Przy okazji mojego wczorajszego komentarza do konferencji Apple, na której ogłoszono nowe narzędzia do tworzenia materiałów edukacyjnych na iPada wywiązała się dyskusja czy moja sceptyczna opinia jest tylko narzekaniem, czy faktycznie tablet nie najlepiej nadaje się do szkoły. Padało stwierdzenie, że również w Polsce uczniowie korzystają z iPadów z dobrym skutkiem, że chodzi o zainteresowanie uczniów poprzez pokazanie atrakcyjnych wizualnie materiałów. Padły również zarzuty, że to asekuracyjne malkontenctwo bo przecież chodzi o wdrożenie nowych technologii do edukacji. Postanowiłem szerzej wyjaśnić czemu uważam, że tablety do szkół nadają się umiarkowanie i skąd mój sceptycyzm w tej kwestii. Tym razem jednak nie będę się skupiał na Apple (choć będę się do niego odwoływał), lecz na szerszej koncepcji tabletu w szkole.

Skoro dziecko miałoby chodzić do szkoły z tabletem, warto zastanowić się jakie korzyści miałoby to przynieść i rozważyć czy to jest na pewno rozwiązanie optymalne. Nie zapomnijmy, że Apple skupił się na swoim tablecie, bo to akurat produkt tej firmy który najłatwiej w edukacji lansować. Nie oznacza to automatycznie, że jest to rozwiązanie najlepsze.

Czemu ma służyć szkoła?

Wbrew pozorom to nie jest takie proste pytanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę ile się zmieniło od czasu kiedy szkolnictwo zostało wprowadzone na szeroką skalę. Pewne rzeczy się jednak nie zmieniły. Po pierwsze szkoła socjalizuje. Uczy młodych ludzi jak się komunikować między sobą, dogadywać, rozwiązywać konflikty. Uczy, że nie wszystko kręci się w okół nas. To jest ważny aspekt spotykania się z innymi ludźmi, którego nie da prywatne nauczanie w domowym zaciszu. Po drugie chodzi o interakcję między nauczycielem a uczniami. Nauczyciel ma przekazać swoja widzę, ale również zarazić swoją pasją, reagować na bieżąco na pytania i inne problemy. Poznawać swoich uczniów.

Nie oszukujmy się, że szkoła może nas sama czegoś nauczyć. To nie jest mimowolny proces. Tak naprawdę większość nauki wykonujemy samodzielnie, rozwiązując zadania, powtarzając, słuchając z uwagą, jednak bez pomocy z zewnątrz nie jesteśmy w stanie tego wszystkiego samodzielnie ogarnąć. Dobrać odpowiedniego materiału i tempa jego przyswajania. Dopiero studia skupiają się na samodzielnej pracy nad materiałem na większa skalę.

Bez wątpienia szkoły jako instytucji społecznej nie da się zastąpić ani e-learningiem, ani żadną inną zdalną technologią. Zdecydowanie można szkołę wspomóc, przenosząc część jej obowiązków poza godziny lekcyjne, natomiast nie można się jej całkiem pozbyć, ze względu głównie na aspekty społeczne. Co nam przyjdzie po bystrych i dobrze wyedukowanych dzieciach, skro będą życiowo bezradne, bo nie będą potrafiły wyjść na świat spoza monitora? Szkoła uczy kontaktu z drugim człowiekiem. Technologia powinna wspierać proces nauczania, tak aby ten kontakt był jak najbardziej efektywny i produktywny. Zamiast nudzić się na lekcjach, powinniśmy doceniać czas który poświecą dla nas nauczyciel. Zdaje sobie sprawę, że ten idealistyczny obraz nie zawsze przystaje do rzeczywistości, ale jakieś założenia trzeba przyjąć.

Jak wpasowuje się w to tablet dla ucznia?

Trzeba zadać sobie proste pytanie: co dziecko zyska dzięki tabletowi w szkole? W komentarzach pod wspomnianym artykułem padają rozmaite argumenty, najważniejsze i najczęściej powtarzane dwa to multimedialność i interaktywność. Tylko czy jest miejsce na takie rzeczy w szkole? Na każdej lekcji, na każdej ławce?

Nie trudno wyobrazić sobie, że uruchomienie przez wszystkie dzieci w klasie prezentacji multimedialnej zaowocuje ogromnym hałasem. Dźwięki z 20, a może nawet 30 tabletów będą się nakładać i wzajemnie zagłuszać. Oczywiście rozwiązaniem są słuchawki. Wtedy dziecko zostaje całkowicie odcięte od otaczającego go świata i skupia się tylko na tablecie. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku interaktywności, która wymaga skupienia. Pytanie zasadnicze brzmi, jaką korzyść przyniesie obejrzenie multimedialnej prezentacji na tablecie, przez każde dziecko z osobna, w zmian wyświetlenia jej projektorem przez nauczyciela na ścianie? Dziecko skupiając się na elektronice traci to, po co przyszło do szkoły, czyli zamiast słuchać nauczyciela, który poświecą swój czas uczniom, patrzy na ekran.

Nie zapominajmy również, że tablet znacznie łatwiej przystosować do konsumpcji treści, niż do ich tworzenia. Jeśli dziecko ma robić elektroniczne notatki, nauczyć się obsługi arkusza kalkulacyjnego, jeśli ma zacząć programować, wszystko to łatwiej będzie zrobić na tradycyjnym komputerze z klawiaturą lub zdecydowanie tańszym netbooku. Dodawanie klawiatury do tabletów to sztuka dla sztuki, nie sposób na edukację. Z drugiej storny, jeśli uczeń ma właśnie konsumować treść, to powinien robić to we własnym zakresie w domu, nie ma miejsca na tego rodzaju czynności w szkole, przynajmniej nie na większą skalę. Znacznie ciekawiej jest przeprowadzić doświadczenie fizyczne lub chemiczne, zamiast obejrzeć je na filmiku, co można akurat zrobić wszędzie, niekoniecznie w szkole. Tablet wciąż nie zastąpi linijki i cyrkla jeśli chodzi o lekcję geometrii.

Oczywiście, uczniowie potrzebują książek i innych materiałów i to się nie zmieniło, ale są one jedynie dodatkiem. Zwykle wystarczy sama treść zadania, podanie wzoru, na którym trzeba się oprzeć, nie potrzeba multimedialnej prezentacji, a jeśli nawet potrzeba, wygodniej będzie jak nauczyciel wyświetli ją wszystkim z rzutnika. Po co się rozdrabniać na kilkadziesiąt małych ekranów?

Biorąc to wszystko pod uwagę, tablet nie wydaje mi się optymalną pomocą naukową w szkole. Jeden w klasie może służyć jako interaktywna tablica podłączona do rzutnika, ale nie jest potrzebny każdemu uczniowi z osobna. W zastąpieniu tradycyjnych książek znacznie lepiej sprawdzi się czytnik, który z jednej strony pozwoli zredukować kilkanaście kilogramów książek do jednego małego urządzenia, które jest wielokrotnie tańsze od tabletu, działa setki razy dłużej na baterii, oraz pozwala się skupić na tym co mówi nauczyciel, właśnie przez brak wszelkich bajerów.

Autor: Brad Moon

Co więcej, czytnik ma szansę rozwiązać jeszcze jeden problem – biblioteki z niewystarczającą ilością książek. Pamiętam, że jeśli dwie klasy przez przypadek przerabiały tą samą lekturę w tym samym czasie, kilku uczniów zawsze zostawało bez książek. Na studiach było jeszcze gorzej, zwłaszcza jeżeli chodzi o niektóre, wyspecjalizowane pozycje. Część problemu załatwiają darmowe lektury, część wypożyczanie książek na czytniki. Na dodatek książki można wypożyczyć zależnie od potrzeb i przerabianego materiału, nie wchodząc z domu. Tablet do czytnia lektur się z całą pewnością nie nadje, w każdym razie nie lepiej niż zwykły monitor.

Przypominam, że cały czas mówimy o tablecie jako narzędziu do wykorzystania w szkole, jako dodatkową pomoc naukową. Interaktywne książki to rewelacyjny sposób na zainteresowanie dzieci nauką po lekcjach, przede wszystkim w domu. Jak bardzo słusznie zauważył w komentarzach Piotr Majewski, znacznie bardziej przełomowa wydaje się idea zaproponowana przez akademię Khana, czyli odwrócenie systemu edukacji. Uczniowie zapoznają się z materiałem w domach, przed lekcjami. Dzięki temu uczeń przychodzi przygotowany teoretycznie i może rozpocząć zastosowanie zdobytej wiedzy w praktyce, licząc na pomoc nauczyciela i wyjaśnienie wszelkich niejasności. W ten sposób czas na naukę jest zdecydowanie efektywniej wykorzystywany. Poza tym zdecydowanie wolałbym oglądać w ramach pracy domowej ciekawe prezentacje, niż zmagać się z zadaniami których nie rozumiem.

Do tych celów multimedialne książki nadają się absolutnie świetnie! Taką rewolucję zdecydowanie popieram. Tylko skoro dziecko ma uczyć się w domu wymóg tabletu traci swoje uzasadnienie. Przecież urządzenie nie musi już działać na baterii, być mobilne. Komputer stacjonarny czy laptop mogą się wówczas sprawdzić równie dobrze. Oczywiście, tablet nadaje się do tego celu, przyciąga dzieci interfejsem dotykowym, jest jakby do tego stworzony. Wiem o tym bo sam obserwuję jak mój syn korzysta z iPada. Nie zmienia to jednak faktu, że nie ma potrzeby narzucać na czym dziecko ma takie elektroniczne prezentacje przeglądać. Znacznie lepiej byłoby stworzenie ich w standardzie, który będzie można otworzyć na każdym systemie i prawie każdym urządzeniu. Jak w domu jest tablet, niech dziecko korzysta z tabletu, jak nie ma, niech uczy się na komputerze stacjonarnym z zainstalowanym Linuksem, albo na Raspberry Pi, komputerze za 25$ o którym dwukrotnie [1], [2] pisał Paweł Iwaniuk. Zamykanie materiałów naukowych na urządzeniach jednej konkretnej firmy jest dobre tylko dla tej firmy, a nie dla uczniów czy systemu edukacji.

Dlatego jeśli ktoś mi zarzuca malkontenctwo i dziwi się mojemu sceptycyzmowi co do nowej technologii w szkołach (w końcu geek powinien popierać każdy rodzaj elektronicznego postępu), niech uargumentuje czemu tablety mają być tym przełomem. Czemu są niezbędne w szkołach, lub czemu sprawdzą się w domu bezdyskusyjnie lepiej niż laptop czy komputer stacjonarny. Dodam, że argumenty powinny być odpowiednio mocne, ponieważ cena tabletu pozwala na zakup naprawdę bardzo dobrego komputera stacjonarnego lub przyzwoitego laptopa, ewentualnie 2 lub 3 netbooków i jeszcze większej liczby czytników. Gdzie jest ta przewaga, która uzasadnia tak duży wydatek? Przypominam, że mówimy o systemie edukacji, a nie o tym czy ja, albo mój sąsiad może dziecko zaopatrzyć w tablet. To, że mój syn bawi się tabletem zanim poszedł do szkoły nie ma tu nic do rzeczy. W swoim domu rodzice sami organizują czas swoim pociechom.

Abstrahując od tabletów, inicjatywa Apple z programem do tworzenia multimedialnych publikacji jest interesująca. Szeroka dostępność takich materiałów byłaby faktycznie swojego rodzaju rewolucją. Mimo wszystko, z punktu widzenia systemów edukacji w różnych krajach, rozwiązanie otwarte, w zmian tego zamkniętego w ekosystemie nadgryzionego jabłka, byłoby zdecydowanie lepszym wyjściem. To, że iBooks Author jest darmowy to nieistotny szczegół przy konieczności posiadania Maka.

Źródła grafik w kolejności, zaczynając od góry: [1][2][3][4][5];

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • Marcin

    Bardzo dobry artykuł. W końcu ktoś zwraca uwagę na problem monopolizacji.

    Bo w sumie w tym jest problem – jakiś czas temu rozpowszechniono takie słówko/wytrych: globalizacja.

    To słówko ma „przykryć” to co się pod nim kryje realnie a jest złe i każdy o tym wie: monopol.

    Oczywiście są też dobre opcje – np. standaryzacja – ale ona jest dobra gdy jest „public domain”.

