Masz coś ciekawego do powiedzenia? Opublikuj swój tekst na Antyweb. (dowiedz się więcej)

Przepisz: antyweb


*Zastrzegamy sobie prawo do nie opublikowania przesłanego artykułu.
O P U B L I K U J

S W Ó J

T E K S T

E-Ink jest brakującym ogniwem, na które czekaliśmy od powstania tekstu w wersji elektronicznej

Elektroniczny papier to nie nowość, w końcu sam Amazon Kindle, najlepiej sprzedający się czytnik książek elektronicznych, dostępny jest już w 4 generacji. Część osób używa czytnika od dawna i bardzo sobie chwali. Jednak pod artykułami opisującymi przygodę z e-ink ciągle czytam komentarze, że czytniki są za drogie, że nic nie zastąpi książki, dotykania papieru i zapachu świeżego druku. Wtedy uświadamiam sobie, jak trudno docenić elektroniczny papier, jeśli nie miało się takiego urządzenia w ręku. Sam byłem mocno zaskoczony, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem czytnik w akcji, a przecież od początku byłem entuzjastycznie nastawiony do tej technologii. Dlatego nie dziwie się temu sceptycyzmowi, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę jak wiele tracą tacy sceptycy.

Od powstania pierwszych komputerów, wyświetlających tekst na ekranie, zawsze był ten sam problem – wygodne czytanie dużych jego porcji. Przez dziesiątki lat jednym wyjściem był po prostu wydruk. Jednak drukowanie ma cały szereg wad. Przede wszystkim nie jest tanie, bo każda wydrukowana kartka papieru to całkiem konkretny koszt. Po drugie, wiele informacji, które drukowałem osobiście były potrzebne tylko do pierwszego ich przeczytania, ewentualnie jeszcze chwilę potem. Teraz piwnicę zawalają mi stosy materiałów ze studiów i nie tylko, w których dziś już nic nie jestem w stanie znaleźć. Marnotrawstwo pieniędzy i miejsca, że o samej ekologii nie wspomnę.

Potrzeba alternatywy w stosunku do standardowego papieru stała się tym większa, wraz z powstaniem i szybkim rozwojem internetu. Teraz mamy dostęp do ogromnej ilości informacji z całego świata, w czasie rzeczywistym. Większość z nich czytamy na ekranie komputera, bo zwyczajnie nie mamy innego wyjścia. Drukować wiadomości z serwisów informacyjnych i blogów? To przecież bez sensu.

A teraz wyobraźmy sobie, że na nasze życzenie dostajemy informacje ze wszystkich naszych ulubionych portali, blogów, serwisów i co tam jeszcze, w formie wydrukowanej i szytej na miarę, specjalnie dla nas gazety. Co więcej taką gazetę dostajemy zupełnie za darmo, prenumerata nie ma końca i deklasuje ona informacje z dzienników, bo możemy dostać nowe wydanie więcej niż raz dziennie. Widzicie oczami wyobraźni, jak bierzecie gazetę do ręki, a tam informacje ze wszystkich stron, które regularnie przeglądacie? Bez konieczności siadania do komputera, bez męczącego oczy monitora. Po prostu gazeta tyle, że z interaktywnym spisem treści i możliwością wyszukiwania jak na komputerze. Brzmi zupełnie jak science-fiction, nie?

Tu dochodzimy do pierwszej ważnej kwestii, czyli mylącej nazwy. Dla mnie czytnik książek elektronicznych nie jest wcale czytnikiem książek, a przynajmniej, nie bardziej niż czytnikiem wiadomości. Bo w książkach wciąż mamy wybór wersji tradycyjnej, z ładną okładką. Ba, na chwile obecną więcej pozycji znajdziemy na tradycyjnej półce, niż w polskich e-księgarniach. Za to dla newsów z sieci nie ma drukowanej alternatywy, jeśli sami sobie jej nie wydrukujemy, a to na dłuższą metę nie ma najmniejszego sensu. Dlatego, jeśli tak jak ja, najbardziej lubisz czerpać informacje z sieci, od swoich ulubionych autorów, zamiast kupować gazety czy oglądać TV, w których mnie masz wpływu na selekcje informacji, czytnik wydaje się jedynym sensowym rozwiązaniem.

Dla porządku przypomnijmy jeszcze, co czyni czytnik takim wyjątkowym. Do tej pory urządzenia wyposażone w tradycyjne ekrany miały trzy najważniejsze wady: krótki czas pracy na baterii, wyświetlacz oraz rozmiar/wagę.

Nie można mówić o komfortowym czytaniu, kiedy czas pracy urządzenia wyświetlającego nam tekst liczymy w godzinach i sekunda po sekundzie rozładowuje się bateria, jeśli tylko tekst wyświetlony jest na ekranie. Książka i gazeta nie potrzebują zasilania i jeśli coś ma z nimi konkurować, musi praktycznie zdjąć z użytkownika konieczność pamiętania o ładowaniu. Komórkę, empetrójkę, laptopa ładujemy codziennie, albo prawie codziennie. Jeśli zostaniemy pozbawieni dostępu do naszego tekstu bo zapomnieliśmy naładować baterię, albo nagle będziemy musieli codziennie pilnować ładowania, dla czegoś co do tej pory w ogóle nie wymagało prądu, momentalnie się zniechęcimy. Czas pomiędzy ładowaniami czytnika musi być liczony co najmniej w tygodniach, lub tysiącach przerzuconych tron.

Po drugie wyświetlacz, który, jak sama nazwa wskazuje, świeci. Patrzenie na ekran, za którym znajdują normalne świetlówki, diody LED czy cokolwiek podobnego, to jak patrzenie wprost na żarówkę, może nie bardzo mocną i przysłoniętą mleczną szybą, ale jednak. To po prostu musi męczyć oczy i nie jest przyjemne. Wie o tym każdy, kto pracuje większość czasu przed ekranem. Podczas czytania tekstu, który wymaga skupienia, świecenie drażni do potęgi. O ile da się jeszcze przeskakiwać po różnych stronach, skupiając uwagę jedynie na kilka chwil, czytanie długiego, jednolitego tekstu na monitorze jest poza możliwościami większości z nas, a przyjemne nie jest chyba dla nikogo.

