40

Elektronika a muzyka (podstawy)

Sądzisz, że każdy smartfon, tablet czy telewizor brzmi tak samo, więc nie ma sensu testowanie jego możliwości dźwiękowych? Zastanawiające, że kupując telefon, sprawdzamy ile pikseli ma aparat do selfie, jednak nie interesuje nas zazwyczaj jakość dźwięku z głośników urządzenia, czy poprzez wyjście dla słuchawek. Ciężko jest spodziewać się dobrego poziomu np. słyszalnych basów, nawet na najlepszych głośnikach zamontowanych w telefonie, jeśli muzykę odtwarzamy pliku mp3 słabej jakości. Jak więc podjąć decyzję i jak testować sprzęt przed zakupem? Ważnym pytaniem jest też, jak rozwijać swoją wiedzę na temat muzyki, słuch oraz gust muzyczny.

Skupmy się najpierw na tym jak wybrać sprzęt, potem jak podnieść swoją wiedzę, a przez świat nowoczesnej technologii w muzyce i nauki muzycznej przeprowadzi nas ekspert – Krzysztof Maszota.

Test muzyczny na dobry telefon lub komputer

Słuchawki Sennheiser HD 800 (https://www.youtube.com/watch?v=ig9xvW973Kc) mają pasmo przenoszenia 14-44100 Hz (-3 dB), poziom ciśnienia akustycznego (SPL) 102 dB (1kHz, 1 Vrms), zniekształcenia harmoniczne (THD) <0,02 % (1kHz, 1Vrms) i impedancję 300 Ω. Co nam to mówi? Większości z nas niewiele. Wiadomo, że są to jedne z najlepszych słuchawek z dostępnych na rynku, ale takich osiągów i precyzji, jeszcze długi czas nie dostarczą nam urządzenia konsumenckie powszechnego użytku. Dlatego zostawmy kwestie danych technicznych na boku i zastanówmy się, co możemy zrobić by słyszeć lepszej jakości muzykę – pamiętajmy przy tym, że nie sam sprzęt jest ważny, ale też wiedza muzyczna słuchacza. Czy to znaczy, że trzeba zainwestować w szkołę i stać się producentem muzycznym, aby lepiej słyszeć? Niekoniecznie. Nie mniej jednak warto zaznajomić się z tym, czym zajmuje się producent muzyczny i w jaki sposób powstaje muzyka – wtedy słuchanie stanie się przyjemniejsze. Nauka muzyczna jest o tyle inspirująca, że współcześnie, powiązana jest z najnowocześniejszą technologią.

Krzysztof Maszota, dyrektor generalny Akademii Realizacji Dźwięku (ARD – www.ard.edu.pl), Prezes Polskiego Stowarzyszenia Realizatorów Dźwięku, tak odnosi się do zmian technologicznych i ich wpływu na nauczanie muzyczne: „Technologia w produkcji i realizacji muzycznej ewoluuje w bardzo szybkim tempie. To co jeszcze 10 lat temu pojawiało się w sferze wyobrażeń realizatorów lub w ogóle nie było brane pod uwagę, dziś już zaczyna stawać się rzeczywistością. Dlatego szkoły muszą podążać za zmianami technologicznymi, za takimi zmianami muszą też podążać podstawy programowe nauczania w zawodach. Obecny system nauczania oparty jest na wytycznych, a ich sposób realizacji leży już w gestii dyrektorów szkół oraz nauczycieli. Dlatego tak naprawdę każda szkoła może dostosować realizację programu nauczania do współczesnych wymogów rynku pracy.

Nie w każdej jednak tak się dzieje, a składa się na to wiele czynników, które powodują, że nie jest to proste. My zadajemy sobie cały czas naprawdę dużo trudu, zarówno umysłowego, jak i związanego z inwestowaniem, czyli nakładami na poszerzanie i unowocześnianie bazy dydaktycznej. Dzięki temu podążamy z duchem czasu. Kierunki rozwoju nowinek technologicznych trudne są do przewidzenia, na przykład rozkwit oprogramowania muzycznego na komputerach oraz wzrost wydajności tychże, spowodowały w pewnym momencie spadek aktywności „klasycznych” zespołów muzycznych. Pamiętam, że nastąpił moment, w którym na tyle pochłonęło to muzyków, że przestawali razem funkcjonować i zamykali się w czterech ścianach z komputerami. W tym czasie w równie wielkim stopniu spadło zainteresowanie muzyką tworzoną przez „żywych” wykonawców. Dominował rozkwit muzyki tworzonej na komputerze – jakikolwiek by to nie był styl muzyczny.

