Autorem poniższego tekstu jest Tomasz Zieliński – jest to niejako odpowiedzią na mój entuzjazm dotyczący inicjatywy i projektu CitySourced. Niestety jest to historia bez szczęśliwego zakończenia.

Na pomysł zbliżony do CitySourced wpadłem w połowie roku 2007. W tamtym czasie telefony z GPS były jeszcze w Polsce rzadkością, więc pomysł dotyczył aplikacji webowej wykorzystującej Google Maps. Poniżej znajdują się slajdy z prezentacją gotowej usługi:



drogomistrz


Pomysł uznałem za perspektywiczny, przez kilkanaście tygodni wieczorami pisałem aplikację z myślą o sprzedaży jej w formieabonamentowej (Software As a Service) dla administracji polskich miast. W kwietniu 2008 rozpocząłem wysyłanie ofert. Nie mając doświadczenia w sprzedaży, próbowałem różnych metod – wysyłkę ofert e-mailem na adresy kontaktowe urzędów miast i osób odpowiedzialnych za IT oraz utrzymanie dróg; kontakt telefoniczny z tymi osobami, ustne przedstawienie oferty oraz uzupełnienie jej o e-mail z wszystkimi szczegółami; listy z ofertą oraz prezentacją na płycie CD.

Za każdym razem przedstawiciele administracji otrzymywali link do wersji demo dedykowanej dla ich własnego miasta, dostęp do panelu administracyjnego z przykładowymi zgłoszeniami, informacje na temat możliwości integracji z istniejącymi systemami itp. Łącznie w ciągu czterech miesięcy przygotowałem dema i zaoferowałem około setkę miast. Aby nie budować niepotrzebnego napięcia, podam liczbę wdrożeń:
zero.

Złożyło się na to kilka powodów. Część z nich – jak mój brak doświadczenia w kontaktach handlowych – pominę jako oczywiste dla niemal każdego „garażowo-wieczorowego” startupu który nie szuka inwestora tylko próbuje od zera zbudować biznes w oparciu o sprzedaż produktu. Wydaje mi się jednak, że na bazie zebranych doświadczeń mogę podać przyczynę porażki: większości pracowników administracji lokalnej nie zależy na nowościach, bo nie są premiowani za podnoszenie jakości i wydajności własnej pracy ani za promowanie rozwiązań oszczędzających czas mieszkańców.

Usterki, jakie można zgłaszać w CitySources należą do tych samych kategorii, jakie występują u nas: grafitti, zepsuta sygnalizacja, przepalona latarnia, stłuczona szyba, zatkana studzienka, złamana gałąź, i tym podobne. W Polsce brakuje jednak odpowiednika amerykańskiego numeru interwencyjnego 311, pod którym można skontaktować się w zwykłych sprawach związanych z infrastrukturą miasta. Sygnalizacja to sprawa lokalnego zarządu dróg, studzienka – pogotowia kanalizacyjnego, gałąź – zarządu zieleni miejskiej, grafitti
- tu kwitnie spychologia. Ponieważ nie ma jednego miejsca zgłaszania problemów i koordynacji usuwania usterek, niemożliwe jest wdrożenie oprogramowania wspomagającego takie działania. Tego wszystkiego dowiadywałem się oczywiście po fakcie, ze zdumieniem dowiadując się że w wielu urzędach rozmówca określał poszczególne działy jako „my” i „oni”, przy czym współpraca z „onymi” na szczeblu roboczym była możliwa jedynie przy użyciu papierowych dokumentów krążących między sekretariatami.

Śledząc logi systemu mogłem określić, kto i jak często zaglądał do wersji demo dla każdego miasta. Około 30% ofert nie przyniosło ani jednej odsłony, kolejne 50% było oglądanych z kilku numerów IP w ciągu kilku kolejnych dni, około 20% było odwiedzanych często i przez dłuższy czas (wersja demo resetowana była raz dziennie, istniała, więc możliwość obejrzenia w działaniu zarówno części publicznej jak i panelu administracyjnego). Cenę rocznego utrzymania usługi z opieką serwisową ustaliłem na 2000 zł netto. W kilku rozmowach telefonicznych była określona jako zbyt wysoka. Rozmawiając z wieloma dyrektorami działów i departamentów dowiadywałem się też, że wydanie takiej kwoty leży powyżej ich kompetencji a do podjęcia decyzji władny jest burmistrz/prezydent miasta bądź organy kolegialne zbierające się np. raz na miesiąc.

