85

Dołączanie w DW przełożonego nie jest najlepszym pomysłem

Przyznam, że zdarzało mi się to robić, ale nie miałem świadomości, że może być to źle odbierane przez współpracowników. Czytając jednak o wynikach badań jednego z profesorów Uniwersytetu Cambridge, Davida De Cremera, muszę stwierdzić, że to jednak nie był najlepszy pomysł.

Kiedy tak robimy? Najczęściej w przypadku jakichś ważnych projektów, nad którymi pracuje kilka osób, dołączamy wtedy do wiadomości przełożonego, by miał wgląd, ewentualnie wiedzę nad postępami prac.

Okazuje się, że nie jest to dobrze odbierane przez współpracowników, powoduje nieufność i podejrzenie, że kopiemy pod kimś dołki, chcąc wykazać, że niektórzy nie do końca dobrze wykonują swoje obowiązki.

Oczywiście nie jest tak zawsze i często nieświadomie to robimy, ale odbiór jest taki sam, więc dobrą praktyką jest, aby to szef zawsze na ogólnym forum informował wszystkich pracowników, w jakich sytuacjach konieczne jest dołączanie go do korespondencji firmowej, a w jakich sytuacjach robić tego nie wolno. W takim przypadku wszystko jest jasne i klarowne i nikogo nie dziwi wtedy obecność przełożonego w DW, kiedy się pojawia we wskazanych wcześniej sytuacjach.

Czytając o tym badaniu, przypomniał mi się mój zaszły tekst o netykiecie i zwrotach powitalnych, które wykorzystujemy przy oficjalnej korespondencji, czyli kolejna ważna rzecz w korespondencji elektronicznej. Problem został poniesiony przez Pana Michała Rusinka, który stwierdził, iż nie będzie odpowiadał na korespondencję zaczynającą się od słowa „Witam”.

Argumentował to tym, że witać może nas ktoś z poziomu własnej przestrzeni, na przykład gospodarz domu, a będąc w sieci i rozmawiając z kimś przez Internet, sugerujemy, że jesteśmy gospodarzem Internetu, prezentując w ten sposób swoją wyższość nad odbiorcą.

Wtedy, mocno zdziwiły mnie te słowa, gdyż sam regularnie wykorzystuje ten zwrot w wiadomościach email, niezależnie z kim rozmawiam, czy to z nową poznaną osobą czy też w regularnej wymianie wiadomości. Ale zacząłem obserwować w sieci od tamtego czasu, nieustającą dyskusję na ten temat, zwolenników „Witam” i „Dzień dobry”, a nawet zauważyłem taką zmianę w przychodzącej do mnie korespondencji różnych agencji, gdzie zwykłe i ciepłe „Witam„ zaczęli zastępować chłodnym i nijakim ”Dzień dobry”, zwłaszcza, że wysyłki przeprowadzają w różnych porach dnia.

Jak to się u mnie zmieniło na przestrzeni tych pięciu lat? Z uporem maniaka, cały czas korzystam z formy „Witam”, nawet w odpowiedzi na przychodzącą wiadomość z formą powitania – „Dzień dobry”. Czy to jest niegrzeczne? Nadal uważam, że nie, jest to dla mnie prostsze i wygodniejsze, a przede wszystkim oddające moje postrzeganie sieci. To dobro nas wszystkich, nie czuję się gospodarzem Internetu, traktuje je jako swobodną i wolną przestrzeń dla każdego. Trochę też odmienną od tej na zewnątrz, gdzie netykieta nie obowiązuje, więc i rządzi się też swoimi, innymi prawami.

W sieci pozwalamy sobie na wiele więcej i wszyscy to akceptują. W komentarzach pod wpisami, nikt nie zwraca się przecież do siebie per Pan/Pani, niezależnie od wieku rozmówców, czy tego czy się znają czy nieco, poza siecią wygląda to inaczej.

Dajcie proszę znać w komentarzach, co o tym myślicie, pod pierwszym wpisem o tym „problemie” była zagorzała dyskusja, jestem ciekaw, czy Wasze zdanie zmieniło się w tej kwestii przez te kilka lat. No i oczywiście, czy zdarza się Wam wrzucać w DW swojego szefa w korespondencji firmowej i w jakich sytuacjach, co było zaczątkiem do tego wpisu:).

Źródło: BusinessInsider.com.

Photo: Myimagine/Depositphotos.