Jednak po kilku latach sytuacja się unormowała. Okazało się, że ludzie nadal chcą razem tworzyć, falami spadało zainteresowanie jednym sposobem tworzenia muzyki na rzecz innego. Powstało też wiele hybryd, tworzących nowe odłamy styli muzycznych. Dziś już ciężko to uporządkować, tak wiele się zmieniło. Sądzę, że jakiekolwiek nowinki technologiczne też będą ewoluowały w bardzo wielu kierunkach i przenikały się z obecną technologią. Cały czas możemy obserwować postęp technologiczny, w przypadku produkcji muzycznej, głównie oparty o rozwiązania informatyczne. Część z nich już oferuje to co kiedyś istniało tylko w sferze marzeń, lub było poza wszelkimi wyobrażeniami. Dopracowanie tych technologii zmieni na pewno w dużym stopniu branżę muzyczną. Mam tu na myśli głównie coraz bardziej zaawansowane sposoby „rozbijania” fal złożonych na składowe i ich manipulowanie. Jednak w domenie analogowej, nadal, na rozwój i przełom czekają elementy, które nieznacznie zmieniły się w przeciągu dziesiątek lat, a mam tu na myśli przetworniki w postaci mikrofonów oraz głośników. Tak na prawdę ten początkowy i końcowy element toru elektroakustycznego nie dorównuje w najmniejszym stopniu zdolnością percepcji dźwięku przez narząd słuchu ludzkiego. Tu pozostaje duże pole do zmian, jednych z istotniejszych w tej dziedzinie”.

Zanim jeszcze głośniki w telefonach, będą optymalnie dopasowane do możliwości naszych uszu, proponuję prosty test, zamiast porównania danych technicznych w instrukcji obsługi i czytania opinii anonimowych internautów. Weźmy ze sobą na zakupy sprzętu plik muzyczny, który znamy od wielu lat – słuchaliśmy go setki razy na różnych urządzeniach. Oczywiście, dobrze by było, aby był to plik wav lub mp3 w kompresji minimum 320 kbps (a więc nie za mocno spakowany). Może być to również dostępny z poziomu serwisu streamingowego utwór – Tidal ma lepszą jakoś odtwarzanej muzyki niż Spotify, ale w tym ćwiczeniu liczy się głównie to, by w urządzeniu, które chcemy kupić, podsłuchać konkretnego utworu, który dobrze znamy i w sposób jaki zazwyczaj praktykujemy. Słuchasz z konkretnej mp3 – przynieś ją na dysku lub pendrive. Słuchasz w sieci z serwisu streamingowego – zaloguj się i odtwórz.

Posłuchaj dokładnie, czy słyszysz wszystko to, na co zazwyczaj zwracasz uwagę – czy to co słyszysz podoba ci się i cię satysfakcjonuje. Jeśli brakuje jakiegoś pasma, lub coś jest nie tak (nie wiesz co, ale jest gorzej), to bardzo możliwe, że sprzęt jaki tam zainstalowano, nie jest w stanie grać, tak jak jesteś przyzwyczajony. Z drugiej strony, możesz słyszeć coś, czego wcześniej nie słyszałeś – mieć inne proporcje wysokich i niskich tonów – jeśli nie jest to wina ustawień odtwarzacza dźwięku i jest on w swoich podstawowych parametrach, to istnieje jeszcze jedna pułapka – oszukiwać może sam plik muzyczny, którego słuchasz. Dzieje się tak wtedy, gdy utwór jest źle zmiksowany i zmasterowany, lub też gdy słuchasz w pomieszczeniu o innej akustyce, niż to do którego przywykłeś, lub na innych słuchawkach niż zazwyczaj.

Dla przykładu, jeśli sprawdzasz sprzęt na wczesnych utworach Michaela Jacksona, plik powinien brzmieć poprawnie (o co zadbał najpewniej Quincy Jones). Jeśli jest to Justin Timberlake, też nie powinno być problemów (tutaj czuwali Timbaland i inni współcześni producenci). No ale jeśli jesteś fanem rodzimego disco-polo – zrób ten test na własne ryzyko. Jednak nadal ma on sens – bo jest banalnie prosty – słuchasz utworu, który lubisz i znasz – albo ci się podoba to co słyszysz, albo nie. Jeśli nie – sprawdź inny sprzęt. Co zaś do akustyki pomieszczenia – mówimy o przenośnych sprzętach – sprawdź to w kilku miejscach sklepu.

