30

Dron uderzył w samolot. Pierwszy przypadek w kraju

Kolejny dowód na to, że ludzka głupota i nieodpowiedzialność nie znają granic: dron uderzył w samolot w Kanadzie. Do tragedii na szczęście nie doszło, pilot wylądował bez większych problemów, ale pasażerowie i załoga pewnie nie będą miło wspominać tego zdarzenia. Kolizję zaliczono nieopodal lotniska, w strefie, która wyklucza używanie takich urządzeń. Operator maszyny najwyraźniej nie rozumie, że przepisy ni powstają tylko po to, by utrudnić mu życie i popsuć zabawę...

Dron zderzył się z samolotem na wysokości 450 metrów, samolot był oddalony od lotniska o 3 km. Tymczasem prawo kanadyjskie zakłada, że nie można używać dronów w promieniu 5,5 km od lotniska i na wysokości wyższej niż 90 metrów. Złamanie prawa może skutkować bardzo wysokimi karami finansowymi, mowa o dziesiątkach tysięcy dolarów (blisko sto tysięcy złotych). Trzeba przy tym mieć na uwadze, że to kara za samo używanie maszyny – spowodowanie tragedii wiązałoby się oczywiście ze znacznie poważniejszymi konsekwencjami.

Tym razem do tragedii nie doszło, niewielki samolot wylądował. Czy zawsze tak będzie? Ktoś pewnie stwierdzi, że dron nie stanowi zagrożenia, jest zbyt mały, by zagrozić nawet niewielkim samolotom. Przywołam jednak katastrofę Concorde z 2000 roku: nie trzeba było wiele, by rozbiła się tak potężna jednostka, wystarczył kawałek metalu i ciąg niefortunnych zdarzeń. Maszyna ważąca kilka kilogramów też może wyrządzić wiele szkód i nie musi być „dozbrajana” przez terrorystów – w mediach pojawia się czasem wizja takiego ataku, lecz kłopot mogą sprawić zwykli, nieodpowiedzialni operatorzy.

Państwa mogą wprowadzać ograniczenia, firmy związane z produkcją zabezpieczeń czy zapewnianiem bezpieczeństwa lotniskom i samolotom będą się starać, lecz zagrożeń nie da się w ten sposób uniknąć całkowicie. Niestety, prędzej czy później usłyszmy pewnie o wypadku z udziałem drona i nie będzie to celowe działanie: ktoś zapomni, że na teren zabawy wybrał okolice lotniska…