Dissidia Final Fantasy NT
0

Pewne gry powinny jednak pozostać na automatach. Recenzja Dissidia Final Fantasy NT

By zacząć mówić o Dissidia Final Fantasy NT powinniśmy się cofnąć do 2009 roku. Świętowanie 20 rocznicy powstania serii Final Fantasy przyniosło grę na konsolę PSP, której nie spodziewał się nikt. Rozbudowana bijatyka z elementami RPG z ulubionymi postaciami z gier FF. Cała ferajna — dobrzy i źli starli się ze sobą by uchronić lub zniszczyć świat. Jedni walczą po stronie Kosmos (bogini harmonii) drudzy wspierają Chaosa (boga zniszczenia). I to niestety tylko chaos, pisany małą literą, przetrwał i panuje w grze, która trafiła na konsole Playstation 4.

Dissidia Final Fantasy NT to pojedynki 3 na 3. Gracz steruje jedną postacią, za pozostałe odpowiada sztuczna inteligencja — w przypadku gry offline. W potyczkach online, za każdą postacią stoi inny gracz. System jest podobny do znanego z części PSP jednak tu zabrakło elementów rozwijania postaci. Jeden przycisk odpowiada za atak BRV (Bravery) drugi za HP (zdrowie). Atakując przeciwnika nabijamy licznik BRV i to od jego wysokości zależy z jaką mocą odbierzemy mu zdrowie. Każdy z bohaterów to inny styl walki i podział na klasy — Vanguard, Assassin, Marksman, Specialist. W zależności od wybranej postaci dostaniemy do dyspozycji inne ataki BRV i HP, które w połączeniu z umiejętnościami specjalnymi, które możemy dowolnie zmieniać przed walką zapewnić mają wygraną. Do tego blok, szybkie przemieszczanie się po planszy i skoki. To wszystko sprawia, że walki są bardzo chaotyczne i ciężko zorientować się co się dzieje na ekranie. Nawet po kilku godzinach rozgrywki czuć przytłoczenie. Zabawę z Dissidia Final Fantasy NT polecam rozpocząć od samouczka, który krok po kroku przedstawi mechaniki z jakimi przyjdzie się zmierzyć w prawdziwej rozgrywce. Nie przejmujcie się, kiedy te nie będą od razu oczywiste i intuicyjne…

Dissidia Final Fantasy NT i tamtejsza historia

To co uwiera najbardziej to tryb fabularny. Zamiast Cosmos mamy Materię, zamiast Chaosa jest Spiritus. Założenia podobne. Źli chcą przejąć świat, dobrzy muszą ich powstrzymać. A w cieniu konfliktu rośnie w siłę Shinryu, który z czasem staje się wspólnym wrogiem obu bóstw. Ale poznanie całej historii będzie bardzo frustrujące. By ruszyć dalej z fabułą potrzebne są specjalne żetony. A te zdobywamy wyłącznie w walkach pobocznych lub potyczkach sieciowych. Dla osób, które nie korzystają z Playstation Plus jest to o tyle uciążliwe, że ciągłe powtarzanie walk ze sztuczną inteligencją szybko nudzi, nie przynosi wielu żetonów, a co najgorsze — frustruje, gdy do dyspozycji mamy słabą drużynę, a przeciwnicy są na bardzo wysokim poziomie. Sama fabuła też nie jest zbyt długa. Przeważają scenki przeplatane dialogami i relacjami z wydarzeń z różnej perspektywy. Czas trafi się jakaś walka w różnych wariantach oraz potyczki z bossami.

Dissidia Final Fantasy NT: bossowie pokazują nam kto tam rządzi

O ile zwykłe potyczki w trybie fabularnym nie stanowią jakiegoś nadzwyczajnego wyzwania, tak bossowie są bardzo wymagający, a w konsekwencji prowadzą do porażki i konieczności podbijania statystyk bohaterom. Z pomocą przychodzi tryb Gauntlet — walki ze sztuczną inteligencją. Do wybory mamy klasyczne pojedynki 3 na 3 oraz tryb Core, w którym musimy pilnować własnego kryształu a przy okazji atakować ten, który znajduję się pod ochroną przeciwnika. Wraz z postępem w fabule odblokowują się dodatkowe wyzwania, które z góry narzucają bohaterów, którymi możemy sterować. Będziemy mogli także zmierzyć się z bossami, których spotkaliśmy w Story Mode.