  • Łukasz Gańko

    Zależy, gdzie sie pracuje. DW jest czestym sygnalem dla PMa czy SMa co sie w danej chwili dzieje z projektem, badz pomaga w priorytezacji. Pozwala tez uzyskac informacje, w wypadku gdy ktos o czyms zapomnial (np pracownik nie wyslal waznej informacji, wysyla ja ktos inny – loop komunikacyjny zostaje zachowany).
    Wiele zalezy od dynamiki teamu, jesli nie ma sie do siebie zaufania – to rzeczywiscie podajac DW szefa mozna miec wrazenie, ze kopie sie pod kims dolki. Ale w normalnym zespole taka rzecz jest jak najbardziej ok i nikt nie ma do siebie pretensji, wrecz przeciwnie.

    • A ten, który zapomniał, nie ma jakiegoś zgryzu wtedy, bo szef się dowiedział, ktoś wkopał?

    • Łukasz Gańko

      Przynajmniej tam gdzie pracowalem nigdy nie bylo takiego przypadku (zgrzytu). Jesli ktos nawet zapomnial, dal znac i nie bylo problemu. Komunikacja :)

    • typowo „polskie” podejście – „ktoś wkopał” – jeżeli ktoś nie wykonuje swojej pracy to chcesz go kryć???

    • Typowo skrajne podejście do problemu, można to inaczej załatwić, dobra atmosfera w pracy też jest ważna

    • jak niby załatwisz sprawę z kimś kto nie wykonuje swojej pracy???
      tylko szef ma najczęściej możliwości aby go/ją upomnieć, ukarać czy zwolnić

    • Ktoś, kto nie wykonuje swojej pracy wyleci prędzej niż później i nie będą do tego potrzebne emailowe wpadki

    • Jeżeli szef się nie dowie, kto jest odpowiedzialny za jakąś wpadkę to może do odpowiedzialności pociągnąć cały zespół. Kilkakrotnie zdarzało mi się w mojej karierze pracować z nieodpowiedzialnymi ludźmi, którzy ukrywali swoje błędy przed szefem, a potem dostawaliśmy wszyscy za opóźnienia i nie spełnianie deadline.

    • mall

      W takiej sytuacji raczej należałoby się wykazać odrobiną odwagi i swoje uwagi po pierwsze zgłosić osobie, w stosunku do której stawia się zarzuty.

    • wszyscy myślą o uczuciach tego nieodpowiedzialnego pracownika, który ukrywa swoją niekompetencje i w ten sposób oszukuje szefa, nikt nie myśli o szefie, który założył firmę i ma cel jakim jest dostarczenie klientom dobrego produktu, w tym celu zatrudnia ludzi, którzy za pieniądze mają mu w tym pomóc – jeżeli ktoś się nie nadaje na swoje stanowisko to szef powinien o tym wiedzieć, niekoniecznie musi go zwolnić, ale na pewno ma prawo obniżyć pensję komuś, kto go wcześniej oszukał co do swoich kompetencji

      co do „odwagi”, omawiamy tutaj sytuację, w której dodajesz szefa, do emaila – omawiany podwładny to widzi, nikt nie robi tego za jego plecami, a wręcz na jego oczach

    • mall

      Szczere podejście pomiędzy pracownikami buduje zespół. DW ma spore szanse pokazać, że liczy się coś innego w grupie- źle pojmowana lojalność.

    • to z szefem miałeś rozmowę, to z nim podpisałeś umowę, on powierza ci swój sprzęt, kody programów, klucze do biura etc., a koledzy w pracy to po prostu przypadkowi ludzie, którzy się tam znaleźli tak jak ty – każdy z nich zobowiązał się wobec szefa, podpisał umowę o pracę itd. – komu więc tak naprawdę jesteś winny lojalność???

    • mall

      Ach. Masz na myśli wyłącznie przedsiębiorstwa, gdzie szef jest właścicielem i osobą odpowiedzialną. Ale to wyklucza wszelkie wyższe formy organizacji z twoich rozważań- tam potrzebny jest zespół mogący pracować w każdych okolicznościach. Atmosfera donosu, a taką może dawać masowe używanie DW, nie zbuduje takiego zespołu za to pomoże w stworzeniu zespołu oportunistów, którzy donos wykorzystają we własnym interesie.

    • Zawsze zatrudnia cię szef, to z nim podpisujesz umowę, nawet jak osoba z którą rozmawiasz to tylko HR i twój przyszły przełożony. Mówimy tutaj o kimś, kto nie robi swojej pracy, prawdopodobnie dlatego, że oszukał odnośnie swoich kwalifikacji podczas interview. Donos to też dość negatywne słowo, kojarzące się z donoszeniem za plecami oskarżanego. My mówimy o problemie i dołączeniu szefa do omawiania go, aby było jasne kto jest winny. Ukrywanie przed szefem problemu może ułatwi stosunki z winnym, ale na pewno nie jest uczciwe. Jeżeli później przełożony zapyta cię czy wiedziałeś i dlaczego nie powiedziałeś o problemie to co odpowiesz, że nie chciałeś zepsuć atmosfery w zespole? Poza tym przełożony wiedząc o problemie ma większe możliwości. Może dodać kogoś do zespołu, dodać dodatkowe środki, zmienić deadline itd. Ale aby podjąć takie decyzje musi wiedzieć o problemie. I zaznaczam, mówiąc szef niekoniecznie mam na myśli głównego szefa, chodzi też o bezpośredniego przełożonego.

