103

Ebooki miały pożreć papierowe książki. Tymczasem dzieje się zupełnie inaczej

Tempo wzrostu popularności ebooków w ostatnich latach było niesamowite. Rynek zalały czytniki, a Amazon notował kolejne rekordy. Wszystko wskazywało na to, ze druk jest w odwrocie i niebawem zostanie pożarty przez cyfrową rewolucję. Aż tu nagle rynek e-książek zaliczył wpadkę… Amerykański rynek ebooków – gwoli ścisłości. Może się wydawać, że nie ma to nic wspólnego […]

Tempo wzrostu popularności ebooków w ostatnich latach było niesamowite. Rynek zalały czytniki, a Amazon notował kolejne rekordy. Wszystko wskazywało na to, ze druk jest w odwrocie i niebawem zostanie pożarty przez cyfrową rewolucję. Aż tu nagle rynek e-książek zaliczył wpadkę…

Amerykański rynek ebooków – gwoli ścisłości. Może się wydawać, że nie ma to nic wspólnego z Polską, ale praktyka pokazuje, że trendy zachodzące za oceanem prędzej czy później dają się również zauważyć nad Wisłą. Zanim jednak przejdziemy do naszych ebookowych realiów, spójrzmy na to, co właśnie się dzieje w USA.

Druk wraca do łask?

W latach 2008 – 2010 sprzedaż ebooków zanotowała wzrost na poziomie… 1260 proc. Wydawcy szybko zrozumieli, że elektroniczne książki są przyszłością. Trend ten nazywano wręcz cyfrową apokalipsą – szczególnie po tym, jak w 2011 roku upadłość ogłosił Borders, jedna z największych amerykańskich (ale działających globalnie) sieci księgarni. Rok 2015 był wskazywany jako ten, w którym ebooki przegonią książki drukowane.

Tymczasem z badań Stowarzyszenia Amerykańskich Wydawców (AAP) w pierwszych pięciu miesiącach br. zanotowano 10-procentowy spadek (dane na podstawie analizy sprzedaży 1200 wydawców). Tym samym elektroniczne książki stanowią 20 proc. amerykańskiego rynku. Co gorsza odsetek ten nie ulega jakimkolwiek drastycznym zmianom.

Dla porównania notuje się odrodzenie małych i średnich księgarni. Przybywa placówek, w których można kupić drukowane publikacje. Najwięksi dystrybutorzy natomiast poszerzają objętość swoich magazynów. Penguin Random House zainwestował w ten cel ostatnio 100 mln dolarów. BookPeople natomiast zanotowało w tym roku 11-procentowy wzrost sprzedaży, co uczyniło 2015 najlepszym (jak dotąd) rokiem w całej ich historii. A trzeba zaznaczyć, ze początki BookPeople sięgają roku 1970.

kindle-voyage-e-reader-theverge-6_1320.0.0_standard_1025.0

Spadki są widoczne również na rynku czytników. Z badań Forrester Research wynika, że w ubiegłym roku sprzedano łącznie 12 mln czytników. Dla porównania jeszcze w 2011 było to 20 mln. Natomiast badania Nielsena wykazały, ze obecnie na książki w pierwszej kolejności na tego typu urządzeniach czyta 32 proc. Amerykanów, kiedy w 2012 roku było to 50 proc.

New York Times spekuluje, że na taki stan rzeczy składa się kilka czynników. Jednym z nich jest mijająca moda na e-czytanie. Posiadanie Kindle’a nie jest już modne i stało się dość powszechnym zjawiskiem. W międzyczasie wzrosła rola smartfonów i tabletów. Co więcej, te pierwsze zaczęły swoimi rozmiarami dorównywać e-czytnikom, co uczyniło je bardzo wygodnymi narzędziami do czytania. Problemem są też niewielkie różnice cenowe między ebookami i drukiem, co skłania Amerykanów do kupowania książek papierowych. Co najciekawsze, szczególnie dużą popularność druku obserwuje się u ludzi młodych, którzy rodzili się i dojrzewali w okresie powszechnego dostępu do technologii (określa się ich jako „digital natives”). Pewuen wpływ na te zmiany może mieć również odchodzenie od tradycyjnej sprzedaży na rzecz „abonamentów”, w ramach których użytkownicy otrzymują dostęp do rozbudowanej bazy e-książek, płacąc każdego miesiąca tę samą kwotę.

Warto też zauważyć, że publikacja NYT dotycząca spadku na rynku ebooków została skrytykowana przez serwis The Digital Reader. Podaje on, że AAP jednoczy zaledwie 46 proc. amerykańskich wydawców. Przy czym te 1200 firm nie jest reprezentatywnych dla całego rynku amerykańskiego, bo ich udział w rynku ebooków stanowi 32 proc. (przy czym mają większą kontrolę nad cenami i sprzedają ebooki drożej niż pozostali wydawcy stawiający bardziej na self-publishing i niezależnych autorów). Nie jestem do końca przekonany, ale zamieszczam tę informację jako stanowisko „tej drugiej strony”.

A jak jest u nas?

Polski rynek ebooków ciągle rozwija się bardzo dynamicznie. Prognozuje się, że w tym roku jego wartość sięgnie 60 mln zł (w 2014 roku było to 40 mln). Stanowić to będzie… 3 proc. całej sprzedaży książek. Pod tym względem jesteśmy jeszcze bardzo młodym rynkiem, ale już wskazuje się nas jako wzór do naśladowania. The Digital Reader w sierpniu br. porównywał ze sobą modele dystrybucji ebooków w europejskich krajach i docenił Polskę m.in. za odejście od DRM. Nazwano wręcz nasze realia idealnymi dla dynamicznego rozwoju e-książek, podkreślając przy tym dużą popularność czytników Kindle (paradoksalnie, oficjalnie u nas ciągle niedostępnych). Z danych Amazonu, które przytaczałem tuż po pierwszej polskiej konferencji firmy, wynika, że ich czytniki stanowią aż 70 proc. całego rodzimego rynku. Wrocławski Arta Tech szacuje natomiast, że w całym kraju jest ok. 200 tys. tego typu urządzeń.

ebooks_1

Do europejskiej czołówki pod tym względem nam wiele brakuje – a już szczególnie tych magicznych 20 proc. w USA. Niestety nie dotarłem do żadnych konkretnych danych, które mógłbym zestawić z realiami amerykańskimi. Nie ulega wątpliwości, że obserwujemy na tym polu regularne wzrosty. Niewielka dojrzałość rodzimego rynku sprawia jednak, że nikt jeszcze nie zdecydował się na regularne badania na tym polu (nie licząc poszczególnych księgarni, ale one ograniczają się do swoich ofert).

Koniec druku? Koniec ebooków? A może koniec wszystkiego?

New York Times przewiduje, że spadki na amerykańskim rynku ebooków nie będą długotrwałe. Można się spodziewać jednak, że, wbrew spekulacjom, rywalizacja między drukowanymi wydawnictwami oraz elektronicznymi książkami będzie trwała w najlepsze jeszcze przez przynajmniej kilka dobrych lat. Trendy sprzyjają tym pierwszym i pokazują, że mimo rosnącej popularności technologii i urządzeń mobilnych, ciągle istnieje liczne grono konsumentów, którzy stawiają na tradycyjne, klasyczne rozwiązania. Przy czym oczywiście wnioski te wyciągam na bazie danych amerykańskich, licząc po cichu, że podobna, równie intensywna walka „druku z cyfrą” będzie miała kiedyś miejsce u nas.

V3_big_1