Elektroniczny papier nie jest podświetlany w ogóle. Korzysta ze światła odbitego tak jak książka i całe otoczenie które widzimy dookoła siebie. Ta pozornie drobna różnica, jest absolutnie decydująca i najważniejsza. Mówiąc krótko, różnica pomiędzy monitorem czy wyświetlaczem zastosowanym w tablecie, komórce, laptopie, a elektronicznym papierem, jest dokładnie taka sama jak pomiędzy monitorem a książką. Aby w pełni zrozumieć co to znaczy, trzeba zobaczyć e-ink na własne oczy. W pierwszej chwili mamy rażenie, że tekst jest jedynie atrapą, naklejką na ekranie, która trzeba zdjąć przed włączeniem urządzenia, tylko okazuje się, że nie jest to naklejka, a wyświetloną treść można zmienić. Przyłóżcie zadrukowana stronę do boku waszych monitorów, a zobaczycie różnice między elektronicznym papierem a wyświetlaczem.

Po trzecie i ostatnie wielkość i waga. Jeśli mamy czytać trzymając czytnik w jednym reku, jego waga odgrywa decydujące znaczenie. Łatwo się o tym przekonać próbując trzymać w jednym reku choćby najlżejszy dostępny na rynku tablet. Wymiękamy najdalej po pół godziny. Dodatkowo, wielkość powinna być zbliżona do standardowej książki. Dlatego większość czytników ma rozmiar właśnie 6 cali. Akurat w przypadku rozmiarów i wagi, czytnik ma przewagę również nad tradycją książką, nie brakuje książek grubszych i cięższych od czytnika, nie mówiąc o tym, że w czytniku możemy ich mieć kilkanaście tysięcy w jednym miejscu i zawsze przy sobie.

Dla powodów wymienionych powyżej, jeśli ktoś mówi, że: „700 zł żebym mógł poczytać książkę na ekranie!? Wżyciu w tyle nie dał, nawet jeśli było by mnie stać. Dla mnie książka to kartki, tusz itp.”* to przychodzi mi na myśl taka analogia: W życiu nie będę korzystał z e-maila, nie dość, że nie ma prawdziwego kawałka papieru, który mogę schować do szuflady, to jeszcze potrzebny mi do tego drogi komputer. Bez sensu. A tak wystarczy kartka papieru, koperta, długopis, znaczek i gotowe.

Nie neguję wartości prawdziwych listów, ani prawdziwych książek. Ten kto otrzymał prawdziwy list pocztą (list, a nie pocztówkę) wie, że to przyjemne uczucie i nie da się go łatwo zastąpić. Tylko niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto dziś mógłby całkowicie zrezygnować z e-maila na rzecz tradycyjnych listów. Nawet moi dziadkowie korzystają z maila częściej niż z tradycyjnej poczty, która również jest u nich intensywnie wykorzystywana.

O dziwo bardzo często spotykam się z niezrozumieniem czym tak naprawdę jest e-nik. To prawda, że czytniki w tej chwili nie należą do najtańszych urządzeń niestety i żeby przebiły się do każdego Kowalskiego ich cena musi spaść o połowę. To również prawda, że sytuacja książek elektronicznych i innych komercyjnych treści nie jest obecnie najlepsza, mianowicie chodzi o ceny niewiele niższe od tradycyjnych wydań, mniejszy wybór i uciążliwe zabezpieczenia DRM. Jak wspomniałem na początku, nie jest to dla mnie wielki problem, gdyż na e-readerze czytam głownie gazety złożone z treści znalezionych w internecie.

Dla mnie e-ink to wielki przełom i zapowiedź dalszej ewolucji w tym kierunku. Już teraz pojawiają się pierwsze modele kolorowego e-papieru, które musza zostać jeszcze udoskonalone. Zaryzykuje twierdzenie, że e-papier to największy przełom od czasu powstania ekranów w ogóle, znacznie większy niż przejście z technologii CRT na LCD. W moich oczach elektroniczny papier jest również dalece bardziej praktyczny, niż trójwymiarowe hologramy rodem ze Star Trek, które mają większy „wow factor”, ale tak naprawdę ciężko im przypisać naprawdę praktyczne zastosowanie na co dzień.

Podsumowując, jeśli lubisz czytać i robisz to nagminnie, jedynie kwestia czasu jest, kiedy przesiądziesz się na czytnik. Jeśli oprócz książek czytasz dużo treści pochodzących z internetu lub innego rodzaju elektronicznych dokumentów, zrób sobie przysługę i nie zwlekaj z zakupem czytnika. Nie będziesz tej decyzji żałować.

Impulsem do powstania tego artykułu był zakup mojego pierwszego czytnika, którym jest Onyx Boox i62. O tym czym kierowałem się w trakcie wyboru, dlaczego nie wybrałem Kindle, oraz samymi wrażeniami korzystania z tego konkretnego modelu podzielę się w kolejnych artykułach na łamach Antyweb. Jeśli macie pytania, piszcie śmiało w komentarzach.

 

*Cytowany komentarz pochodzi z blogu Dobrych Programów, pojawił się pod tekstem entuzjastycznie nastawionym do czytników. Wpis można znaleźć tu.
 
Źródła obrazów w kolejności od góry, zaczynając od miniaturki:
[1]; [2]; [3]; [4]; [5]
» «

73 odpowiedzi na „“E-Ink jest brakującym ogniwem, na które czekaliśmy od powstania tekstu w wersji elektronicznej””

  1. Byłam przeciwniczką ebooków, czytników i takich tam. Od pewnego czasu mi się zmieniło i Mikołaj mi przyniósł Kindle. I zakochałam się. I boję się tego na głos mówić, ale czyta się go wygodniej niż zwykłe książki… Teraz, gdy będę miała wybór, czy kupić papierową, czy ebooka w wersji na Kindla, kupię drugiego… Jeszcze polecam usługę http://www.instapaper.com/u Czyli zapisywanie stron internetowych do późniejszego przeczytania na Kindle

    • Ramon Rembelski pisze:

      Też tak miałem :) Wydaje mi się, że zdecydowana większość przeciwników ebooków (wielbicieli drukowanej książki) po prostu nie miała w rękach Kindle przez parę dni. Takie doświadczenie zmienia.