Zmiany w zakresie technologii muzycznej są tak szybkie, że każdemu z nas przyda się podniesienie poziomu edukacji w tym zakresie, przynajmniej raz na kilka lat. Przede wszystkim jednak, warto interesować się tym czego się słucha, czemu tak brzmi i co można zrobić by brzmiało lepiej.

Nauka podstaw produkcji muzycznej jest dla każdego

Możesz rozwijać swoje umiejętności słuchania, rozróżniania jakości odtwarzanych plików, rozumienia podstaw miksu utworów. Jedną z najsmutniejszych zmian na polskim serwisie oferującym legalne pliki muzyczne (Muzodajnia.pl), było usunięcie plików WMA w jakości 320 kbps i pozostawienie wyłącznie plików mp3 w słabszej jakości. Dlaczego tak się stało? Nikt nie ściągał plików WMA – wszyscy szukali mp3. Czemu? Bo mało kto z nas wie coś więcej o muzyce, fazach jej produkcji, ale również rodzajach finalnych plików i ich kompresji. Tymczasem technologia dokonuje ciągłych zmian, dlatego warto zacząć podążać za nimi i poprawić poziom edukacji muzycznej, chociażby tylko po to by dobierać lepsze urządzenia elektroniczne. Pamiętajmy, że muzyka to też fizyka – wpływa na nas, nasz nastrój, samopoczucie, itd. To, jakiej jakości muzyki słuchamy, ma znaczenie.

Czy zatem w naszym społeczeństwie wzrasta poziom edukacji muzycznej i realizacji powszechnie słyszanych nagrań? Krzysztof Maszota ma na ten temat mieszane uczucia: „Na pewno wzrasta zainteresowanie produkcją muzyczną, gdyż technologia wkroczyła już wiele lat temu pod strzechy i każdy może sprawdzić, czy to właśnie go interesuje. Niestety nie idzie to w parze z podniesieniem jakości pracy, bardzo wiele osób pracuje z dźwiękiem pobieżnie, nie wgłębiając się w arkana pracy realizatora, uzyskując szybko w miarę zadowalające rezultaty. Można w sieci znaleźć setki przykładów tego, że ludzie nie potrafią „obchodzić się” z dźwiękiem, który stanowi tak ważny aspekt percypowania otaczającego nas świata. Dlatego polecam nasze szkoły oraz szkolenia otwarte. Prowadzimy również studia podyplomowe dla zainteresowanych wyższym wykształceniem.

Zagadnienia związane z pracą realizatora dźwięku obejmują wiele zjawisk z zakresu fizyki falowej, czy elektryczności. Oczywiście na akademickim wyższym poziomie, dochodzi do tego również matematyka. Jednak w praktyce realizatora studyjnego wykorzystuje się znajomość kilku podstawowych zasad, zjawisk, czy teorii, a także kilka podstawowych wzorów lub ich uproszczeń. Znacznie większe pole do popisu posiada w tej kwestii specjalista od konfiguracji systemów dźwiękowych, adaptacji akustycznych, czy nagłaśniania. Dlatego nauczanie pracy realizatora, czy producenta muzycznego nie wymaga nie wiadomo jak szerokiej znajomości fizyki, wystarczy znajomość podstawowych zjawisk dotyczących fal, czy elektryczności i tego też uczymy w szkole. Podbudową do tej wiedzy jest fizyka w szkole średniej”.

W tym miejscu polecam zobaczyć filmy na Youtube obrazujące w najprostszy sposób, powiązanie muzyki z fizyką i innymi naukami – wystarczy wpisać „sound waves” by pobudzić wyobraźnię – takie doświadczenia możemy wykonać samodzielnie:

oraz:

Część edukacji muzycznej z zakresu produkcji muzycznej, budowy utworu muzycznego, a nawet plików i ich kompresji, jest w nas. Coraz więcej osób próbuje własnych sił w produkcji muzyki, czasami tylko bawiąc się darmowymi aplikacjami do gry na instrumentach, dostępnych w aplikacjach na telefon. Niektórych, muzyka wciąga bardziej niż Pokemony i inne gry, co prowadzi do układania własnych playlist, realizacji remiksów ulubionych utworów, czy nawet kompozycji i autorskich piosenek, dla najbliższych. Zabawa z muzyką jest wciągająca. Tu jednak przychodzi kolejne ograniczenie – nie tylko wiedza z zakresu produkcji i technologii, może być przeszkodą. Często, od eksperymentów z muzyką odstrasza nas niewiedza w zakresie obowiązującego prawa. W końcu od lat słyszymy hasła typu „nie kradnij cudzej własności intelektualnej”, „ściągaj legalnie”, „szanuj artystów”.