    Wówczas np. można tworzyć spójne i kompatybilne produkty stosując interfejsy oparte na otwartych i darmowych specyfikacjach jak np. Display Port kontra HDMI.

    I taka standaryzacja w wielu dziedzinach kluczowych dla rozwoju – a edukacja w tym się akurat komponuje chyba najbardziej – była by znakomita.

    Dodajmy jeszcze, że moim zdaniem wiedza na poziomie do gimnazjum włącznie – powinna być absolutnie bezpłatna – tzn. opłacana z podatków – tak jak to ma miejsce obecnie.

    To jest drugi wytrych. Urzędy twierdzą że nie mają pieniędzy aby „wszystko było za darmo” mimo, że przecież ściągają od nas kasę podatkami.

    W efekcie ludzie się godzą na to żeby płacić prywatnym firmom za tworzenie i produkcję papierowych podręczników – podczas gdy tworzyć podręczniki powinni ci co grzeją stołki w MEN. A same książki do szkół powinny po prostu być za free.

    Kwestia czy to mogło by być w laptopie/tablecie/czytniku – to tylko kwestia nośnika.

    Jednak teraz już to co zaprząta głowy w MEN najbardziej to nie dbałość o to żeby dzieciaki miały łatwy dostęp i mogły się uczyć efektywnie i bez barier – tylko przejmują się aby nie było _piractwa_ wśród uczniów którzy będą „piratować” podręczniki!!!

    Mówiąc krótko – trwa tu walka o portfele lobby które żeruje na rodzicach a nie o edukacyjną przyszłość, rozwój i innowacje.

    • Amman

      Swoją drogą, co kogo obchodzi co uważa autor postu???

  • sdcsdv

    tldr

  • kicia

    „Nie trudno wyobrazić sobie, że uruchomienie przez wszystkie dzieci w klasie prezentacji multimedialnej zaowocuje ogromnym hałasem. Dźwięki z 20, a może nawet 30 tabletów będą się nakładać i wzajemnie zagłuszać.”

    Znakomity argument, komputery w szkole nie maja sensu.

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=100001578926066 Coward Anonim

      +100

    • Jan Rybczyński

      Wystarczy przeczytać ze zrozumieniem. Komputery mają sens. Sensu nie mają materiały multimedialne, z których uczeń miałby korzystać NA LEKCJI. Dyskusyjne jest również wybranie tabletów pośród innych urządzeń elektronicznych.

      Jak uczeń uczy się programować, to chyba nie zagłuszać innych dźwiękami z komputera?

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=1063582174 Tomek Sułkowski

      @Jan:
      Dlaczego uparcie wiążesz materiały multimedialne z dźwiękiem? Pierwszy wizja tego, jak tablet mógłby byc przydatny w nauczaniu jaki jeszcze kiedyś wpadł mi do głowy to symulacje na fizyce, czy w temacie stereometrii na matematyce, animacje na biologii, itd. Przydatna multimedialność? Przydatna. Potrzebny dźwięk? A skąd.

    • Jan Rybczyński

      @Tomek Sułkowski, powiedz tylko czemu do tych symulacji akurat tablet (bo już nie będę pytał czemu iPad), a nie laptop, czy szkolny komputer stacjonarny.

      Do tego powiedz mi jeszcze, czemu symulacja przeprowadzona no komputerze podłączonym do projektora, który kosztuje tyle co tablet dla jednego tylko ucznia byłaby gorszą pomocą naukową od tabletu dla każdego ucznia w zmian.

      Na koniec, czemu dzieci mają to robić w szkole, na lekcji, a nie w domu w ramach fajnej pracy domowej i wtedy wracamu do punktu, czemu tablet a nie każdy komputer.

    • gorre

      wyjda nowe urzadzenia, edukacja tez musi wraz z postep musi ewoluowac. staroswieckie stwierdzenia ze komputery niszcza. pytanie co niszcza? rozwoj intelektualny idzie w inna. za pare lat podpis nie bedzie potrzebny bo bedzie wszystko zalatwiane dowodem z chip karta i pinem. produkujemy tony papierow a od lat w cywilizowanych firmach funkcjonuje elektroniczny obieg dokumentow. idac za Twoim stwierdzeniem mozna wysnuc teze ze egzamin teoretyczny na prawo jazdy powinien byc w formie kartkowki, karty platnicze nie powinny istniec wraz z bankomatami a przelewy tylko w formie na papierze. kiedys byly filmy video, gry :video:, pegasus. pytanie kolejne kogo psuly? chyba tylko staroswieckich dziennikarzy i konserwatywnych rodzicow przytaczajac pojedyncze wypadki samobojstw na tle gier czy filmow. virtual reality mialaby zagrozeniem dla realnego swiata. tak sie nie stalo. pojawil sie na szeroka skale internet zaczeli upatrywac w tym zlo: najpierw wirusy, pozniej porno, pedofilie, odciecie sie do swiata gier, teraz patrza w strone spolecznosciowek ze ludziom odcinaja rzeczywistosc. paradoksalnie na spolecznosciowkach najwiecej czasu spedzaja ci z epoki ksiazki drukowanej.

      swiat idzie dalej a wraz z technologia inne dziedziny. osobiscie bylbym rad z lodowki ktora widizalem pare lat temu z tabletem na drzwiach. tablet podlaczony do internetu i sklepu online z zywnoscia. czegos brakuje w kuchni zamawiam online, place i dostaje tego samego dnia. odplywam? poczekajcie jeszcze pare lat a to bedzie codziennoscia.

      a czemu to pisze i jestem za tym? raz ze wlasnie z wykorzystania i adaptacji technologii mam pieniadze. lobby? fascynacja? troche to i to ale jest druga strona medalu. poza urzadzeniami trzeba byc z programistyczna i techniczna ich strona na biezaco. jesli ktos uwaza ze 100 zl za roboczogodzine informatyka to malo to niech w momencie zderzenia z problemem ogarnie caly zasob wiedzy dla jego rozwiazania.

  • kicia

    Marcinpodczas gdy tworzyć podręczniki powinni ci co grzeją stołki w MEN. A same książki do szkół powinny po prostu być za free.

    Halo, PRL juz sie skonczyl.

  • kicia

    Marcin: podczas gdy tworzyć podręczniki powinni ci co grzeją stołki w MEN. A same książki do szkół powinny po prostu być za free.

    Halo, PRL juz sie skonczyl.

    • rrh

      Nie bardzo, bo od przełomu czerwcowego, a konkretniej od obrad okrągłego stolika mamy neo PRL, który większość chce nazywać „wolną Polską”. ;)

    • Marcin

      Halo, nie ma to nic wspólnego z PRL – poza tym edukacja w czasach PRL miała się lepiej niż teraz.

      1. Słyszałeś o open source? O public domain? Korzystasz z wikipedii?

      To są dla Ciebie również relikty PRL?

      Mi chodzi o to, że mamy tzw. ministerstwo edukacji które nie tyle zajmuje się edukacją co organizowaniem rynku dla masy firm i pasożytów żerujących na rodzicach. Taki mają model biznesowy na dodatek napędzany podatkami.

      Mi to nie pasuje – i tyle.

      2. Po prostu uważam, że powinien istnieć pewien pakiet podręczników zawierający wiedzę przekazywaną w ramach edukacji podstawowej dostępny do pobrania ze stron MEN.

      Dodam jeszcze, że art 70 konstytucji mówi:
      „Każdy ma prawo do nauki. Nauka do 18 roku życia jest obowiązkowa. Sposób wykonywania obowiązku szkolnego określa ustawa.”

      Zatem skoro konstytucja daje prawo i jednocześnie narzuca obowiązek – nie powinna jednocześnie zmuszać do płacenia za korzystanie ww. obowiązku.

      3. To co się dzieje teraz – ze zmianami podręczników co rok. Z takim projektowaniem podręczników aby zawierały również ćwiczenia (co dyskwalifikuje możliwość ich odsprzedaży). To się nazywa „celowe postarzanie produktu”. Jest to celowe skracanie życia produktu w celu zmuszenia konsumenta do ciągłego kupowania i wydawania pieniędzy.

      Możecie mnie uznać za lewaka – ale w tym akurat aspekcie uważam, że edukacja w zakresie podstawowym nie powinna podlegać takim prawom marketingu – szczególnie, że państwo narzuca konieczność uczestniczenia w niej (czyli i wydawania pieniędzy).

    • moj

      To co się dzieje teraz – ze zmianami podręczników co rok. Z takim projektowaniem podręczników aby zawierały również ćwiczenia (co dyskwalifikuje możliwość ich odsprzedaży). To się nazywa “celowe postarzanie produktu”.

      A co trzy lata ministerstwo wymyśla nową podstawę programową co niezmiernie cieszy wydawnictwa

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=100001226469883 Karim Achi

      Ach to wy Panowie nie wiecie, że w PRL źle się liczyło funkcję kwadratową? To nawet kicia wie, że wtedy liczyło się ją mniej trendy i jezzy niż dziś. I jak tu nie zmieniać podręczników co rok skoro wszem i wobec wiadomo, że poprzedni rocznik, źle liczył tą funkcję?

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1063582174 Tomek Sułkowski

    Janie, Janie, Ty ewangelisto e-booków :D Tak czytam jak odrzucasz kolejne argumenty za tabletem i zastanawiało mnie, dlaczego o niektórych „zapomniałeś”. Ale wkrótce i do tego dotarłem: używasz ich dopiero kiedy mówisz o czytnikach ;)
    No bo przecież czytnik jest dużo lżejszy od kilku książek, ale tablet już nie, prawda?

    „Setki razy dłużej na baterii”? No rety, raz na dwa dni trzeba będzie tabled podłączyć do kontaktu a to takie straszne dla dzieciaków z telefonami, które ładują codziennie.

    Moje zdanie jest takie: Dopóki książki SĄ podstawą szkolnictwa (mówmy o tym, co jest, a nie co daleki Khan – którego też jestem zwolennikiem – proponuje) dopóty przejście na tablet było by _znacznym_ usprawnieniem. I otwarciem na nowe możliwości.

    • Jan Rybczyński

      Akurat te zalety które tablet ma, czytnik ma „jeszcze bardziej”.

      Waga tabletu w niczym nie przeszkadza, ale czytnik jest i tak 2 – 3 razy lżejszy. Różnice czuć kiedy chcemy czytać trzymać urządzenie w jednym ręku.

      Bateria to znacznie bardziej istotny czynnik. Dziecko z rozładowanym tabletem byłoby wykluczone z lekcji. Tablet trzeba by ładować codziennie, 9h. na baterii to niewiele biorąc pod uwagę, że oprócz lekcji dziecko będzie go wykorzystywać do innych rzeczy. Zanim kupiłem czytnik, grałem i czytałem na tablecie na zmianie w czasie urlopu i musiałem podłączyć go do ładowania każdego dnia jeszcze przed wieczorem.

      Czytnik nie tylko wytrzyma 2 tygodnie intensywnego użytkowania, co zmniejsza szanse na wyczerpanie się zasilania w trakcie lekcji. Dodatkowo wystarczy ładować go w trakcie przerwy, żeby starczył na całą lekcję, albo nawet do końca dnia.

      Ale to wszystko i tak szczegóły. Po prostu nie rozumiem, czemu mówisz, że dopóki książki są podstawą szkolnictwa to właśnie tablet. Dla mnie dokładnie odwrotnie, bo czytnik jest do książek, a tablet do multimediów które w czasie lekcji nie są potrzebne dla każdego dziecka osobno.

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=1063582174 Tomek Sułkowski

      Wyobraź sobie klasę. Taką jak jest teraz. Wyobraź sobie dzieci czytające książki. Już? I jak, trzymają je w rączkach w górze, czy raczej na biurkach? Ustalmy więc: temat wagi w szkołach to przede wszystkim temat usunięcia problemu dźwigania kilogramów książek w plecakach. I pod tym względem tablet = reader.

      Z baterią już obaj się tyle nagadaliśmy że kapituluję, skończyła mi się bateria ;)

      Jeszcze raz ogólnie, o co mi chodzi o tabletem/czytnikiem/książkami:
      czytnik to zamiennik książek, dużo lżejszy ale mniejszy i czarno-biały – zmiana w dobrym kierunku, z rodzajów „ewolucyjnych”. Tablet tymczasem to zamiennik książek lżejszy, o gorszym ekranie (tu bez dwóch zdań), ale dużo większych możliwościach i potencjale „rewolucyjnym”.

