tej rozmowie uświadomiłem sobie, że kurczę – piękne to są czasy, mimo tego że są „specyficzne”

Zdarza mi się narzekać. Wczoraj na przykład byłem kandydatem do ofiarowania mi legendarnej maści tylko z tego powodu, że zaczął padać potężny śnieg, który nieco mi utrudnił powrót do domu. Potrafię zbesztać telewizję za to, że puszcza durnoty, a reklamy to dno i kilometry mułu, z ogromną pasją potrafię puszczać wiązanki w kierunku rzeczy, które nie działają, bo… się popsuły (być może z nadzieją, że się ze strachu same naprawią, hehe).

Nie pasuje mi również to, że ten świat czyni po prostu głupich ludzi sławnymi, zasadniczo lepiej sprzedają się durnoty, niż naprawdę wartościowe rzeczy. Że mamy tabuny ekspertów, którzy powiedzą ci jak dojść do milionów, stawiają się w roli autorytetów, a tak naprawdę dorobili się na sprzedawaniu swoich teorii np. w głośnych i dobrze rozreklamowanych książkach. Irytują mnie reklamy leków na wszystko – od jelita wnerwionego, aż po leniwe, dla dzieciaka, żeby ładnie jadł, albo nie jadł za dużo, dla staruszka, który nie jest głodny i na psie skończywszy, bo chyba ma depresję. Ale co ja z tym zrobię? Świata nie zbawię, nie uczynię go lepszym tylko się z tym nie zgadzając. Nie mam żadnej siły sprawczej, która spowoduje, że irytujące rzeczy po prostu zlikwiduję. Mogę się z tym tylko pogodzić i szukać pozytywów.

Elon Musk Tesla

I dlatego inspirują mnie tacy ludzie jak Elon Musk. On też pewnie narzeka – na to, że co roku jest coraz starszy, że nie zawsze wszystko idzie tak jak trzeba, ale… przy okazji robi coś fajnego dla świata

Musk to dla mnie człowiek wymykający się schematom. Oprócz tego, że jest po prostu nietuzinkowym biznesmenem, to w dodatku jest też człowiekiem, który ma w sobie dokładnie taki sam pierwiastek, jaki mieli na przykład Da Vinci, Nikola Tesla (przypadek, nie sądzę), Einstein. Pod względem możliwości intelektualnych i dziedzin, którymi ci ludzie się zajmowali może to jest słabe porównanie. Ale nikt chyba nie będzie polemizował z tym, że właśnie te postacie zmieniły coś w naszym świecie i zwyczajnie im się to chciało robić.

Elon doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że wspomnianą przeze mnie siłę sprawczą po prostu ma. Nie ma nic lepszego jak doskonały pomysł wsparty odpowiednią ilością funduszy. Zastanawiam się czasami nad tym, ile to na świecie dobrych pomysłów nie wypaliło tylko dlatego, że brakowało na nie pieniędzy. Można mieć czasami niesamowite chęci, piękne idee, ale w obecnych czasach bez funduszy nic nie zrobisz.

I co najlepsze, Musk realizuje swoje marzenia przy okazji naprawdę przysługując się ludzkości. Eksploracja kosmosu to niewątpliwie szansa dla nas – jeżeli kolonizacja innych planet nie okaże się taka świetna jak to początkowo zakładano, to być może korzystanie z surowców rozrzuconych po nieco dalszych zakątkach dostępnego dla nas wszechświata zrobi dla nas sporo dobrego. A nawet jeżeli nic ciekawego nie uda się nam z tego uzyskać, to sama ciekawość świata jest warta pochwały. Co tam świata… Wszechświata! Tak bezkresnego i tajemniczego, że ludzkie rozumy przy nim kompletnie wysiadają, nawet na wszelkiej maści wspomagaczach.

Mars

Nawet jeśli to nie doprowadzi do przełomowych odkryć, to takich Musków trzeba nam więcej, więcej i więcej…

A jednak – w czasach, kiedy ludzi bawią zapasy w kisielu, tańce na lodzie, płacząca Foremniak w Mam Talent, vloger pijak albo dramy jutuberów, można odnieść wrażenie, że to nie oni stanowią crème de la crème tego, co nazywamy cywilizacją. Mimo być może mniejszego zainteresowania wyczynami takiego człowieka jak Elon Musk (bo przecież nie obala półlitrówki prosząc o suby i wpłaty) przez ogół, jestem pewien, że zainteresowanie nieco ponad 2 milionów osób na całym świecie tym wydarzeniem, wiwaty, okrzyki radości i strzelające szampany coś znaczą. Znacznie więcej niż umiłowanie dla durnot, na które tak bardzo narzekam.

I wiecie, być może przy okazji innego podobnego osiągnięcia, którego katalizatorem była przedwczorajsza misja Falcona Heavy będę mógł powiedzieć swojemu synowi lub swojej córce:

„Wiesz, tatuś widział jak Elon Musk wystrzelił w kosmos samochód z manekinem na pokładzie, który właśnie popyla sobie w kosmicznej przestrzeni. I cieszyłem się jak głupi, bo wiedziałem, że to wstęp do czegoś naprawdę fajnego”.

I z tego jestem bardzo dumny. Nie tylko ze świata, w którym przyszło mi żyć.

Grafika tytułowa: By Heisenberg Media (Flickr: Elon Musk – The Summit 2013) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Grafika przedstawiająca Falcon Heavy oraz Dragon By SpaceX (Falcon Heavy and Dragon) [CC0 or CC0], via Wikimedia Commons