Czy kradnę słuchając ulubionej muzyki?

Pytanie czy kradnę, jest ważne, gdyż skłania nas do zastanowienia się, jak powstawał dany utwór, kto jest jego właścicielem, co nam wnosi słuchanie tego i ile jesteśmy skłonni za to zapłacić. Jeśli słuchasz muzyki w strumieniu muzycznym (streaming), masz do dyspozycji wiele legalnych serwisów, ale są też te nielegalne, a więc nie płacące wynagrodzenia dla artystów. Zresztą, te legalne, np. Youtube, czy Spotify, nie pytały muzyków o zgodę i to w jaki sposób mają działać zasady sprzedaży ich muzyki. Serwisy te narzuciły swój model biznesowy, co owocuje obecnie tym, że artyści dostają grosze za własną twórczość. To rozszerza skalę problemu, skoro legalne serwisy również niemal nie płacą, jak te nielegalne. Różnica jednak polega na tym, że artysta mógł zadecydować, czy znaleźć się na legalnych serwisach jak Spotify, Tidal czy Youtube. Może też zadecydować o usunięciu swojej muzyki z takiego miejsca. O obecności na nielegalnych serwisach zadecydował ktoś za nich – bez zgody artystów, a więc właścicieli danego utworu. Usunięcie muzyki z nielegalnego serwisu jest niemal niemożliwe.

Najprościej więc jest wejść na oficjalną stronę ulubionego muzyka i sprawdzić jakie źródła dostępu do własnej twórczości poleca (znajdź mnie na Spotify itd.). W ten sposób odpowiemy sobie na podstawowe pytanie: „czy kradnę dany strumień muzyczny”. Co do plików muzycznych jest podobnie – jeśli artysta poleca dostęp do swoich plików na iTunes lub Muzodajni, warto tam wejść i pobrać sobie legalną kopię. Nie dość, że będzie w dobrej jakości, to jeszcze będzie dobrze opisana (z poprawnym tytułem, metadanymi w pliku, co oznacza, że się będzie dobrze wyświetlać na telefonie, komputerze i powinna brzmieć odpowiednio). Kwestia tzw. własności intelektualnej jest istotna nie tylko z punktu widzenia wynagrodzeń artystów – poszanowanie tych kwestii prowadzi nas również do rekomendowanych przez artystów plików muzycznych i źródeł, w dobrej jakości i z dobrymi opisami.

Krzysztof Maszota tłumaczy, że „własność intelektualna, czyli w tym przypadku autorstwo muzyki, czy też słów piosenki, powiązana jest z tym, że wielu autorów za publikację ich piosenek i sprzedaż na fonogramie, jakim może być płyta CD Audio, czy też ilość odtworzeń np. w Spotify, chce otrzymać wynagrodzenie. W końcu to zrozumiałe, stworzyli coś co może być wielokrotnie „użyte”, ponieśli nakłady, włożyli wiele pracy i talentu. Na domiar tego, mogą być znani i lubiani, a utwory, w tym przypadku słowno-muzyczne, lub muzyczne, spod ich „skrzydeł”, mogą być swoistym motorem napędowym do odwiedzania portali. Ludzie będą szukali ich nagrań, ale tak, jak muszą zapłacić za płytę, czy utwory zakupione online, np. w iTunes Store, tak będą musieli zapłacić za odtworzenie, chyba, że właściciel portalu zapłaci za ilość odtworzeni, ze środków pochodzących np. z ilości odtworzeń reklam towarzyszących temu utworowi.

To prosty mechanizm, artyści chcą zarabiać, dlatego muzyki prawie nie ma za darmo. Powiedziałem prawie, gdyż wiemy, że bardzo wiele jest legalnych oraz nielegalnych sposobów słuchania muzyki za darmo. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby muzycy mogli sami decydować o tym, czy chcą dotrzeć do wielu odbiorców i np. chcą im podarować za darmo swoją twórczość, jak np. zrobił zespół U2 jakiś czas temu obdarowując swoim albumem każdego posiadacza produktu firmy Apple”.

