30

Drodzy polscy dystrybutorzy, czas dojrzeć

Czy polski widz jest mało wymagający, ale z pojemną kieszenią? W inny sposób nie potrafię go sobie wyobrazić, gdy porównuję wydawnictwa skierowane na nasz rynek z tymi, które trafiają na rynki zachodnie czy rynek amerykański. Podejrzewam, że nie znajdzie się zbyt wiele osób, które będą na tyle zdeterminowane, by dokonywać zakupów w zagranicznych sklepach, ale to chyba jedyny sposób - oprócz całkowitego bojkotu - na wysłanie jasnego sygnału do polskich dystrybutorów.

Dokładnie wczoraj dotarło do mnie amerykańskie wydanie siódmego epizodu Gwiezdnych Wojen. Stało się to dzięki uprzejmości znajomego. Wydanie to nie posiada polskiej ścieżki dźwiękowej, pozbawione jest polskich napisów, a mimo to wybrałem je ponad to, co znajdziemy w ofertach polskich sklepów. Dlaczego? Powód jest wręcz kuriozalny – by otrzymać to, co dostałem w wersji amerykańskiej w ramach jednego zakupu, w Polsce musiałbym dokonać 3 odrębnych transakcji. Strona finansowa? Nawet nie pytajcie.

Rarytas zza wielkiej wody #StarWars #TheForceAwakens #BluRay #DVD #Disney

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika tenkonrad /Konrad Kozłowski (@totenkonrad)

Przykładów takich jak ten, mógłbym podawać bez końca, ale skupmy się na konkretnym tytule i konkretnym wydaniu. Mowa o wersji ze sklepu Best Buy, gdzie sprzedawany jest w cenie 28 dolarów. W zamian dostajemy 2 płyty Blu-Ray (film oraz dodatki), płytę DVD oraz kod do zrealizowania online (film w wersji HD). Teraz spójrzmy na nasze sklepy: 2 płyty Blu-Ray to koszt około 100 złotych; film na DVD to około 40 złotych, a wersja cyfrowa (w zależności od sklepu) to dodatkowe 60 złotych. Całość zamyka nam się w około 200 złotych, podczas gdy 28 dolarów przekłada się na niewiele ponad 100 złotych.

Nie chodzi tylko o pieniądze

Gdybyśmy nawet zechcieli pominąć aspekt finansowy – który, nie ukrywajmy, jest bulwersujący do tego stopnia, że kupowanie filmów przestaje być jakąkolwiek przyjemnością – to pozostaje sprawa samej oferty dystrybutorów. Polskie wersje kolekcjonerskie są zazwyczaj wybrakowane (trylogia Mrocznego Rycerza na Blu-Ray jest pozbawiona jednego niebieskiego krążką z dodatkami, bo tak), a mimo to ich cena wcale nie jest odczuwalnie niższa. Jeśli jednak uda się przygotować polskie wydanie ze wszystkimi bonusami oraz dodatkami, to ceny potrafią być astronomicznie wysokie, kilkukrotnie wyższe niż w krajach zachodnich.

Sytuacja dotyczy niemalże wszystkich wydań filmów, a takie świeżynki jak nośniki Blu-Ray Ultra HD nie zwiastują w naszym kraju żadnej zmiany. Pojedynczy nośnik i wysoka cena polskiego wydania nie możeby być przyrównywana do wersji, gdzie w pudełku znajduje się nie tylko produkcja w Ultra HD, ale i na zwykłym Blu-Ray oraz do pobrania w wersji cyfrowej.

Dlaczego jesteśmy tak traktowani?

Po rozpakowaniu egzemplarza, którym do mnie przyjechał, otrzymałem możliwość wyboru jednej z sześciu(!) usług online, gdzie będę mógł zrealizować kod i odbiorę film w wersji cyfrowej HD. Na liście nie zabrakło niedostępnych w Polsce sklepów, lecz iTunes czy Google Play Filmy trafiły nad Wisłę kilka lat temu, a o dołączaniu do fizycznego wydania filmu odpowiednich kodów możemy jedynie pomarzyć.

Ceny polskich wydań filmów i ich poziom, to mało udany żart i nikomu nie powinno być do śmiechu. Brak zainteresowania i zaangażowania ze strony dystrybutorów jest nader widoczny, dlatego nikogo nie powinien dziwić brak entuzjazmu na dokonywanie zakupów. Skoro jesteśmy traktowani niczym klienci drugiej czy trzeciej kategorii, to my również mamy prawo potraktować rodzimego dystrybutora niczym dystrybutora drugiej czy trzeciej kategorii.

P.S. O tym, że do nas trafiła tylko jedna wersja z paskudną okładką, podczas gdy amerykanie mieli do wyboru co najmniej 4 (i wszystkie prezentowały się najlepiej) nic więcej nie napiszę.

Grafika główna.