    • moj

      Tomek Sułkowski: dopóty przejście na tablet było by _znacznym_ usprawnieniem. I otwarciem na nowe możliwości.

      Pewnie że tablet jako dodatkowy element wyposażenia ucznia byłby przydatny. Dodatkowo jak by miał dołączaną klawiaturę byłoby super. Jednak i rzutnik i tablica dalej byłaby potrzebna. Tyle, że jak na razie to nierealne bo brakuje kasy na bardziej podstawowe pomoce naukowe.
      Poza tym dlaczego akurat miałyby to być tablety Appla, a nie jakieś tańsze z Androidem (np. taki transformers). W tej chwili po prostu taniej byłoby używać netbooków.

    • Jan Rybczyński

      @Tomek Sułkowski ale nie wstydź się i powiedz gdzie ta potencjalna rewolucja, którą gwarantują tablety, o której nie mogło być mowy w przypadku komputerów?

      Swoja argumentację opierasz o to, że tablet nie jest taki zły, bo choć niektóre cechy ma gorsze niż czytnik, to inne ma lepsze. Jeśli uważasz, że takie urządzenie ma być obowiązkiem dla uczniów i kosztuje ponad 2 tysie na głowę, to potrzeba czegoś naprawdę mocnego na poparcie takiej tezy, bezdyskusyjnego. Co to w takim razie jest?

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=1063582174 Tomek Sułkowski

      @Jan Rybczyński: czym się różni tablet od komputera wyjaśnił Kamil niżej (trochę dziwię się, że potrzebujesz takiego wyjaśnienia).

      Ja tymczasem rezygnuję z dyskusji z Tobą – wybierasz sobie moje argumenty na które łatwiej odpowiedzieć, przypisujesz mi słowa, których nie powiedziałem („obowiązek dla uczniów”?) i próbujesz naginać rzeczywistość (te ponad 2 tys. na głowę to jak rozumiem konkretnie iPad kupiony w cenie detalicznej u resellera? fajnie.)

      Tylko czytniki ebooków. A, no i netbooki oczywiście – cud urządzenia.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100001578926066 Coward Anonim

    „Socjalizm bohatersko walczy z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju.”

    Jest lista podrecznikow zaakceptowanych przez ministerstwo (akurat jestem przeciwko zatwierdzaniu podrecznikow przez ministerstwo, powinno byc to w gestii szkoly lub nauczyciela).
    Wydawnictwa moga stworzyc „kopie” tych podrecznikow, a ministerstwo i te zatwierdziloby do uzytku.
    Bez dodawania klopotow i kosztow szkolom, kazde dziecko (albo rodzic) we wlasnym zakresie dokona wyboru, czy chce wersje papierowa, czy elektroniczna (i jakie urzadzenie zakupic).

    PS. Dzwiek w urzadzeniu mozna wylaczyc w klasie, a multimedia ogladnac w domu. Zreszta tylko bardzo zly (albo leniwy) nauczyciel kaze czytac ksiazke w klasie (o ile nie jest to nauka czytania na jezyku polskim).

  • Gruby

    Haha, kicia! PRL już się skończył, więc dlaczego państwo pilnuje monopolu? Coś ten rynek nie wygląda na zbyt wolny. Już lepiej, żeby to było za darmo, niż tak jak jest teraz – wydawcy podręczników urzędowo mają zapewnioną kasę od rodziców, nauczyciele to de facto przedstawiciele handlowi itd. Śmieszne.

    • Jan Rybczyński

      Tym razem jestem skłonny się zgodzić :)

    • gorre

      komus zalezy na takim stanie. komu? wiec tak: mamy parlamentarzystow sa jacy bez wzgledu na partie specami od cyfranizacji (uzywanie tej nazwy swiadczy o rzeczach ktore opisze dalej) nie sa. nie beda. to gorzej niz urzednicy. w ludzie starszej daty co duzej czesci maja problem z emailem, smartfonem czy tez wordem. wiem to z doswiadczenia zawodowego. druga grupa zawodow-decyzyjna: cialo pedagogiczne tj. metodycy, dydaktycy, kuratorzy. trzecia grupa a pochodna drugiej najszersza: nauczyciele. czwarta grupa juz nie decyzyjna to rodzice uczniow. piata grupa: drukane i wydawnictwa ktore maja w sprzecie do drukowania utopione kupe milionow a nie bardzo wiedza jak PDF zabezpieczyc przed rozchodzeniem sie na boki. jest taki fajny aplet do wyswietlania na www ktory ladnie przerabia PDF i trudno jest go wyjac z serwera. i teraz zasadnicze glowne pytanie: czy sadzicie ze ktokolwiek z nich bylby w stanie wejsc w cos czego nie znaja? zobaczcie z jakim uporem idzie skladanie pitow online. w wielu skarbowkach ten system nie dziala poprawnie. tak samo jak elektroniczny urzad podawczy. nie chodzi mi tu o to kto komu koperte przekazuje bo tego nie wiem a takie spekulowanie kto czym i z kim jest w porozumieniu jest po prostu slabe.

      w moich altach szkolnych w sumie nie tak dawno ksiazki byly z klasy do klasy. pozniej MEN tak zaczal mieszac ze pojwily sie nowe co 2-3 lata, pozniej co szkola to inne ksiazki w/g uznania „profesora” z-ledwo-magistrem przed nazwiskiem, teraz nie dosc ze co szkola to inne ksiazki to co roku wychodzi kilkanascie do jednego przedmiotu. sprawa wyglada w/g mnie prosto i nastepujaco: i tak w wiekscosci przypadkow sa skladane do PDF dla druku a zmienic PDF z druku na www to dla DTPowca kilka klikniec. proste prawda?

      kolejna rzecz: wymierajace zawody wyparte przez technologie. nie wiedziec czemu do dzis ucza kreslarstwa na polibudach. przeciez to jest mega smieszne przy tej ilosci programow CAD a idac do pracy nikt nie bedzie rapidografem przez tydzien 1 projektu smarowal. a zazwyczaj i tak bedzie go trzeba przelozyc na wersje elektroniczna. jakos mi nie szkoda ludzi ktorzy nie dopasowali sie do rynku bo zrobili to na wlasne zyczenie. upierajac sie na sile przy ksiazkach i rzeczach wpajanych za mlodu zawsze mozemy zrobic jeszcze jeden krok do tylu i przyjac na nowo komune! zbudujmy nowe stocznie i zacznijmy lepic statki z zelbetonu

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1063582174 Tomek Sułkowski

    A, i jeszcze jedno:

    dziecko

    dzieci

    Jeśli się nie mylę, Apple (cały temat wyszedł przy okazji premiery Apple rozszerzenia oferty dla edukcji, więc do tego nawiązuję) kieruje swoją ofertę przede wszystkim do studentów (iTunes U, itd), Ty zaś skupiasz się na „dzieciach”, które przyciąga interfejs dotykowy. Może stąd część Twojego scepcytyzmu.

    • Jan Rybczyński

      Ja odniosłem wrażenie, że chodzi głównie szkołę średnią, ale wobec studentów niczego to nie zmienia, poza tym, że sami mogą decydować z czym im najwygodniej pracować.

  • http://www.newcreative.pl Artur Smolicki – newCreative

    Czy naprawdę trzeba pchać elektronikę do szkół? Naprawdę chcemy za kilkanaście lat mieć pokolenia osób, które nie wiedzą co to długopis? Ludzie już w tym momencie za mało czytają, książki widzą tylko na wystawach.. Jeżeli do szkół wkroczy elektronika, za kilkanaście lat okulista będzie najlepszym sposobem na biznes..

    Z elektroniki korzystam cały dzień, kilka urządzeń uruchomionych naraz. Ale mam to szczęście, że mogę wieczorem położyć się i przeczytać książkę, nawet jeśli to marketingowa lektura. Nie chciałbym, żeby taką możliwość zabrano moim dzieciom..

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=1063582174 Tomek Sułkowski

      Czy naprawdę trzeba pchać elektronikę do szkół?

      Nie trzeba – mogą zostać skansenami, w których kultywuje się kulturę ludową.

      Naprawdę chcemy za kilkanaście lat mieć pokolenia osób, które nie wiedzą co to długopis?

      Jeśli nie będzie im potrzebny, moim zdaniem nie muszą go używać. Są ważniejsze umiejętności niż kaligrafia i przydatniejsza wiedza do nauczenia.

      mogę wieczorem położyć się i przeczytać książkę, nawet jeśli to marketingowa lektura. Nie chciałbym, żeby taką możliwość zabrano moim dzieciom..

      Nikt nie mówi, że w tablecie będą tylko ikonki i obrazki – póki dzieci będą uczone czytać, naprawdę, nikt im nie „zabiera” takiej możliwości. Ja wieczorem też się kładę i czytam książkę. Na czytniku.

    • gorre

      odkad wyszly pierwsze smartfony i poprzedzajace je ipaqi zapoczatkowane przez Palma od zawsze byla mozliwosc pisma odrecznego piorem po ekranie dotykowym.

      okulista? okulary zerowki wielopowlokowe. 200 zl warto zainwestowac. do ksiazek tez sa z czasem okulary potrzebne.

      co wanziejsze w takim razie jest dla Ciebie? nosnik czy tresc? czasem szukam czegos w dokumencie pdf ctrl+f i mam. mimo ze mam biblioteke kikudziesieciu ksiazek juz od paru lat z nich nie korzystam. po co? zajmuja miejsce. w podrozy zle sie czyta bo blednik zglasza problem przy turbulencjach a na smarcie mozna film spokojnie pocisnac. filmy na dvd? setka serwisow online. dostep od reki. muzyka? tysiace serwisow jaka chce dostep do zbiorow po kilku kliknieciach. zabraknie mi netu? podepne sie do sasiada. zabraknie pradu? mam laptopy i ups. podpis? juz niedlugo jak maja kurierzy terminale z dotykowym wyswietlaczem.

      wizytowki? po co komu taka makulatura telefony z aparatem od lat maja wbudowana technologie ich czytania i zapisu w pamieci czy tez w kontaktach z wszystkimi umieszczonymi danymi w standardzie zgodnym z Vcard. mozna takie dane bardzo latwo przenosic jak chociazby do klienta email, bazy danych, crm czy tez na www.

      i teraz podsumowanie: po co ma moj dizeciak zapylac do szkoly z przeciazonym plecakiem tak bardzo niezdrowym dla kregoslupa w tym najwazniejszym okresie rozwoju jak moze isc z jednym tabletem i miec wszystkie przedmioty pod reka. bo bedzie sciagac lub pobierac pdf od innych? zobaczcie ile matka polka wydala na swiat takich magistrow-wikipedystow co maja w swej pracy dyplomowej skopiowane tresci wraz ze znacznikami [edytuj] itd.

      teraz jeszcze jedno sformulowanie: krew mnie zalewa jak babka w kiosku nie potrafi obsluzyc terminala kart, albo studenciak w mc donaldzie na panelu dotykowym nie wie co kliknac by przeszlo zamowienie, czy tez biedronka ktora nie ma terminali do kart. to jest zgroza. mamy rok 2012. apokalipsa milenijna nam nie grozi.

    • gorre

      z tymi magistrami wikipedystami to nie tak ze wina jest brak ksiazek czy tez brak ich czytania. jak ktos ma braki to ma glowie a nie na polce czy karcie bibliotecznej. do tego kwestia taka: piszac swoja prace dyplomowa sam poprawialem wzory w ksiazkach WNT! skad wiedzialem ze sa bledne? napewno nie z wikipedii tylko przeliczylem jak czlowiek i korzystalem z zasobow online w postaci zamieszczanych skryptow przez naukowcow. przeliczylem nie kartce tylko formulami. dla zaprezentowania wynikow napisalem sobie program w C# do ktorego wpuscilem dane. wystarczy chciec i po prostu zdobyc wiedze. wiarygodna i porownac ja z kilku zrodel. przeliczenia sprawdzal profesor ktory po wynikach w tabeli widzial ze sa poprawne. czemu? po latach praktyki w glowie przeliczyl. niektorzy profesorowie bardziej otwarci na swiat sugeruja pewne rozwiazania „cyfrowe” jak chcociazby napisanie skryptu.

      ale co ja pisze. sa jeszcze przez niektorych pismakow zwani humanisci. jakie tu maja zastosowanie komputery? nikt na historii nie rysuje mapek z granicami. a jakby pokazac animacja jak zmienialy sie granice podczas rozbiorow? albo jak przechodzily wojska podczas II wojny swiatowej i do konkretnych dat przypisac filmiki lub material audio? po prostu wypas.

      skoro czytamy i piszemy posty ze zrozumieniem to znaczy ze nie mamy problemu z percepcja na tle „cyfrowym”.