    • Krzysztof Tukiendorf

      Zgadzam się. Sam miałem do czynienia z takimi „pajacami”, którzy dużo gadają, a mało robią. DW to po prostu zwykle info do szefa co się aktualnie dzieje, tak by za chwilę nie pisać osobnego maila i jeżeli ktoś odbiera to jako kopanie dołków, to współpracę z innymi chyba tylko odbiera na takim poziomie… albo ja, albo on.

    • IdontgiveaF

      Wszystko zależy od kontekstu.

      Jeśli w firmie to standard, że używamy DW a szef wyraźnie sobie tego życzy – wszystko jest oczywiste.
      Natomiast jeśli nie ma ogólnego zwyaczju używania DW, a ktoś używa tego pola bo kolega np. miał czelność odpowiedzieć na maila dopiero po godzinie zamiast po kwadransie (a odpowiada z opóźnieniem, bo w przeciwieństwie do nadawcy ma akurat inny ważny obowiązek do wypełnienia), to sytuacja jest ciut inna, nie?

    • Krzysztof Tukiendorf

      Jak ktoś ma pilną sprawę, to dzwoni, a nie wysyła maila. Do tego istnieje coś takiego jak priorytety w mailu. Jak ktoś oznacza wiadomość jako priorytetową, to zawsze można odesłać szybką odpowiedź. Niestety często i gęsto się zdarza, że druga strona pocztę mailową traktuje jak nic nieznaczący dodatek i dopóki w DW nie wisi ktoś od kogo są zależni (np. finansowo), to nie ruszy czterech liter by go nawet do końca przeczytać.

      Ja preferuje maila, bo nieraz właśnie uratował mi życie… i nie chodzi tu nawet o jakiegoś szefa i DW, ale o zwykła historię z korespondencji, z której nieraz można się dowiedzieć co miało być zrobione i porównać to ze stanem faktycznym.

    • IdontgiveaF

      Jak pisałem, wszystko zależy od kontekstu.
      W jednej firmie DW to norma, w innej, pomimo, że szef nie ma takiego wymagania/potrzeby a ktoś z każdą pierdołą leci do niego używając dw, może być to odbierne na podobnej zasadzie, jak codzienna wizyta u szefunia na kawcei kablowanie na kolegów o każdej pierdole.

      Przecież nikt nie twierdzi, że używanie pola DW jest inherentnie złe i równoznaczne z byciem pupilkiem szefa. Ale może być, w pewnych sytuacjach. O tym jest (chyba, bo się nie wczytywałem :P) ten artykuł.

    • j.

      Halo, tu ziemia.

      Organizacja jest macierzowa. Szefów masz trzech, ze sprzecznymi interesami. Do tego masz współpracowników, którzy mają swoich szefów. Każdy z przełożonych i podwładnych ma określone cele, które realizuje i z których go rozliczają.

      Nie wiem, czy to o czym opowiadasz, to jakiś wyidealizowany obraz wynikający z braku doświadczenia, czy też faktycznie masz doświadczenie, ale tylko związane z MSP, ale przedstawiasz bardzo ostre sądy w temacie, który może być dużo bardziej skomplikowany niż Twoje poletko.

    • Alot

      Jeśli jesteście równi w hierarchii, takie uwagi nie mają żadnej mocy, a obibok jest tego świadom i zwykle ma to w d….
      Tylko szef może kogoś takiego przywrócić do pionu, o ile oczywiście może.

    • mall

      Nie zrozumiałeś mojej sugestii. Mówi się trudno.

    • Alot

      Szczere podejście pomiędzy pracownikami buduje zespół.

      W którym momencie obibok jest szczery z zespołem?
      W tym, w którym się obija czy w tym, w którym idzie po nienależną wypłatę?

    • mall

      Mam nieodparte wrażenie, że tłuczesz w chochoła o nazwie „obibok, który nigdy nic nie robi”.

      A nawet jeżeli przyjąć twoje rozumowanie za słuszne to stosowanie emaili z kopią do szefa bez wyjaśnienia sprawy buduje zwyczaj, który się na dłuższą metę nie sprawdza- nikt nikomu w zespole nie zaufa bo każdy wie, że każdy donosi. A przecież są takie rzeczy jak proste błędy w życiu.

    • Alot

      Zaufanie buduje się poprzez własny wkład w pracę zespołu.
      Zatem leń, cwaniak i obibok raczej nie ma zaufania w grupie a członkiem jest wyłącznie tytularnie.

