0

Zamknęli mnie w konsoli Pegasus, ale udało mi się wydostać

Escape roomy prześcigają się w pomysłach na jak najfajniejsze pokoje i jak najciekawsze zagadki. Nie jestem weteranem i nie miałbym szans w konkursie na najszybsze wyjście z takiego pomieszczenia. Niedawno odwiedziłem pokój Pegazus w warszawskim Domu Zagadek VR i powiem Wam, że pójście z zagadkami i projektem w nostalgiczne osiem bitów było strzałem w dziesiątkę.

„Gdy usłyszeliśmy o escape roomach, od razu chcieliśmy się przejść do jednego z nich. Mimo, iż wówczas był to malutki pokój bez super elementów wow! to było świetnie a o zagadkach dyskutowaliśmy jeszcze długo po wyjściu. Po kolejnych wizytach w Polsce i za granicą, stwierdziliśmy że chcemy zrobić swój Escape Room i postawić w nim na dużo fajnych, zaskakujących rozwiązań. Nad pierwszym pokojem, Piramidą, pracowaliśmy ponad pół roku ale jest to wciąż jeden z naszych najpopularniejszych pokoi.”

– powiedział mi jeden z założycieli Domu Zagadek, Wojtek Szulimowski.

W Piramidzie nie byłem, wraz z Kamilem postanowiliśmy wydostać się z pokoju Pegazus. Zbudowano wokół niego krótką, wprowadzającą historyjkę – lądujemy na strychu, gdzie wiedzie nas dziwny głos jakiegoś elektronicznego urządzenia. Okazuje się, że dobiega on ze starej, niepodłączonej do sieci konsoli. Po wpięciu wtyczki do kontaktu, sprzęt wciąga mnie do środka i ląduję w 8-bitowym świecie. Tyle opowieści, a jak jest faktycznie?

Pomieszczenie do złudzenia przypomina jeden z pierwszych światów gry Super Mario Bros. Są znaki zapytania, monetki, jest też zamek w którym najprawdopodobniej ktoś przetrzymuje księżniczkę. Pokój to festiwal zależności – rozwiązanie zagadki daje dostęp do kluczyka lub kodu, który otwiera kłódkę. Jej otwarcie oznacza dostęp do kolejnej łamigłówki, która pozwala stawiać kolejne kroki w drodze do wyjścia.

„Projektowanie pokoju jest najfajniejszą częścią tej pracy, ponieważ można puścić wodze fantazji i kreatywności. Po wybraniu fajnej tematyki pokoju, robimy burzę mózgów na zasadzie: czym możemy zaskoczyć potencjalnych graczy, jak możemy wywołać u nich element wow! Wówczas padają przeróżne pomysły, często mało realne, które po chwili zastanowienia okazuje  da się zrobić. Projektowanie tego i oczekiwanie na reakcje klientów, jest najfajniejsze.”





Dom Zagadek powstał z pomysłu trzech znajomych. Wojtek prowadził do tej pory firmę, która zajmowała się marketingiem w internecie – jest również wielkim miłośnikiem filmów i projektowanie pokoju to dla niego namiastka pisania scenariusza. Paweł z kolei jest miłośnikiem elektroniki, w pokojach znaleźć można więc autorskie mechanizmy i gadżety, które urozmaicają zabawę. Jacek to fan gier, szczególnie przygodówek, których rozwiązania stara się zaimplementować w pokojach i zapewne najlepiej widać to w odwiedzonym przeze mnie Pegazusie. Muszę przyznać, że to dość odważne miks, który niekoniecznie musiał się udać – decydując się na taki biznes szukałbym chyba designerów w branży gier, starając się stworzyć pomysły podobne do tych obecnych właśnie w wirtualnych światach.







Przed wejściem do Pegazusa mieliśmy więc pewne obawy – czy zagadki ułożą się w logiczną całość, czy nie będą za trudne lub za łatwe, czy nie będą zbyt monotematyczne? I tu zaskoczenie – chłopakom ten pokój naprawdę się udał. Żałuję tylko, że wybraliśmy się do niego we dwóch (sugerowana liczba osób to 2-8). Było nas zwyczajnie za mało by zmieścić się w wyznaczonej godzinie – myślę, że już przy czterech osobach zabawa byłaby lepsza, poszłaby płynniej.