    • moj

      skoro czytamy i piszemy posty ze zrozumieniem to znaczy ze nie mamy problemu z percepcja na tle “cyfrowym”.

      Bez urazy ale chyba masz problem, skoro nie używasz polskich znaków. To zniechęca do czytania.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1810017525 Paweł Kaczyński

    Moim zdaniem tablet to tylko narzędzie. Hasło: „tablety do szkół!” brzmi dla mnie: „róbmy, róbmy, róbmy, a potem zobaczymy czy coś z tego będzie”. Nie bardzo wiem co miałoby zmienić samo urządzenie, kiedy wiedza nauczana w szkołach jest w sposób zły. To, że będzie nauczana w sposób zły na tablecie niczego nie zmieni. Dla zainteresowanych tematem edukacji i jej wadliwości, odsyłam do artykułu: http://pkaczynski.pl/2011/12/edukacja-w-polsce/

    • moj

      A propos artykułu:
      Kiedyś matury zdawało 10% młodzieży teraz 80% więc i poziom nauczania był wyższy, teraz mamy masowe wytwarzanie wyborców głosujących ciągle na tych samych ludzi, zmieniających się jak w kalejdoskopie. Uczenie dzieci myśleć byłoby zbyt niebezpieczne :)
      Rektor uniwersytetu w Helsinkach zapytany o tym gdzie trafiają do pracy jego studenci powiedział, że dużo zostaje urzędnikami, słabsi zakładają własne firmy, a najlepsi zostają nauczycielami. A jak jest u nas?
      Szkoły są przechowalnią dzieci w czasie gdy rodzice pracują. Niektórzy rodzice mają pretensje do nauczycieli wf że dziecko poci się na zajęciach, a co dopiero jak nauczyciel próbuje czegoś trudniejszego nauczyć :)
      Uczeń w Polsce chodzi do szkoły bo musi. Jaka jest skuteczność pracy twórczej pod przymusem? Dużo musiałby się zmienić w edukacji.
      Jednak na edukację nie można patrzeć jako na coś oderwanego od problematyki całego społeczeństwa. Szkoła zapewnia taką edukację jakiej wymaga od niej społeczeństwo i rządzący. To że niektórzy myślą inaczej i chcieliby innej edukacji to tylko potwierdza regułę ;)

  • moj

    Niech polski rząd zacznie wspierać otwarte platformy edukacyjne. Podręczniki szkolne można by zastąpić takimi portalami jak KhanAcademy. Jest w Polsce kilka portali tego typu ale mało w nich materiałów edukacyjnych. Super byłoby gdyby rząd sponsorował tłumaczenie KhanAcademy.

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=1810017525 Paweł Kaczyński

      Ale czad! Nie znałem tej strony wcześniej. Dzięki, że o niej wspomniałeś!

    • gorre

      Adobe nawet swojego czasu stworzylo soft do budowy platform edukacyjnych. pracowalem kiedys w firmie co miala robic takie rzeczy ale nie ludzie z pewnych srodowisk nauczycielskich sie nie zgodzili.

    • Marcin

      Również dzięki za info o tej witrynie. Jest znakomita.

      A w szczególności ten materiał:

      http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=tzqMoOk9NWc

  • nika

    Jesli Kindle dla dziecka to chyba pokryty podwojna warstwa Gorilla Glass

    • Michalk

      Hmm a ksiazki jakoś się rzadko drą i niszcz.

  • Michalk

    Tomek Sułkowski: @Jan:
    Dlaczego uparcie wiążesz materiały multimedialne z dźwiękiem? Pierwszy wizja tego, jak tablet mógłby byc przydatny w nauczaniu jaki jeszcze kiedyś wpadł mi do głowy to symulacje na fizyce, czy w temacie stereometrii na matematyce, animacje na biologii, itd. Przydatna multimedialność? Przydatna. Potrzebny dźwięk? A skąd.

    Po co symulacje na fizyce jak mozna robic prawdziwe doswiadczenia bez symulacji co jest ciekawsze.

    • moj

      I to jest najlepszy przykład abstrakcyjności dyskusji o wprowadzeniu tabletów w szkołach które nie mają środków aby pokazać najprostsze doświadczenia w praktyce. Bardzo podoba mi się powstawanie centrów eksperymentów. Dzięki temu dzieci mogą poznać rzeczywistość, a nie myśleć, że żyją w matriksie ;)

  • Maciej

    Amman: Swoją drogą, co kogo obchodzi co uważa autor postu???

    Mnie?

  • Waszer

    Dzieci w szkole do 10 roku życia powinny mieć zakaz dotykania jakiejkolwiek klawiatury. Pisanie na klawiaturze nie pobudza komórek mózgowych, które w młodym człowieku powodują nierozwinięcie pewnych cech i umiejętności.

    • gorre

      wyszlo by na to ze ludzie piszac klawira nie mysla. faktem jest ze w wielu dyskusjach to widac ale nie generalizujmy :)

      oszczedzmy dzieciom stresu z powodu opr za charakter pisma

  • Kamil

    Hm… jak to czemu tablet, a nie komputer. Tablet o wiele łatwiej się używa. 10 lat temu spytał byś się czemu laptop sporo może być komputer stacjonarny. Ta się świat rozwija i oby tak dalej.

    Jan Rybczyński: @Tomek Sułkowski, powiedz tylko czemu do tych symulacji akurat tablet (bo już nie będę pytał czemu iPad), a nie laptop, czy szkolny komputer stacjonarny.Do tego powiedz mi jeszcze, czemu symulacja przeprowadzona no komputerze podłączonym do projektora, który kosztuje tyle co tablet dla jednego tylko ucznia byłaby gorszą pomocą naukową od tabletu dla każdego ucznia w zmian.Na koniec, czemu dzieci mają to robić w szkole, na lekcji, a nie w domu w ramach fajnej pracy domowej i wtedy wracamu do punktu, czemu tablet a nie każdy komputer.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1664442850 Mariusz Różycki

    Jan Rybczyński: Do tego powiedz mi jeszcze, czemu symulacja przeprowadzona no komputerze podłączonym do projektora, który kosztuje tyle co tablet dla jednego tylko ucznia byłaby gorszą pomocą naukową od tabletu dla każdego ucznia w zmian.

    Bardzo proste – chociażby wspomniane symulacje – każdy będzie mógł spróbować sam, poeksperymentować. Bo ograniczanie się do tego, że nauczyciel coś pokaże na rzutniku… To już lepiej zainwestować w jakieś zaplecze pracowni fizycznej czy chemicznej, a nie w komputery/tablety.

  • rrh

    Ten wpis jest właściwie bez znaczenia. Nie, żeby był pozbawiony sensu, czy że nie zgadzam się z autorem, bo zupełnie odwrotnie – przyznaję mu rację.
    Sens w tym, że po co dyskutować o czymś, co i tak nie zostanie wprowadzone.

    Po pierwsze Premier Polski Ludowej, Najjaśniejsze Słońce Peru tak, jak wielu innych, nie dotrzymał i obietnicy wprowadzenia programu „laptop dla ucznia”. Pewnie mało kto z Was pamięta orendzie do narodu w ładnej scenerii, wśród dwóch magicznych kul. No i zrobione przez zewnętrzną firmę, bo wtedy TVP nie była „odzyskana” (czyt. „kaczystowska”).

    Tak jak wspomniał jeden z przedmówców, kiedyś poziom był wyższy. Przedwojenna matura była na wyższym poziomie niż poziom dzisiejszych studiów.
    Dzisiejsza szkoła kształci ćwierć-inteligentów, którzy potrzebni są po to by głosować na Słuszną Partię. To co dla nich zostaje to, jak można dowiedzieć się z jednego z filmików z Freemanem „żreć i srać, żreć i srać”.

    Ostanie raporty kuratorium pokazują, że stan nauczania jest porażająco niski. Uczniowie nie są uczeni, zachęcani do samodzielnego myślenia, ale do rozwiązywania tak testów, by pasowały do klucza.
    Ponieważ studia stały się masowo powszechne, wiedza nauczycieli też jest coraz niższa. Nauczyciele po pierwsze nie mają motywacji do nauczania (niskie zarobki, upadek autorytetu, agresja uczniów) jak i możliwości działania (wytyczne MEN).

    Kształcenie szkolne, rolę szkoły, które opisał Jan Rybczyński to tylko pobożne życzenie. Wystarczy poczytać komentarze uczniów (często tych „cichych”) i nauczycieli pod dowolnym artykułem o poziomie nauczania w polskiej szkole.

    Na koniec dodam, że polski uczeń zamiast uczyć się najnowszej historii kraju, przez większość czasu wkuwa prehistorię, Mezopotamię i inne śmieci. Wychodzą z tego później takie kwiatki, że większość nie wie, co zdarzyło się 13. grudnia 1981 roku!
    By jeszcze było mało, Katarzyna „pokaż nóżkę” Hall, której celem jest rozmontowanie szkoły, ograniczyła drastycznie lekcje historii. Podczas gdy platfusowa minister ogranicza, Niemcy, Ruskie prowadzą agresywną politykę historyczną.

    Później się obudzicie jako cieć u Niemca…

    • gorre

      stan nauczania niski – wina tresci i metod nauczania a nie nosnika. poza tym kuratorium stwierdza ze cos jest zle ale zaraz zaraz przeciez to kuratorium pewne rzeczy ustala i daje wytyczne oraz wyciaga konsekwencje.

      niskie zarobki nauczycieli: zwykly ok 1800 netto, mianowany ok 2500 netto, dyplomowany ok 3400 netto. zle? hm co 45 minut przerwa, 2 miesiace platnego urlopu, przerwa zimowa, codziennie ok 12ej przerwa 20 minutowa, rzadko siedza 8 godzin codziennie, wyjazdy i wycieczki szkolne w ramach. to ze raz kiedys sprawdza kilka kartkowek kogo to interesuje wiekszosc pracownikow umyslowych przynosi prace do domu, pracuje 8 godzin dziennie, czasem za mniejsze pieniadze

    • moj

      gorre: stan nauczania niski – wina tresci i metod nauczania a nie nosnika. poza tym kuratorium stwierdza ze cos jest zle ale zaraz zaraz przeciez to kuratorium pewne rzeczy ustala i daje wytyczne oraz wyciaga konsekwencje.
      niskie zarobki nauczycieli: zwykly ok 1800 netto, mianowany ok 2500 netto, dyplomowany ok 3400 netto. zle? hm co 45 minut przerwa, 2 miesiace platnego urlopu, przerwa zimowa, codziennie ok 12ej przerwa 20 minutowa, rzadko siedza 8 godzin codziennie, wyjazdy i wycieczki szkolne w ramach. to ze raz kiedys sprawdza kilka kartkowek kogo to interesuje wiekszosc pracownikow umyslowych przynosi prace do domu, pracuje 8 godzin dziennie, czasem za mniejsze pieniadze

      Wiesz o szkole tylko tyle co z telewizji, czy z podań ludowych?
      Jak absolwenci będą szturmować szkołę, żeby dostać tam pracę to będzie znaczyło, że nauczyciele mają dobrze.

    • motoko

      Nie ma to jak w każdą dyskusję wrzucać temat polityczny. Takie maile powinno się banować, bo tylko jątrzą nie wnosząc nic merytorycznego do tematu.

  • Tomasz

    Może zamiast dawać uczniom tablety, czytniki, czy nie wiem co tam jeszcze, na czym w pierwszej kolejności zyskają ich producenci / dystrybutorzy może warto zacząć od tego by zapewnić dostęp do możliwie szerokiego zakresu materiałów, zasobów bibliotek, ćwiczeń, prezentacji i innych w formie elektronicznej ,odpowiedniej jakości merytorycznej na każdym z etapów edukacji, możliwego do wykorzystania na każdej platformie sprzętowej i programowej. Zapewne każdy rodzic chętnie zakupi niezbędne urządzenie, nawet w kwocie za jakie obecnie są dostępne jeśli wyeliminuje to koszty zakupu książek, które na dzień dzisiejszy w skali zaledwie kilku lat edukacji zdecydowanie przewyższają ceny omawianych urządzeń

    • rrh

      Zgadzam się. Jest już projekt „Wolne podręczniki”. Nie wiem, jaki jest obecny stan projektu, ale pomimo, że jest to godne pochwały przedsięwzięcie, nie ma szans na uzyskanie powszechnego uznania. Z prostej przyczyny – lobby wydawnicze.