    • mall

      Podobnie jak szef, który musi mieć DW by wiedzieć co się dzieje.

    • Widać, że nigdy nie pracowałeś jako kierownik zespołu. Zarządzanie to nie wymachiwanie batem nad plecami niewolników. W każdym zespole są słabsi i zawsze będą, zadaniem zarządzającego jest motywować i znajdować rozwiązania, a nie eliminacja słabszych ogniw. Pomijam temat atmosfery w pracy i częste sytuacje, w których słabszy technicznie pracownik ma duże znaczenie dla integralności zespołu. Ludzie to nie trybiki w maszynie.

    • Pracowałem jako team leader wielokrotnie. Ale to nie ma znaczenia. Mówimy tutaj o ukrywaniu przed szefem (bezpośrednim zwierzchnikiem lub team leaderem) prawdy o kwalifikacjach współpracownika. Szef ma prawo o tym wiedzieć i od podejmie decyzję czy trzymać taką osobę czy nie. Szef może równie dobrze podjąć decyzję, że zwolni tego, który mu doniósł o słabym ogniwie. Wszystko zależy od szefa, ale aby on mógł podjąć taką decyzję musi znać fakty, które są przed nim ukrywane. Nie czytałeś chyba uważnie moich wypowiedzi. Problemem nie jest fakt, że jest słabe ogniwo – problemem jest ukrywanie tego faktu przed szefem, który ma prawo o tym wiedzieć.
      Wygląda na to, że to ty chyba nigdy nie kierowałeś zespołem ;-) Wyobraź sobie, że zespół zawala deadline, ale wszyscy lojalnie ukrywają przed tobą fakt dlaczego zespół zawalił. Nikt nie powie ci, kto jest winny. To by oznaczało, że brakuje im zaufania do ciebie, czyli, że jesteś beznadziejnym kierownikiem zespołu :-P

    • IdontgiveaF

      Świat nie jest zerojedynkowy. Jeśli wiesz, że kolega dał dupy, bo mu żona/dziecko/ojciec/matka wylądowała w szpitalu i jest rozkojarzony, to przecież po ludzku możesz ukryć wpadkę, a przynajmniej jej nie podkreślać.
      Zresztą nie musi być to żaden skrajny przypadek, nawet przy zwykłym błędzie który zdarza się od czasu do czasu każdemu, wolałbym, żeby koledzy i koleżanki nie lecieli z tym od razu do szefa tylko postarali się naprawić wtopę za mnie, tak jak i jak będę próbował naprwić wpadkę innego kolegi jeśli będzie taka konieczność. Oczywiśćie przy założeniu, że „wpadki” nie są codziennością.

      Co innego, gdy jeden się opierdala i jednocześnie próbuje zbierać za pracę reszty punkty na swoje konto – taka osoba im szybciej opuści zespół, tym lepiej, jeśli ma się do tego przycznić „kablowanie” do szefa to nie widzę w tym nic złego.

    • słowo „kablowanie” ma negatywny wydźwięk – a przecież chodzi o zwykłą uczciwość – pracodawca zatrudnia gościa płacąc mu za umiejętności, jeżeli ten takowych nie posiada to w pewnym sensie okrada pracodawcę

    • IdontgiveaF

      Ale ty mówisz o sytuacji skrajnej, gdy jakaś osoba zwyczajnie nie nadaje się do pracy na danym stanowisku.
      Ja, i mall wskazujemy bardziej na sytuacje, gdy błąd, który zdarzyć może sie każdemu jest momentalnie „raportowany” szefowi co daje mu tylko pretekst, żeby zjebać (bo lubi, jest słabym szefem i musi sobie podbudować ego) zespół albo jednostkę, choć problem ani nie jest duży ani trudny do odkręcenia.
      Różni są ludzie, różni są szefowie (a „szef” wcale nie musi być właścicielem firmy albo bezpośrednio cię zatrudniać). Nie zdarzyło mi się jeszcze przeczytać ksiązki, ani zobaczyć programu popularnonaukowego, ktory wskazywałby, że zespół pracuje lepiej gdy jest pod ciągą presją bezpośrednij zjebki w sumie za pierdoły, i priorytetem dla każdego jest chronienie swojej dupy zamiast efektywnego wykonywania projektu.

    • mall

      Ciągła presja i dyktat szefa to, wypisz wymaluj, polska szkoła zarządzania. Ma więcej wspólnego z folwarkiem i peerelem niż faktycznym zarządzaniem. Zresztą polska szkoła zarządzania, jak wiadomo, odnosi wielkie sukcesy!

    • Alot

      Jest. Jeśli ktoś się miga od roboty, to prędzej za opóźnienia obwini kogoś z zespołu niż się przyzna.
      Takich ludzi się wycina, bo to właśnie oni psują atmosferę w zespole.