Zdarzały się też popisy nieodpowiedzialności i lekceważenia, np. przedstawiciel jednego z miast odpowiedział entuzjastycznie na ofertę, poprosił od razu o wzór umowy, by w ciągu następnych miesiąc wymyślić kilkanaście powodów, dla których umowa będzie mogła być podpisana dopiero jutro/pojutrze/w przyszłym tygodniu. Testowe wdrożenie, które miało miejsce przez kwartał w jednym z miast, ujawniło inny poważny problem – osoba mająca obsługiwać zgłoszenia miała zbyt dużo na głowie, więc cały ten internet sobie odpuściła. Ocena systemu, w którym zgłoszenia zalegały tygodniami: „nie sprawdził się w praktyce”.

Aby było jasne – nie uważam swojego produktu za ósmy cud świata, jednak był to działający system łatwy do wdrożenia i obsługi, który mógł zauważalnie podnieść jakość elektronicznej obsługi mieszkańców. Gdyby zarobił na swój rozwój, mógłby dziś zostawić CitySourced daleko w tyle – niestety nie udało się. Osobiście odradzam zakładanie startupów których biznesplan miałby zakładać współpracę z samorządami – mentalność „czy się stoi czy się leży” jest zakorzeniona zbyt głęboko i w zbyt wielu miejscach, na to nakłada się nieefektywne zarządzanie i starannie rozmyta odpowiedzialność za decyzje. Nie mam wątpliwości, że prędzej czy później dziurę w jezdni będzie można zgłosić przez komórkę lub WWW i zainicjować w ten sposób jej szybkie załatanie. Ale jeszcze nie teraz.

PS: domena drogomistrz.pl wygasła wiele miesięcy temu, serwis nie jest
obecnie dostępny online.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://youtube-pl.blogspot.com/ agahmemnon

    Nazwa serwisu trochę zbiedzona, ale nie o tym mowa. Serwis na pewno był z pomysłem i mógłby się rozwinąć ale… nie w Polsce. Smutne.

  • http://ratecard.pl Loki

    W przypadku współpracy z samorządami musisz mieć niestety kontakty, być z odpowiedniego nadania politycznego i najchętniej zaoferować „coś” osobom bezpośrednio odpowiedzialnym za wdrożenie projektu. Niestety.

  • Przemysław

    Bardzo fajny projekt, z potencjałem dla autora starcie z szarą rzeczywistością urzędów musiało być kubłem zimnej wody. Szkoda.

  • http://blog.kurasinski.com Artur Kurasinski

    Kluczem do zrozumienia dlaczego taki pomysl nie zostal wdrozony bedzie proba zbadania jak dzialaja polskie urzedy i urzednicy – podajac im takie narzedzie zmusza sie ich do pracy (w ich mniemaniu) kompletnie nie potrzebnej bo: a) budzet na naprawe i tak nie jest z gumy b) ZAWSZE sa wazniejsze sprawy niz dziura w jezdni c) jesli nawet ktos bedzie korzystal z takiego narzedzia to nie bedzie mogl sie wykazac przed zwierzchnikiem efektami – ergo po co tracic czas na cos co nie przyda sie w walce o nagrode za osiagniecia pod koniec roku?