  • rrh

    Oj niszczą, niszczą! A najlepiej to widać po gramatyce, interpunkcji w Twoim komentarzu. ;)

  • Shadow_man

    Według mnie tablet jest jednak rewolucją, ze względu na samo to, że to tablet.Teraz popularny wśród społeczeństwa, że prawie każdy chce go mieć. Dlatego nie będzie to laptop, netbook, smartfon, czy ukochany przez autora czytnik, i też na pewno nie komputer stacjonarny. Tablet jest pewną innowacją w interfejsie, gwarantuje bardzo specyficzne środowisko pracy stworzone z dużą dbałością o szczegóły. (jeśli mówimy o tablecie apple’a). Autor ciągle brnie w to dlaczego tablet do multimedialnej prezentacji jeśli może być to rzutnik dla wszystkich. Tablet jest zdecydowanie lepszy. Dlaczego każdy posiada swój własny zeszyt w szkole od zawsze, a nie mają wszyscy w jeden zbiorczy? ;-) Dlatego tablet może być takim prywatnym zeszytem multimedialnym. Uczeń sobie może przypomnieć w każdej chwili daną prezentacje, wykład z tabletu czy przeczytać notatki zrobione do wybranego fragmentu książki, którą teraz omawia np. na Polskim. Dlaczego to nie np. netbook a tablet, to na to pytanie odpowie porównanie tabletu do netbook’a. Tablet jest trochę bardziej mobilny niż netbook i lżejszy. Jedynie, co może przemawiać za netbookiem to klawiatura fizyczna, lecz komunikacja dotykowa z tabletem przebija brak klawiatury. Dzięki tym udogodnieniom mamy wrażenie obcowania z prawdziwym multimedialnym zeszytem, który na prawdę może przydać się uczniom w szkołach. Jak i zapewnia rozrywkę na przerwie w postaci odtwarzacza muzyki. I tutaj atut tego, że posiadamy takie same urządzenia jak koledzy, co pozwala na integrację z rówieśnikami. Można np. pograć wspólnie w jakąś grę po BT. I nie mówię tutaj o jakimś nałogowym gapieniu się na ekran w szkole zamiast pogadania czy zagrania w piłkę na boisku jak jest ładna pogoda, ale gdy zimno na dworze i nie ma nic ciekawszego do roboty na przerwie, to wspólna zabawa iPadami nie jest taka straszna. ;-) Nie ma, co porównywać nawet tabletu z czytnikiem, ponieważ jest ograniczony multimedialnie w dużym stopniu. Jedynie rozwiązuje pewne problemy z ciężkimi książkami i baterią, ale nie daje multimedialnych korzyści dla każdego ucznia z osobna. Kwestia pracy samemu na lekcji na słuchawkach i odcięcia się od świata jest tragicznie komiczna, gdyż nauczyciele bardzo często prowadzą lekcje w sposób „przeczytajcie sobie SAMI później omówimy”, albo po omówieniu „Zróbcie teraz zadania SAMI, żeby się sprawdzić bo koleżanka/kolega na teście wam nie pomoże” , to nie rozumiem w czym przeszkadzałoby obejrzenie prezentacji w tym samym czasie przez każdego z osobna, według mnie to nawet lepiej, bo mając swoje źródło dźwięku w słuchawkach eliminujemy problem złej akustyki sali. Osoby z tyłu mogą często źle słyszeć, czy też kłopotliwy szum kolegów z klasy, których najwyraźniej prezentacja nie zainteresowała. Tak samo swój własny ekran pozwala dojrzeć więcej szczegółów w prezentacji i bardziej komfortowo obejrzeć dany materiał niż na rzutniku. Podsumowując, jest kilka powodów dla których warto wprowadzić tablet do szkolnictwa. Jednak podchodzenie do tabletów w szkołach w sposób zła koniecznego typu : „Czemu to, jak może być coś tańszego, gorszego tylko o pewne niuanse” jest podejściem na pewno oszczędnym, ale nie do końca najlepszym, gdyż jak to się mówi, diabeł tkwi w szczegółach. ;-)

    • rrh

      Byś się zdziwił, że to taka rewolucja. W sensie, że mobilne urządzenia są rewolucją.

      Japonia to kraj, o którym wszyscy myślą, że mają wszystko co nowe i najlepsze.
      Pewien amerykański nauczyciel przyjechał do tego kraju uczyć angielskiego. Ponieważ on zna się na nauczaniu i wie, co to jest krzywa zapominania, pragnął skłonić swoich uczniów do nauki przy pomocy SRS – konkretnie Anki.

      Jakieś wielkie było jego zdziwienie, kiedy odkrył, że uczniowie w dużej większości nie mają komputerów! Tak, to nie żart!
      Tam nastąpiła natomiast rewolucja smartfonów. Praktycznie każdy korzysta z takiego urządzenia, a ich możliwości (nie chcę skłamać) przekraczają te, które idą na rynek europejski i amerykański.

  • Michalk

    Tomek Sułkowski: Wyobraź sobie klasę. Taką jak jest teraz. Wyobraź sobie dzieci czytające książki. Już? I jak, trzymają je w rączkach w górze, czy raczej na biurkach? Ustalmy więc: temat wagi w szkołach to przede wszystkim temat usunięcia problemu dźwigania kilogramów książek w plecakach. I pod tym względem tablet = reader.Z baterią już obaj się tyle nagadaliśmy że kapituluję, skończyła mi się bateria ;)Jeszcze raz ogólnie, o co mi chodzi o tabletem/czytnikiem/książkami:
    czytnik to zamiennik książek, dużo lżejszy ale mniejszy i czarno-biały – zmiana w dobrym kierunku, z rodzajów “ewolucyjnych”. Tablet tymczasem to zamiennik książek lżejszy, o gorszym ekranie (tu bez dwóch zdań), ale dużo większych możliwościach i potencjale “rewolucyjnym”.

    Jeśli trzymają na biurkach to z ekranem lcd mamy problem z kątem patrzenia, z e-inkiem nie

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=1063582174 Tomek Sułkowski

      To jakieś lewe tablety macie.

  • Luk

    rrh=pisowki troll :)

    rrh: Byś się zdziwił, że to taka rewolucja. W sensie, że mobilne urządzenia są rewolucją.Japonia to kraj, o którym wszyscy myślą, że mają wszystko co nowe i najlepsze.
    Pewien amerykański nauczyciel przyjechał do tego kraju uczyć angielskiego. Ponieważ on zna się na nauczaniu i wie, co to jest krzywa zapominania, pragnął skłonić swoich uczniów do nauki przy pomocy SRS – konkretnie Anki.Jakieś wielkie było jego zdziwienie, kiedy odkrył, że uczniowie w dużej większości nie mają komputerów! Tak, to nie żart!
    Tam nastąpiła natomiast rewolucja smartfonów. Praktycznie każdy korzysta z takiego urządzenia, a ich możliwości (nie chcę skłamać) przekraczają te, które idą na rynek europejski i amerykański.

    • rrh

      Dziękuję, ale sam się potrafię przedstawić. :)

      A teraz się zabarykaduj, bo o 6. wpadniemy z innymi ziomami – kaczystowskimi siepaczami od Jaroczeta Kaczafiego i od Antoniego o złowrogich oczach!
      Bo przecież PiS aresztuje i podsłuchuje każdego!

      Aj waj!

      ps.
      Na prawdę rozbawił mnie ten komentarz :)

  • https://plus.google.com/108210938128443928484/ bimas

    Fajny artykuł – trzeba przyznać!
    Niestety wiele kwestii zostało pominiętych, a problematyczne pytanie zostało źle postawione…

    Zacznijmy od tego, że jeśli chcemy już wprowadzać nową technologię do szkolnictwa to powinna spełniać więcej założeń niż tylko czytanie książek i eliminować tylko jeden problem – problem ogromnej wagi plecaków. Czyli czytnik z definicji odpada!

    Kolejna kwestia to fakt, że samo wprowadzenie nowej technologii niewiele zmieni. Potrzebna jest gruntowna zmiana w systemie nauczania!
    Może wymienię co mnie boli, a co w tej chwili ciśnie mnie na język:

    1. Nauczyciele oceniają uczniów subiektywnie.
    Zdarza się, że nielubiany przez nauczyciela uczeń otrzymuje ocenę o pół stopnia lub nawet o stopień niższą od innego ucznia, który podał tą samą odpowiedź na to samo pytanie, a którego nauczyciel uwielbia.

    2. Ocena dotyczy wyłącznie rezultatu.
    Nauczyciel ocenia to czy rezultat działania ucznia jest prawidłowy i na ile prawidłowy. Szkolnictwo nie ocenia popełnionych błędów i trudu w dojściu do celu tylko sam efekt końcowy. Doprowadza to do tego, że w życiu boimy się popełniać błędy, ryzykować – bo zostaliśmy nauczeni, że nie wolno popełniać błędów, byliśmy za to karani.

    3. W szkołach uczy się samodzielnej pracy – a przecież w pracy pracuje się zespołowo!
    W prawie każdej ofercie pracy [a na pewno w znakomitej większości] jest wzmianka o tym, że szukają osób z umiejętnością pracy zespołowej! Jak tu się tego nauczyć skoro w szkole pracuje się wyłącznie samemu i ocenie podlega wyłącznie rezultat samodzielnej pracy, a praca zespołowa jest kategorycznie zabroniona i karana?

    Powyższe punkty to tylko wierzchołek góry lodowej.
    Wszystkie powyższe punkty mogą zostać wyeliminowane lub zminimalizowane. Nie jest istotne z jakiego urządzenia będą korzystać uczniowie – ważne by spełniało swoje założenia, a czytnik już z samej definicji założeń nie spełnia. Założeń nie spełnia także komputer stacjonarny bo można go użyć tylko w jednej sali – szkoła musiałaby kupić do każdej sali osobny sprzęt, a jeśli sprzęt miałby być finansowany z pieniędzy rodziców to wymagaliby sprzętu mobilnego.

    Ostatnia poruszona kwestia to kwestia wysokich kosztów samego sprzętu, którym obarczani są, jak dobrze rozumiem, rodzice. A ja powiem: bzdura! Wcale nie są takie wysokie!
    Wprowadzenie urządzeń mobilnych pozwoli na znaczne zmniejszenie kosztów pozostałych, w tym koszty podręczników, zeszytów i wizyt lekarskich z powodu bólów stawów/kości i skrzywienia kręgosłupa [vide ciężki plecak].
    Faktem jest że na dzień dzisiejszy koszty te będą i tak przewyższać obecne, bez tej technologii, ale przecież sprzęt tanieje…
    Wyjdzie pewnie na to, że do obecnych kosztów doszłoby paręset zł. Za parę lat to zdecydowanie będzie opłacalne, ale chyba nie rozmawiamy o opłacalności finansowej, a o ogólnej?

    Na koniec jak nowoczesna technika wpływa na dzieci w szkole:
    http://www.youtube.com/watch?v=oDliAbjZr0M

    • Marcin

      Tak a propos kosztów jeszcze dodam od siebie.

      Jak czytam o tych przetargach na setki komputerów które i tak się starzeją w zawrotnym tempie a są użytkowane w ułamku swoich możliwości to się gotuję….

      Bo czy nie można zrobić systemów multiseat?
      http://www.youtube.com/watch?v=0NifIA7mjbs
      http://www.youtube.com/watch?NR=1&feature=endscreen&v=lEHmpBTV180

      A na linuksie to już w ogóle banalna sprawa i wcale nie musi być przez USB tylko wystarczy jakaś karta wielomonitorowa a kart w komputerze może być kilka (np. 4 x displayport w nvidii Quadro na pcie x1 i takich kart można zamontować średnio z 5 w jednej maszynie – wystarczy dla całej klasy)

      No ale nie… trzeba przecież wydać miliony z budżetu.

