25

Fałszywe niusy w Internecie nie są problemem. To czytelnicy nim są

Stawianie czytelnika w roli "problemu" przez człowieka pracującego w mediach to ogromne ryzyko. Z chęcią, przy okazji ogromnej odpowiedzialności je podejmę tylko dlatego, że wśród artykułów traktujących o tym zjawisku zapomina się o jednej rzeczy. To, że pojawiają się fałszywe niusy, artykuły wypaczające rzeczywistość nie jest tylko definiowane przez "widzimisię" wydawców, ale również przez czytelników, którzy... nie potrafią weryfikować informacji w ogóle. Tak po prostu.

W trakcie wyborów prezydenckich w USA wybuchła „afera” z nieprawdziwymi newsami w Internecie. Przy okazji ważnego wydarzenia w historii mocarstwa zaczęto zastanawiać się, jak można walczyć z napływem fałszywych faktów, które pojawiają się już nie w spamowych skrzynkach, czy w facebookowych łańcuszkach, ale również, w poważnych mediach. Sensacyjne nagłówki, treści wyssane z palca, mnóstwo niedopowiedzeń i ostatecznie – wypaczająca rzeczywistość konkluzja okazały się być jednym z ważniejszych problemów internetu. Jak się do tego zabrano? Nijak właściwie. Facebook zapowiedział mechanizmy, które pozwolą na odsiew nieprawdziwych informacji, media dostały po głowie, a tak właściwie, to nikomu nic strasznego się nie stało. „Fejki” jak się pojawiały, tak dalej pojawiać się będą. Mimo ograniczenia ich dystrybucji w kanałach społecznościowych, w co… szczerze wątpię.

Znamiennym jest fakt, iż w trakcie kampanii prezydenckiej w USA, nieprawdziwe informacje „sprzedawały się” lepiej, niż te, które mówiły prawdę i tylko prawdę. Co to oznacza? Że mediaworkerzy postarali się w dostarczaniu możliwie najbardziej sensacyjnych informacji? Dali dobry tytuł i puścili go w świat? Nakłamali tak mocno, że ta informacja nie mogła się nie sprzedać? Też. Ale najważniejsze jest to, że czytelnicy nie byli w stanie odpowiednio tej informacji zweryfikować. Skoro na Facebooku, tego typu niusy świetnie się nosiły, to oznacza to, że rzesza ludzi w nie uwierzyła. I to całkowicie bezrefleksyjnie.

media

Rośnie nam pokolenie, które nie odróżnia treści sponsorowanych od zwykłych artykułów

Odbiegamy nieco od tematu po to, aby pokazać Wam skalę problemu. Pisałem dla Was o tym, że młodzi ludzie nie są w stanie odróżnić treści opłaconych od tych, które stanowią zwykłą linię redakcyjną. Dla wydawców, którzy grają w otwarte karty i nie bawią się w brzydkie sztuczki to wyzwanie. Dlaczego? Bo te treści trzeba będzie tak oznaczać, by nie było żadnych wątpliwości. Będzie należało mocno zaakcentować, że ten tekst został napisany na zlecenie, zapłacono nam za niego, ale zgodnie z zasadami fair reklamy natywnej, dołączamy do tego również interesującą treść. Właściwie, również teraz tego typu reklama jest dla nas wyzwaniem. Dlaczego?

Bo z powodu wolnej amerykanki, która uprawia się w mediach, mało kto już wierzy w autentyczność opinii. Zrażony czytelnik będzie szukał zależności oraz układów. Skoro dobrze piszę o Microsofcie, to zapewne prosto z Redmond przyjechało do mnie Ferrari, które gnieździ się na wielorodzinnym osiedlu w Rzeszowie – bez przypisanego do niego miejsca parkingowego i monitoringu. A tak poważnie, polecam Golfa III w kombi. O, teraz mi płaci Volkswagen. Komentarze, w których zarzuca nam się „sprzedajność” lub nieoznaczanie treści sponsorowanych to dla nas codzienność. My natomiast jesteśmy pewni swego, celujemy w zupełnie inny target, który jest bardzo świadomy tego, co robi w Internecie. Zresztą, zestawiając ze sobą odsłony i komentarze, rzadko przejmujemy się tymi bezpodstawnie nienawistnymi, bo… to tylko anomalia. Serio. :)

Ale wróćmy do możliwości oceny prawdziwości newsów. Skoro ta umiejętność stacza się po równi pochyłej, to trzeba liczyć się z tym, że takich newsów może przybywać. Bo skoro czytelnik nie będzie w stanie zweryfikować informacji, to po co mu serwować sprawdzone dane? Można też zasady nagiąć i pokusić się o spekulacje będące wytworem zespołu głów w redakcji. Taka treść i tak się sprzeda.