  • Drewniacki

    Kurcze, ja też uważam, ze projekt jest świetny! Uważałem tak już jak wczoraj czytałem o angielskim odpowiedniku. Jeżeli autor tego systemu będzie jeszcze kiedyś próbował coś z nim robić, to już teraz szczerze mu kibicuję :)

    Swoją drogą – cena 2000zł rocznie (tak zrozumiałem) jest dla urzędu śmiesznie mała. Moja mama jest projektantem drogowym. Ostatnio usłyszałem, że projekt *chodnika* (fakt, ze na to składa się b. dużo rzeczy – geodezja, uzgodnienia, kilka wersji projektu itd., ale jednak ciągle jest to tylko projekt chodnika) kosztował jakiś tam urząd 40 tysięcy zł. Może właśnie cena była za mała i nikt nie potraktował tego poważnie?

  • Norbert

    Hmm..Mnie zastanawia, dlaczego autor wolał spędzić tygodnie programując zamiast zadzwonić i spróbować zgłosić jakiś miejski problem. Przecież wtedy od razu dowiedziałby się o tym, że usuwanie tych problemów należy do kompetencji kilku urzędów, a nie jednego, centralnego…Swoją drogą fajnie, że autor chce podzielić się swoim doświadczeniem. Sam zapłacił za nie przecież wysoką cenę.

  • http://www.tarnaski.eu MariuszT

    Przykre. Niestety uważam, że źle wybrałeś odbiorców. W naszym kraju jeszcze długo urzędnicy będą mieli głęboko w dupie to co złego dzieje się w mieście… Przecież taki system to tylko więcej obowiązków dla nich.

    Twój system mógłby zainteresować właścicieli prywatnych stron miast. Oni szukają takich sposobów uspołecznienia swoich witryn i przy okazji łatwej informacji o tym co dzieje się w mieście. Bo przecież wcale nie trzeba pisać tylko o przewróconym koszu w parku, można informować o dużo poważniejszych sprawach.

  • http://www.flaker.pl/nelse nelse

    Na prezentacji wygląda to bardzo ładnie. Ech, szkoda, w moim rodzinnym mieście na pewno by się przydał.

  • Jacek

    Pomysł pewnie nie przetrwal zderzenia z machina biurokratyczna. Parafrazujac tekst nowej piosenki Kukiza Kurica nie ptica Polsza nie zagranica.

  • http://www.crimecorp.com yezooz

    O CitySources nie chciało mi się jeszcze czytać, ale Drogomistrz jest naprawdę świetny i fatalnie że informacja o jego istnieniu pojawia się w takim jak to miejscu tak późno. Założę się, że są tutaj czytelnicy z różnych części polski znający kogoś kto zna kogoś kto ma koneksje w urzędzie swojego miasta.
    Sam popytam tu i ówdzie, ale uważam, że cena min. za taką usługę to 10k/rok chociaż oczywiście można to korygować w zależności od wielkości miasta.

  • http://www.aukcjemieszkan.pl WildWezyr

    Pomysł bardzo dobry!

    Może po prostu inaczej trzeba podejść do wdrożenia tematu. Myślę, że warto zacząć od zbudowania społeczności, dodać jakieś funkcjonalności w tym kierunku – np. przegląd co się dzieje z daną sprawą (np. ktoś osobiście idzie ją załatwić do urzędu i opisuje jaki jest status).

    Może udało by się zbudować społeczności lokalne wokół ulic / osiedli / miast itp., a dalej – to jak wspomniano powyżej – integracja z lokalnymi portalami, zainteresowanie tematem lokalnych mediów (np. gazety lokalne).

    Jeśli to by wypaliło, to potem byłoby łatwiej przekonać odpowiednie urzędy do współpracy. Może początkowo powinna być opcja używania nieoficjalnie – po prostu pracownicy urzędów monitorowaliby co się dzieje w podległej im okolicy.

    Jeśli powyższe podejście by zadziałało, to pewnie zupełnie do zmiany (wymyślenia na nowo) jest model biznesowy przedsięwzięcia. Ale uważam, że warto i coś takiego powinno działać, a z czasem będzie też używane przez urzędy.

    BTW: Opisane trudności natury formalno-urzędniczo-spychologicznej to masakra, ale miejmy nadzieję, że z biegiem czasu będzie się to poprawiać / normalnieć.

  • Tomek Zieliński

    Dzięki za wartościowe komentarze, odniosę się do nich późniejszym wieczorem.