    • 8lind

      Dobra atmosfera to jest wtedy gdy wszyscy wykonują swoja prace.
      Pracuje w dużej korporacji i kopiowanie do maila wszystkich zainteresowanych jest jak najbardziej na miejscu, a już tym bardziej nikt nie myśli o tym jako wkopaniu kogoś.sic!

    • Krzysztof Tukiendorf

      „(…)Dobra atmosfera to jest wtedy gdy wszyscy wykonują swoja prace.(…) – i tyle w temacie :-)

    • Czif

      Pracuje w duzej korporacji i bardzo czesto wysylamy DW do kierownika. Tak samo jak my robią nasi klienci i nikomu do głowy nie przychochodzi do głowy słowo „donos”.

  • tho

    Dużo zależy od konkretnej sytuacji – pracuje w międzynarodowym zespole i często dopiero przełożony w cc motywuje drugą osobę do działania. Inaczej otrzymuje często tylko obietnice. To nie piaskownica by się obrażać tylko robić co do danej osoby należy.

    • Krzysztof Tukiendorf

      Ja pracowałem w firmie, która w systemie pocztowym miała z góry ustawiona jedną skrzynkę do której trafiała cała korespondencja z reszty kont – ta otrzymywana i wysyłana. Pracownicy o tym wiedzieli i akceptowali ten fakt… w sumie nie mieli wyjścia. Tak pracodawca zabezpieczał się przed wszystkimi potocznymi akacjami swoich pracowników, którzy próbowali sprzedawać na lewo „kradziony” towar z firmy w której pracowali.

  • Pff, podstawa korespondencji z biznesem lub marketingiem. Tzn dupochron

    • mall

      Oczywiście!

  • Michał Zduniak

    Wysyłanie wiadomości na DW, również do przełożonych to standard w dużych organizacjach. Taka forma korespondencji mocno optymalizuje czas – można być na bieżąco z działaniami zespołu i ingerować wtedy, gdy sytuacja tego wymaga. Poza tym DW ratuje życie, gdy komuś się zachoruje, a trzeba szybko działać.

    Z drugiej strony – wszystko zależy od kontekstu :)

    • mirosław borubar

      A dodatkowo bardziej mobilizuje adresata, żeby wcześniej niż później odpowiedział, szczególnie gdy jest wyższy stopniem:)

    • mirosław borubar

      A co do „Witam” ja podzielam tradycyjną, językową opinię, że jest niegrzeczne i wolę pisać „nijakie” „dzień dobry”, niż wprost niegrzeczne „witam”. Witać to ja sobie mogę ewentualnie kolegę na ulicy, a nie współpracowników w pracy.

    • Nie no, wśród znajomych czy współpracowników jak najbardziej można witać krótkim „Hej” lub „Cześć”

    • mirosław borubar

      Jako współpracowników rozumiałem w swojej wypowiedzi takich co albo ich nie widziałem, albo rzadko korespondujemy, do takich bliższych to też piszę „cześć”.

  • Filip Straburzyński

    „Witam” pod wpływem komunikacji sieciowej zapewne niebawem zmieni znaczenie po prostu. Tym niemniej nie używam go pisząc „Szanowna Pani / Szanowny Panie” i „Z poważaniem” w korespondencji formalnej oraz „Pani Gosiu” lub „Hej Wojtku” i „Pozdrawiam” w mniej formalnej. Wydają mi się bardziej adekwatne do korespondencji niż „Witam” czy „Dzień dobry”, które raczej powinny być chyba stosowane w komunikacji bezpośredniej.

    • Jeśli pisał bym jakiegoś urzędowego emaila albo wysyłał do firmy CV na przykład, raczej użył bym podobnej konfiguracji do Twojej, ale w przeważającej liczbie przypadków, ograniczam się właśnie do „Witam” i „Pozdrawiam”

    • Namar Okmar

      „Witam serdecznie” i już jest ok :)

  • My w pracy korzystamy z narzędzi jak jira, chipchat, więc każde opindalanie się tak, czy siak wychodzi na wierzch… Mój szef uwielbia być w CC i często prosi o „wrzucenie” do korespondencji. Wiemy, że to z ciekawości:-). Odnośnie powitania, „witam” kojarzy mi się z zadęciem właśnie… Może naoglądałam za dużo filmów z lat ’30, gdzie przykładowo amant Bodo z uśmiechem „witam, moje uszanowanie…” podejmował gości na salonach. Trochę z kijkiem w tyłku. Do osób z którymi jestem na Pan/Pani strzelam z „dzień dobry”, a do znajomych mam już całą gamę powitań, aby nie było nudno… :-).

