121

Twój nowy flagowiec może być ogromny, ale… nie będziesz mieć wyboru

Patrzę i obserwuję. Przy okazji, jestem nieco zaniepokojony. Przeglądając informacje na temat zbliżających się premier flagowych smartfonów mam dziwne wrażenie, że producenci elektroniki użytkowej zaczynają przesadzać. Huawei P10 ma oferować 5,5 - calowy ekran, a LG G6 pójdzie jeszcze dalej: tam ma zaświecić nam aż 5,7 cala przekątnej wyświetlacza. Mniejsze propozycje? Szukajcie ich sobie w gorzej wyposażonych modelach.

Przypomina mi to okres sprzed kilku lat, kiedy to producenci z lubością ścigali się dosłownie na wszystko (bo i wtedy można było). Przekątna ekranu, rozdzielczość, megapiksele w aparacie, RAM, procesor, rdzenie, bateria, wymiary i tak dalej. Obecnie takiego pędu już nie widać, bo pod względem wydajności urządzeń mobilnych zaczynamy trafiać głową w mur. Pewnych rzeczy nie przeskoczymy – przynajmniej na razie. Walka w mniejszym stopniu toczy się na innowacje. W większym zaś o zręczność w odcinaniu kuponów od wypracowanej sobie już pozycji na rynku.

Duże ekrany są przydatne i fajne, o ile człowiek ich rzeczywiście potrzebuje. Są genialne do przeglądania treści. Dają ogromny komfort podczas korzystania z aplikacji i świetnie ogląda się na nich filmy. Samsung poszedł o krok dalej i uczynił z dużego ekranu sztukę – w phablecie zamykając funkcje przystosowane do „człowieka pracującego”. Note’y, mimo porażki „siódemki” są w dalszym ciągu genialnymi sprzętami i za każdym razem, kiedy przymierzam się do kupna czegokolwiek, tęskno spoglądam właśnie za tą serią.

ekran

Duży ekran nie jest dla każdego

Jest niewiele rzeczy, za które mógłbym Apple pochwalić. Opieszałość w pompowaniu ekranów swoich telefonów to według mnie jedna z lepszych decyzji. Firma ostatecznie dogoniła resztę stawki, jeżeli chodzi o przekątne ekranu w iPhone’ach i wypracowała zdrowy kompromis między fanami większych i mniejszych sprzętów. Za każdym razem Apple prezentuje dwie wersje telefonów – standardową oraz z Plusem. Nie można nie wspomnieć również o modelu SE.

Co łączy te urządzenia? Minimalne kompromisy, z jakimi będzie musiał pogodzić się użytkownik wybierający mniejszy wariant. Konsument powinien mieć wybór – nie taki, przy którym dostanie zawrotu głowy i pójdzie do konkurencji. Jestem zwolennikiem prostych rozwiązań. Wystarczyłby model „Plus” i standardowy, z nieprzesadzonym wyświetlaczem.

A co robią inni producenci elektroniki? Nie dają konsumentowi wyboru. Jeden flagowiec, jeden wariant wielkościowy. Pomijam tutaj celowo możliwe wersje P10 różniące się od siebie pamięcią wewnętrzną i RAM-em. Konsument oglądający telefony w sklepie rzadko wie, czego szuka, ale w prostych porównaniach jest bardzo dobry. Zwolennicy phabletów to w dalszym ciągu nie jest większość i nie zdziwię się, że klient przychodzący do sklepu Huawei nie weźmie flagowca tylko dlatego, że „duży ekran rozpycha kieszenie” i wyjdzie z niego do konkurencji, bo nie znajdzie dla siebie dobrej alternatywy.

Nie tędy droga.