Podsumowując, w dzisiejszych czasach możemy być legalni w sieci – wystarczy chcieć. Jeśli słuchamy muzyki rekomendowanej wprost przez artystów, oni dostają za to wynagrodzenie (marne, ale ważniejsze jest to, że pozostawiamy im prawo decydowania o tym co dopuszczają do obrotu publicznego), a my dostajemy dobrej jakości pliki – nawet jeśli nie wiesz jak sprawdzić, jakiej jakości mp3 słuchasz – czy jakiej jakości strumienia – możesz mieć pewność, że jest to jakość rekomendowana i zoptymalizowana przez artystę. Dlatego zachęcam do zainteresowania budową utworów, nauki muzycznej na którą nigdy za późno, jak również do korzystania z rekomendowanych przez artystów źródeł muzyki.

  • SRP 11

    Ciekawe czy słuchawki Sennheiser HD 800 zadowolą wyrafinowanego wielbiciela takich przebojów jak „Majteczki w kropeczki” albo „Bara bara”? Bo chyba ten nurt muzy zaczyna dominować wśród melomanów, słuchających ze smartonów w środkach komunikacji miejskiej

    • Ja słyszę tylko trap i rap w wawie. Disco polo to chyba w PKS ;)

    • SRP 11

      Nie jestem pewien czy PKS jeździ pod ziemią i zatrzymuje się na stacjach Świętokrzyska, Wawrzyszew i Młociny ;)

    • Ale jak już wyjdziesz na górę na Hucie lub Kabatach to na pewno blokersów spotkasz i hip-hop-rap po uszach dostaniesz :)

    • Teraz wszędzie głośno Vox zasuwa :)

  • Dominik Mańkowski

    Dużo tekstu o niczym, tak na dobrą sprawę. Warto by było zrobić artykuł o sprawach technicznych, typu THD, THD+N, jak wygląda C/A, itd. – bo dla ludzi związanych z IT (czy po prostu interesujących się dźwiękiem lub technologią) to jest po prostu ciekawe. Chcecie to mogę taki – przystępnie napisany dla większości osób – artykuł napisać.
    A fakt, że HD800 ma pasmo przenoszenia 14-44100Hz, to jest po prostu marketing. 14-22kHz spokojnie by wystarczyło (np. mp3 jest do 18kHz ucięte, jeśli mnie pamięć nie myli).

    • Też się śmieję z takich kolesi co pitolą bzdury o wma czy mp3 (64-128kbps) przecież to gówno w takiej kompresji nie nadaje się do żadnego już innego celu jak tandetny radiobudzik za 100 zł. z wejściem na usb

  • Legalnie możemy ściągać każdą muzykę. Ale nie każdą możemy ściągać „prawilnie” ;) Nie możemy jej rozpowszechniać. Już przecież płacimy opłatę reprograficzną za sprzęt do odsłuchu. Nie twierdzę, że takie ściąganie jest dobre – ale jest legalne.
    Jak to jest z muzyką z YT? Regulamin serwisu jedno, prawo drugie – mogę dostać mandat, jak YouTube mnie pozwie o ściąganie utworów z ich serwisu?

    MP3 jest stare. MP4 (plik audio ma .m4a) i ogg są nowoczesne i oferują taką samą jakość przy niższym bitrate (czyli mniejsza waga pliku). Osobiście słucham m4a 64kbps i mi wystarcza.
    Czy to możliwe, żeby przez skompresowany materiał nie było basu (to sugeruje artykuł) ? To chyba musiałoby byś 16kbps mp3 ;)
    Osobiście na swoim sprzęcie (smartfon i dakanałowe słuchawki warte 60zł) uznałem, że różnica jest tak mała, że pewnie pochodzi z placebo. Więc nie szukam już Mp3 i ściągam z filmów na YT w mp4 w 720p audio i dostaję mp4 aac 64kbps.

