24

Lima Sierra Alpha. Dreamliner Boeing 787-9, nowy samiec alfa we flocie LOT-u.

Czy można z oseska stać się w mig przywódcą stada i zdeklasować stare wygi? Jak się okazało, można. Flota Polskich Linii Lotniczych LOT powiększyła się o następnego, dziewiątego już Dreamlinera. Jednak nie jest to po prostu kolejny Boeing 787 z serii 8, jakimi dotychczas dysponował rodzimy przewoźnik. W miniony piątek, 23 marca, na warszawskim lotnisku Chopina usiadł bowiem większy model Dreamlinera z serii 9. Dłuższy o całe sześć metrów i mogący pomieścić aż o 42 pasażerów więcej. Podniosłemu nastrojowi towarzyszącemu przylotowi wybitnie nie sprzyjała aura - kłębiące się na niskim pułapie chmury spowijały Okęcie, a widoczność pogarszała mżawka. Świętowanie szybko przeszło w operacyjną rutynę, jako że nowy nabytek LOT-u dwa dni później, został skierowany do obsługi rejsowych połączeń z Toronto. Największy Dreamliner pod banderą LOT-u, skąpany w blasku wczesnowiosennego słońca, oderwał się późnym popołudniem z pasa jeden-pięć stołecznego lotniska, udając się w swój inauguracyjny komercyjny rejs. Dobry nastrój prezesa LOT-u cieszącego się z nowego nabytku mącą jednak związki zawodowe grożące rychłym strajkiem, w tle którego mamy informację o 2,5 mln zł nagrody przyznanej członkom zarządu rodzimego przewoźnika.

Tej nocy wielu fanów lotnictwa spało krócej niż zwykle, i to wcale nie przez zmianę czasu na letni, bo ta nastąpiła dopiero dwa dni później.. Śledzili oni bowiem w serwisie Flightradar24.com lot maszyny o znakach rejestracyjnych SP-LSA, odbywającej tzw. delivery flight, czyli lot od producenta do odbiorcy. Tym razem był to Boeing 787 z serii 9 przeznaczony dla Polskich Linii Lotniczych LOT, który o północy czasu lokalnego opuścił port lotniczy Paine Field (PAE), zlokalizowany niedaleko zakładów Boeinga w miejscowości Everett na wschodzie USA. Ponad dziewięciogodzinny lot nad Grenlandią i Islandią zakończył się ok. godziny dziewiątej czasu lokalnego w Warszawie. Niestety, kapryśna aura pokrzyżowała ceremonialne plany, bowiem nie było ani przelotu na niskim pułapie ze schowanym podwoziem (tzw. low pass), ani też zwyczajowego salutu wodnego witającego nowe maszyny lub nowych przewoźników.

Co nowego? Konkrety proszę

Nowy szerokokadłubowy Boeing w barwach LOT-u może pokonać dystans ponad 13,3 tys km, czyli około 700 km więcej niż dotychczas użytkowane przez rodzimego przewoźnika maszyny z serii 8. W trzyklasowej konfiguracji siedzeń (biznes, ekonomiczna premium i ekonomiczna) na pokładzie może gościć łącznie 294 pasażerów.

O sześć miejsc więcej wzbogaciła się klasa biznes. Z kolei w klasie ekonomicznej premium zwiększono odstęp między fotelami z 38 do 42 cali. Dzięki temu podróż w tej klasie stała się odczuwalnie bardziej komfortowa. Nie zapominano o dodatkowej łazience dla pasażerów “premium economy”. Także pasażerom podróżującym w klasie ekonomicznej LOT może teraz zaoferować o 26 foteli więcej (łącznie 249), które dodatkowo dysponują największym oferowanym przez producenta odchyleniem.

Na tym nie koniec nowości podnoszących komfort podróży. Wszystkie fotele w nowym Dreamlinerze LOT-u są bowiem wyposażone w gniazdko elektryczne, port USB oraz system IFE (In-Flight Entertainment) z większym ekranem.

Nawet Rolls-Royce czasem zawodzi

Pod skrzydłami LOT-owskiego “olbrzyma” zamontowano silniki Rolls-Royce’a Trent, które jednak przysparzają zarówno producentowi jak i przewoźnikom niemałych kłopotów. Ich źródłem jest prawdopodobnie wadliwa powłoka łopatek sprężarki osiowej komory ciśnienia pośredniego, która koroduje w wysokiej temperaturze wskutek działania zawartych w atmosferze związków siarki. W grudniu ubiegłego roku należące do Air New Zealand Dreamlinery zostały zawrócone z trasy do Tokio oraz do Buenos Aires po stwierdzeniu problemów mechanicznych prawdopodobnie związanych z silnikami.

