22

DJI Mavic Pro, czyli składany dron, który sam poleci za użytkownikiem

Firma DJI i jej produkty niejednokrotnie pojawiały się w naszych wpisach, ale trudno się temu dziwić: to lider rynku dronów, a ten temat w ostatnich latach jest dość "gorący". Niedawno pisałem o sprzęcie GoPro Karma, zastanawiałem się wówczas, kiedy konkurencja odpowie na amerykański produkt i długo nie trzeba było czekać - Chińczycy nadciągają ze swoim składakiem. Solidnym, inteligentnym i bez przesadzonej ceny.

DJI Mavic Pro ma się zmieścić w plecaku czy nawet w torbie podręcznej – składają się nie tylko ramiona urządzenia, ale też jego śmigła. Sprzęt o wymiarach 83x83x198 mm waży 743 g. To sprawia, że naprawdę można go zabrać wszędzie, nawet na wycieczkę w góry, i nie sprawi to większego problemu. Mniejszy jest także kontroler, który na dobrą sprawę… stał się zbędny – maszynę można obsługiwać z poziomu smartfona. Odpada sterowanie drążkami, ale części użytkowników i tak to nie interesuje, nie chcą być aż takimi zawodowcami. Jeżeli zatem ktoś podziękuje za kontroler, zapłaci nie 999, lecz 749 dolarów – widać różnicę. Istotne jest także to, że dron GoPro Karma kosztuje 799 dolarów.

Czas na parametry chińskiej maszyny – wspomniałem, że potrafi ona latać w trybie autonomicznym, producent zapewnia, że sprzęt omija wówczas przeszkody (w trybie nieautonomicznym też ma to znaczenie). Stało się to możliwe, dzięki umieszczeniu na pokładzie systemu zbudowanego z kilku kamer, ponad 20 rdzeni obliczeniowych, modułów GPS/GLONASS, ultradźwiękowych dalmierzy. Takie rozwiązania rzeczywiście mogą sprawiać, że system będzie latał lepiej samodzielnie niż kontrolowany przez człowieka. Zwłaszcza, gdy mowa o totalnym amatorze, który dopiero zaczyna swoja przygodę z dronami.

Kamera DJI Mavic Pro jest zamontowana na trójosiowym gimbalu, można nią nagrywać wideo w jakość 4K/30 fps, do tego dochodzą zdjęcia 12 Mpix. Istotne jest to, że filmować i fotografować można stosunkowo długo: maszyna ma się utrzymywać w powietrzu do 27 minut. Maksymalna prędkość lotu wynosi ponad 60 km/h, a zasięg transmisji to aż 7 km (obraz w jakości 1080/720p). Skoro już o przekazie obrazu mowa: niektórych zainteresuje pewnie fakt, iż do drona można dokupić gogle VR – dzięki nim użytkownik steruje dronem i uzyskuje widok pierwszoosobowy.

Maszyna zainteresuje pewnie fanów sportów wyczynowych – jest nie tylko kompaktowa i stosunkowo długo utrzymuje się w powietrzu: potrafi podążać za użytkownikiem i robić mu zdjęcia, jeśli ten wykona odpowiedni gest. To oznacza, że w Sieci pojawią się kolejne ciekawe ujęcia wyczynowców, ale też… selfie nowego typu. Teraz nie potrzeba już kijka do smartfona, foty będzie strzelał dron umieszczony nad głową. DJI Mavic Pro nie jest tu oczywiście pionierem i nie wyczerpuje tematu – stwierdzam po prostu, że czeka nas wysyp zdjęć ciekawych i bardzo nieciekawych pstrykanych z nowej perspektywy.

Droniarstwo i fotografia wchodzą tu na wyższy poziom, wszystko staje się łatwiejsze, nie trzeba już być specjalistą. Ma to swoje plusy, ma też wady, w niektórych miejscach niebo może się zaroić od dronów podążających za swoim właścicielem. W Polsce raczej nam to nie grozi, bo sprzęt w podstawowej wersji będzie kosztował około pięć tysięcy złotych (z kontrolerem), ale z czasem ceny spadną, konkurencja przedstawi tańsze alternatywy. Jakiś czas temu pisałem, że praktycznie nie używam już aparatu fotograficznego (osobnego urządzenia), teraz pozostaje mi chyba stwierdzić, że jego rolę przejmie albo dron albo okulary od Snapchata… z jednej strony są to naprawdę ciekawe czasy w segmencie foto, z drugiej trochę mnie przerażają i zniechęcają.

Po więcej informacji na temat DJI Mavic Pro odsyłam na stronę producenta.