    • Boże człowieku albo jesteś głuchy albo głupi , przecież co ty masz tak skompresowane wykastrowane do bólu nie daje się już słuchać na czymś innym jak tandetne słuchawki za 5 zł. lub smartfon z biedronka za 200 zł.
      ps.
      Masakra jak się czyta takich ekspertów i totalny brak wiedzy

    • m4a 64kbps i mp3 stereo 64kbps to inny poziom. Słucham na 1+ Silver bullet, Nexus 4 (Slimkat 9.0) i ViperFX z irs ClassicWalkman. Nie twierdzę, że mam świetny słuch i się znam – twierdzę, że obecnie taka jakość mi wystarcza. Mam biedę z pamięcią na telefonie i dzięki takiemu bitrate i takiemu formatowi mogę zmieścić więcej rzeczy. Myślałem nad streamingiem, ale mam dużo utworów nieobecnych na platformach streamingowych – w grę wchodziłby jedynie streaming własnej kolekcji z własnego serwera – a to się z kolei nie opłaca pod względem utrzymania vs koszt pamięci.

    • Ja badziewia nie chomikuję a jak już kupuję pliki to tylko mp3 (320kbps) lub audio cd wav

    • sakul

      jezus przeciez w tej wersji jaka ty przedstawiasz to od samego czytania uszy bola a gdzie dopiero tego sluchac chlopie wez posluchac muzy nieskompresowanej zmienisz zdanie

    • Nie mam sprzętu, gdzie to by zrobiło różnicę. Wiesz, co to HA-AAC? Coś, co sprawia, że audio przy niskim bitrate wcale nie brzmi beznadziejnie. Takie cuś znalazłem http://m.imgur.com/AKAu07I?r Nie wiem, jakiej wersji używa YouTube, ale wiem, że tam starają się wszystko zmieścić w możliwie dobrej jakości w najmniejszym możliwym pliku (4k 30fps o bitrate około 14Mbit w h264 i trochę mniej w vp9)

    • Koleś, ja pierdziele. HA-AAC zostało stowrzone dla niskich bitrate, fakt. ALE przeznaczenie tej wersji AAC jest do… MOWY LUDZKIEJ, czyli audycji, konferencji itd. NIE MUZYKI. HA-AAC powoduje ogromne zniekształcenie w częstotliwościach różnych od tych, co ma głos ludzki.

    • Dominik Mańkowski

      Posłuchaj sobie kiedyś muzyki na PORZĄDNYM sprzęcie, to zmienisz zdanie. Tam nawet da się usłyszeć różnicę pomiędzy próbkowaniem 96kHz a 192kHz (co w sumie mnie zdziwiło poniekąd)

    • Dokładnie , ja tylko kupuję mp3 (320kbps) bo to jeszcze dobrze brzmi vs, cd audio wav

    • W jakich sekcjach słychać tę różnicę? Jak będę miał okazję, z chęcią spróbuję posłuchać muzyki na porządnych audiofilskim sprzęcie. Jeśli da się to usłyszeć, to chyba już było placebo…ale nie wiem na pewno, trzebaby nagrać jakimś mega dobrym mikrofonem z takim probkowaniem i przeanalizować w komputerze tony, żeby się dowiedzieć.

    • SRP 11

      Tia…
      Na komputerze analizować brzmienie sprzętu…

    • Muzyka to fale. Poleciałem trochę z mikrofonem. Ale można wsadzić urządzenie nagrywające sygnał z wyjścia audio i zapisujące je bezstratnie. Potem wsadzić plik do kompa, odpalić audacity i rozciągnąć nagranie fal aż do punktu, gdzie można swobodnie porównać 2 nagrania i wtedy zobaczyć, co daje te próbkowanie 192Khz. Nie jestem audiofilem/melomanem i nie znam się na tym, tak moja propozycja może mieć błędy merytoryczne – nie obrażę się, jeśli mnie poprawisz.

    • SRP 11

      Dżizas

      Weź swoją ulubiona płytę, nagraj na smartfon, z płytą, smartfonem i słuchawkami za 60 zł pomaszeruj do salonu z dobrym sprzętem audio i warunkami do odsłuchu.
      Na zmianę odsłuchuj to samo nagranie na dobrym sprzęcie i swoim.