Sprawa jest na tyle poważna, że Rolls-Royce ostrzegł swoich inwestorów, że prawdopodobnie będzie musiał ponieść koszt w wysokości 315 mln dolarów na monitorowanie, serwisowanie i naprawę feralnych silników. Na nowozelandzkich liniach sprawa się zresztą nie skończyła, jako że problem z napędem zgłosili także inni przewoźnicy: All Nippon Airways, British Airways, Norwegian Air oraz Virgin Atlantic.

Prawdopodobnie wskutek problemu z napędem do awaryjnego lądowania był zmuszony w ubiegłym tygodniu należący do LOT-u Dreamliner 787-8. Maszyna wykonywała czarterowy lot z Cancun do Warszawy, jednak po trzech godzinach lotu podjęto decyzję o skierowaniu odrzutowca do Nowego Jorku. Pasażerom zapewniono kontynuowanie podróży na pokładzie innego samolotu LOT-u z Nowego Jorku do Warszawy.

LOT będzie miał ich aż tuzin

Na odebranym właśnie Dreamlinerze z serii 9 zakupy LOT-u u Boeinga się nie kończą. Druga, bliźniacza maszyna oznaczona numerem rejestracyjnym SP-LSB przyleci do Polski jeszcze w kwietniu, trzeciej możemy wypatrywać na przełomie maja i czerwca. Ostatni Boeing 787-9 w ramach obecnego zamówienia dołączy do floty polskiego przewoźnika na początku kolejnego roku. W sumie lot będzie miał tuzin Dreamlinerów, z czego osiem mniejszych i cztery większe “dziewiątki”. A strategia LOT-u do 2020 roku przewiduje, że przewoźnik będzie miał łącznie 16 tych maszyn. Do tego dojdzie jeszcze dziewięć odrzutowców wąskokadłubowych: trzy Boeingi 737 MAX oraz największe Embraery 195.

W wypowiedzi dla serwisu branżowego rynek-lotniczy.pl prezes LOT-u, Rafał Milczarski, podkreśla znaczenie zwiększenia o jedną trzecią liczby miejsc w klasie biznesowej w nowym Boeingu 787-9: “Samoloty British Airways czy Lufthansy mają w standardzie kilkadziesiąt miejsc biznesowych, co pokazuje, jak tamten rynek jest rozwinięty. Nasz rynek tak rozwinięty jeszcze nie jest, ale podjęliśmy decyzję o tym, by zwiększyć liczbę miejsc o 1/3, bo widzimy, że zainteresowanie klasą biznes wciąż rośnie”.

Obecnie nowy Dreamliner obsługuje trasę do Toronto, ale wkrótce zostanie też skierowany do Seulu, Chicago i Nowego Jorku. Te dwa ostatnie kierunki LOT ma obsługiwać już maju z Budapesztu. Polskie Linie Lotnicze LOT to jedyny przewoźnik europejski, którego flota długodystansowa opiera się na Dreamlinerach, zwanych niekiedy “plastikami”, bowiem są to samoloty zbudowane w ponad 50% masy i 80% objętości z kompozytów, tworzyw sztucznych wzmocnionych włóknami węglowymi

Jedenaście maluchów w trzewiach Dreamlinera

Większa wersja Dreamlinera oznacza większy nakład pracy dla służb obsługi naziemnej. Przedstawiciele firmy LS Airport Services, która zapewnia obsługę handlingową samolotów LOT-u na lotnisku Chopina, nie kryją w rozmowie z Antywebem zadowolenia z możliwości zmierzenia się z nowym wyzwaniem. Warto przypomnieć, że LS Airport Services zapewnia obsługę w zakresie cargo największego samolotu operującego na stołecznym lotnisku, jakim jest Boeing 777 linii Emirates.

„Nowa maszyna PLL LOT to przede wszystkim więcej przestrzeni. Zarówno jeśli chodzi o pokład, czyli miejsca dla pasażerów, ale również o ładownie. Ogromne doświadczenie Agenta Obsługi Naziemnej, jakim jest LS Airport Services, pozwoli realizować wszystkie procesy związane z obsługą tego kolosa w tym samym czasie rotacji, co jego mniejszego brata czyli wersji „8”- mówi Marcin Warsicki, dyrektor Handlingu warszawskiego Oddziału LS Airport Services.

