Zwolennikiem wprowadzania nowych technologii do edukacji jestem od dawna. Trudno nie doceniać ich roli – usprawniają proces nauczania i dostosowują go do wymogów współczesności. Mocno również kibicuje jak najszybszemu wprowadzeniu elektronicznych podręczników i stosownych urządzeń do polskich szkół, czemu dałem wyraz dwa tygodnie temu na łamach „Litera lubi cyfrę”. Dlatego z naprawdę dużą radością powitałem projekt, którego celem jest dostarczenie uczniom z Ostrowa Wielkopolskiego edukacyjnych ebooków i czytników.

Kilka słów o samym pomyśle. Dzięki porozumieniu miedzy Urzędem Miasta Ostrów Wielkopolski a Polkomtelem, Mobile Box i MAC Edukacja już wkrótce prawie 650 uczniów szkół gimnazjalnych dostanie w swoje ręce czytniki, na których będą mogli korzystać z elektronicznych podręczników i łączyć się z internetem w celu zdobywania dodatkowych informacji. Każdy czytnik będzie przypisany do konkretnej osoby. Same czytniki mają wbudowane moduły GSM i preinstalowane karty SIM, więc dostęp do sieci będzie bezproblemowy. Oprócz wirtualnych woluminów uczniowie znajdą również ich papierowe odpowiedniki w bibliotece, tak aby nie tylko zachowana została możliwość wyboru formatu, ale również po to, by sprostać wymogom formalnym. Oczywiście, jak w przypadku wszystkich tego typu programów, uczniowie nie ponoszą żadnych kosztów, a jego celem jest zdobycie informacji o sposobie wykorzystywania e-readerów w procesie nauczania i uczenia się.

Nie mogę nie wyrazić swojego uznania dla tego pomysłu. Nareszcie w Polsce doczekaliśmy się programu wdrażania e-podręczników i czytników do szkół, mimo że wciąż brakuje jednoznacznych rozstrzygnięć Ministerstwa Edukacji w tej kwestii. Mogę tylko pogratulować pomysłodawcom i realizatorom tego pomysłu.

Niemniej jednak muszę zwrócić uwagę na kilka ograniczeń, jakie wprowadzili twórcy programu, a które w pewien sposób, moim zdaniem, niweczą niektóre pozytywne efekty wdrażania nowych technologii do systemu oświaty. Przede wszystkim fakt ograniczenia korzystania z internetu na czytniku tylko do polsko i anglojęzycznej Wikipedii. Jednym z celów technologii w szkolnej sali jest to, aby uczniowie mogli swobodnie poszukiwać źródeł informacji na dany temat. Ograniczenie tego procesu tylko do jednego źródła jest po prostu zastąpieniem jednej, papierowej encyklopedii, inną – wirtualną. O ile jednak w przypadku drukowanych encyklopedii możemy mieć pewność, że informacje w nich zawarte są sprawdzone (choć może nie najświeższe), o tyle w przypadku Wikipedii tej pewności nie mamy. Program więc dostarcza tylko jedno źródło wirtualnej informacji, jednocześnie tłumiąc to, czego uczniowie powinni się nauczyć za pośrednictwem technologii – powinni nabyć kompetencję wyszukiwania, analizy i doboru informacji dostępnych w internecie. Umiejętność wykorzystywania sieci do uczenia się nie jest prosta i aby uczeń mógł ją nabyć powinien być do tego zachęcany, a nauczyciele powinni mu pokazywać, jak to robić.