      Gdybyśmy jeszcze mieli księgarnię jak Amazon i czytniki jak Kindle za 190 zł, to drukarnie w naszym kraju miałby wielki problem…

    • Jan Rybczyński Jan Rybczyński pisze:

      Ja fetyszystą analogowych książek nie jestem i mimo, że od samego początku podobał mi się pomysł e-papieru, to praktyka i tak mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła. Czytnik to super sprawa i również wolę wrzucić czytnik w plecak wsiadając do pociągu, czy jadąc na urlop, niż zastanawiać się i tomiszczy zabrać ze sobą i co będę chciał akurat czytać.

    • slawk pisze:

      Owszem wygodniej, ale to jest wygoda podobna do wygody żywienia się w makdonaldzie w porównaniu do prawdziwej restaruracji.

  2. Ha! Jako namiętny czytacz w wersji analogowej, miałem podnieść przywołane przez Ciebie argumenty, ale… dobrą argumentacją kierujesz mnie w stronę e-ink :) Podświadomie zdaję sobie sprawę, że z chwilą nabycia iPada zacznę czytać książki na tablecie :)

    • nrm pisze:

      na srajpadzie to wiesz… oczy sobie wypalisz, a nie poczytasz ;)

    • Jan Rybczyński Jan Rybczyński pisze:

      Tak, tablet to zdecydowanie co innego niż czytnik. To znaczy, jest wygodniejszy niż komputer, ale ekran ma taki sam. Ipad nadaje się najlepiej, jeśli o czytaniu mowa, do złożonych i często kolorowych PDFów (np. podręczniki RPG, albumy) i szybkiego przeglądania stron WWW. Jeśli chodzi o czytanie czystego tekstu każdy tablet jest bardzo daleko w tyle za e-inkiem.

    • robmar pisze:

      Jeśli pominąć kwestie religijne :) to z mojego doświadczenia (używam aktywnie i Kindle i iPada):
      * jasne pomieszczenie, kawiarnia, plaża, poza domem, podróż — Kindle
      * noc, łóżko, fotel – iPad (w negatywie, ściemniony)

      Kindle (nawet 4) ma bardzo słaby kontrast. Sporo można uzyskać powiększając czcionkę, ale w kiepskich warunkach oświetleniowych szkoda oczu.

  3. No i jestem ciekawa bardzo, dlaczego nie Kindle.

    • Jan Rybczyński Jan Rybczyński pisze:

      O tym będzie osobny artykuł, bo jak tekst byłby 2 – 3 razy dłuższy niż jest, to chyba nikt by go nie przeczytał do końca… no chyba, że na czytniku :)

  4. 3 tygodnie urlopu i 20 książek pod ręką a w każdej chwili klikam i mam 21wszą … kindle>tona papieru :)

  5. Ignac pisze:

    A jak jest z kompatybilnością i formatami?
    Czy ebooki Amazona czyta cokolwiek poza Kindlem?
    Które czytniki mają sensownie rozwiązane czytanie WWW?
    Jak się w tym zachowują PDF, optymalizowane przecież do wydruku na konkretnym papierze, konkretną czcionką?

    • Jan Rybczyński Jan Rybczyński pisze:

      Zależnie od formatu, fonty można zmieniać w trakcie czytania, jak również (przynajmniej u mnie) dogrywać własne fonty do czytnika.

      Część ebooków Amazona jest zabezpieczona DRM i działa tylko na Kindle, chyba, że złamiemy zabezpieczenia.

      Żaden czytnik nie nadaje się zbytnio do przeglądania WWW. Awaryjnie można coś sprawdzić np. pogodę, mapę, maila, ale nie jest to przyjemne doznanie. Lepiej wysyłać artykuły z netu za pomocą dedykowanych serwisów, takich jak Instapaer, albo skorzystać z tabletu, laptopa etc.

      PDF zachowuje się zależnie od formatowania. Jeśli był robiony z myślą o ekranie 6 cali, wszystko jest ok. Jeśli jest w formie A4, to zależy od jego układu. Jeśli ma po prostu zwykły tekst, to będzie działało zawijanie tekstu, czyli można go powiększyć. Natomiast jeśli budowa PDF jest skomplikowana (wiele kolumn, obrazków), to trzeba albo wykorzystać czytniki 10 cali, albo zrezygnować z czytnika na rzecz innego urządzenia.

    • Ignac pisze:

      Hm, no tak, no tak. Czy to znaczy, że polityką Amazona jest, żeby amazońskie ebooki nie dawały się czytać na sprzęcie od innych dostawców?

      I jeszcze pytanie takie: Są na Firefoxa takie nakładki, że jak się zaznaczy dane słowo, to pod prawym guzikiem ma się słownik Google. Czy na jakichś czytnikach ebooków są już takie czary zaimplementowane?

      Generalnie, jaki czytnik by Pan polecał, zwłaszcza z perspektywy możliwości czytania starodruków, udostępnianych pospolicie w formacie djvu?

    • Ramon Rembelski pisze:

      Ignac: Hm, no tak, no tak. Czy to znaczy, że polityką Amazona jest, żeby amazońskie ebooki nie dawały się czytać na sprzęcie od innych dostawców?I jeszcze pytanie takie: Są na Firefoxa takie nakładki, że jak się zaznaczy dane słowo, to pod prawym guzikiem ma się słownik Google. Czy na jakichś czytnikach ebooków są już takie czary zaimplementowane?Generalnie, jaki czytnik by Pan polecał, zwłaszcza z perspektywy możliwości czytania starodruków, udostępnianych pospolicie w formacie djvu?

      Na swiatczytnikow.pl są wszystkie informacje – ponad 500 artykułów. Polecam, sam korzystałem przed zakupem czytnika.

    • Jan Rybczyński Jan Rybczyński pisze:

      @Ignac nie wiem czy DRM ma zabezpieczać bardziej przed korzystaniem z innych czytników, czy bardziej przed nielegalnym kopiowaniem, tak czy inaczej DRM niestety istnieje i trzeba się z tym liczyć.