    • noname

      hehe, w jira (jak i w każdym innym narzędziu raportującym czas pracy) można sobie spokojnie ukrywać opindalanie się. zwłaszcza jeśli jest to korporacja i PM/PjM nie znają się zbytnio na specyfice pracy i polegają na estymatach. Jedynie ‚motywacja’ przez współpracowników z PM ‚na kopii’ jako pierwszy stopień eskalacji, coś daje. a poganianie do roboty innych nacji, szczególnie Hindusów, to już temat na inną historię.

    • mirosław borubar

      Zależy w jakim stopniu się z jiry korzysta, ja niestety zawsze jestem odnotowany w logach jak coś przeze mnie przechodzi, tak więc niestety jak coś tego, to bez problemu dojdą, że moja wina;d

  • Morski Morświn

    Tylko korpo biurwy tak potrafią i jeszcze używają czasem UDW

    • Krzysztof Tukiendorf

      Ale to już jest zwykła świnka :-)

  • Czasami z niektórymi w internecie wolę być na pan/pani, jēżeli mam chcęć zachować dystans i nie spoufalać się. To, że to internet, nie znaczy, iż należy kogoś zmuszać do czucia się niekomfortowo. Ale w zwrocie „Witam” nie widzę nic złego.

    • IdontgiveaF

      Mam rozumieć, że zmuszając Cię tym komentarzem do odpowiedzi (bo niegrzecznie byoby nie odpowiedzieć ;), użyjesz wobec mnie, przypadkowego żuczka z internetów, konstrukcji per Pan? :)

    • Nie, do żuczków zawsze na „ty”.

    • IdontgiveaF

      uff :)

  • Petruszek

    Zgłaszając jakiś bug do działu IT zawsze daję przełożonego w DW. Reszta nie wymaga aż takiego nadzoru. W razie wątpliwości można przesłać całą historię korespondencji.

  • wolepisacjakogosc

    Witam.Mimo przeczytania calego artykulu nadal nie wiem co to jest DW.W slangu gimnazjalnym jestem slaby,dlatego prosze o pisanie tradycyjna polszczyzna.Pozdrawiam

    • ammarmar

      DW oznacza „do wiadomości” i nie jest to żaden slang gimnazjalny, tylko podstawowy termin z każdego programu pocztowego.

      Skądś tyś się wziął człowieku? Może właśnie z gimnazjum? Słyszałem, że tam nikt emaili już nie pisze, bo teraz jest fejsbuk i snapczat…

  • ammarmar

    DW nadaje mocy emailowi. Znaczy „zrób, o co Cię proszę, a jak nie, to wytłumacz szefowi, czemu Ci się nie chce.

    • Krzysztof Tukiendorf

      To zależy kiedy się z tego DW korzysta. Ja na co dzień wysyłam DW do każdego zainteresowanego, a jeżeli sprawa jest ważna, to także do szefostwa, tak by później nie było, że ktoś nie widział. Co prawda czasami samo DW do dyrektora potrafi zdziałać cuda i od „nie da się tego zrobić” nagle robi się „już działa”.

  • Mateusz Cichocki
  • Worm Nimda

    Przecież to wszystko zależy od tego, czy:
    1. chcemy kogoś zmotywować (bo wcześniejsze rozmowy nic nie dawały),
    lub
    2. chcemy aby szef po prostu wiedział co jest w korespondencji (UDW można użyć, ale jak gdzieś to wycieknie to sprawa może być bardziej nieprzyjemna),
    lub
    3. szef jest wybitnie zainteresowany tematem i musi wiedzieć o korespondencji i ustaleniach na niższych szczeblach,
    lub
    … lub milion innych rzeczy. To jest praca, to są sprawy służbowe, tu nie ma o co się obrażać – jeżeli w mailach są fakty, a nie insynuacje, to nie ma powodu do obrażania się. Maile bez szefa w DW to można wewnętrznie sobie przesyłać przy pracy zespołu, kiedy szef jest zainteresowany jedynie wynikiem a nie tym jak ten wynik zespół będzie osiągał i jeżeli opóźnień nie ma.

  • Worm Nimda

    Szanowny Panie Grzegorzu,
    od „Witam” wolę „Szanowny/a Panie/Pani” lub jeżeli jestem „po imieniu” to po prostu imię (czasem z dodatkiem „Szanowny/a”). Jeżeli to maile służbowe to „Szanowny/a” i tutaj tytuł (naukowy, służbowy…). To zawsze wyraża szacunek do interlokutora.
    Poza tym co to znaczy „Witaj”? Ktoś mnie wita przy mailu (ale jak – przecież go nie ma, kiedy maila czytam)? Mam wtedy wrażenie, że skoro mnie wita, to w jakiś sposób robi to wyniośle („witam w moich skromnych progach”). Oczywiście nie jest to powód do obrażania się – jedynie odczucie, które nie zmienia mojego nastawienia do autora maila. Ludzie używali tego przywitania i używać będą dopóki będzie wystarczająco dużo takich Grzegorzów Ułanów.