    • moj

      bimas
      1. Nauczyciele oceniają uczniów subiektywnie.
      Zdarza się, że nielubiany przez nauczyciela uczeń otrzymuje ocenę o pół stopnia lub nawet o stopień niższą od innego ucznia, który podał tą samą odpowiedź na to samo pytanie, a którego nauczyciel uwielbia.
      2. Ocena dotyczy wyłącznie rezultatu.
      Nauczyciel ocenia to czy rezultat działania ucznia jest prawidłowy i na ile prawidłowy. Szkolnictwo nie ocenia popełnionych błędów i trudu w dojściu do celu tylko sam efekt końcowy. Doprowadza to do tego, że w życiu boimy się popełniać błędy, ryzykować – bo zostaliśmy nauczeni, że nie wolno popełniać błędów, byliśmy za to karani.
      3. W szkołach uczy się samodzielnej pracy – a przecież w pracy pracuje się zespołowo!
      W prawie każdej ofercie pracy [a na pewno w znakomitej większości] jest wzmianka o tym, że szukają osób z umiejętnością pracy zespołowej! Jak tu się tego nauczyć skoro w szkole pracuje się wyłącznie samemu i ocenie podlega wyłącznie rezultat samodzielnej pracy, a praca zespołowa jest kategorycznie zabroniona i karana?Powyższe punkty to tylko wierzchołek góry lodowej.
      Wszystkie powyższe punkty mogą zostać wyeliminowane lub zminimalizowane.

      Człowiek oceniający kogoś subiektywnie, przecież to oksymoron ;)
      Po pierwsze generalizujesz, a po drugie wylewasz żale. Rozumiem że to Ty albo Twoje dziecko zostało przez nauczycieli skrzywdzone. Jakoś rzadko można usłyszeć, że „mnie za dobrze oceniano bo mnie lubiano”. Sprzeczność w Twoich wywodach tkwi też w fakcie, że jeśli w drugim punkcie miałbyś rację to pierwszy punkt byłby kłamstwem.
      Co do trzeciego punktu to fakt. W innych krajach dzieci mają mniejszą wiedzę podręcznikową, ale za to potrafią ze sobą współpracować, a u nas współpraca polega tylko na ściąganiu na sprawdzianach ;) Ale w końcu egzaminu gimnazjalnego ani matury nie zdaje się zespołowo.

      bimas
      A ja powiem: bzdura! Wcale nie są takie wysokie!
      Wprowadzenie urządzeń mobilnych pozwoli na znaczne zmniejszenie kosztów pozostałych, w tym koszty podręczników, zeszytów i wizyt lekarskich z powodu bólów stawów/kości i skrzywienia kręgosłupa [vide ciężki plecak].
      Faktem jest że na dzień dzisiejszy koszty te będą i tak przewyższać obecne, bez tej technologii, ale przecież sprzęt tanieje…
      Wyjdzie pewnie na to, że do obecnych kosztów doszłoby paręset zł. Za parę lat to zdecydowanie będzie opłacalne, ale chyba nie rozmawiamy o opłacalności finansowej, a o ogólnej?

      Jeżeli akurat Ciebie stać na te koszty to super, można szukać szkoły gdzie znalazło by się więcej takich rodziców i tam można by zorganizować nauczanie na tabletach. Już takie szkoły w Polsce ponoć są.
      Jednak większość rodziców nie stać na zwykłe netbooki, a co dopiero na tablet i to iPad.
      Bardzo naiwne jest stwierdzenie, że zmniejszy to koszt podręczników, bo niby elektroniczne będą tańsze. Widziałeś ceny ebooków?
      A plecaki powinno się obowiązkowo odchudzić.

    • https://plus.google.com/108210938128443928484/ bimas

      @moj: dzięki za komentarz.

      moj: Po pierwsze generalizujesz, a po drugie wylewasz żale. Rozumiem że to Ty albo Twoje dziecko zostało przez nauczycieli skrzywdzone. Jakoś rzadko można usłyszeć, że “mnie za dobrze oceniano bo mnie lubiano”.

      Tak, wylewam żale, ale nie na podstawie własnych doświadczeń, a na podstawie obserwacji tego co się dzieje w szkołach.
      Nie usłyszysz od dziecka stwierdzenia, że mam za dobrą ocenę, bo dzieci wolą mieć jak najwyższe oceny. Nie od dziś wiadomo, że oceny nie są adekwatne do posiadanej wiedzy – więc po co się wychylać i obniżać sobie średnią? W imię czego? Sprawiedliwości? Coś takiego przecież nie istnieje…

      moj: Sprzeczność w Twoich wywodach tkwi też w fakcie, że jeśli w drugim punkcie miałbyś rację to pierwszy punkt byłby kłamstwem.

      Może się tak wydawać, ale nie – drugi punkt nie jest sprzeczny [w zamiarze] z drugim. Pierwszy punkt dotyczy procesu oceniania, drugi ocenianej rzeczy.
      Być może źle sformułowałem drugi punkt i powinien raczej brzmieć „Ocenie podlega wyłącznie rezultat” – jednak sens pozostaje ten sam, czyli fakt, że proces dojścia do rezultatu jest pomijany, a ocenia się tylko efekt końcowy przez co, gdy wykonamy go źle, nie jest doceniany trud jaki włożyliśmy w wykonanie zadania, a jedynie jesteśmy karani za błędny rezultat.
      W połączeniu z punktem pierwszym może przynieść mieszankę wybuchową. Nie dość, że jesteśmy karani za źle wykonaną pracę zamiast za źle wybraną drogę wykonania pracy to subiektywizm oceny jeszcze bardziej dobija [lub nie - w przypadku ucznia lubianego przez nauczyciela]. W każdym bądź razie to nie uczy rozwoju, a jedynie go hamuje.

      moj: Ale w końcu egzaminu gimnazjalnego ani matury nie zdaje się zespołowo.

      Matura i egzamin końcowy to, w moim przekonaniu, sprawdzenie wiedzy i umiejętności nabytych w szkole. Myślę, że nie powinno się go zdawać zespołowo. Każdy z osobna powinien się dowiedzieć ile wyniósł z nauki w minionych latach.

      moj: Jeżeli akurat Ciebie stać na te koszty to super, można szukać szkoły gdzie znalazło by się więcej takich rodziców i tam można by zorganizować nauczanie na tabletach. Już takie szkoły w Polsce ponoć są.
      Jednak większość rodziców nie stać na zwykłe netbooki, a co dopiero na tablet i to iPad.
      Bardzo naiwne jest stwierdzenie, że zmniejszy to koszt podręczników, bo niby elektroniczne będą tańsze. Widziałeś ceny ebooków?

      Skoro już teraz każdego rodzica stać [lub nie stać, ale wtedy książek też nie ma] na wydanie prawie 1000 zł rok rocznie na podstawowe wyposażenie plecaka jednego dziecka to dlaczego sądzisz, że wydanie podobnej sumy na zakup urządzenia, które (1) będzie służyło latami i (2) wyeliminuje większość bolączek rodziców oraz dodatkowych kosztów lekarskich jest złym pomysłem?

      Ebooki mają to do siebie, że ćwiczenia w nich zawarte mogą zostać „wymazane”, a książka sprzedana jako nowa – czego nie można zrobić teraz, z papierową wersją. Więc nawet gdyby ebooki były nieznacznie tańsze [w co nie wierzę przy hurtowym zakupie] to i tak jest możliwość odzyskania tych pieniędzy poprzez sprzedaż.
      Faktem jest, że podręczniki się zmieniają, ale nie wszystkie…

    • moj

      bimas: @moj: dzięki za komentarz.
      Tak, wylewam żale, ale nie na podstawie własnych doświadczeń, a na podstawie obserwacji tego co się dzieje w szkołach.
      Nie usłyszysz od dziecka stwierdzenia, że mam za dobrą ocenę, bo dzieci wolą mieć jak najwyższe oceny. Nie od dziś wiadomo, że oceny nie są adekwatne do posiadanej wiedzy – więc po co się wychylać i obniżać sobie średnią? W imię czego? Sprawiedliwości? Coś takiego przecież nie istnieje…
      Może się tak wydawać, ale nie – drugi punkt nie jest sprzeczny [w zamiarze] z drugim. Pierwszy punkt dotyczy procesu oceniania, drugi ocenianej rzeczy.
      Być może źle sformułowałem drugi punkt i powinien raczej brzmieć “Ocenie podlega wyłącznie rezultat” – jednak sens pozostaje ten sam, czyli fakt, że proces dojścia do rezultatu jest pomijany, a ocenia się tylko efekt końcowy przez co, gdy wykonamy go źle, nie jest doceniany trud jaki włożyliśmy w wykonanie zadania, a jedynie jesteśmy karani za błędny rezultat.
      W połączeniu z punktem pierwszym może przynieść mieszankę wybuchową. Nie dość, że jesteśmy karani za źle wykonaną pracę zamiast za źle wybraną drogę wykonania pracy to subiektywizm oceny jeszcze bardziej dobija [lub nie - w przypadku ucznia lubianego przez nauczyciela]. W każdym bądź razie to nie uczy rozwoju, a jedynie go hamuje.

      To normalne, że rodzic w sytuacji niepowodzeń dziecka, szuka usprawiedliwień typu: nauczyciel nie lubi mojego dziecka. Nawet jeśli to byłaby prawda to należałoby się zastanowić dlaczego nie lubi akurat mojego dziecka. W nauczaniu normalnie uwzględnia się pracę włożoną przez dziecko, ale najważniejszy jest jednak efekt. Sam w pracy też nie możesz się tłumaczyć, że się starałeś, szefa (lub klienta) interesuje efekt. Generalnie zależy to pewnie od nauczyciela. Po co generalizować? Inaczej też wygląda sprawdzian inaczej odpowiedź ustna. Jak w odpowiedzi ustnej uwzględnić pracę (myślową)? Trud jest bardzo subiektywny, a w życiu już tak jest że liczy się efekt.
      Właśnie przez to że nauczyciel powinien uwzględnić wiele aspektów, a nie samą wiedzę, niektórzy (w tym Ty) mogą odnieść wrażenie, że nie jest to ocena sprawiedliwa. Właśnie ocenianie tylko prawidłowych elementów w rozumowaniu (nie tylko samych efektów) może dawać bardziej obiektywne ocenianie.Ocenianie zawsze było trudne.

      bimas:
      Matura i egzamin końcowy to, w moim przekonaniu, sprawdzenie wiedzy i umiejętności nabytych w szkole. Myślę, że nie powinno się go zdawać zespołowo. Każdy z osobna powinien się dowiedzieć ile wyniósł z nauki w minionych latach.

      Skoro więc wszyscy patrzą na ten wynik i decyduje on o przyszłości ucznia to chyba dobrze, że się kładzie duży nacisk na przygotowywanie do niego.
      Swoją drogą może przydałby się egzamin dojrzałości w umiejętności współpracy.

      bimas:
      Skoro już teraz każdego rodzica stać [lub nie stać, ale wtedy książek też nie ma] na wydanie prawie 1000 zł rok rocznie na podstawowe wyposażenie plecaka jednego dziecka to dlaczego sądzisz, że wydanie podobnej sumy na zakup urządzenia, które (1) będzie służyło latami i (2) wyeliminuje większość bolączek rodziców oraz dodatkowych kosztów lekarskich jest złym pomysłem?Ebooki mają to do siebie, że ćwiczenia w nich zawarte mogą zostać “wymazane”, a książka sprzedana jako nowa – czego nie można zrobić teraz, z papierową wersją. Więc nawet gdyby ebooki były nieznacznie tańsze [w co nie wierzę przy hurtowym zakupie] to i tak jest możliwość odzyskania tych pieniędzy poprzez sprzedaż.
      Faktem jest, że podręczniki się zmieniają, ale nie wszystkie…

      Sądzę, że nie stać większości na wydanie dodatkowych pieniędzy na zakup sprzętu tylko do szkoły. Większość ma problemy, aby wysupłać teraz pieniądze na książki i inne pomoce naukowe. Widać nie masz w sąsiedztwie ludzi przeciętnie zamożnych, nie mówią o na prawdę biednych.
      Używanie tabletu czy laptopa nie spowoduje, że wydawnictwa nie będą chciały pieniędzy za swoje publikacje.
      Gdzie widziałeś ebooka którego masz prawo odsprzedać?! Książkę papierową możesz odsprzedać, wiec jak na razie patrząc na cenę ebooków wychodzi taniej.
      Ceny „hurtowe” mogą być co najwyżej kilka procent mniejsze. Niby wszyscy mówią że książki elektroniczne powinny być tanie bo odpada papier, pośrednictwo hurtowni, dystrybucja a jednak ceny są niewiele niższe. Czasem nawet na Amazon można znaleźć taniej wersje papierową niż na Kindle.
      Dodatkowo gdyby dziecko musiało nosić do szkoły co dziennie sprzęt to nie służyłby on długie lata.