      Na czytnik można wgrać sobie dowolne słowniki, zarówno takie, które objaśniają znaczenie słowa, jak również tłumaczące ich znaczenie w innych językach. Na bezpośrednie wyszukiwanie w przeglądarce się jeszcze nie natknąłem, ale nie wykluczam jego istnienia.

      Podobnie jak Ramon Rembelski zalecam poczytanie artykułów Świata Czytników. Natomiast nie jestem pewien czy akurat w kontekście starodruków Kindle będzie najlepszym wyborem. Proponuję jeszcze się wstrzymać do czasu recenzji mojego czytnika. Na chwilę obecną sam poznaje jego możliwości. Pod koniec tygodnia, najdalej w przyszłym powinna pojawić się moja recenzja.

  6. bre pisze:

    Ostatnio kupowałem na Amazon Kindle 4 touch (sponsorowana) $99 darmowa wysyłka w USA do pośrednika shipito.com + ich prowizja $8.5 + zwykła przesyłka USA->PL $14.55, vat 0 (deklarowałem: „$25 – e-reader”), clo 0 razem $122.05 = 419zł przy sporym jak na dziś kursie dolara. Kolejny bedzie Fire ;)

  7. W pisze:

    Od czasu zakupu Kindla ciężko przychodzi mi kupno wydania papierowego.

  8. wojtekm pisze:

    a można mazać po ebooku? bo ja lubię robić notatki jak czytam;]

    • Marcin Babecki pisze:

      Można, tylko na każdej stronie będziesz miał te same notatki ;)

    • Livia pisze:

      Można! Po pdfach i w niektórych czytnikach.

    • Adam pisze:

      W Kindle masz notatki, ale żeby dało się je jakoś sensownie robić, trzeba mieć Kindle Keyboard – żadnych dotykówek i tych bez klawiatury.

    • Jan Rybczyński Jan Rybczyński pisze:

      To już zależy od konkretnego modelu czytnika. Są takie które umożliwiają notatki za pomocą klawiatury, jak i rysowanie odręczne.

  9. Livia pisze:

    Ja tam uważam, że to całe ględzenie o zapachu papieru i wspaniałych doznaniach zmysłowych podczas dotykania książki to czyste snobstwo i egzaltacja. Już widzę jak ci, którzy tak mówią leżą w fotelach, okryci kocykiem, z filiżanką herbaty w ręku, za oknem świeci księżyc, a w nogach leży kot ;)

    Wg mnie bardziej liczy się treść niż forma (oczywiście pomijam tu wszelkie wydawnictwa albumowe). Chodzi przecież o to, aby czytać, czytać, czytać…

    • mzl pisze:

      Zgadzam się w 100%. Tym bardziej, że przeczytanie niektórych pozycji w formie książki papierowej to makabra. Kto czytał „Lód” Dukaja wie o czym mówię. Jest to do tego stopnia niewygodne, że kolejną z książek Dukaja o podobnych gabarytach – „Króla bólu”, przeczytałem na tablecie, mimo tego, że kupiłem wydanie papierowe (zostałem do tego zmuszony, bo wersja elektroniczna nie była dostępna w księgarniach w momencie wydania, pojawiła się dużo później, kompletnie tego nie rozumiem).

    • Dżordi pisze:

      „Jednak pod artykułami opisującymi przygodę z e-ink ciągle czytam komentarze, że czytniki są za drogie, że nic nie zastąpi książki, dotykania papieru i zapachu świeżego druku.”
      Snobizm to jedno, ale zauważam coś o wiele bardziej niepokojącego. Zamiast napisać, że od ulotnego pliku cyfrowego woli posiadać fizyczną, materialną książkę, delikwent pisze, że lubi się sztachnąć jakimiś chemikaliami drukarskimi i głaskać masę sprasowanych włókien celulozy. Serio – rozumiem, jeżeli książka jest ładnie wydana i oprócz jakości merytorycznej ładnie się prezentuje na półce, ale argumenty jakie najczęściej padają to oznaka jakichś nierówności pod sufitem, albo fetyszyzmu.

  10. lejzab pisze:

    Livia: Ja tam uważam, że to całe ględzenie o zapachu papieru i wspaniałych doznaniach zmysłowych podczas dotykania książki to czyste snobstwo i egzaltacja. Już widzę jak ci, którzy tak mówią leżą w fotelach, okryci kocykiem, z filiżanką herbaty w ręku, za oknem świeci księżyc, a w nogach leży kot ;)
    Wg mnie bardziej liczy się treść niż forma (oczywiście pomijam tu wszelkie wydawnictwa albumowe). Chodzi przecież o to, aby czytać, czytać, czytać…

    mam kindle, i bardzo go sobie chwalę. jednak wizyta w tradycyjnej księgarni, kartkowanie książek, ważenie w ręku, zapach…trudno to przebić ebookowi.

    no i z kindla trudno czytać w wannie

    • Livia pisze:

      W dalszym ciągu kupuję mnóstwo papierowych książek. Ale się nimi nie egzaltuję, po prostu je czytam :)

    • Adam pisze:

      Od miesięcy czytam na KIndle’u w wannie z hydromasażem w wilgotności 95% i działa jak złoto. :-)

  11. Kamil pisze:

    naprawdę świetny tekst. już od dłuższego czasu zastanawiam się nad kupnem takiej zabawki, ale zawsze mnie coś powstrzymywało…
    Myślę, że trzeba będzie jeszcze raz rozważyć „za i przeciw”.

    • Jan Rybczyński Jan Rybczyński pisze:

      Za jest zdecydowanie więcej niż przeciw, pod warunkiem, że przede wszystkim chcemy po prostu czytać zwykły tekst. Sprawa się komplikuje przy rozmaitej dokumentacji, którą czasem ciężko czytelnie wyświetlić na małym ekranie. Książki i newsy z netu czyta się rewelacyjnie.

  12. Marcin Babecki pisze:

    Dla mnie najbardziej odpowiednią formą byłaby jednak możliwość pobrania wersji zdigitalizowanej gdy zakupię książkę w tradycyjnej formie. Coś na zasadzie linku do pobrania wewnątrz książki.

    Z dwóch powodów. Po pierwsze ciągle lubię czytać tradycyjną formę (ale nie jestem ortodoksem) i gdy jestem w domu to sięgam na zmianę to po jedną to po drugą wersję (często tej samej książki w trakcie jej czytania). Po drugie uwielbiam widok regałów zapełniających się książkami.