    • Krzysztof Tukiendorf

      Trzeba mieć na prawdę niską samo ocenę by zawracać sobie dupę tym jak ktoś mnie przywitał w mailu…

    • Worm Nimda

      Krzysiu, ale wiesz, że naprawdę nie musisz sobie tym dupy zawracać, prawda?

      Ogólnie naprawdę można takie zdanie sparafrazować na wiele sposobów, np.:
      „Trzeba mieć naprawdę niską samoocenę by zawracać sobie dupę komentowaniem komentarzy”,
      „Trzeba mieć naprawdę niską samoocenę by zawracać sobie dupę ubieraniem się wg przyjętych standardów”,
      „Trzeba mieć naprawdę niską samoocenę by zawracać sobie dupę mówieniem w uprzejmy sposób do innych”,
      „Trzeba mieć naprawdę niską samoocenę by zawracać sobie dupę tym, jak i co pisze się do innych”
      itp., itd. Tyle tylko, że tu naprawdę nie chodzi o samoocenę (niską czy wysoką), a każde z tych zdań – włącznie z Twoim – ma tyle wspólnego z samooceną, co zasady ortografii.

    • Krzysztof Tukiendorf

      O dzięki za cynk, poprawione. A tak à propos, nie musiałeś sobie tym dupy zawracać.

    • Worm Nimda

      Przy mojej niskiej samoocenie? Oczywiście, że musiałem!

    • Krzysztof Tukiendorf

      Nie musiałeś… po prostu chciałeś sobie poprawić swoja niską samoocenę.

    • Worm Nimda

      Nie chciałem. To było silniejsze ode mnie. Musiałem! Taki wewnętrzny imperatyw kogoś, kto ma niską samoocenę. Rozumiesz, nie?

    • Krzysztof Tukiendorf

      Nie rozumiem. Nie mam niskiej samooceny. Przykro mi, nie jestem w stanie zrozumieć tego co teraz czujesz i jaką wewnętrzną walkę… hola, hola… napisałeś „wewnętrzny imperatyw”, w takim razie można założyć, że pewnie jesteś upośledzony „genetycznie”. Wybaczam i współczuję ;)

    • Worm Nimda

      No i wszystko jasne! Jesteś narcyz z wybujałym ego i myślisz, że jesteś lepszy od innych! Do tego brak Ci empatii i jeszcze mnie upośledzasz „genetycznie” (cokolwiek by to nie znaczyło!).

    • Krzysztof Tukiendorf

      Po jednym komentarzu stwierdziłeś, że mam wybujałe ego i do tego wszystkiego brak mi empatii? Wybujałe ego, możliwe… ale brak empatii? Jak doszedłeś do takiego smutnego wniosku… przeczytałeś parę komentarzy i nagle robisz z siebie męczennika ludzkich dusz? A nie, pewnie Twój „wewnętrzny imperatyw” Ci to powiedział!

    • Worm Nimda

      Jaki tam imperatyw?! Konkretnie mówi o tym Twoja nieumiejętność zrozumienia co może czuć człowiek, którego przecież zdiagnozowanie zajęło Ci tyle co przeczytanie jednego komentarza. No i nie masz niskiej samooceny… Nie to co ktoś kto ma odmienne zdanie i może czuć inaczej. :P

    • Krzysztof Tukiendorf

      A tu już zaczynasz filozofować, by Twój „wewnętrzny imperatyw” poczuł się lepiej :-)

    • Worm Nimda

      Czy Ty mnię przypadkiem nie obrażasz?

    • Krzysztof Tukiendorf

      A skądże znowu. Moja wysoka samoocena nie pozwala mi się zniżać do takich dziecinnych zagrywek. Nie to co u Ciebie: „(…)Ludzie używali tego przywitania i używać będą dopóki będzie wystarczająco dużo takich Grzegorzów Ułanów.(…)”. Jestem niemal pewny, że tym jednym zdaniem uraziłeś autora artykułu pod którym trwa nasza zażarta dyskusja. Hipokryta…