  • http://filmaster.pl michuk

    Pytanie do autora projektu: czemu nie udostępniłeś tego portalu za darmo w Internecie? Rozumiem, że był już napisany, więc koszt prawie żaden (dobry hosting na start to max 200 zł miesięcznie — można chyba zaryzykować). Jakby się stworzyła społeczność, to łatwiej byłoby znaleźć chyba klientów — być może zgłosiliby się sami, po usłyszeniu o projekcie w Internecie czy w telewizji (to wręcz idealny projekt do promocji np w TVN).

    Strasznie żałuję, bo myślę, że bardzo wiele osób chętnie by z tego skorzystało, a baza danych na temat tego rodzaju usterek to zasób sam w sobie.

    Może jednak spróbujesz jeszcze raz? Tym razem – najpierw społeczność, potem ewentualne umowy?

  • http://smyki.pl Grzesiek

    Niestety mam podobne doswiaczenia z jednostkami samorzadu terytorialnego :( Robilismy kiedys powiaty.pl i odzew podobny – nie wiecej niz 5% do liczby ofert. Efekt – sprzedaz pare lat temu na allegro.

  • http://www.filmus.pl filmus.pl

    Ale porażka. Ten artykuł czyta się jak scenariusz jakiegoś melodramatu. Aż chciało by się takiego urzędasa wyciągnąć zza biurka i mu @%^&^#@.

    Projekt rewelacyjny. Niestety szanse na wdrożenie zerowe. Chyba, że właściciel uderzy do jakiegoś ministra, a ten nakaże odgórnie gminom wdrożenie takiego projektu (patrz bip).

  • http://syllepsa.blogspot.com/ syllepsa

    Może powinieneś zastanowić się nad wejściem we współpracę z osobą, która ma doświadczenie sprzedażowe? Co innego jest tworzyć oprogramowanie, a co innego je sprzedawać.

  • user151

    Mamy tu dwa obszary do których trafia projekt, pierwszy to urząd, drugi to mieszańcy.
    Problemem jest to, że tylko jedna ze stron jest zainteresowana projektem – i do tego strona ta nie płaci za to rozwiązanie.
    Urząd nie widzi _potrzeby_ aby taki projekt wdrożyć a co dopiero płacić za to.
    Więc wszystkie porady typu „stwórz społeczność” palą na panewce. Bo to jak pisać na ścianie – wszyscy wpisują, że lampa krzywa, klosz rozbity i dziura w drodze – a tak z urzędu nikt tego nie czyta.

    (no chyba, że umieszczać ogłoszenia na NK – wtedy być może zauważą :))

    Aby reaktywować projekt trzeba zainteresować obie strony – ograniczyć max. koszty (np.sms) i dać na pół roku na próbę.
    To ważne aby zacząć od małej gminy (w szczególności od jednego nie dużego miasta, a nie jak popadnie).
    Pokazać korzyści (oszczędności, bo wymiar społeczny można sobie odpuścić), może ujednolicić obieg wiadomości. Przekonać, wdrożyć – na bezpłatne testowanie – jak się spodoba i generalnie będzie się sprawdzać, wówczas można uderzać w media typu TVN itd.

    P.S.
    Zgadza się, że jest to projekt trudny ze względu na urzędniczą materię – ale od nici do kłębka :)
    P.S.
    jakaś ludzka domena by się przydała :))

  • http://ratecard.pl Loki

    Moi drodzy, zrozumcie, że współpraca z samorządem to nie jest biznes takim jakim go znamy. Nic tu nie da wyżelowany koleszka w gajerku i o giętkim języku. Żadna ilość szkoleń sprzedażowych, NLP i tego typu niewiele tu da.

    Trzeba znać kogoś kto by nas polecił i naświetlił odpowiednio sprawę. Przedstawił wysoko postawionym itp. Temat tym trudniejszy, bo nie ma jednej osoby, która otworzyłaby nam drzwi we wszystkich samorządach.