  • Marcin

    Jeżeli akurat Ciebie stać na te koszty to super, można szukać szkoły gdzie znalazło by się więcej takich rodziców i tam można by zorganizować nauczanie na tabletach. Już takie szkoły w Polsce ponoć są.
    Jednak większość rodziców nie stać na zwykłe netbooki, a co dopiero na tablet i to iPad.
    Bardzo naiwne jest stwierdzenie, że zmniejszy to koszt podręczników, bo niby elektroniczne będą tańsze. Widziałeś ceny ebooków?
    A plecaki powinno się obowiązkowo odchudzić.

    1. Na zaopatrzenie dziecka z klasy III-IV wydaje się średnio ok 300-400 zł co roku na same ksiażki. Uważasz, że kupienie np. czytnika ebooków za jakieś 600-1000zł raz na 3 lata to jest w porównaniu z powyższym jakaś straszna sprawa?

    2. Ebooki – z podręcznikami powinny być jak pisałem wyżej – public domain i do ściągnięcia za darmo. Trzęsie mnie jak słyszę właśnie głosy tych przerażonych „wydawców” których lata tytanicznej pracy kosztowało napisanie prostej książki z wiedzą dla dzieci… którzy przede wszystkim martwią się o „piractwo”. Koszmar.

    • moj

      Marcin:
      1. Na zaopatrzenie dziecka z klasy III-IV wydaje się średnio ok 300-400 zł co roku na same ksiażki. Uważasz, że kupienie np. czytnika ebooków za jakieś 600-1000zł raz na 3 lata to jest w porównaniu z powyższym jakaś straszna sprawa?

      Na czytnik ebooków dla dziecka zgodziłbym się chętniej. Mnie byłoby stać i gdyby była dostępność podręczników na ebooki dawno już dałbym dziecku czytnik. Istnieje jednak masa ludzi, może nawet większość dla których taki wydatek jest nie do przyjęcia. A widząc jak dzieci niszczą różne rzeczy te 3 lata mogą być mocno nierealne ;)

      Marcin:
      2. Ebooki – z podręcznikami powinny być jak pisałem wyżej – public domain i do ściągnięcia za darmo. Trzęsie mnie jak słyszę właśnie głosy tych przerażonych “wydawców” których lata tytanicznej pracy kosztowało napisanie prostej książki z wiedzą dla dzieci… którzy przede wszystkim martwią się o “piractwo”. Koszmar.

      A kto napisze te podręczniki? Państwo nie bardzo jest skłonne brać na siebie te koszta, wolą wspomagać wydawnictwa, które w dzisiejszych czasach ciągłej zmiany programów nauczania mają złote lata. A co do tytanicznej pracy wydawnictw to słyszałem, że książki Operonu piszą nauczyciele w kilka tygodni gdzie zespół trzech nauczycieli dostaje po 2 tysiące na rękę. Przy tego typu wydatkach taniej byłoby, żebyśmy to my rodzice zrzucili się na ich pensje i udostępnili te publikacje za darmo w wersji elektronicznej. Inna sprawa, że jakość takich książek jest raczej problematyczna.

  • ignispl

    Tomek Sułkowski: @Jan:Dlaczego uparcie wiążesz materiały multimedialne z dźwiękiem? Pierwszy wizja tego, jak tablet mógłby byc przydatny w nauczaniu jaki jeszcze kiedyś wpadł mi do głowy to symulacje na fizyce, czy w temacie stereometrii na matematyce, animacje na biologii, itd. Przydatna multimedialność? Przydatna. Potrzebny dźwięk? A skąd.

    Bardzo wątpię, czy skupianie się na „fajności” prezentacji multimedialnych jest rzeczywiście zabiegiem poprawiającym skuteczność nauczania. Otóż spora część wiedzy musi zostać przyswojona i zrozumiana a nie obejrzana. Byc może nauka biologii bazująca na atrakcyjnych widoczkach merystemu lub spiralek DNA jest atrakcyjna wizualnie ale nijak nie wpłynie na zrozumienie mechanizmów kierujących danym procesem. Skupianie się na atrakcyjności wizualizacji to plaga świadcząca o naszym nadmiernym przywoiązaniu do formy a nie treści. Otóż szkoła nie ma za zadanie uatrakcyjniać zycia uczniowi, choć to ostatnie jest mile widzianym dodatkiem. Szkoła ma nauczyć ucznia współdziałania, zrozumienia treści i umiejętności łączenia faktów. Istnienie procesorka kombinującego za ucznia działa demobilizująco, bo, nie oszukujmy się, oprócz multimedialnych prezentacji (bez których nota bene wytrzymywaliśmy i wytrzymujemy z powodzeniem w szkole i pracy) tablet może słuzyć jako kombajn wykonujący pracę za ucznia. Od kalkulatora począwszy na szybkim „looknięciu” do wikipedii i skorzystaniu z googla.
    Ponadto:
    1. Jak rozwiązemy sytuację uczniów, których nie stać na tablety?
    2. Jak rozwiążemy systuację nauczycieli, których nie stać na tablety?
    3. Jak rozwiązemy systuację nauczycieli, którzy nie posiadają umiejętności związanych z operowaniem multimediami i oprogramowaniem?
    4. JAk rozwiążemy kwestię praw autorskich i wykorzystywania materiałów służących do ww. prezentacji?
    5. Dlaczego oglądanie filmu o tworzeniu merystemu wierzchołkowego ma zastepować obserwacje natury i doświadczenia hodowlane?
    6. Co zrobimy z dziećmi niedosłyszącymi, niedowidzącycmi lub niewidomymi? Zamknięmy je w rezerwacie innego systemu nauczania?
    7. Czy w ogóle ktokolwiek zbadał skutki wielogodzinnego siedzenia przed świecącycm ekranem na struktury mózgu lub nerwy wzrokowe u dzieci? Bo takie lekcje plus ich odrabianie niewątpliwie wymagają GODZIN przed komputerem/tabletem/laptopem…
    Akyrat zajmuję sie biologią (stąd te merystemy…)i widzę jak uzaleznienie od Google university oraz wikipedii pozbawia chęci zdobywania wiedzy albo blokuje umiejętność poprawnego korzystania z wiarygodnych źródeł. Już głupie kalkulatory spowodowały że przecietny student nie umie liczyć w pamięci. Boję sie pomysleć co takie kobajniki jak tablety (traktowane jak GŁÓWNA pomoc dydatktyczna) zrobia z umiejętnościami i mózgiem dziciaków…

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000507383424 Tomasz Szkudlarek

    Z reguły jest tak, że osoba, której celem jakiejś wypowiedzi / artykułu jest krytyka, ma bardzo zawężoną percepcję.
    I tak jest w tym przypadku. Szkoda mi czasu na jakieś rozpisywanie się, więc skupię na treści :)

    Po pierwsze. Zgrałeś całą funkcjonalność iPada czy tabletu do multimedialnej, hałasującej i rozpraszającej książki. O ile dla potrzeb Twojej argumentacji jest to doskonały obraz, o tyle, w rzeczywistości ma on niewiele wspólnego z prawdą.
    Książki iBookowe to przede wszystkim w zamierzeniu książki interaktywne. Na czym to polega zapraszam na youtube w celu oglądnięcia Fuse Algebra, która była już dostępna wcześniej w formie aplikacji.
    Wyobraźcie sobie, że uczeń może sobie sam zobaczyć co się stanie jeśli np. zmodyfikuje zmienne wykresu, który w czasie rzeczywistym dostosuje się do podanych przez niego liczb, gdy na własne oczy zobaczy efekt wpisywania liczb ujemnych w niektóre równania, czy przekona się „interaktywnie” o tym jak działa twierdzenie Talesa. Proszę sobie wyobrazić, że uczeń na własne oczy bez konieczności stosowania drogich przyrządów pomiarowych czy odczynników chemicznych i z zachowaniem bezpieczeństwa jak zmienia się kolor czy właściwości kwasu jeśli czegoś się do niego doda (to nie jest rocket science).
    Przekona się na lekcji Historii jak wygląda Katedra Notre Dame wewnątrz przy pomocy trójwymiarowej interaktywnej prezentacji, w której weźmie poniekąd udział, oraz wiele, wiele innych.

    Krytyk, niestety widzi tylko książki z obrazkami i filmami… Come one … Srsly?

    „Pytanie zasadnicze brzmi, jaką korzyść przyniesie obejrzenie multimedialnej prezentacji na tablecie, przez każde dziecko z osobna, w zmian wyświetlenia jej projektorem przez nauczyciela na ścianie?”

    Otóż przyniesie jedną zasadniczą korzyść – wzbudzi wewnętrzną chęć i motywację dziecka do poznawania świata samemu (to nie jest wymysł, sugeruję poczytać o SDT Deciego). To jest olbrzymia różnica! W klasie najważniejsze jest dziecko, student, nie nauczyciel. Tak naprawdę rola nauczyciela powinna przede wszystkim polegać na nie przeszkadzaniu, a dopiero na drugim miejscu w POMOCY studentowi. Jeżeli jedyną rolą nauczyciela ma być prezentowanie i wymaganie wiedzy to już dziś można go zastąpić komputerem, tylko, że do niczego nie dojdziemy.

    iBooks nie ma być rewolujcą systemu edukacji. To ma być tylko rewolucja narzędzi używanych w systemie edukacji. Różnica jest znaczna, bo nie ma sensu argument porównujący iBooks (narzędzie) do całego systemu (jak Akademia Khana). Come on!

    „Interaktywne książki to rewelacyjny sposób na zainteresowanie dzieci nauką po lekcjach”
    Absolutnie się z tym nie zgodzę. Takie podejście buduje w dziecku / studencie bardzo zły nawyk – buduje się pojęcie, że w domu mam przyjemność a szkoła to zło konieczne, które trzeba odbębnić. To jeden z tych powodów, które moim zdaniem działają szkodliwie w obecnym systemie edukacji. Zniechęć dziecko do szkoły, będzie ją traktowało jako wroga. Oczywiście, iBooks tego nie naprawi, ale to zawsze mały kroczek, który przynajmniej niektózy rozumieją …

    „Tablet do czytnia lektur się z całą pewnością nie nadje”
    Mimo, że celem iBooks nie jest zastąpienie lektur szkolnych to mimo wszystko uważam powyższe zdanie za logiczny nonsens. To nie nadaje się czy się nadaje? Bo dalej piszesz, że się jednak nadaje tak samo jak monitor. Ale jaki monitor? Uważasz, że 22″ monitor podłączony do ciężkiego pudła nadaje się tak samo do czytania książek jak 0,5kg tablet, który można ze sobą nosić wszędzie? Czy może wydaje Ci się, że ekran tabletu technicznie się nie nadaje co jest zwyczajnie nieprawdą :-)

    I wreszcie. Najważniejsze. Możemy długo dyskutować i sprawiać wrażenie ekspertów od lotnictwa jednocześnie popełniając podstawowe błędy logiczne.

    To narzędzie JUŻ się sprawdziło.
    http://www.hmhco.com/content/student-math-scores-jump-20-percent-hmh-algebra-curriculum-apple-ipad-app-transforms-class

    • moj

      Całe to oprogramowanie Apple to prezent na gumce. Zgodnie z zasadami licencji nie można książek tworzonych w iBooks sprzedawać inaczej niż tylko przez sieć sprzedaży Apple. Jedynie w przypadku darmowego rozdawania nie trzeba korzystać app store. To spore ograniczenie.
      Bardzo nietypowe aby praca stworzona przez kogoś nie należała do niego tylko dlatego że użył narzędzia Apple.
      http://di.com.pl/news/42998,0,Apple_dyktuje_ciekawe_warunki_uzytkownikom_iBooks_Author.h

    • Jan Rybczyński

      Te prezentacje o których mówisz, to fajne rzeczy. Naprawdę do przyszłość edukacji, ale wciąż uważam, że:
      - doświadczenie fizyczne, chemiczne, biologiczne wciąż lepiej przeprowadzić samemu, niż obejrzeć na ekranie. To taka sam różnica jak zobaczyć dokument na temat gór i pojechać w te góry.
      - podstawianie liczb, żeby zobaczyć jak zmienia się wykres to super sprawa, tylko dlaczego uczniowie muszą to robić na tablecie akurat i na oprogramowaniu apple, skoro nawet w przeglądarce funkcjonują tego rodzaju aplikacje? Czy robi to jakąś decydującą różnicę, wartą ciężkich pieniędzy, że będzie to tablet a nie cokolwiek innego?
      - prezentacje katedry uczniowie mogą zobaczyć na początek na dużym ekranie/rzutniku/tablicy multimedialnej i jak ich zainteresuje, powinny mieć do niej dostęp w domu na takim urządzeniu, jakie im pasuje. Zajęcia w klasie to wciąż zajęcia w grupie, chociaż każdy uczy się sam, nie znaczy to, że każdy sobie rzepkę skrobie.