    Dlatego zwykle gdy kupuję wersję drukowaną znajduję gdzieś w sieci jej wersję elektroniczną do wrzucenia sobie na readera. Nie wiem na ile to legalne – pewnie nie bardzo, ale wkurza mnie konieczność płacenia dwa razy za to samo, gdy wydawca nie ponosi z tego tytułu żadnych(?) kosztów, a dla mojej tj. klienta wygody powinien dopasować swoją ofertę, tak aby było to win-win situation.

    • Jan Rybczyński Jan Rybczyński pisze:

      Z tym brakiem kosztów to nie do końca tak jest. Przygotowanie dobrego wydania elektronicznego też kosztuje. Niezależnie od tego uważam, że dodawanie wersji elektronicznej, do papierowej to po prostu kwestia czasu. Szkoda, że nie ma tak już teraz. Z resztą, kiedyś sytuacja się odwróci i książek papierowych będzie mniej. Amazon już od jakiegoś czasu sprzedaje więcej książek elektronicznych.

  13. Shenson pisze:

    Kindle 4 w najtańszej wersji na aledrogo kosztuje ok. 400zł i to nawet z przesyłką z Polski. Myślę, że cena jest na tyle atrakcyjna, że niedługo zawita i do mnie :)

  14. Adam pisze:

    Żorż Ponimirski: z chwilą nabycia iPada zacznę czytać książki na tablecie :)

    Nie zaczniesz. Oczy ci wypłyną dziurkami do nosa po godzinie lub dwóch.

  15. mapp pisze:

    Świetny tekst, gratuluję.

    • Jan Rybczyński Jan Rybczyński pisze:

      Dziękuję, takie zwerbalizowanie pozytywnego odbioru tekstu bardzo mobilizuje do dalszego pisania.

  16. Adam pisze:

    Znam to „nigdy nie zamienię papieru na czytnik”. Raz będąc u znajomych wywiązała się dyskusja i książkach i czytnikach. Jedna znajoma najmocniej obstawała przy zdaniu, że „nic nie zastąpi papieru i kartkowania”. Tak się złożyło, że miałem kindla w torbie. Podałem jej, pobawiła się kilka minut i stwierdziła, że to rewelacja, zupełnie nie tak to sobie wyobrażała. Ja się tylko uśmiechnąłem ;-) W moim domu są już 4 czytniki z czego jeden to… książka kucharska – tylko i wyłącznie, do niczego innego nie służy tak się matce ta technologia spodobała (można ten wynalazek zamówić na amazonie).

  17. Mateusz R. pisze:

    To jest formalnie legalne, podobnie jak zrobienie sobie fotokopii książki. Nielegalne jest rozpowszechnianie takiej kopii (czyli np. ściąganie jej przez Torrent z domyślnymi ustawieniami udostępniania). Takie ściąganie sobie kopii jest nielegalne w przypadku programów (i gier), natomiast dopuszczalne w wypadku książek, muzyki i filmów. Problem może być jedynie moralny, gdyż korzystasz najprawdopodobniej z pliku opublikowanego nielegalnie. Ale tutaj prawo nie obciąża pobierającego, a jedynie publikującego.

    Zagranicą kupując płytę CD dostaje się kod do pobrania wersji MP3. Rzeczywiście coś takiego powinno pojawić się do książek i się pojawi, gdy wydawcy uświadomią sobie, że książkę papierową digitalizuje się tylko trochę trudniej niż elektroniczną (wystarczy cyfrowy aparat, statyw, trochę czasu i program OCR).

  18. mzl pisze:

    A ja będę pierwszym, który wyłamie się z tych ochów i achów dot. coraz bardziej popularnych czytników e-inkowych. Oczywiście mają swoje zalety, nie będę tego negował, ale obarczone są także wadami, które w moim odczuciu są dyskwalifikujące. Po pierwsze to, co często jest podnoszone jako ich zaleta, brak podświetlenia. Niestety automatycznie determinuje to ich użyteczność tylko do miejsc dobrze oświetlonych – odpada słabo oświetlona komunikacja miejska, szczególnie w okresie jesienno-zimowym, gdy szybko robi się ciemno na zewnątrz. A ja czytam głównie w drodze do/z pracy – własnie to było jednym z powodów, dla którego nie kupiłem wspomnianego przez autora artykułu Onyxa, do którego się przymierzałem, a zdecydowałem się zamiast tego na tani chiński 7″ tablet. Jednak głównym powodem takiej decyzji było to, że czytam bardzo dużo PDFów sformatowanych na A4 (głównie literatura fachowa, np. miesięcznik Software). A przeglądanie ich na 6″ e-inku to jest po prostu katorga. Po wyświetleniu 1:1 literki są zbyt małe, żeby można było je odczytać, natomiast wolne odświeżanie ekranu i tragiczna nawigacja po stronie przy próbach czytania powiększonego jest gwoździem do trumny e-inka w takich zastosowaniach. Jasne, jest jeszcze 9.7″ Kindle, ale po pierwsze cena zabija (379$), a po drugie urządzenie tej wielkości trudno już nazwać mobilnym (ten sam powód dyskwalifikuje w moich oczach iPada i wszystkie 10.1″ androidowe tablety). Idealnym rozwiązaniem dla moich potrzeb był, jak już wspomniałem, 7″ tablet. Jest wystarczająco lekki (340g), żeby nie męczyć ręki podczas czytania, bateria wystarcza na ok. 8h ciągłego czytania, co powoduje, że ładuję go nie częściej niż 2-3 dni i co najważniejsze zapewnia mi że nie muszę się martwić oboma wcześniej wspomnianymi problemami. A jeśli chodzi o rzekome zmęczenie wzroku podczas czytania z ekranu lcd, to (znowu IMHO) po prostu mit. Ostatni tydzień siedzę niestety w domu na zwolnieniu lekarskim i żeby zabić nudę korzystam z czytnika ok. 10h dziennie. Nie zauważyłem żadnych problemów z moim wzrokiem. W tym czasie przeczytałem 7 książek, z czego tylko jedną na papierze i porównując doznania podczas obcowania z ich tekstem nie zauważam większych różnic. Różni się tylko specyfika ich trzymania względem źródła światła – lcd umiejscawiam tak, aby żarówka nie świeciła bezpośrednio na ekran, książkę papierową wręcz przeciwnie. Aha, chciałem jeszcze nadmienić, że do cyborgów, których nic się nie ima nie należę, o czym dobitnie świadczą okulary zawieszone na moim nosie. Okulary, których dorobiłem się w młodości czytając zbyt dużo książek w zbyt słabym oświetleniu…