  • xpektor

    Co zrobić aby urzędnicy zajęli się sprawami maluczkich? Podobnie jak wy, myślę że trzeba iść w kierunku uspołecznościowienia (wow) takiego projektu, z tym że każdy zgłoszony problem, mógłby zostać podjęty (imieniem, nazwiskiem i stanowiskiem) przez urzędnika, który chciałby pomóc… Spytacie dlaczego ktoś z własnej woli dokładałby sobie pracy? Otóż byłaby to dla niego szansa autopromocji. Sprawnie i skutecznie rozwiązany problem, dobrze świadczyłby o takiej osobie. Większość z nas, zapewne oddała by głos na takiego kandydata w najbliższych wyborach, a nie ma chyba lepszej nagrody niż wygodniejsze krzesełko gdzieś wyżej….

  • IPv7

    Wielka szkoda, że polskie urzędy są aż tak zacofane, ma to jednak swoje uzasadnienie: wprowadzenie takiego systemu informatycznego z pewnością ułatwiłoby zarządzanie/obieg informacji i na pewno część stanowisk nie byłoby potrzebna… A tak można bezkarnie zwiększać zatrudnienie narzekając na brak urzędników/przeładowanie obowiązkami.

    Cóż, przy najbliższej rewolucji związanej z globalnym krachem pieniądza i deficytem PKB trzeba będzie to zreformować. Taki już nasz pech, że co kilkanaście/dziesiąt lat musi w historii być jakaś rewolucja :)

  • http://www.MyZeglarze.pl Kasper

    Najbardziej niesamowity jest jednak fakt, że „Rozmawiając z wieloma dyrektorami działów i departamentów dowiadywałem się też, że wydanie takiej kwoty leży powyżej ich kompetencji …..” szok – to o czym oni mają decydować na codzień?!?!

    Pomysł fajny i jest kilka gmin, które w Polsce promują się jako te „nowoczesne” i zamiast próbować 200 razy w wielu miejscach skoncentrowałbym się na tych 10 i drożenie w jednym miejscu (nawet za darmo) mogłoby zachęcić co poniektórych… ale może się mylę….

  • http://mrrau.net mrrau

    Haha. To ciekawostka: whois drogomistrz.pl
    utworzona: 2009.09.18 13:31:41
    cypryjska spółka Dropped.pl – lider przechwytywania domen w Polsce

    niecałe dwie godziny po publikacji tego artykułu.

  • http://crowdsourcing.pl lukasz

    Super serwis pomysł i gratuluje. Polecam okres do sprzedazy tuz przed wyborami. Produkt pojdzie jak swieze buleczki. Podstawa to sprawdzic jak przebiega proces zglaszania szkod w gminie, miescie a najwazniejsza to dotrzec do samej góry. W PL jest tak ze nikt nie podejmuje decyzji poza szefami szefów (patrz samorzady, post komunistyczne molochy) wskazowka RZESZOW, miasto dba bardzo o wyglad a prezydentem zostal byly prezes spoldzielni mieszkaniowej stad zamilowanie do porzadkow:) Moja rada: reaktywuj projekt, jakies dodatkowe ficzery na miare 21 wieku i wio w PL. Powodzenia!

  • Coward Anonymous

    Mam szwagra i musze sie za niego wstydzic.
    Niezle brzmi?
    Niestety, ale szwagier ma dusze spolecznika i m.in. bardzo czesto powiadamial „nasz” urzad miasta, a to o dziurze w chodniku, a to wielkim konarze zwisajacym nad droga itd. Niestety jego telefony nigdy nie przynosily efektow. Zaczal wiec osobiscie zglaszac problemy do urzednikow, a jak to nie pomagalo (tzn. brak odzewu-naprawienia szkody) to zaczal osobiscie skladac pisemne zawiadomienia.
    I co ja z tego teraz mam? Wszyscy wiedza, ze moj szwagier to upierdliwiec i szkodnik(???) naprzykrzajacy sie urzednikom z pierdolami i przeszkadzajacy im w wypelnianiu obowiazkow. A co gorsze robiacy mu zlosliwosci, gdy „zajdzie” do urzedu ze sprawa.
    Ot, „polskie drogi”…