Inną kwestią jest to, że na czytniki uczeń nie będzie mógł wgrać innych treści, niż określone w programie. Również w tym przypadku ograniczona jest pewna kompetencja ucznia do korzystania z alternatywnych źródeł wiedzy. Nie oceniając wartości edukacyjnej podręczników dostarczanych przez MAC Edukacja, gdyż wierzę, że spełniają swoją rolę, sądzę, że uczniowie powinni mieć prawo do korzystania również z innych e-podręczników. Jest to jeden z aspektów tego ograniczenia. Drugi jest nieco mniej dostrzegalny, ale również istotny. Jeżeli celem tego programu miałoby być zachęcenie uczniów do korzystania z takich technologii, to warto się zastanowić, czy ograniczanie swobody wykorzystywania przez nich czytników nie przynosi efektu odwrotnego? Zwłaszcza, że użytkownik czytnika mógłby przecież wgrać na niego jakąś książkę, niekoniecznie lekturę, dzięki czemu czytnik spełniłby rolę zachęcającą do czytania treści innych niż szkolnych.

Jeszcze spoglądając z bardziej technologicznej strony programu. Głównym jego celem jest pokazanie i zachęcenie uczniów i nauczycieli do korzystanie z e-podręczników i do realizacji tego celu zwykły e-inkowy czytnik nadaje się doskonale. Jednak wybiegając nieco w przyszłość należałoby się zastanowić, który typ urządzenia byłby najbardziej odpowiedni do wprowadzenia do polskiego systemu oświaty. Na chwilę obecną, póki do masowej produkcji nie trafią czytniki dostosowane do edukacji, bez względu na to, czy będą czarno-białe czy kolorowe, wydaje mi się, że najlepszym urządzeniem jest tablet, który daje o wiele więcej możliwości, niż czytnik. Rolą większości czytników jest prezentacja treści. I dzięki e-papierowemu ekranowi jej odbiór jest rewelacyjny. Ale w procesie nauczania można, a wręcz powinno wykorzystywać się również inne media i inne narzędzia. Już słynnym przykładem jest pokazywanie uczniom doświadczenia fizycznego prosto z kanału YouTube, za pośrednictwem tabletu oczywiście. I o ile uważam, że ze względu na ekran czytniki są lepsze dla uczniów, o tyle pod względem funkcji i możliwości dominują w tej rywalizacji tablety. Jeżeli więc nowe technologie w szkołach nie mają ograniczyć się tylko do wygodniejszej prezentacji treści i kwestii ich magazynowania i przenoszenia (e-tornister), o tyle wybór powinien, na dzień dzisiejszy, paść na tablety, nie czytniki.

Te powyższe uwagi w żaden sposób nie mają na celu umniejszyć roli, jaką ten program może odegrać w dyskusji o nowoczesnej edukacji i jakie korzyści może przynieść. Pomimo kilku subiektywnie określonych przeze mnie wad (niewielkich zresztą), uważam, że bardzo dobrze się stało, że taki projekt powstał i zamierzam mu kibicować oraz nie mogę doczekać się wyników tego eksperymentu. Wielkie brawo dla wszystkich podmiotów zaangażowanych w ten pomysł!

Post ten oryginalnie pojawił się na “Litera lubi cyfrę” – blogu o e-publishingu, który prowadzę.

 

Foto: [1][2][3]

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • gawronzo

    Podczas gdy była minister edukacji z uporem maniaka pchała maluchy do nieprzygotowanych na to szkół mogła zająć się epokową reformą – przejściem z papieru na e-papier. Może zabrakło jej pomysłów więc podsunę jej następcy jeden z nich. Wystarczy dogadać się z Amazonem który dostarczyłby czytników Kindle DX dla naszych uczniów. Jako, że byłby to gigantyczny kontrakt można by liczyć na nadzwyczajnie niską cenę. Amazon dostarczał by również e-podręczników – też z uwagi na skalę po niskich cenach. Każdy uczeń musiałby wykupić wymagane podręczniki na dany rok. Inaczej kwitło by piractwo wśród uczniów. Bez wykupienia podręczników nie mógłby przystąpić do nauki. Proste, oszczędne dla środowiska, oczu uczniów i ich kręgosłupów rozwiązanie. po co kombinować z jakimiś kartami SIM, operatorami komórkowymi itp to nie rozumiem ..