    • Jeremy pisze:

      I obawiam się, że dorobisz się kolejnych dioptrii czytając tak jak mówisz. Zaletą e-papieru jest to, że nie daje po oczach, a czytanie z czegoś co świeci własnym światłem jest niezdrowe dla oczu i błędnika – powie ci o tym każdy lekarz. Mówisz, że tam gdzie czytasz jest za ciemno na e-papier czy zwykłą książkę. To oznacza, że jest za ciemno na czytanie w ogóle! W takich warunkach nie tylko katujesz oczy świecącym ekranem, ale dodatkowo dajesz im w kość (hm, ciekawa konstrukcja ;) dużym kontrastem sceny pomiędzy ekranem a tłem. Z każdym ruchem gałki ocznej źrenica szaleje zwężając się i rozszerzając, żeby objąć percepcją napis na ekranie (jasny) i co co wokół ekranu, obok i za urządzeniem (ciemno). Mówiąc prościej: wzrok męczy się jeszcze bardziej. Z tego samego zresztą powodu nie powinno się siedzieć przy kompie przy mocno wyciemnionym pomieszczeniu jeżeli monitor ustawiony jest na max. jasności (optimum do pracy do 90-120 cd/m2, czyli tak naprawdę niewiele).

    • Jan Rybczyński Jan Rybczyński pisze:

      Zgadzam się, że do pewnego rodzaju dokumentów mały czytnik się nie sprawdza.

      Brak podświetlenia to dla mnie nie jest wada, bo korzystam z czytnika identycznie jak z pierwowzoru, czyli z książki. Po prostu świece sobie lampką i nawet w takiej konfiguracji światło odbite jest znacznie bardziej komfortowe niż podświetlany od tyłu ekran.

      Gdzieś czytałem, że poście się wzroku poprzez czytanie w źle oświetlonym otoczeniu to mit, ale nie dam sobie za to ręki uciąć.

      Natomiast wiem na swoim przykładzie, że czytanie z ekranu monitora jest po prostu bardzo męczące. Rano widzę znacznie lepiej, niż po całym dniu przed ekranem.

    • TataSwinka pisze:

      Absolutnie zgadzam się z mzl.

      Nie przeczę, że Kindle to fajna rzecz, jednak ekstaza zdaje się odrobinę przesadzona.

      Ja czytam od paru lat regularnie z ekranu świecącego (najpierw to był palmtop, teraz telefon z Androidem). Lubię czytać wieczorem i w nocy. Czytam naprawdę bardzo dużo. Nie odczuwam zmęczenia oczu ani nie noszę okularów. Przy czym nie jestem wyjątkowy i sądzę, że te opinie o zmęczeniu oczu i po prostu masakrze, którą na naszych biednych oczętach powodują ekrany świecące są znacznie przesadzone.

      Zarówno ci, którzy piszą o zapachu prawdziwej książki i odczuciu przewracania stron, jak i ci, którzy piszą o tym, że ekrany świecące to zło wcielone a e-ink jest magią – to wybaczcie, ale – zwykli fetyszyści. Dla nich ważniejsza jest forma niźli treść. Nie podnieca mnie to. Jeśli e-ink czy też Kindle odpowiada komuś bardziej to w porządku, ale bez przesady proszę.

      Ach i jeszcze to, że telefon prawie każdy ma wciąż ze sobą a Kindle to dodatkowy badziew, który trzeba nosić niejako dodatkowo ma dla mnie też niebłahe znaczenie.

      Aż chce się zawołać „Ludzie opamiętajta się!” … z tą ewangelizacją.

  19. mzl pisze:

    Oczywiście masz rację, pisząc o ustawieniu jasności monitora. Stosuję się do tego zarówno siedząc 8h w pracy przed komputerem, jak i czytając książkę na tablecie. Na razie, po roku używania tabletu, nie mam żadnych problemów ze wzrokiem. Mam zawsze ustawiony minimalny stopień podświetlenia, a jeśli pomieszczenie jest na prawdę ciemne, to korzystam z aplikacji Screen Filter, która potrafi zejść z podświetleniem poniżej poziomu minimalnego. Dodatkowo tło tekstu zmieniłem z białego na lekko żółty. Być może właśnie wszystkie te zabiegi powodują brak problemów podczas czytania. I mam nadzieję, że tak zostanie :-)

    Ja na prawdę nie neguję e-inku jako takiego. Uważam, że to świetna technologia, ale niestety ma także wady, w moim odczuciu dyskwalifikujące. Oczywiście idealnie byłoby mieć zarówno Onyxa, jak i tablet i używać ich w zależności od potrzeb, ale niestety obawiam się, że mój portfel by tego nie zniósł…

  20. Fonz pisze:

    zawsze byłem strasznie sceptyczny do takich czytników, lecz człowiek przeczytał, przegooglował, zaciekawił się. Na amazonie najtańsza wersja z reklamami kosztuje 79 dolarów, co nie jest duża kwotą żeby kupić na „spróbę” (szczególnie że bez mniejszego problemu będzie można odsprzedać na allegro i pewnie nie stracić, jeżeli się z jednej strony nie spodoba, albo z drugiej będzie chciało się korzystać z internetu 3G w lepszych modelach) ale jestem ciekaw czy ktoś miał kontakt z tą reklamową wersją i jak ją ocenia – bo z jednej strony reklamy odstraszają – a z drugiej poznańska chciwość

    • Jan Rybczyński Jan Rybczyński pisze:

      Model z reklamami nie jest dostępny w Polsce. Musiałby ktoś zakupić go w Stanach i wysłać do Ciebie z drugiej ręki. Druga opcja to zakup przez Allegro, ale wiadomo, że ten kto sprzedaje musi mieć swój narzut no i pozostaje kwestia wątpliwej gwarancji.