  • Krystian

    Tomaszu wg mnie zle uderzales ze sprzedarza tego rozwiazania. W tak rozwinietej formie jaka prezentowales to ma ogromny potencjal. A jak na tym zarabiac?… a bardzo prosto sprzedazwac baze jako POI do wszelkich nawigacji satelitarnych. Uzytkownicy dodaja szczegolowa lokalizacje gdzie sa dziury na drogach dodajac im ranking mozliwej zainstnialej szkody w skali od.. do. Ja wgrywajac sobie potem tego typu punkty do nawigacji nie dosc ze mam ostrzezenie o dziurze, to rowniez moge zalozyc nie tylko szybka czy krotka droge ale moge przy ustalaniu mojej podrozy ustalic droge jak najbardziej komfortowa dla mojego podwozia a w tym momencie jak najbardziej bezpieczna. Proponuje nazwe „dziuromierz.pl” i jazda. W kraju gdzie nowe odcinki drogi od razy sie zalepia, gdzie dziur na drodze jest wiecej niz wszystkich drzew taki projekt to potencjal, bo ludzie maja coraz lepsze i szybsze auta i nie konieczne chca roztawac sie z nimi na pierwszej napotkanej zaskakujacej dziurze. Irytacja z faktu najechania na dziure jest przeogromna a nawigacjie samochodowe sa coraz tansze i widac je prawie w kazdym aucie. POI zbitych latarni tez sa mile widziane, ze wzgledu na „ciemne parkowanie aut”

  • Krystian

    Oczywiscie zeby zachecic ludzi do krzystania z takiego serwisu dziuromierz – konkursy na najwiekszego odkrywce dziur – wpolpraca z ubezpieczycielami, ktorzy zaoszczedza na szkodach jak ludzie bede poprawnie omijac dziury. Nagrody w formie przegladow w serwisach dla aut uzytkownikowi akcesoria dla tych aut. Pomysl w kategoriach „im wiecej dziur niezalatanych” tym wieksza twoja baza danych a co za tym idzie wieksza kasa na serwis

  • user151

    Mamy tu dwa obszary do których trafia projekt, pierwszy to urząd, drugi to mieszańcy.

    Problemem jest to, że tylko jedna ze stron jest zainteresowana projektem – i do tego strona ta nie płaci za to rozwiązanie.
    Urząd nie widzi potrzeby aby taki projekt wdrożyć a co dopiero płacić za to.
    Więc wszystkie porady typu „stwórz społeczność” palą na panewce. Bo to jak pisać na ścianie – wszyscy wpisują, że lampa krzywa, klosz rozbity i dziura w drodze – a tak z urzędu nikt tego nie czyta.

    (no chyba, że umieszczać ogłoszenia na NK – wtedy być może zauważą :))

    Aby reaktywować projekt trzeba zainteresować obie strony – ograniczyć max. koszty (np.sms) i dać na pół roku na próbę.
    To ważne aby zacząć od małej gminy (w szczególności od jednego nie dużego miasta, a nie jak popadnie).
    Pokazać korzyści (oszczędności, bo wymiar społeczny można sobie odpuścić), może ujednolicić obieg wiadomości. Przekonać, wdrożyć – na bezpłatne testowanie – jak się spodoba i generalnie będzie się sprawdzać, wówczas można uderzać w media typu TVN itd.

    P.S.
    Zgadza się, że jest to projekt trudny ze względu na urzędniczą materię – ale od nici do kłębka :)
    P.S.
    jakaś ludzka domena by się przydała :)

  • Tomek Zieliński

    Dziękuję za wszystkie komentarze, do kilku chciałbym się odnieść.