Ale chwila. Czy my czasami już teraz nie mamy mediów, które żyją z „fejków”?

Serwisy plotkarskie? Tak bardzo oblegane przez znudzonych w biurze pracowników, nie tylko przez kobiety. W takich miejscach znajdzie się praktycznie każdy, kto jest obecnie na świeczniku, kto kreuje nowoczesną kulturę (różnego, najczęściej słabego poziomu). Tego typu redakcje piszą o wszystkim – aktor się wywrócił na czerwonym dywanie, zgubił krawat na imprezie, wysmarkał się w rękaw kolegi i tak dalej. Do tego oczywiście sensacyjne, wieloznaczne zdjęcia, z których wyłuskuje się to, co będzie najbardziej atrakcyjne dla spragnionego krwi re… tfu. Czytelnika. Osoby, która nie chce bawić się w weryfikowanie informacji – chce zobaczyć igrzyska.

I tak, przy okazji prawdziwych informacji, wplata się również te kłamliwe. Celebryta złożył pozew? Zasądzono odszkodowanie? Nic tam, jego wysokość została już zamortyzowana przez dochód wygenerowany przez taką treść. Nikomu nic strasznego się nie stało. Prosta kalkulacja – uda się, albo się nie uda.

media

A jeżeli chcemy weryfikować informacje, uciekamy się do kalekich metod

Co jest dzisiaj wyróżnikiem nieprawdziwej informacji? Według wielu to, że pojawiła się w którymś z „czerwonych” serwisów. Czyli – w Gazecie Wyborczej, Wproście, Newsweeku. Ja tych mediów bronić wcale nie chcę, ale chcę Wam nakreślić problem. Jest grupa osób, które co by się tam nie pojawiło, powiedzą, że „fejk”. I przy okazji, zaproponują media, które odpowiadają ich światopoglądowi. I jak na ironię losu, informacji pojawiających się w swoich ulubionych tubach już nie weryfikują. Wierzą im na ślepo tylko dlatego, że są dla nich atrakcyjne. To nie tylko problem Polski, ale również i innych krajów, gdzie polaryzacja społeczeństwa działa.

Z jednej strony – trzeba edukować. Z drugiej jednak… to syzyfowa praca

Mógłbym długo mówić o tym, że trzeba ludziom mówić o tym, że informacje powinno się weryfikować w kilku miejscach, być otwartym na różne sposoby myślenia i ostatecznie – nie dawać się łapać na clickbaitowe tytuły. Gdybyśmy robili odwrotnie wszystko to, robimy teraz, to serwisy plotkarskie zdechłyby w męczarniach i nikt by się w to nie bawił. Wierzycie w to? Pewnie, że nie. I ja też nie. Mimo, że chciałbym mieć do czynienia tylko z czytelnikami „świadomymi”.

Ale problemem jest również specyfika konsumowania przez nas treści. Ma być szybko, zwięźle i z pazurem. Do takiego sposobu pochłaniania przez nas informacji dopasowują się media. Co w takim układzie jest problemem? Media, które chcą zarobić? Czytelnicy, którzy chcą czytać? A może, wina jest rozdzielona po połowie?

  • user

    zdecyduj się, czy według ciebie ludzie bezrefleksyjnie we wszystko wierzą, czy może wszystko negują. teraz zaprzeczasz sam sobie.

    • nieprzyjazny

      Ale to to samo :) Dwie strony tego samego podejścia, kwestia przestawienia „wajchy” w którąś stronę.

    • Kolega niżej wyjaśnił. ;)

    • JK

      a co to są fałszywe fakty?

      moze chodziło o fałszywe informacje, bo nie ma fałszywych faktów.

