11

Darmowy serwis informacyjny, pozbawiony reklam i wyłącznie ze sprawdzonymi informacjami? Poznajcie Wikitrybunę

Denerwuje mnie pojęcie "postprawda", używanie go w kontekście informacji po prostu nieprawdziwych, zmyślonych, bardzo nagiętych. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Jeszcze gorsze jest to, że fałszywych wiadomości przybywa, coraz trudniej się przez nie dokopać do prawdziwych wydarzeń. Niebawem pomóc ma w tym Wikitribune - serwis uruchamiany przez współzałożyciela Wikipedii. Na papierze projekt wygląda naprawdę ciekawie. Oby tak wyszło w praktyce...

Wikitribune ma być poszukiwaniem nowej drogi w tworzeniu i dostarczaniu informacji. Niezależnym od inwestorów, pogoni za klikami, rynku reklamy, który jest pożerany przez dwóch największych graczy: Google i Facebooka. Czy serwis będzie zatem bazował na pracy wolontariuszy? Częściowo tak. Jednak to nie gwarantowałoby wysokiej jakości, czytelnik nie miałby pewności, z czasem nawet przekonania, że to, co czyta, jest prawdziwe. Jak rozwiązano sprawę?

Serwis ma być utrzymywany z wpłat społeczności – typowy crowdfunding, ale rozciągnięty w czasie, chętni mają regularnie przekazywać środki na rozwój portalu. Z tych pieniędzy ma być finansowana nie tylko infrastruktura, lecz także zawodowi dziennikarze. Ich zadaniem będzie tworzenie treści oraz korekta/sprawdzenie tekstów nadsyłanych przez wolontariuszy. Chociaż społeczność będzie mogła wprowadzać poprawki we wpisach, to nie będą one uwzględniane, jeśli nie zostaną zaakceptowane przez wspomniany zespół dziennikarski.

Taka forma finansowania ma sprawić, że Wikitribune nie będzie się rzucał na tanią sensację, nie będą popełniane clickbaity. Nie będzie też jednego dużego inwestora lub ich grupy, który będzie chciał uczynić z serwisu swoją tubę. Jednocześnie do treści mają mieć dostęp wszyscy – za darmo. Intryguje mnie to, ile pieniędzy uda się początkowo zebrać i jak rozwinie się projekt? Jimmy Wales wspomniał, że wstępnie chciałby stworzyć zespół 10-20 osób – trzeba przyznać, że to dość ambitne.

Współtwórca Wikipedii przekonuje, że ludzie chcą serwisów, co do ktorych mają pewność, że serwują prawdziwe informacje. Część społeczeństwa pewnie faktycznie na to czeka. Ale czy większość? Ludzie chcą czytać to, w co wierzą. Informacje z Wikitribune będą przez nich uznawane za nieprawdziwe, jeśli znajdą w nich coś niepasującego do światopoglądu. Serwis nie zmieni ani świata, ani nawet rynku mediów. Zastanawiam się przy tym, czy można gwarantować obiektywizm pisząc o tym, że zatrudni się fachowców, prawdziwych dziennikarzy – to też są ludzie z krwi i kości, jednostki niepozbawione wad. Na Zachodzie pewnie wygląda to inaczej, ale w Polsce profesja dziennikarza staje się ponurym żartem. Pokaźny ich odsetek nie poszukuje prawdy, lecz nagina ją do swoich doraźnych potrzeb. Rynek psują właśnie ci „profesjonaliści”.

W zależności od tego, ile pieniędzy będzie wpływać do serwisu, powstawać mogą kolejne (po angielskiej) wersje językowe Wikitribune. Interesujące jest to, że zespół ma być rozbudowywany o speców z dziedzin, które wskaże społeczność: jeśli pokaźna część stwierdzi, że chce prawdziwych i sprawdzonych informacji o medycynie, to będzie poszukiwany dziennikarz specjalizujący się w tematyce medycznej. Ważne tematy nie trafią w ręce młokosa, który o danym zagadnieniu nie ma zielonego pojęcia.

Wszystko to brzmi pięknie, ale z opinią wstrzymam się do czasu startu serwisu, a nawet kilku miesięcy jego funkcjonowania. Kto wie, może w tym „szaleństwie” jest metoda? Nowych rozwiązań trzeba szukać, bo rzeczywiście robi się nieciekawie, Internet nie może być miejscem, w którym prym wiodą plotki, kłamstwa i celebryci walczący o chwilę uwagi. Chyba nie tego spodziewamy się po tak wielkim i nowoczesnym medium…

  • Vought

    CIEMNA STRONA WIKIPEDII CZ. 1 – JIMMY „JIMBO” WA…: http://youtu.be/4Q4mTXwrpfI artykuły będą raczej pisane na zlecenie, kształtując fałszywy obraz rzeczywistości.