    Przede wszystkim nie widzę żadnego sensu w budowaniu serwisu „społecznościowego”. To, że jedna dziura w jezdni wkurza wiele osób, nie czyni z nich jeszcze społeczności. Mogę zgłosić przepaloną lampę i to wszystko. Nie bardzo mnie interesuje, kto pierwszy raz pocałował pod tą lampą swoją sympatię. Jedyne, co mnie może zainteresować, to informacja zwrotna że lampę naprawiono – ucieszę się, że zgłaszanie usterki miało sens i następną przepaloną lampę też zgłoszę. Jedyna sensowna funkcja „społecznościowa” to podbijanie priorytetu istniejącego już, otwartego zgłoszenia. Funkcja do wdrożenia oczywiście tylko wtedy, gdyby służby komunalne kierowały się takimi wskazówkami.

    Osobiście nie jestem zainteresowany pracą społeczną, budowaniem u podstaw, integracją z portalami lokalnymi czy współpracą z mediami. Nie jestem również zainteresowany oferowaniem półrocznych czy dłuższych okresów próbnych, wstrzeliwaniem się w okres wyborczy by potem utrzymywać martwy serwis, dorabianiem w ciemno ficzerów na miarę 21 wieku ani docieraniem do samej góry w każdej gminie. Moim celem było zarobienie pieniędzy przy użyciu autorskiego systemu ticketów ze współrzędnymi geograficznymi, nie naprawianie świata ani heroiczna walka o lepsze jutro. Pomysł po prostu chybił i w takiej postaci nie wypali, nie będę inwestował w niego więcej czasu. Wolę pobawić się z synem albo obejrzeć film. Wiadomo, że 90% startupów nie daje rady i powyżej przeczytaliście właśnie case study porażki. Analogiczna usługa w drugim, piątym czy dwudziestym podejściu w końcu chwyci, nie od razu Amazona zbudowano, ale ja wolę się zająć innymi ciekawymi rzeczami niż uparcie cisnąć jeden nieudany temat.

    Ciekawy jest pomysł z eksportowaniem punktów POI, ale na to moim zdaniem jeszcze za wcześnie. Może zadziałać jako poradnik i ostrzegacz (wykopywanie i zakopywanie porad, czemu nie) ale dopiero wtedy, gdy POI i porady będą się mogły synchronizować online, bez podłączania GPS-a kablem do komputera. Taki serwis może się rozwinąć w kierunku abonamentu i mikropłatności za porady na wskazany obszar czy trasę („uwaga, za 300 metrów mylący drogowskaz, jadąc do XYZ nie skręcaj w lewo”). Pomysł do wzięcia.

    Co do nazwy „Drogomistrz” – Subiekt, Rachmistrz i Rewizor dają sobie radę całkiem nieźle ;-)

  • http://www.mepi.pl Bart

    Do tych co „szybciutko” domene zarejestrowali: jestescie głąby skończone, na poczekaniu można wymyślić lepsza nazwe takiego serwisu – poznan.tujestdziura.pl

    Żal mi ludzi, którzy tylko żerują na pomysłach innych, i nie potrafią żadnej innowacji sami wprowadzić. Do autora projektu: Super idea tylko – min. 10k, w tym cała obsługa i zapisz się do jakieś politycznej działalności – trzeba poznać odpowiednie osoby, które taki projekt potrafia (i mogą) wprowadzić.

  • http://pan-gąbka.pl gg

    Zapraszam Pan-Gąbka.pl

  • http://drugastronamiasta.pl JN

    tak czytam czytam i dochodzę do wniosku, że lubię pracować z takimi ludźmi jak autor projektu. sensownie, rzeczowo, bez większych emocji, jak się nie uda dziś uda się jutro z czymś innym. no i sam projekt bardzo fajny i bardzo mi (ideologicznie) bliski.

  • http://pracawdomu-zarabianieprzezinternet.blogspot.com/ MM

    Jednym słowem szkoda. Ale po administracji trudno się czegoś spodziewać.
    Pytanie czy autor dotarł do właściwych osób, tj decyzyjnych.
    Może warto było zdobyć jedno miast, choćby mały i mieć przykład działania, niż słać do kolejnych. Byłaby szansa na efekt kuli śniegowej, nawet jeśli na początku to przysłowiowa piguła.
    A na domenę, fakt, że trochę niezbyt szczęśliwą zawsze znajdzie się jakiś hart.
    Pozdrawiam, autora pomysłu i Antyweba

  • kamil

    Chłopie nie poddawaj się tylko zaciśnij zęby i kombinuj dalej :) Jesteś bliżej niż myślisz od pierwszego miliona. Pozdrowienia!