      Jeżeli rola nauczyciela polega na nieprzeszkadzaniu, to takie rzeczy jak dyscyplina, autorytet, instytucja szkolnictwa są w ogóle przereklamowane i zbędne, bo dziecko może samo poznawać świat…

      oczywiście zgadzam się, że szkoła powinna interesować, a nie tylko być przykrym obowiązkiem, że atrakcyjne materiały ku temu pomogą, ale wciąż nie zobaczyłem ani jednego mocnego argumentu, czemu tablety są do tego celu najlepsze, bezkonkurencyjne, warte swej ceny. Są dobre, co najmniej tak dobre jak wszelkie inne nowe technologie w szkołach (interaktywne tablice, projektory, komputery, elektroniczne lektury), ale czy na tle tych innych rzeczy są szczególnie warte uwagi?

      Mówisz, że to tylko rewolucja narzędzia, a nie całego systemu. Ok, ja mówię, że to co proponuje Khan nie dość, że przyniesie bez porównania lepsze rezultaty, to na dodatek jest darmowe. To co lepiej Twoim zdaniem zrobić? Kosztowną rewolucje samych narzędzi, czy znacznie tańszą, zwłaszcza dla rodziców, rewolucję w systemie, która przyniesie nieporównywalnie lepsze efekty?

      Co do ekranu – uważam, że narzucenie dzieciom czytania lektur z ekranu jest po pierwsze nieprzebadane – nie wiadomo czy to nie ma wpływu na zdrowie/oczy. Po drugie jest nieprzyjemne, męczące. Waga tabletu i jego mobilność jest prawie nieistotna w obliczu dyskomfortu jakim jest przeczytanie kilkuset stron ciurkiem na takim ekranie. To nie jest czytanie jak na WWW, skanowanie, skakanie po tekście, ciągłe zmienianie stron i przerwy. Mówimy o ciągłym czytaniu strona za stroną. Ile książek przeczytałeś na tablecie? Robiłeś to sesjami po kilka h dziennie, bez ciągłych przerw? Czytałeś je tak jak byś czytał papierową książkę? Dla mnie to pytania retoryczne, bo nawet jeżeli odpowiesz twierdząco, nie przekłada się to na statystyczny odbiór tekstu na ekranie.

      Co do założenia, że to już się sprawdziło: mówimy o współwystępowaniu (korelacji) czy może relacji przyczyna – skutek? Jesteś pewien, że wykorzystanie innych urządzeń elektronicznych w zmian tabletów nie dałoby porównywalnych albo lepszych efektów?

      Podsumowując krótko, każdy może mieć swoje zdanie, ale jeszcze nikt nie podał choćby jednego przekonywującego mnie argumentu czemu tablet dla każdego ucznia W CZASIE LEKCJI miałby by być wart swojej ceny, w zamian innych możliwych dróg rozwoju, które niosą potencjalnie lepsze efekty niższym kosztem.

  • Edi

    Przecież w programie „Cyfrowa szkoła” wyrażnie wyraźnie jest zaznaczone, że wyboru między tabletem a notebookiem dokonuje szkoła.

    • moj

      Jeśli ten projekt wypali to będzie całkiem nieźle. Każda szkoła będzie mogła zdecydować jak najlepiej zorganizować korzystanie ze sprzętu i jaki wybrać. A zapewne po czasie zobaczymy jakie rozwiązania sprawdzają się najlepiej.
      Gorzej, że takie akcje były już nie raz zapowiadane ale wyszło jak zwykle :(

  • Edi
  • Mariusz

    nawet nie bede czytal co napisales, nie sprawdzi sie bo po takiej szkole wiekszosc uczniow bedzie ślepa.

  • Józek K

    Powiem tak: zejdźmy na ziemię.

    „W rankingu UNICEFu dotyczącego różnic w poziomie życia dzieci, Polska zajęła 21. miejsce (pod uwagę brano 24 państwa OECD). Okazuje się, że ubóstwo dzieci w Polsce jest wielkim problemem. To grupa najbardziej zagrożona ubóstwem – aż 22% z nich stoi przed groźbą życia w nędzy.”

    Ipadami tego nie załatwimy.

    Ja wiem, że każdy tutaj ma coś z geeka, ale dziecko w trakcie rozwoju potrzebuje mimo wszystko dotknąć kredkę, zobaczyć doświadczenie na żywo, a nie wszystko robić na jakimś piep%^&*( szklanym ekranie, na ipadzie.

    No i cieszę się, że aspekt monopolu został dostrzeżony.

  • Kate

    Zupelnie nie zgadzam sie z autorem.
    Tablety (czy w przyszlosci podobne urzadzenia) wejda do szkol tak samo jak weszly do zaciszy domowych.

    Stary model szkolnictwa powoli sie zmini, bo dzis juz nie szukamy informacji w bibliotekach. Szukamy jej w internecie. Tak samo jak powoli umiera telewizja, tak samo umra biblioteki „fizyczne”.

    I dlatego takie urzadzenia po prostu beda niezbedne w szkolach. W dzisiejszym swiecie wazniejsza jest zdolnosc wyszukiwania informacji niz wykucie wszystkiego na pamiec (dzisiejszy model nauczania w PL niestety jeszcze ciagle).

    Czy wy wyobrazacie sobie swoja prace bez internetu? Odpowiedz musi brzemiec – nie. Zycie codzienne – moze jeszcze tak, ale tez byloby ciezej.

    Tu nie chodzi o zadne ‘uzaleznienie’. Internet i urzadzenia mobilne daja nam cos nowego. Tylko od nas zalezy jak to wykorzystamy. To jest TYLKO narzedzie. Reszta zalezy od nas.

  • Jan Rybczyński

    Model szkolnictwa z pewnością się zmieni, taką mam przynajmniej nadzieję. Urządzenia elektroniczne będą miały na pewno duży lub decydujący wpływ. Natomiast wciąż nie widzę, czemu akurat tablet ma przynieść tą zmianę? Czy tylko tablet ma dostęp do internetu? Czy dziecko musi mieć takie urządzenie ciągle przy sobie?

    No i na koniec, skoro weszły do naszych zaciszy domowych, proszę o statystykę ile gospodarstw domowych w Polsce ma tablet? Bo już nie będę się upierał ile procent ludzi takowy posiada, a tablet ma być przecież dla każdego ucznia osobno.

  • Edi

    moj: Jeśli ten projekt wypali to będzie całkiem nieźle.Każda szkoła będzie mogła zdecydować jak najlepiej zorganizować korzystanie ze sprzętu i jaki wybrać. A zapewne po czasie zobaczymy jakie rozwiązania sprawdzają się najlepiej.
    Gorzej, że takie akcje były już nie raz zapowiadane ale wyszło jak zwykle :(

    Od 20 lat do szkół w podobnych programach trafiają komputery stacjonarne, i to szkoły decydują czy wolą pracownie PC czy Mac.

    • moj

      To zupełnie inna sytuacja. W dotychczasowej metodzie, szkoła ma do wyboru gotowe pracownie, gotowe rozwiązania, bez wpływu jaki sprzęt, jakie komputery itd. Jedynie umożliwiają wybór Windows, Mac lub Linux. Co ciekawe mało kto wybiera Maca. Natomiast nikt (prawie?) nie wybiera Linuksa bo lepiej wziąć droższy zestaw z oprogramowaniem, a Linuksa jak ktoś potrzebuje to sam sobie doinstaluje.
      Teraz szkoła sama ma wybrać sprzęt i oprogramowanie. Jedni wybiorą 20 sztuk iPada, a inni kupią 40 komputerów stacjonarnych, każda szkoła zdecyduje sama. Nie będzie też lobbowania firm dostarczających (przynajmniej na poziomie ministerstwa :) ). Jedynym utrudnieniem jest fakt, że szkoła musi wyłożyć 20% kosztów (może być to koszt przygotowania sal i sieci).

  • Marek

    Nie zgadzam sie: zobaczcie jak to wyglada w tej szkole i to i Polsce: http://www.imakus.pl

  • Mariusz

    ciekawe, niedługo dzieci nie będą potrafiły czytać no i będą ślepe od patrzenia w ekranik ejpada. Okuliści zacierają rączki.

  • Jakub

    Osobiście nie potrafił bym się skupić korzystając z IPAD’a na lekcji, zapewne albo bym w coś grał.
    Tablica multimedialna to coś świetnego i kompletnie nie rozumiem, dlaczego IPAD, miałby być od niej lepszy:)
    Niestety w polskich szkołach publicznym jest pewien problem, nawet jeśli jest w klasie taki sprzęt, to wykorzystywany jest raz na 10 lekcji i to jedynie podłączony do laptopa, żeby wyświetlić jakiś FILM:)

  • Chlebko

    Ja osobiście jestem za tym aby tablety wprowadzić do szkół, ponieważ mojqa siostra teraz w 6 klasie podstawówki nosi plecak który waży do 13kg i już lekarz mówi o problemach z kręgosłupem, dzięki tabletą ciężar się zmniejszy bo nie będzie musiała nosić książek. Tablet powinien służyć jako książka elektroniczna, nie jako wszystko, dalej dzieci będą używały linijek, ołówków, piór i będą nauczyciele robić doświadczenia na lekcjach bo dobrze wiedzą że to lepiej pobudza umysł do myślenia.
    Autor tekstu nie zna się na sprawie, piszę aby tylko wyklepać tekst.
    Niech sam sobie ponosi plecak z obciążeniem proporcjonalnym do wagi takiego 12latka i jego plecaka.

  • MDW

    Gdyby tytuł miał na końcu znak zapytania to bym odpowiedział tak:

    Z tego samego powodu z którego Xerox wiele lat temu uważał, że system okienkowy i mysz się nie sprawdzą. Z tego samego powodu dla którego Nokia uważała, że ekran dotykowy w smartfonach jest bez sensu. Z dokładnie tego samego powodu dla którego pół świata uważała, że tablet się nie przyjmie i nikt tego nie kupi. Z tego samego powodu dla którego po upadku kaset magnetofonowych Sony nic nie zrobiło z marką Walkman. Z tego samego powodu dla którego w 1998 roku wszyscy uważali, że wyrzucenie stacji dysków z komputera jest bez sensu.
    Czyli… bo nie potrafisz myśleć przyszłościowo. Ale spoko – nie Ty tworzysz przyszłość więc masz do tego prawo. :)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=594618923 Piotr Borowski

    Byłem ostatnio na targach BETT 2012 w Londynie (edukacja i IT). Było tam dużo nauczycieli, którzy oglądali oferty programów i stron edukacyjnych (między innymi mojej firmy). I muszę stwierdzić, że prawie każdy nauczyciel był z iPadem. Ja widzę tą rewolucję nie w tym, że każdy uczeń będzie miał iPada, ale że każdy nauczyciel.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100001546039597 Artur Leszczyński

    Autor artykułu mógł bez trudu sprawdzić jak funkcjonują szkoły z iPadami – tu na miejscu w Polsce. Szkoły Piwoniego w Szczecinie i gimnazjum w Nowym Tomyślu – od pół roku realizują arcyciekawy program. BRAK kontaktu z nauczycielami z tych szkół, brak opinii młodzieży, naukowców (tak, tak – są polskie badania np Uniwersytetu Szczecińskiego) – dowodzą, że autor jest amatorem i człowiekiem jednostronnym. Szkoda

  • JebaczKoz

    Świetny tekst. Będę mógł z uśmiechem na ustach odsyłać do niego pomazańców Apple.

  • Pingback: Nie zgadzam się, tablet może sprawdzić się w szkołach

  • Rosomak

    Generalnie tablet w szkole to gadżet a nie poważna alternatywa. Ciekawe przyziemne problemy opisane są tutaj: http://ksurgut.blogspot.com/2012/01/tablet-w-szkole.html.

  • B0SS

    Lepiej dać studentom dziennym. Taka nagroda za inwestycje w przyszłość :D
    A realnie patrząc to się nie sprawdzi to nie pierwsza obietnica wyborcza.