  • Marcin

    gawronzo: Podczas gdy była minister edukacji z uporem maniaka pchała maluchy do nieprzygotowanych na to szkół mogła zająć się epokową reformą – przejściem z papieru na e-papier. Może zabrakło jej pomysłów więc podsunę jej następcy jeden z nich. Wystarczy dogadać się z Amazonem który dostarczyłby czytników Kindle DX dla naszych uczniów. Jako, że byłby to gigantyczny kontrakt można by liczyć na nadzwyczajnie niską cenę. Amazon dostarczał by również e-podręczników – też z uwagi na skalę po niskich cenach. Każdy uczeń musiałby wykupić wymagane podręczniki na dany rok. Inaczej kwitło by piractwo wśród uczniów. Bez wykupienia podręczników nie mógłby przystąpić do nauki. Proste, oszczędne dla środowiska, oczu uczniów i ich kręgosłupów rozwiązanie. po co kombinować z jakimiś kartami SIM, operatorami komórkowymi itp to nie rozumiem ..

    Przepraszam ale dla mnie powyższa wypowiedź zawiera same kompletnie niezgodne z moimi przekonaniami stwierdzenia i promowanie takich poglądów jest moim zdaniem szkodliwe.

    1. Z jakiego powodu wskazywana jest jedna konkretna firma i to na dodatek amerykańska jako potencjalny dostawca i sprzętu i treści?

    2. Moim zdaniem podręczniki w formie elektronicznej powinny być całkowicie bezpłatne dla uczniów i dostępne jako public domain.

    Ględzenie o „piractwie” jest tylko i wyłącznie lobbowaniem na rzecz obecnych wydawców podręczników, którzy co roku zmieniają je kosmetycznie albo wprowadzają w podręcznikach elementy do wypełniania przez ucznia utrudniając w ten sposób lub wręcz uniemożliwiając ich dalszą odsprzedaż.

    Podręczniki i wiedza na poziomie szkoły podstawowej i gimnazjum powinna być dostępna w formie elektronicznej bezpłatnie – płacimy podatki na Ministerstwo Edukacji i te środki powinny wystarczyć w zupełności na stworzenie i elektroniczną publikację takich materiałów.

    3. Wykup kart SIM to może rzeczywiście kolejny element na którym można by oszczędzić jednak dostęp do internetu jest w takich momentach sprawą bardzo korzystną.

    Raz, że można publikować w formie elektronicznej aktualizacje podręczników. Dwa, że można tworzyć i publikować oprogramowanie edukacyjne i aplikacje.
    Trzy, że internet to także źródło wiedzy poza e-bookami – jeżeli byłby dostęp do wikipedii i innych tego typu materiałów to świetnie.

    Generalnie zbijanie fortun na książkach to jest po prostu w dzisiejszych czasach obciach dla państwa.

  • Grzegorz

    http://www.gs24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20111025/EDUKACJA/32938200 przynajmniej od roku projekt jest realizowany.

  • vzxfvzx

    matematyka na 6″ hohoho i co jeszcze
    dzieci, przerwa i delikatne ekrany hohoho i co jeszcze

    dziecko powinno miec podrecznik w szole i nie nosic go do domu a nie jakies czytniki

  • Karol

    Grzegorz: http://www.gs24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20111025/EDUKACJA/32938200 przynajmniej od roku projekt jest realizowany.

    Tak, ale weź pod uwagę że jest to szkoła prywatna, uczestniczy w tym 35 osób a rodzice zapewne i tak za to niemało zapłacili :) Po drugie pewnie w wielu innych prywatnych szkołach istnieją podobne projekty (pady, laptopy). Tutaj chodzi o to, że 645 uczniów ze szkół publicznych „dostało” te urządzenia za darmo! I właśnie tutaj jest ta różnica :)

    ps. można zobaczyć reportaż z „Wydarzeń” Polsatu: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/10,114927,10543479,E_tornister__Koniec_z_kilogramami_na_plecach_uczniow.html