      Fakt to zaistniały stan rzeczy, a jak coś jest fałszywe to oznacza, że taki stan rzeczy nie zaistniał :)

  • nieprzyjazny

    Stary już może jestem ale zawsze uważałem że redakcja/dziennikarz powinna być trochę mądrzejsza od czytelnika. Nie za mądra – bo przeciętny czytelnik nie zrozumie i pizgnie w kąt gazetą ale tak tylko troszkę. Żeby jednak edukować. Edukacyjna misja mediów. Prawda, że muszę być stary?
    No ale tak uważam. I chciałbym żeby tak było, żebym po lekturze tekstu był o jakiś tam kwant wiedzy mądrzejszy. Żebym się czegoś istotnego dowiedział. Po co mam czytać tekst głupszego od siebie? Przecież nic tam nie znajdę. Szkoda czasu. I oczu. „Fejkowe niusy”? Primo: żadne to newsy, bo coś co się nie zdarzyło nie może być newsem. Secundo: jak ktoś chce się parać fikcją to jest sporo innych zawodów. Dziennikarz jest od opisywania rzeczywistości. Od tworzenia rzeczywistości to są inni specjaliści.

    • Media się muszą wyżywić, bo ryba psuje się od głowy.

      Udziałowcy oczekują ciągłych wzrostów. To przekłada się na kierownictwo.

      Kierownictwo ustala plany do wypełnienia. Coraz wyższe. To przekłada się na wydawców.

      Wydawcy cisną. Oczywiście pracowników – dzieją się jaja.

      Pracownicy robią tak, jak karze góra. Prą do przodu – za wszelką cenę.

    • NobbyNobbs

      A winę ponoszą… czytelnicy. Słabo.

  • Przemysław Rumik

    Nie wydaje mi się by to był nowy problem, po prostu pojawiło się nowe medium, które pozwala się szerzyć fałszywym wiadomościom.
    Ludzie lubią informacje, które potwierdzają ich poglądy, oraz takie które są sensacyjne. Do tego pokładają bardzo dużą ufność w informacje z własnej społeczności.
    Załóżmy, że ktoś nie lubi PiS i na Facebooku przeczyta tytuł newsa „Kaczyński to agent Iranu”. Jak zareaguje? Czy będzie sprawdzać wiarygodność takiego newsa? Czy raczej zobaczy w tym tytule potwierdzenie tego co i tak „już wie” i przekaże dalej?
    To samo ktoś kto kocha PiS, a nie lubi np. PO, gdy zobaczył artykuł „Komorowski zbłaźnił się w Japonii i wlazł na krzesło spikera” to też nie wdawał się w sprawdzenie o co chodzi, ale podzielił się dalej i utwierdził w swoim przekonaniu. (żeby nie było oba „newsy” które tutaj podałem są nieprawdziwe)
    To nie dlatego, że teraz ludzie są głupsi czy bardziej łatwowierni, ale przez to, że o wiele łatwiej jest rozsiewać takie newsy.
    Te powiedzmy 20 lat temu, w 1996 roku, gdy Internet dopiero raczkował, newsy takiego rodzaju były czasem w Super Expressie czy Skandalu, nawet jak ktoś uważał, że to najprawdziwsza prawda to trudno mu się było „podzielić” newsem ze znajomymi, co najwyżej im o tym mógł opowiedzieć.
    Teraz wystarczy kliknąć „Share” albo nawet „Like” a algorytmy FB zadbają o to by znajomi zobaczyli dany „artykuł”. I w tym tkwi problem.
    Lekiem jest stosowanie filtru ;-) jak news nam się strasznie podoba bo potwierdza to w co wierzymy to zmieńmy w nim np. nazwę partii tak by tytuł mówił coś co nam się nie podoba. Czy uwierzylibyśmy w taki artykuł czy domagalibyśmy się potwierdzenia? Jeśli to drugie to poszukajmy w Google potwierdzenia, można szukając „nieprawdą jest ” albo podobne. Spróbujmy to opisać sobie w głowie, jeśli są miejsca gdzie nie umiemy dobrze wyjaśnić mechanizmu (oni kradną nie jest dobrym wyjaśnieniem, powinien być mechanizm kradzieży i ukrycia jej) to są wyraźne znaki, że jest coś nieteges. Jak o czymś pisze BBC, Washington Post, New York Times to raczej to jest prawda ;-)
    Dla anglojęzycznego Internetu jest jeszcze to rozszerzenie dla Chrome https://chrome.google.com/webstore/detail/bs-detector/dlcgkekjiopopabcifhebmphmfmdbjod

    • NobbyNobbs

      Ale patrz, ja nie lubię PiS-u i jak autor powyższego tekstu napisał bzdury o ustawie zakazującej pornografii to stanąłem w opozycji do tych bzdetów.