  • doogopis

    Wolnoś słowa i prawda triumfuje!
    Już widze tą prawde ,całą prawde i tylko prawde! A wystarczy poszukać.
    Obietnice Wikipedii o merytoryczności i obiektywności artykułów oraz zapewnienia o anonimowości jej użytkowników są często tylko złudzeniem. Tak twierdzi dwóch wtajemniczonych użytkowników. Opowiadają o tym, ile zdrowia psychicznego kosztowały ich potyczki z najpopularniejszą encyklopedią na świecie.
    Aby zrozumieć ten proces, pomocne będzie przypomnienie kilku informacji o tej Wikipedii, którą wszyscy znają i uwielbiają. Założona w 2011 roku przez Jimmiego Walesa i Larrego Sangera.
    Wikipedia to zbiór ponad 37 milionów artykułów w 291 językach. Specjaliści ds. badań, do których należy Mary Frances Forcier w swojej pracy posługują się Wikipedią.
    Greg Kohs jest jedną z tych osób. Zbanowany został za, jak twierdzi, kwestionowanie polityki Wikipedii. O czym więcej za chwilę. W 2012 roku Kohs pomógł w założeniu strony „Wikipediocracy”, której celem było ukazanie kulisów, jak sam to określa: „dezinformacji, oszczerstwa i generalnego nonsensu” na Wikipedii.
    Sharyl: „Więc Wikipedia cenzoruje użytkowników?”
    Kohs: „Bez wątpienia. Administratorzy Wikipedii blokują zazwyczaj około 1.000 unikalnych adresów IP dziennie”
    Sharyl: „1.000 dziennie?”
    Kohs: „1.000 dziennie. Tak”.
    Kiedy Kohs naraził się Wikipedii, został wciągnięty do niewidocznej części świata Internetu. Świata, w którym, jak twierdzi, redaktorzy-wolontariusze szafują karami i grożą odwetem, prywatność jest naruszana, a kontrolę nad informacją posiada pewna grupa interesów.
    Sharyl: „Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że…?”
    Kohs: „Wikipedia jest często edytowana przez ludzi mających określony cel i plan.”
    Farcier: „Myślę, że jest bardzo przyjazna dla użytkownika, jest łatwa w użytkowaniu. Posiada bardzo atrakcyjny interfejs graficzny, a także uważam, że ważną jej cechą jest załączanie odnośników do źródeł wykorzystanych w artykule.”
    Wikipedia obiecuje autorom i edytorom artykułów anonimowość i prywatność, a czytelnikom – obiektywne artykuły. Ale już od samego początku istnienia tej „encyklo-utopii” nie obyło się bez konfliktów. Larry Sanger, jeden z współzałożycieli Wikipedii, szybko wycofał się z projektu. W wywiadzie powiedział:
    „Ludzie, których określiłbym mianem trolli, przejęli kontrolę. Pacjenci zaczęli kierować szpitalem.”
    Kohs twierdzi, że ci „pacjenci” to także niektórzy redaktorzy, którzy mają jakiś niecny cel w tym, co robią lub znajdują się w sytuacji poważnego konfliktu interesów.
    Kohs: „Niekiedy redaktorzy prezentują agresywne stanowisko na temat tego, co według nich powinno znaleźć się w artykule na Wikipedii.”
    Sharyl: „Są w stanie blokować opinie odmienne?”
    Kohs: „Dokładnie tak.”
    Sharyl: „Nawet zaprzeczać faktom?”
    Kohs: „Tak, często tak.”
    Kohs: „Kiedy przeglądasz Wikipedię musisz brać pod uwagę fakt, że osoby, które piszą te artykuły, a które ukrywają się pod pseudonimami, które niekoniecznie posiadają kwalifikacje, aby pisać na wybrane przez siebie tematy, często mają zupełnie inny, określony cel.”
    https://szczepienia.wybudzeni.com/2017/03/31/ciemna-strona-wikipedii/
    Ciekawe jak dlugo bez reklam i za free? Aż sie ludzie przyzwyczaja?

    • Krzysztof Machocki

      Greg Kohs został zbanowany za pisanie haseł za pieniądze i ukrywanie tego konfliktu interesów. I to jest ta część zasad Wikipedii, którą najmocniej krytykuje.

  • ping

    [Było]

  • Adrian

    W Polsce jest już taki darmowy i w miarę obiektywny serwis newsowy: pap.pl

  • Marx

    ciekawy pomysł, taka gazeta open source. Niestety, dziennikarz to tylko człowiek, i odpowiednio zmotywowany finansowo, może stracić obiektywizm. Cała nadzieja w tym, że mechanizmy kontroli wypracowane w wikipedii pozwolą szybko zweryfikować nieprawdziwie informacje.

  • pantadeus

    Jest jeszcze jeden minus przedsięwzięcia. Jednym z głównych założeń dziennikarstwa jest dostarczenie wiadomości nie tylko obiektywnie, ale też szybko. W wikipedii niektóre, te lepsze, artykuły powstają miesiącami, ponieważ nad ich ostatecznym kształtem pracują i spierają się liczni zainteresowani i dopiero w efekcie tych prac powstaje finalny tekst. W przypadku portalu informacyjnego może nie być czasu na tak dokładne sprawdzenie. Chyba, że portal ograniczy się do podania suchych faktów, bez jakiejkolwiek interpretacji. Natomiast prawdą jest, że finansowanie w stylu crowdfundingowym faktycznie może sprawić, że będzie to medium niezależne.

    • Krzysztof Machocki

      Wiesz, nie zawsze tak jest. Bywają takie sytuacje, kiedy wikipedyści przez noc są w stanie przeczytać i opracować wszystko, co na ten temat opublikowały media – i wyciągnąć z tego „samo słodkie”. Tak bywa na przykład w wypadku zamachów terrorystycznych, kiedy następuje mobilizacja i doskonałe teksty powstają w przeciągu kilku-kilkunastu godzin. Jasne, to też jest obarczone ryzykiem, że po wyciągnięciu destylatu z mediów nadal otrzymamy tekst obarczony błędami.

    • Alot

      Rolą wikipedii nie jest dostarczanie newsów, więc czas ma znaczenie drugorzędne.
      Liczy się jakość hasła, przy założeniu, że jego istnienie jest uzasadnione.

  • Alot

    Serwis ma być utrzymywany z wpłat społeczności.

    Czyli jednak nie darmowy.