    • Worm Nimda

      Hipokrytyczny, o niskiej samoocenie filozof zawracający sobie dupę tym, jak ktoś akurat Ciebie wita w mailu – myślisz, że ktoś taki wpadłby na pomysł obrażania kogoś? I to jeszcze obrażania poprzez wskazanie _faktu_, że to właśnie ludzie ze świecznika, ludzie piszący na portalach, piszący blogi, dziennikarze, absolwenci uniwersytetów, inteligencja w ogólności, kwiat tego narodu… właśnie tacy Grzegorze Ułanowie są jak liderzy i jeżeli będą robili coś niekindersztubowego, nienetykietowego i będą mówili, że tak jest okej to będą w ten sposób uczyli następne pokolenia.
      I przez to w mailach od następnych tak wykształconych osób będzie widniało na samym początku nijakie „Witam” (albo fatalne „Dzień dobry” – w takim przypadku mail powinien kończyć się równie fatalnym „Do widzenia” ;) ) a pod spodem będzie nowe zdanie pisane od dużej litery. Bywa też, że zdarza się krzykliwe „Witam!”, jakby ktoś chciał, aby cały internet usłyszał ich uprzejmość. Na szczęście wtedy wielka litera rozpoczynająca nowe zdanie już tak nie boli.
      Możesz twierdzić, że nie ma czym się przejmować, że to zawracanie sobie dupy – i rzeczywiście nie ma to znaczenia jeżeli taka korespondencja jest pomiędzy osobami, które się znają. Ale to się rozlewa także na korespondencję służbową. Ludzie po prostu nie trzymają się zasad, piszą byle jak, nie używają znaków przestankowych („lub czasopisma”) a potem się dziwią, że ktoś może pomyśleć, że to brak szacunku do czytającego (ortografię na szczęście w większości załatwia za nich automatyczny słownik).

      Absolutnie nie chciałem obrazić Grzegorza – chciałem tylko zwrócić uwagę, że są osoby, które powinny świecić przykładem – a świecić nim powinni przede wszystkim absolwenci uniwersytetów i blogerzy antywebu. Wygoda to dobra rzecz, konwenanse niestety do tych wygodnych rzeczy często nie należą, ale gdyby ich brakowało, to ki djabył by mnie zaczymał pżed obrarzaniem Gżegożóf i Kszysztofuf i pozwolił na kulturalno dyskusje?! No?

    • Krzysztof Tukiendorf

      Hipokryzja i niska samoocena nie wyklucza wysokiego stopnia inteligencji – nie wnikam już jakiej inteligencji :-) Filozofowanie, natomiast, może być objawem stosowania pewnych używek ;-)

      PS: W ostatnim zdaniu masz parę błędów ;-)

    • Worm Nimda

      Witam,
      Nie ma co wynikać jakiej – przecież wysokiego stopnia! Filozofowanie to kwestia stosowania właśnie tej używki jaką jest inteligencja.

      Co do błędów to zwykły przypadek. :)

      Żegnam,
      Nimda

  • Darek

    Ja też często używam DW, mówicie o lojalności wobec kolegów z pracy a nie zastanawiacie się czy koledzy byli zawsze lojalni wobec nas:) Zdarzyło mi się świecić gębą za czyjeś niedociągnięcia, albo z próbami zwalenia odpowiedzialności na mnie…. To zapewnia przejrzystość działań moich i osób z którymi załatwiam sprawy, a jak ktoś ma z tym problem to niech się wywiązuje z obowiązków i nie będzie problemu:)

    • Krzysztof Tukiendorf

      Ja w pierwszej mojej pracy miałem takiego funfla, co świecił zębami i palcem, za moimi plecami, wskazywał na mnie. Od tego czasu wiem, że „koleżeństwo” w pracy istnieje do pierwszej wpadki lub pierwszej podwyżki.

    • Alot

      Nie ma czegoś takiego jak koleżeństwo w pracy.
      W pracy są współpracownicy.

    • Współczuję głęboko i jest mi za Ciebie zwyczajnie, po ludzku, przykro.

  • Absolutnie zgadzam się z tym Witam. Nawet to parę dni temu tłumaczyłem – zamierzam używać wbrew powszechnym opiniom. Szczególnie, że opinie te nie wydają się jakieś bardzo zasadne. To nie jest Witam w znaczeniu sprzed stuleci, gdzie witało się gości w progach domostwa.To witam, w znaczeniu współczesnym i wirtualnym, gdzie po pierwsze pozdrawiam w sposób mniej formalny, ocieplając cały przekaz, po drugie witam w moim świecie, który opisuję w mailu. Odbiorca może jechać autobusem, siedzieć w biurze albo na klosecie – w momencie kiedy otworzy ode mnie maila przenosi się do mojej przestrzeni. Przestrzeni, którą dla niego zbudowałem słowami i treścią wiadomości. Jeśli ktoś czyta ode mnie wiadomość, znajduje się pod wpływem treści i formy jaką dla niego przygotowałem, niezależnie od swojej fizycznej lokalizacji.
    PS. Argumentowanie, że ktoś używa Witam bo czuje się panem Internetu jest absurdalne. Co trzeba mieć w głowie, żeby zalęgła się w niej taka myśl? Że ktoś uważa się za właściciela Internetu? Serio?!