      Później wróć do dyskusji

    • craqs

      Jeśli w ślepym teście uda Ci się poprawnie wskazać nagrania w 96 kHz i 192 kHz, to stawiam Ci kratę piwa. Co więcej, wątpię żeby udało Ci się wykonać taką sztuczkę przy nagraniach 48 kHz i 96 kHz… Do tej pory większość studiów nagraniowych korzysta z 44,1 kHz (ewentualnie 88,2 kHz) aby zachować zgodność ze standardem CD-AUDIO. Downsampling przy dzielnikach innych niż potęgi dwójki nie jest idealny i powoduje powstawanie słyszalnych artefaktów. Wysokie próbkowanie tak naprawdę daje zysk tylko na etapie miksowania muzyki, gdzie większość algorytmów (np. sztuczne pogłosy) działa po prostu lepiej na gęściej spróbkowanych danych. Przechowywanie tak wysoko próbkowanych danych też jest poważnym problemem. Jedno z wielościeżkowych nagrań koncertowych, które kiedyś wykonywałem w 24 bitach/96 kHz zajmuje około 25 GB, wyobraź sobie teraz archiwizację takiej sesji ;-)

    • Dominik Mańkowski

      Właśnie dlatego napisałem, że się zdziwiłem. Ba, zaprosiłem paru znajomych i każdy wskazał prawidłowo. Tłumaczę to sobie po prostu nieidealnością DACa/kiepskim oprogramowaniem.

      Natomiast co do rozmiaru.. czymże jest 25GBi ;) Policz sobie, ile zajmuje godzinne nagranie nieskompresowanego filmu w UHD, niech to będzie rozdziałka 32bity i 60Hz fpsów.

      3840x2160x32x60x60x60/8/1024/1024/1024 ~6,7TBi :)

    • Jeśli chodzi o odsłuch i źródło dźwięku – mnie z kolei ciekawi kwestia gramofonów.
      Nie tak dawno miałem okazję słuchać na ‚przyzwoitym sprzęcie’ z gramofonem, który po przeróbkach właściciela wart jest około 3KPLN (na tuningu gramofonów nie znam się, musiałem mu uwierzyć). Gramofon na półce ściennej a nie podłodze i takie tam…
      Puścił płytę (nie jakis DDR, ale Dreyfus, choć mówił że była dość tania) Equinoxe. Słuchając tego po prostu mnie zatkało. Pomijam kwestie artystyczne JMJ, ale selektywność dźwięków, przestrzeń i te wszystkie inne przymiotniki… Ale totalnie mnie zaskoczył pusczając to samo we FLACu…. Płytko, smutno i nijako.
      Stąd moje pytanie. Jak w dzisiejszym cyfrowym świecie wygląda kwestia inwestowania w sprzęt i nośniki winylowe. Czy to tylko ‚fajny sprzęt’, czy faktycznie warto się tym zainteresować, bo wspomniana sesja bardzo mnie zaintrygowała.

    • Albert Wallin

      na słuchawkach za 60 zeta można spokojnie porównywać hi-endowe, 24 bitowe nagrania z mp3 128 i rzeczywiście nie będzie słychać żadnej różnicy.

    • Pewnie tak. Nie mam planu zostawać melomanem i inwestować więcej w muzykę – mam ważniejsze wydatki.

    • Wiesz, sennheiser hd202 kosztują coś koło tego i różnice między 128 a 320 mp3 spokojnie słychać :) Wiem, bo kiedyś je miałem :)

    • SRP 11

      Ja podłączyłem DVD i Blu-ray do radzieckiego lampowego telewizora Rubin i uznałem, że różnica jest tak mała, że pewnie pochodzi z placebo

    • Ot, nie słyszę tego u siebie. Wykluczam inwestowanie w to. Nie pisałem, że muzyka bez kompresji jest praktycznie taka sama jak ta z kompresją – tego nie wiem. Pisałem, że nie czuję dużej różnicy między jakością audio przy zmianie bitrate – prawdopodobnie mam za słaby sprzęt lub uszy – trudno. A jeśli czuję jakąś różnicę, to pewnie placebo. Naprawdę wiem, jak placebo działa na ludzi. Wierzysz w różnicę w odbiorze dźwięku przy probkowaniu 96KHz i przy 192KHz? A słyszysz dźwięki 88KHz i umiesz rozróżnić 192 000 różnych częstotliwości (mogą się powtarzać) w ciągu sekundy? No, ja nie.

    • cyanoone

      Można udostępnić muzykę, ale tylko dla tych których znamy osobiście.

    • gosc

      Bzdura. To ma być trolling czy sam sobie wymyślasz prawo?

    • Czyli co, kupię płytę i nie mogę pożyczyć znajomemu? Weź się nie ośmieszaj ;)

    • gosc

      A jaki to ma związek z tym co napisał @cyanoone:disqus? Nie mieszaj dwóch różnych rzeczy.