Dissidia Final Fantasy NT jako e-sport?

Lwia część gry to potyczki online. Square Enix chciałoby, by Dissidia Final Fantasy NT trafiła do zestawu gier na turnieje e-sportowe. Czy tak się stanie? Ciężko powiedzieć. Sprzedaż gry nie zachwyca — wydawcy przyznają, że rozeszła się ona poniżej ich oczekiwań. Sam tryb online też do najlepiej przygotowanych nie należy. Wyszukiwanie dostępnych walk i przeciwników jest bardzo długie, choć najnowsza aktualizacja i tak już skraca czas oczekiwania. Jeśli już znajdziemy całą drużynę, mamy jednak bardzo dynamiczną rozgrywkę i widać że kod rozgrywki wieloosobowej radzi sobie dobrze, nawet ze słabymi połączeniami — nie odczujemy zbytnio opóźnienia, co przekłada się na celność ataków.

Dissidia Final Fantasy NT oferuje także niesławne loot boxy skrzynki z nagrodami. Tutaj na szczęście nie musimy wydawać pieniędzy. Za każdą walkę dostajemy skarb, który możemy przekuć na różnego rodzaju dodatki. Ze skarbów wypadają alternatywne kostiumy i uzbrojenie, dodatkowe linie dialogowe, które możemy wykorzystywać do komunikacji w czasie walki. W skrzynkach kryją się także awatary do naszego profilu oraz ścieżki dźwiękowe, z których możemy ułożyć własne listy odtwarzania w czasie walk.

Graficznie gra prezentuje się bardzo ładnie. Co prawda wśród chaosu panującego na polu walki nie dojrzymy piękna tej produkcji, tak przy przerywnikach, które są prezentowane na silniku gry, robi ona wrażenie. Bohaterowie z odsłon które pierwotnie wydane zostały w wersji 2D, w trójwymiarze wyglądają fantastycznie. Podobnie areny, na których walczymy. Alexandria z FFIX wraz z zamkiem, który po czasie przemienia się w wielkiego robota ze skrzydłami robi ogromne wrażenie.

Wrażenie? Dissidia Final Fantasy NT pozostawia spory niedosyt

Dissidia Final Fantasy NT nie jest grą złą. Mógłbym powiedzieć, że jest grą dobrą jeśli lubimy… chaotyczne bijatyki online — a to niestety trochę za mało. Nie jest niestety do końca tytułem, którego się spodziewałem. Pierwszy raz miałem przyjemność zapoznać się z nią kilka lat temu w japońskim salonie gier, w którym robiła dużo większe wrażenie — ale może to tamtejszy czynnik ludzki i wyrozumiali rywale siedzący tuż obok składali się na tę przewagę? Nie jestem wielkim fanem potyczek w trybie wieloosobowym, a te dostępne w trybie dla jednego gracza są tylko dodatkiem. Szkoda. Można było z tego zrobić prawdziwego następcę części z PSP. Te są wciąż dostępne w Playstation Store — i zdarza mi się do nich co jakiś czas wracać, tym bardziej, że można w nie również grać także na konsoli Playstation Vita.

Z Dissidia Final Fantasy NT wiązałem ogromne nadzieje. Poprzednie części zachwycały systemem walki, widowiskowością potyczek, systemem rozwijania postaci i fabułą, która może do wybitnych nie należała, tak jednak oferowała coś, czego do tej pory nie widzieliśmy — interakcję między bohaterami z różnych tytułów występujących pod tym samym szyldem. Co prawda dostaliśmy to w formie rozbudowanej, jednak brakuje tego czegoś, co zachęca do wracania do tej pozycji.