  • doogopis

    A jak w tv jeden koleś w tv może raz być obrońcą krzyża potem gejem, protestującym rolnikiem. A w tv pokazują jakby to była spontaniczna wypowiedź. https://uploads.disquscdn.com/images/0874f0cb85aed31c4c534cf0a103de978522bcdc121f9f0883daa207cc0006d0.jpg
    A ci ludzie wypisujący o tym jak to w którymś kraju zmusza sie dzieci w szkołach do jedzenia muzeumańskich posiłków, czy że w szkole nie będzie mikołaja żeby muzeumańskie dzieci nie czuły sie dyskryminowane. Sam takie brednie czytałem. Są typy co w to wierzą.
    Może większość to załapie ale jest spora część co sie o tym nie dowie. Część takich fake to żart.Ale mieszkamy w niedyktatorskich systemach, propaganda i wpływanie na nastroje, manipulacja to codzienność.

  • Ed
  • Części fałszywych informacji nie da się odróżnić od prawdziwych. Bo np dotykają mało popularnego tematu, a autor nie chce podać źródła lub dotyczą np właściwości jakiejś np rośliny, gdzie nie ma badań naukowych dotyczących zagadnienia. Wszystkie media po kolei, nawet papież, o fałszywych informacjach teraz mówią, a ja sądzę, że nadinterpretacja jest dużym problemem wśród blogerów. I moim zdaniem to blogerzy/dziennikarze powinni musieć sprawdzać autentyczność informacji, jeśli piszą, że to pewniki. Bo jak artykuł pojawi się na jednej stronie i drugi dziennikarz go skopiuje bez zaglądania do pewnego źródła, to wtedy artykuł ma znacznie większą szansę na bycie traktowanym jako prawdziwy. Jak tylko jeden dziennikarz napisze o czymś i nie będzie niczego takiego gdzie indziej, to ludzie znacznie mniej prawdopodobnie w to uwierzą.

    Taki mój przykład. Dostałem takiego linka od kogoś
    http://gazetabaltycka.pl/promowane/osama-bin-laden-nadal-zyje-twierdzi-edward-snowden
    Hm. Nazwa portalu teoretycznie sugeruje, że to mogą być prawdziwe informacje. Mi tu coś nie pasowało. Źródło tego: http://worldnewsdailyreport.com/bin-laden-is-alive-and-well-in-the-bahamas-says-edward-snowden/
    Poczytałem inne artykuły na stronie worldnewsdailyreport. Ewidentne żarty. Na jakiejś innej stronie znalazłem info, że ta strona tworzy treści parodiujące dziennikarstwo. Aha. Znalazłem jeszcze te strony z tym tekstem http://anonhq.com/edward-snowden-osama-bin-laden-alive-well-bahamas/#
    http://alternews.pl/uncategorized/osama-bin-laden-zyje-i-ma-sie-dobrze-na-bahamach-snowden/
    Pierwsza linkuje do drugiej jbc.
    Gdyby artykuł został opublikowany tylko na stronie źródłowej i „dziennikarze” nie skopiowali go gdzie indziej bez sprawdzenia jakiejkolwiek autentyczności, to bym nie dostał linka od kogoś do tej „gazety”. Czyja wina? Tych, którzy dzielili się informacją. Pamiętajcie, żeby udostępniając jakąś informację w social media, jeśli nie macie pewności, że to prawda, dopisać, że to nie musi koniecznie być prawda. Trzeba być na to przygotowanym, że niektórzy kłamią. Ja sprawdziłem źródło i robię to bardzo często, bo nie ufam blogerom, większość moich podejrzeń okazywała się podstawna i najczęściej bloger coś nadinterpretował. Ale większość ludzi tego nie robi. Aby edukować znajomych lub siebie, powiadomcie ich o tym filmie na YT i zaproponujcie obejrzenie https://youtube.com/watch?v=T1vW8YDDCSc

    Tak w sumie to dziennikarze kopiujący czyjś temat też są czytelnikami.

  • Ja do większości 99% news podchodzę z dystansem a szczególnie do tych w Polsce bo często mega g*no wrzucają

    • Mateusz

      Za dużo w tych Niemczech siedzisz i masz problemy z polską mową. Pomijając przekaz twojej wiadomości to boli jeszcze twoja składnia.

    • forby

      Powinieneś napisać w DE ;) Jak widać słownik w S7e nie jest idealny i z totalnego analfabety nie zrobi drugiego Mickiewicza.