  • Kris_IV

    Moim zdaniem czytnik jest wystarczający. Nie jestem nawet przekonany czy niezbędna jest karta SIM firmy POLKOMNTEL… Wi-Fi było by w mojej opinii wystarczające. Jeszcze niedawno byłem uczniem i wiem że to ograniczenie tylko do polskiej i angielskiej wikipedii ma sens- większość uczniów używało by tego czytnika podczas lekcji do przegladania neta… Moim zdaniem projekt trafiony – pomaga bo e-book jest lżejszy niż papierowa książka i do tego jest ograniczony kosztowo. POPIERAM! i nie zgadzam się z zarzutami autora. Moim zdaniem Tablet to przedrozone i zbędne dla ucznia urządzenie. Poza tym, e-papier nie psuje oczu, ładuje się baterię znacznie żadziej…

  • http://twitter.com/JoannaCosel Yadis

    Na początku roku szkolnego temat był szeroko omawiany na Wykopie. Warto przyjrzeć się dyskusji, bo jest zdecydowanie bardziej wielowątkowa niż powyższy materiał. http://www.wykop.pl/link/864989/wykop-effect-dla-dzieci-podreczniki-w-formie-ebookow-za-darmo-i-bez-dzwigania/

  • gawronzo

    @Marcin: wskazałem Amazona jako producenta być może najlepszego czytnika ebooków na rynku. Ta firma posiada również sprawdzony system zakupów i bezpośredniego dostarczania treści do swoich urządzeń. Nie rozumiem czemu nie można się z nimi dogadać. Nasza edukacja potrzebuje tego rozwiązania, oni je mają i to na wysokim poziomie. Posiadają też doświadczenie i możliwości realizacji takiego kontraktu. Czy wszystko trzeba robić samemu? To co piszesz o całkowicie bezpłatnych podręcznikach w „public domain” to chyba jakiś żart. Kontent edukacyjny to biznes i tym pozostanie (w PRL pewnie za taki pomysł dostałbyś medal i talon na mydło ;)).

    • Marcin

      Amazon to jednak kolejny moloch który monopolizował by ten obszar i za kilka lat doprowadził koszty do absurdu. Nabijając sobie kabzę za serwis itd.

      Inna sprawa, czy robienie tego od podstaw z naszymi urzędasami nie wyszło by gorzej i drożej… pewnie niestety tak.

      Kontent niech sobie będzie biznesem. Ale dlaczego ja mam za niego płacić bezpośrednio? Czyż nie sponsoruję już instytucji jaką jest Ministerstwo Oświaty podatkami?

      Obecnie układ jest taki – płacimy wydawnictwom za druk i tony przetwarzanego papieru a gdzieś po drodze oni odpalają jakieś grosze kilku osobom „tworzącym” podręczniki.

      Model docelowy moim zdaniem powinien wyglądać tak: płacimy bezpośrednio nie za papier ale za urządzenie – tracą zatem drukarnie – zyskują producenci tabletów.

      A do tworzenia podręczników za zapłacone PODATKI tych ludzi których zwolniły wydawnictwa zatrudni Ministerstwo Edukacji i wypuści w wersji elektronicznej podręczniki uczniom. Tyle.

      Tego że lobby drukarzy będzie się bronić i tego że będą krzyczeć o „piractwie” niezmiernie zaawansowanej myśli intelektualnej „Ala ma kota” to jestem pewien.

      Natomiast albo robimy krok do przodu – albo zmieniamy tych którzy z nas doją kasę.

      W tym momencie mając wybór – polska drukarnia – vs. Amazon… oj chyba wybiorę to pierwsze.

  • http://Pouczyc.pl Podręczniki

    Zgodzę się z Marcinem, jedyne sensowne rozwiązanie to darmowe podręczniki, ale tego rozwiązania się nie doczekamy podobnie jak darmowej służby zdrowia :)

  • Łukasz

    W którymś wydaniu wiadomości tego dnia gdy news obiegł cała Polskę padła cena jaką ktoś musiał zapłacić za jeden czytnik – 1200 zł. Nie wiem skąd ta kwota się wzięła.