„Pokład samolotu zostanie sprawnie posprzątany i wyposażony w niezbędne dla pasażerów akcesoria podróży dla 294 podróżnych, czyli o aż 42 pasażerów więcej niż do tej pory. W tym samym czasie najnowocześniejszy sprzęt handlingowy, jakim dysponuje LSAS i jego operatorzy, będzie obsługiwać ładunki: bagaż pasażerów, pocztę oraz fracht. W zależności od potrzeb nowy Dreamliner może zmieścić w swoich bagażnikach 36 kontenerów lub 11 palet. Dodatkowe miejsce to zasługa wydłużenia samolotu w stosunku do dotychczas użytkowanej wersji 8 o dodatkowe 6 metrów. Niekoniecznie może to wydawać się wszystkim znaczące, ale 3 palety lub 8 kontenerów więcej to średnio ok. 9.000 kg dodatkowego ładunku, który bezpiecznie i terminowo zostanie przetransportowany na pokładzie tego samolotu” – mówi Marcin Warsicki.

„Boeing 787-9 to marzenie nie tylko dla pasażera, ale i klienta cargo. Dreamliner w wersji 9 to większe możliwości przewozu ładunku cargo. Na każdy rejs obsługiwany tym typem samolotu pracownicy LSAS Cargo przygotują do wysyłki o ok. 4-6 ton więcej przesyłek ze sklepów internetowych, zwierząt, produktów spożywczych, leków i … samochodów. Tak, samochodów! Przestrzeń załadunkowa wersji 9 pozwala przewieźć aż 11 maluchów, o 3 więcej niż wersja 8” – dodaje Sebastian Kuna, Dyrektor Oddziału Cargo LS Airport Services.

Ekspresowa ekspansja LOT-u. I zły humor prezesa.

Cztery nowe, szerokokadłubowe Dreamlinery w większej wersji to świadectwo niemałych ambicji polskiego przewoźnika. I jego państwowego właściciela, który nie szczędzi zaangażowania w projekt Centralnego Portu Komunikacyjnego. Cytowany przez serwis wyborcza.pl ekspert lotniczy Mariusz Piotrowski nie pozostawia wątpliwości, że LOT szybko się rozwija, bo musi uzasadnić konieczność budowy nowego megalotniska. Co oznacza również, że w ciągu dekady musi zwiększyć liczbę przewożonych pasażerów trzykrotnie do 20 mln rocznie.

Czy koniunktura przez kolejne lata będzie równie dobra i czy będzie równie silnie dęła w żagle lotnictwa, zapewniając mu dwucyfrowe wzrosty co roku? Już dzisiaj LOT boryka się z problemem sezonowości w ruchu dalekodystansowym i poza sezonem letnim musi posiłkować się wynajmowaniem swoich Dreamlinerów na loty czarterowe do odległych miejsc turystycznych. Wspomniany powyżej Boeing 787, który musiał niedawno lądować awaryjnie, obsługiwał na zlecenie touroperatora rejs z Meksyku.

Cytowany przez serwis wyborcza.pl ekspert wskazuje ponadto na niskie, kilkuprocentowe marże w branży lotniczej. To kosztochłonny biznes, niezmiernie wrażliwy na koszty, wśród nich te związane z finansowaniem nowych nabytków LOT-u. Rodzimy przewoźnik pozyskuje maszyny w tańszym leasingu operacyjnym, który jednak nie prowadzi finalnie do przejęcia własności samolotów, co w czasach gorszej koniunktury może przysporzyć problemów.

Inny ekspert branży lotniczej, Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, upatruje w Dreamlinerze motor rozwoju LOT-u. W wypowiedzi dla serwisu rynek-lotniczy.pl Furgalski podkreśla, że to dzięki Boeingom 787 rodzimy przewoźnik rozpoczął w 2016 roku ekspansję w połączeniach dalekodystansowych. A jeszcze kilka lat wcześniej, w 2012 roku, kiedy pierwszy Dreamliner trafił do Polski, firma stanęła na krawędzi bankructwa. Bez 400 mln zł natychmiastowej subwencji państwa LOT nie byłby w stanie regulować bieżących zobowiązań z konsekwencją w postaci bankructwa.