  • Wolny Obywatel

    W mediach zawsze istnieje tendencja do tworzenia sensacji tam gdzie jej nie ma dla czystego zysku,czytelnik nie chce prawdy bo albo ją zna(kogo obchodzi,że Chińczycy zabiją się w fabrykach albo Afryka głoduje) i nic z tego nie wynika albo udaje że nie widzi.Czytelnik chce chleba i igrzysk i dopóki ta mentalności się nie zmieni to ten problem będzie obecny po każdej stronie barykady.Przeraża mnie gdy ktoś kłamie mimo ewidentnych dowodów tak samo jak fakt że za 1 czy 2 partię ludzie są gotowi zabijać się na ulicy nie pokonując prostej prawdy że korupcja była zawsze ale nigdy w historii jeszcze tak bessczelna jak teraz.Już nawet Mikołaj przyszedł do jednej ze szkół w stroju z falangą,nawet tam gdzie jest biznes pcha się ideologię,któą czasem wypadało by schować w kieszeń na rzecz właśnie obiektywizmu.

  • Tak.
    To męczące, sprawdzać 10 serwisów, analizować dziesiątki doniesień RSS (czy jakiś artykuł nie został zdjęty kilka minut po publikacji) a potem się zastanawiać, czym jest to, o czym nikt nie mówi. Jak napisała Maria Aleksandrowna „Prawda i rzeczywistość to nie zawsze to samo”

    Zaś co do polaryzacji społeczeństwa — zauważono to już dawno — Internet zbliża ludzi, w szczególności zbliża ludzi podobnie myślących. Łatwo wpaść w pułapkę i otoczyć się ludźmi, którzy się z Tobą zgadzają, a potem szybko uwierzyć, że reszta świata to debile.
    Miarą dojrzałości jest to, czy wiemy jak wybrać pomiędzy tym, co łatwe a tym co słuszne.

  • Member Berries

    Prosta zasada weryfikacji:

    Jak autor chwali, to znaczy że tekst jest sponsorowany, a jak hejtuje to pisze od serca:)

    PS
    Im ładniejsza strona, im więcej lajków, im lepszy artykuł, tym bardziej prawdziwa informacja :P

  • NobbyNobbs

    Skoro chcesz odpowiedzialność za teksty przerzucić na czytelnika przerzuć na niego też swoje wynagrodzenie.

  • NobbyNobbs

    Swoją drogą napisał autor, któremu jak udowodniłem, że jego informacje to bzdura zaczął wymyślać pierdoły o tym, że „łatwo się domyślić” oraz o tym, że „mam wąskie horyzonty”. Jak czytelnik jest bezmyślny – źle. Jak myśli i krytykuje bzdury – jeszcze gorzej?

  • Fejk fejka fejkiem fejkuje.

    Po polsku już się nie daje?

  • mkp

    „Mógłbym długo mówić o tym, że trzeba ludziom mówić o tym, że informacje powinno się weryfikować w kilku miejscach, być otwartym na różne sposoby myślenia i ostatecznie – nie dawać się łapać na clickbaitowe tytuły.”

    Raczej niewielka garstka osób potrafiłaby wykonać te kroki „w 100%” w dzisiejszych czasach.
    Weryfikacja informacji u kilku źródeł chyba zaczyna przypominać syzyfową pracę, skoro nawet autorzy artykułów nie potrafią takiej weryfikacji dokonać. A od czytelnika się tego „wymaga”, za darmo miałby czas tracić. Pierwszy temat z brzegu i poniekąd jeszcze świeży, youtuber z 50 mln subskrybentów kasujący konto. W którym miejscu czytelnik miał dokonać weryfikacji, skoro większość, jeśli nie wszyscy, rzucili się na tego newsa jak „szczerbaty na suchary” i wiadomo chyba też co było szumnie sugerowane.
    Otwartość też nie jest mocną stroną człowieka, z natury jest zamknięty na „konkretny” sposób myślenia, określony przeważnie przez środowisko w jakim się obraca. W tym wypadku niewielu ludzi wypracowuje swego rodzaju neutralność w tym zakresie i jest ona też zasadniczo zawężona tematycznie, bo też i garstka pewnie ma czas na „uczenie się obiektywizmu” w ogólnym zakresie…
    A clickbaity? Na chwilę obecną jest jak choroba w zaawansowanym stadium rozwoju, tocząca chyba każdy zakamarek organizmu. Innymi słowy, przekracza już chyba wszystkie możliwe normy i czasem ma się wrażenie, że jest tego więcej niż normalnej treści.