  • http://crowdsourcing.pl lukasz

    W takim razie jak autor projektu nie zamierza inwestowac, czasu, pieniedzy droga wolna dla innych. To, ze sie nie udało za pierwszym razem Tomaszowi nie znaczy ze sie nie uda innym, ktorzy rozumieja rynek, na ktory sie pchaja. Zyczyc powodzenia tylko bo jak to mowia „Women and Startups: Surviving the Emotional Roller Coaster” :)

  • http://notatnik.mekk.waw.pl Marcin Kasperski

    Oczywiście, że się „uda innym, ktorzy rozumieja rynek, na ktory sie pchaja”. Jest parę takich firm, które dobrze rozumieją co i jak. http://prawo.vagla.pl/node/7214 mi się przypomniało albo http://prawo.vagla.pl/node/6167

  • Inżynior

    Nasza administracja to ŻAL. Tępota tam siedzi po znajomościach (gdyby były przeprowadzane normalne rekrutacje i konkursy to byłoby inaczej). Czego się spodziewałeś!? Poza tym….SZACUNEK dla Ciebie, bo jesteś bardziej inteligentny od tych brudasów z urzędów.

  • Paparara

    Hehe, dopiero pojął, że biznesu z polską administracją nie rozpoczyna się od robienia czegoś użytecznego, tylko od nawiązania sieci kontaktów biznesowych i towarzyskich z autorytatywnymi figurami, które uznają, że to oto przyczyni się do postępu i ich chwały. Rozwiązawszy poważne zagadnienie wysokich statusem kontaktów, złapanie tanio jakiegoś młodziaka z pomysłem na to, co znajomym (i ich instytucjom) sprzedawać jako postęp i rozwój, to betka.

    Poza tym ja pomysł ze zgłaszaniem SMS-owym problemów miałem już w 2004, często jeżdżąc dziwną drogą z Warszawy do Olsztyna. ;)

  • Paparara

    No właśnie i jeszcze my tu na dole widzimy dziury w drogach, ale prezydent miasta widzi organizację festiwalu, nowy most, komputeryzację kilkudziesięciu szkół. To prezydenta wybieramy, żeby nam zarządzał postępem, rozwojem społeczności. A ludziki mogą tylko objeżdżać łukiem dziurę. Taki system zgłoszeń mógłby generować mnóstwo szumu, na który trzeba by często odpowiadać poprawną politycznie wersją „spadaj” w ramach ograniczonego budżetu.

    Osobiście jestem bardzo za raportowaniem różnych takich w próżnię przez geotagowane zdjęcia na Flickrze. Jeszcze kilka lat i osiedla będą się umawiać pod zdjęciami „co wspólnie możemy zrobić”.

  • Paparara

    @Bart: Nie zdziwiłbym się, jeśli Twoje wyzwiska należą się botowi Pana Michała Plebana, właściciela Michau Enterprises, a nie żadnemu człowiekowi bezpośrednio. Przecież nie tylko ludzie czytają Internet. ;)

  • Paparara

    @Jacek: Co ma piernik do wiatraka? Primo, o tej Polszy to nie oryginalny tekst Kazika, a starsze PRL-owskie powiedzenie. Poguglaj sobie. Secundo, co do uważania Polski przez Rosjan za część Związku Radzieckiego (Polsza nie zagranica) ma przypadek nieprzyjęcia się w Polsce tego konkretnie projektu?

  • Paparara

    @mrrau: „cypryjska spółka Dropped.pl” – ech, gdzie, też Pana Michała Plebana nie było z działalnością gospodarczą! Stany Zjednoczone, Polska, teraz Cypr. Jakoś tak nietrafnie ten narodowościowy przymiotnik brzmi, bo spółka Dropped.pl za miesiąc może być barbadoska albo kajmańska jeszcze.