      Za to reklamy nie przeszkadzają, bo wyświetlają się tylko w menu i na „wygaszaczu ekranu” nie wyświetlają się w ogóle w trakcie czytania.

      Jeśli chcesz więcej szczegółów, polecam dwa wpisy na świetnym blogu dotyczącym czytników: Świat Czytników:

      http://swiatczytnikow.pl/ile-wlasciwie-kosztuje-kindle-w-polsce-ceny-z-wysylka/?side

      http://swiatczytnikow.pl/nie-warto-przeplacac-uwaga-na-sklepy-i-allegro/?side

    • Mam Kindle 4 z reklamami – nie przeszkadzają, bo wyświetlają się jako „wygaszacz ekranu” po okresie bezczynności. Jest też niewielki statyczny bannerek na ekranie „home”. Reklamy są świetnie przygotowane i zacząłem je nawet doceniać. Wyobraź sobie te monochromatyczne grafiki przygotowane specjalnie pod ten wyświetlacz – to nierzadko świetne artystycznie obrazy! Osobiście polecam podejście oszczędnościowe, jeśli ma zdecydować o kupnie czytnika w ogóle. Zanim uzbierasz na wersję bez reklam, docenisz te miesiące obcowania z czytnikiem :)

  21. Dżordi pisze:

    „W moich oczach elektroniczny papier jest również dalece bardziej praktyczny, niż trójwymiarowe hologramy rodem ze Star Trek, które mają większy “wow factor”, ale tak naprawdę ciężko im przypisać naprawdę praktyczne zastosowanie na co dzień.”
    OK, ale co ma piernik do wiatraka? Holodecku i książek nie da się porównywać. Dwa zupełnie odmienne rodzaje rozrywki.

    • Jan Rybczyński Jan Rybczyński pisze:

      Rodzajów rozrywki nie porównuję, po prostu stwierdzam, że e-ink to dla mnie największy przełom w dziedzinie pokazywania obrazów.

  22. Piotr pisze:

    Póki nie będzie to jedno urządzenie z różnymi funkcjami wyświetlania zawartości strony/e-booka, na pewno nic takiego nie kupię. Working day przy kompie, wieczorami lub w podróży iPad do czytania – wszystko!
    Podejrzewam, że już w tym momencie ktoś pracuje nad takim wyświetlaczem – za 1-2 lata będzie Tablet & eReader All-in-one. Wówczas kupię :)

    @ Marcin Babecki – mnie też to wkurza, podobnie jak namnożenie urządzeń w domu i podróżnej torbie.

    • Robert Drózd pisze:

      Ja na samym początku uważałem, że czytniki e-papierowe to taka przejściowa forma, która zostanie zastąpiona przez tablety. Coś w rodzaju pagera. :) Ale na razie nie wygląda na to, aby miał powstać następca papieru elektronicznego. Pierwsze czytniki/tablety z ekranami hybrydowymi (pixelqi/mirasol) już są, ale na razie głównie łączą wady obu ekranów. A posiadanie osobnego urządzenia do czytania jest też dobre psychologicznie, bo jednak nie ma co nas rozpraszać…

  23. Lukasz pisze:

    Kupilem Kindle na Amazonie i dostalem do w ciagu 3 dni. Wyszlo ok 150 $, jestem bardzo zadowolony z zakupu bo:
    1. Prenumerata GW, Polityki jest o wiele tansza niz papierowych wersji
    2. Time, Newsweek, FT wpadaja na Kindle elegancko bez zasuwania do Empiku
    3. Przykladowa ksiazka: Steve Jobs ma 700 stron i ciezko z nia wygodnie podrozowac, na Kindle wazy ok 2000 kb:)
    4. E-Ink- cudo!!!!
    5. Spore zasoby darmowych ksiazek mozna znalesc na internecie ( oczywiscie mysle o legalnej klasyce np)

    Polecam!

  24. Dominik Trzaskacz pisze:

    Ignac: Są na Firefoxa takie nakładki, że jak się zaznaczy dane słowo, to pod prawym guzikiem ma się słownik Google. Czy na jakichś czytnikach ebooków są już takie czary zaimplementowane?

    Kindle pokazuje definicję słowa po wskazaniu go kursorem.

  25. Stefan pisze:

    Jan Rybczyński: Z tym brakiem kosztów to nie do końca tak jest. Przygotowanie dobrego wydania elektronicznego też kosztuje….

    Jasiu a słyszałeś o LaTeXu, TeXu … ? Z resztą InDesign też ma (od którejś tam wersji) eksport do np ePuba. Z technicznej strony, przy sensownej organizacji pracy wydawnicta wyjście wydruk i „cyfra” mogą się odbyć w zasadzie w tym samym czasie coś jak źródłówka, kompilacja … :)

  26. Michał Wiśniewski pisze:

    robmar: Jeśli pominąć kwestie religijne :) to z mojego doświadczenia (używam aktywnie i Kindle i iPada):
    * jasne pomieszczenie, kawiarnia, plaża, poza domem, podróż — Kindle
    * noc, łóżko, fotel – iPad (w negatywie, ściemniony)Kindle (nawet 4) ma bardzo słaby kontrast. Sporo można uzyskać powiększając czcionkę, ale w kiepskich warunkach oświetleniowych szkoda oczu.

    robmar* noc, łóżko, fotel – iPad (w negatywie, ściemniony)Kindle (nawet 4) ma bardzo słaby kontrast. Sporo można uzyskać powiększając czcionkę, ale w kiepskich warunkach oświetleniowych szkoda oczu.

    Są lampki do czytników. Podobno (jeszcze nie kupiłem ale się przymierzam) bardzo przydatne!

  27. Adam pisze:

    Ignac: jak się zaznaczy dane słowo, to pod prawym guzikiem ma się słownik Google. Czy na jakichś czytnikach ebooków są już takie czary zaimplementowane?

    Generalnie, jaki czytnik by Pan polecał, zwłaszcza z perspektywy możliwości czytania starodruków, udostępnianych pospolicie w formacie djvu?