    • Czym się różni pożyczenie CD, od udostępnienia zgranego CD? Tutaj i tutaj identyczne zera i jedynki (chyba, że stratna kompresja, to trochę inne)

    • gosc

      Po pierwsze naucz się czytać ze zrozumieniem lub załóż inny wątek bo cały czas piszesz poza tematem. Po drugie różnica jest znacząca. Udostępnienie kopii utworu wykracza poza dozwolony użytek opisany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

    • Nie, nie piszę. No i ja się kieruję zdrowym rozsądkiem, a nie sztywnymi przepisami. Bo nie ma żadnej różnicy między pożyczeniem CD a udostępnieniem tego CD. A to, że jakiś urzędas widzi, no cóż. Trudno. Daa urzędasa skan to także inny plik graficzny niż zdjęcie.

    • gosc

      Wszystko fajnie tylko wymiar sprawiedliwości ma gdzieś Twój subiektywny zdrowy rozsądek i stosuje się tylko do prawa. Życzę Ci abyś nie był nigdy ofiarą kogoś kto ma podobne podejście do Twojego.

    • cyanoone
    • Zalecam wizytę u laryngologa. Trzeba być nieźle rąbniętym, żeby ściągać muzykę z YT, gdzie enkodery ustawione są na presety ultrafast a do tego jeszcze bardziej to gwałcić innymi konwerterami pewnie także na presecie fast. Takie 64kbit/s w rzeczywistości ma jakość 32kbit/s.
      (tak dla wiadomości, ustawienie presetu na ultrafast przy kodowaniu mp3 w 256kbit/s spowoduje, iż ten plik będzie brzmiał najprawdopodobniej o wiele gorzej niż 160kbit/s na presecie slow)
      Tak, AAC (nie nie mp4, mp4 to jest tylko kontener) jest formatem o wiele lepszym niż MP3, ale i tak nie nadaje się do słuchania poniżej 256kbit/s. A żeby dobrze brzmiało to nie ustawia się presetów ultrafast. Najlepiej kodowanie 2 przebiegowe vbr 240~320 wypada. Oczywiście kompresja tylko z formatu bezstratnego. Ja musiałem kupić telefon z bardzo dobrym wzmacniaczem i układem audio, bo zintegrowane układy nie dość, że szumią jak głupie, to grają tak tandetnie, że odechciewa mi się muzyki słuchać.

      I jasna cholera, muszę się tutaj całkowicie z Nazirem zgodzić. Koniec świata.

  • Szkoda, że ostatnia część tego interesującego technicznego wpisu skupia się na kwestii legalności. Podobnie podsumowanie. Rozumiem, że to ważny element edukacji, ale być może warto poświęcić temu osobny wpis. A tak mamy sample (;-) ) kilku potraw w jednym daniu.
    Co do początkowej części wpisu – rzeczywiście – pamiętam jakieś 15 lat temu gdy zacząłem bawić się w home-recording traktowałem ten cały dostęp do komputerowych narzędzi do pro-audio ‚pod strzechą’ jako spore wyzwanie. Narzędzi multum – wtyczek, sequencerów, samplerów – i ciągle trudność w ogarnięciu tego wszystkiego, albo raczej: w nie-przeszkadzaniu w procesie samego tworzenia melodii i utworu. Dopiero po jakimś czasie zachłyśnięcia się doszedłem do wniosku, że należy skupić się na muzyce i pomysłach a nie walczyć z niezliczonymi – świetnymi swoją drogą – wtyczkami brzmieniowymi. Osobny temat to oczywiście kwestia zapisu swoich wyczynów – czy to z klawiatury midi czy nagranych w formie audio z mikrofonu czy gitary i właśnie to wielogodzinne (?) dopieszczanie aby zbliżyć się do jakiegoś nieuchwytnego wzoru.
    A potem odsłuch swojego ‚produktu’ w sklepie, w car-audio kumpla czy u znajomych na imprezie…
    Temat morze. Liczę, że będą kolejne części. Np. poświęcone sequencerom aktualnie dostepnym na rynku, doborem efektów na sumie czy najbardziej wartościowych wtyczkach VST dla przykladu…

  • haw

    mam problem, bo sprzedawca nie pozwala mi zabrac telefonu do autubusu zebym mogl posluchac w warunkach w jakich slucham muzyki najczesciej.
    akustyka pomieszczenia przy muzyce odtwarzanej z glosnika telefonu? serio?