Co ważne, aby rozwiązać zagadki nie trzeba być hardkorowym fanem gier, pokój nie wymaga znajomości growych klasyków – tu pierwsze skrzypce grają spostrzegawczość i umiejętność łączenia faktów. Żadna z matematycznych zagadek nie była dla nas za trudna, a wszelkie zadania wymagające liczenia fajnie przepleciono konkurencjami zręcznościowymi. Jesteśmy w końcu w konsoli, tak? Arcade to arcade.

Po wyjściu (tak, udało nam się) zapytałem Wojtka jak powinien według niego wyglądać idealny escape room.

„Tematyka to sprawa bardzo indywidualna, akurat w Domu Zagadek jest 8 pokojów więc zakładam, iż każdy znalazłby coś dla siebie. Natomiast escape room idealny moim zdaniem to taki z którego jesteśmy w stanie się wydostać w ciągu godziny a przy okazji mamy dużo fajnych, zaskakujących zagadek i rozwiązań. Każdy pokój, który zaprojektowaliśmy, cechuje się kilkoma podstawowymi zasadami od odpowiedniej ilość, trudności zagadek po ich zróżnicowanie: zagadki logiczne, na spostrzegawczość, kreatywność, wymagające nieco sprytu. Jeśli wchodzimy do escape roomu i godzina mija nam jak jedna minuta to raczej znaczy, że się dobrze bawiliśmy.”

Zgadam się, tematyka to sprawa bardzo indywidualna, ale to właśnie ona zachęciła mnie do odwiedzania Domu Zagadek. “Ech, kolejny escape room” – pomyślałem dostając propozycję odwiedzenia tego przybytku. Kiedy jednak dowiedziałem się, że wyląduję we wnętrzu konsoli i pokój ma temat 8-bitowych gier, nie trzeba mi było drugi raz powtarzać zaproszenia. W Pegazusie bardzo podobało mi się przywiązanie do detali – kurczę, chłopaki zbudowali tam mały zamek z cegieł. W tle przygrywały fragmenty muzyki ze znanych gier, widziałem małe figurki z uniwersum wąsatego hydraulika – była też zręcznościowa zagadka znana z przynajmniej kilku gier, w tym wydanej w ubiegłym roku The Legend of Zelda: Breath of the Wild. Nie mogło też zabraknąć wielkiego pada od NES-a i tak, działa – co pokazuje przy okazji, że posiadanie w ekipie speca od gadżetów naprawdę się przydaje. Takich smaczków w Pegazusie było sporo.

Jak sami doskonale wiecie, Kamil to miłośnik 8 i 16-bitów. Jak mu się podobało?

„Pegazus był pierwszym escape roomem który miałem okazję odwiedzić. I jak na fana starych przygodówek przystało, byłem zachwycony. Przeniesienie tamtejszych idei do realnego świata wypadło w tym przypadku idealnie. Od dziecka lubiłem wszelkiej maści smaczki z elektroniką w tle — a tam ich nie zabrakło. Wykorzystanie współczesnych technologii, klimat przełomu lat 80 i 90 ubiegłego stulecia i niespodzianki czyhające na każdym kroku były bardzo miłym zaskoczeniem. Nie będę ukrywał, że pokój zaostrzył apetyt na więcej — mam tylko nadzieję, że następnym razem uda nam się wybrać w większej grupie. Bo dla dwóch osób to jednak sporo wyzwań jak na godzinę…”

Czy warto odwiedzić Pegazusa?

Jeśli jesteście fanami gier retro – zdecydowanie tak. Odżywa część wspomnień, w pokoju udało się wytworzyć bardzo fajny klimat. Jeśli zaciągną Was tam znajomi, a sami w ogóle nie grywacie, też będziecie zadowoleni. Zagadki i konkurencje zręcznościowe zaprojektowano tak, by dobrze bawił się przy nich każdy. Pegazus wyszedł naprawdę fajnie i świetnie się w nim bawiłem. Pamiętajcie tylko, żeby nie wybrać się tam, tak jak my, we dwóch.