    1) Kindle ma wbudowane słowniki angielsko-angielskie (American i UK), które wyjaśniają wskazane kursorem słowo. Jest też słownik zewnątrzny, do wgrania, angielsko-polski.

    2. Do DJVU to kompletnie nic się nie nadaje :-)))

  28. golem14 pisze:

    To nie kwestia czasu tylko pieniędzy. Gdyby było mnie stać, już bym jakieś maleństwo sobie kupił. A tak pozostają darmowe biblioteki.
    :-(

  29. robmar pisze:

    Michał Wiśniewski: Są lampki do czytników. Podobno (jeszcze nie kupiłem ale się przymierzam) bardzo przydatne!

    Jasne, używam, tej kindlowej okładki z lampką. Bez tego albo nic nie widzę, albo muszę dość jasną lampkę przy łóżku zapalać…

    Ale u mnie przynajmniej w nocy to całkiem przegrywa ze świecącym ekranem (oczywiście negatyw, oczywiście dość ciemny).

  30. rrh pisze:

    Ja dużo czytam e-booków obejmujących przede wszystkim web terminy development i web design. Czy czytnik 10″ będzie odpowiedni? Szczerze mówiąc to na monitorze 17″ mam zawsze maksymalnie powiększoną książkę. Co sądzicie? Bo chyba tradycyjny rozmiar to za mało.

  31. Shenson pisze:

    Artykuł świetnie napisany. Dzięki niemu wreszcie zdecydowałem się na zakup Kindle 4, który właśnie do mnie jedzie. Wielkie dzięki! :)

  32. joanna pisze:

    WItam,
    chciałam się dowiedzieć jak wygląda sprawa dostępności e-książek na polskim rynku. Wiem, że Amazon ma tego sporo, ale jaka jest dostępność książek w języku polskim (i gdzie je kupić?)? Nie chciałabym sytuacji, że wydam kilkaset złotych i okaże się, że mogę sobie czytać tylko informacje z blogów itp. Z góry dziękuję za informację. Tekst bardzo ciekawy i pouczający :)

  33. […] opisywałem czemu e-ink jest wyjątkowy oraz jak zrewolucjonizował moje czytanie treści pobranych z sieci, […]

  34. Amazon nie pozwala oficjalnie publikować w j. polskim. Pisałem do nich w tej sprawie ponieważ jestem wydawcą i chciałem publikować także w j. polskim:

    http://texy.pl/2010/11/11/czuje-sie-dyskryminowany-przez-amazon-com-jako-polak-oczywiscie/

    Do tej pory nie odpowiedzieli dlaczego jedni mogą to robić nieoficjalnie a drudzy nie. Komentarz p. Niemca wyjaśnił mi całą sytuację.

    To nie znaczy jednak, że się nie da „wgrać” publikacji w j. polskim na Kindle, tylko jakoś nikt do tej pory się tym nie zajął. Czego miałbym się jednak spodziewać po polskich wydawcach? Chyba nie postępowego myślenia?

  35. Pocztar pisze:

    Czytanie książek to pasja, a pasja traci swą duszę jak się za bardzo ją modyfikuje i unowocześnia. To tak jakbym powiedział że kocham jeździć na rowerze na świeżym powietrzu, a potem postawił sobie treningowy rower przed TV i otworzył okno :)

    Nie ma szans, nie zamienię nigdy w życiu, nawet jak Święty Mikołaj przyniesie mi trzy takie. Dla mnie każda książka ma swoją historię, zwłaszcza takie, których znalezienie kosztowało mnie wiele tygodni i dziesiątki odwiedzanych antykwariatów w czasach przedAllegrowych. Teraz właśnie czytam „Twierdzę” z 1990 roku. Pachnie starą książką, jest przybrudzona, delikatnie pożółkła, pamiętam że dostałem ją w prezencie od sąsiadki i był to pierwszy horror jaki przeczytałem, pamiętam że jej piąty tom pożyczył mi własciciel antykwariatu na Służewiu, nie znając mnie wcale, ot tak, ze zwykłej ludzkiej życzliwości. Żebym się dowiedział jak kończy się jedna z moich ulubionych historii. Nie zamienię tego na bezpłciowy plik ściągnięty z neta.

    • Ramon Rembelski pisze:

      To się nazywa fetyszyzm :) Ale nie musisz się tym przejmować, to zboczenie nie jest groźne ;)

  36. mhsdha pisze:

    Ebooki na Kindla można od kilku dni kupić na virtualo: http://virtualo.pl/ebook_mobi/f6/ (belestrystyka, sporo fajnych tytułów i jest promocja). Ten format ma też http://ebookpoint.pl/ – mają ebooki w pakietach, bardzo fajna opcja, ale na razie nie za dużo tytułów do wyboru. Mają też sporo fajnych wyprzedaży. Poza tym mobi ma jeszcze projekt wolne lektury (darmowe): http://www.wolnelektury.pl/katalog/

  37. mhsdha pisze:

    mhsdha: Ebooki na Kindla można od kilku dni kupić na virtualo: http://virtualo.pl/ebook_mobi/f6/(belestrystyka, sporo fajnych tytułów i jest promocja). Ten format ma też http://ebookpoint.pl/ – mają ebooki w pakietach, bardzo fajna opcja, ale na razie nie za dużo tytułów do wyboru. Mają też sporo fajnych wyprzedaży. Poza tym mobi ma jeszcze projekt wolne lektury (darmowe): http://www.wolnelektury.pl/katalog/

    To oczywiście odpowiedź na pytanie Joanny z 10:07, jak z dostępnością ebooków na Kindla – przepraszam za brak odpowiedzi do wątku :-)

  38. Lepszym porównaniem jest porównianie kosztu Kindle do łącznego kosztu powierzchni mieszkalnej zajmowanej przez szafki z książkami oraz zakupu książek. Wypada na korzyść Kindle ;-)

  39. Belfer pisze:

    Magdalena Witkiewicz: A gdzie ten słownik angielsko-polski można kupić?

    Darmowy http://www.bumato.pl/

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Mam dla Państwa ciekawy wywiad – no taaak

Ile można? Kasuję te informacje prasowe agencji 4 publicity jedną za drugą ale oni są nieugięci (co trzeba docenić i...

Zamknij