Zapowiedź strajku definitywnie psuje dobry humor i związany z nowym Dreamlinerem świąteczny nastrój Rafała Milczarskiego, prezes LOT-u. W wywiadzie udzielonym branżowemu serwisowi pasazer.com pobrzmiewa nuta rozgoryczenia i zarazem znanej z bieżącej polityki podejrzliwości i frazeologii: “Uważam też, że absurdalne jest organizowanie referendum, kiedy trwa święto LOT, jakim jest odebranie nowego B787-9. […] ktoś musi być takim strategiem, że moja głowa jest zbyt mała, żeby pojąć zasadność tego działania. Przecież jest oczywistą rzeczą, że kiedy do Polski przylatuje największy w historii LOT-u samolot pasażerski, ludzie nie chcą protestować, tylko wolą się cieszyć, że udało nam się pokonać imposybilizm.”

Czy LOT może czuć się zagrożony w swojej strategii budowania pozycji wiodącego przewoźnika w Europie Środkowo-Wschodniej? Do inspirujacych wniosków dochodzi na łamach serwisu Polski Rynek Transportu Lotniczego PRTL.pl  ekspert rynku przewozów powietrznych Bartosz Czajka. Wskazuje on na naszego wschodniego sąsiada, Ukrainę, gdzie przewoźnik Ukraine International Airlines odebrał niedawno jednego z czterech szerokokadłubowych, dalekodystansowych odrzutowców Boeing 777-200ER. Samolot ten to “mniejszy brat” znanego z warszawskiego Okęcia Boeinga 777-300ER linii Emirates, jednak przy odpowiednim zagęszczeniu foteli zabiera on na pokład aż 361 pasażerów, o jeden piątą więcej niż nowy nabytek LOT-u, Boeing 787-9. Ponieważ nieprodukowane już Boeingi 777-200ER czasy największej świetności mają za sobą, są względnie tanie w leasingu. Odnosząc się do godziny lotu, koszt najmu używanego Boeinga 777-200ER jest dwuipółkrotnie mniejszy niż nowego Dreamlinera serii 9, który wszakże spala jedną trzecią mniej paliwa. Bartosz Czajka wykazuje jednak, że koszt jednego miejsca dla dziesięciogodzinnego lotu na trasie Kijów – Nowy Jork jest w starszym Boeingu o 15% niższy. Wynika to ze wspomnianej większej liczby gęsto upakowanych przez Ukraińców foteli, co z kolei przekłada się na niższy komfort lotu niż w Dreamlinerze. Nie wspominając już chociażbym o większej wilgotności powietrza czy mniejszym hałasie w kabinie Boeinga 787. W każdym razie Czajka stwierdza w konkluzji, że strategia budowy przez LOT pozycji dominującego przewoźnika w naszej części Europy “napotkała właśnie pierwszą dużą barierę”.

Tymczasem wykluła się się największa wersja Dreamlinera, 10-ta

LOT był pionierem, jeśli chodzi o pierwszą wersję Boeingów 787 oznaczonych cyfrą “8”, gdyż jako pierwsza w Europie zaprzągł do służby Dreamlinery. Teraz jednak dał się ubiec innym, ponieważ Boeingów 787 w wersji 9 dostarczono już ponad trzysta sztuk, a klientem inauguracyjnym była linia Air New Zealand. Najwięcej, bo aż ponad sześćdziesiąt Dreamlinerów latach w barwach japońskiego przewoźnika All Nippon Airways, z czego prawie połowa to właśnie wersja dziewiąta.

Rodzina Dreamlinerów liczy w komplecie trzy modele – 8, 9 i 10. Pierwszy egzemplarz tej ostatniej maszyny Boeing dostarczył właśnie do inaguracyjnego klienta, linii Singapore Airlines. To obecnie jedyna linia na świecie posiadająca w swej flocie wszystkie trzy modele Boeinga 787. Od wersji dziewiątej jest dłuższy o kolejne 5,5 metra, co pozwala na zabranie na pokład ponad trzydziestu pasażerów więcej. Jednak zasięg tej wersji maszyny sięgający 12 tys. km jest krótszy niż jej mniejszego brata. Dla tych, co nie umieją się targować, producent proponuje cenę katalogową wynoszącą 326 mln dolarów. Przedstawiciele LOT-u deklarują, że tego modelu nie zobaczymy w barwach naszego narodowego przewoźnika.

Zobacz wszystkie wpisy poświęcone lotnictwu.