Zacznę od tego, iż uważam czytnik za przełomowe urządzenie. Połączenie możliwości tekstu elektronicznego oraz wszystkich jego zalet, czyli: wyszukiwania, zaznaczania, sprawdzania w słowniku, z komfortem jaki daje nam czytanie z kartki papieru jest czymś w moich oczach niesamowitym. Ekran w nowej technologii zmienia wszystko. Z drugiej strony jestem zawiedziony ilością ograniczeń oraz stosunkiem możliwości do ceny, ale o dziwo, to nie E-ink jest tu ograniczeniem. Nie jest nim również moc obliczeniowa, czyli reszta hardware’u. Ograniczenia wynikają z oprogramowania, a więc są celowo narzucone przez producentów. Niestety.

Jeśli ktoś nie miał jeszcze okazji przyjrzeć się ekranom w technologii E-Ink, powinien wiedzieć, że są określone wady i zalety tego rozwiązania. Zalety są bardzo istotne, wręcz przełomowe: p pierwsze ekran w zasadzie nie pobiera energii w takcie wyświetlania obrazu, jedynie w czasie jego zmiany, nadaje się więc idealnie do tekstu, który jest statyczny i przeczytanie go zajmuje kilka chwil. Druga zaleta dotyczy wrażeń korzystania z takiego ekranu, które są bardzo podobne do czytania z kartki papieru, to znaczy nie męczy oczu swoim świeceniem, wykorzystywane jest jedynie światło odbite, które jest przyjemniejsze i zdrowsze dla oczu. W związku z tym jesteśmy w stanie czytać dłużej bez poczucia dyskomfortu.

Niestety ta technologia ma swoje ograniczenia. Zmiana zawartości ekranu jest powolna, wyklucza jakąkolwiek płynną animację. Dodatkowo obecnie najbardziej rozpowszechnione są czarno-białe ekrany, oferujące kilka lub kilkanaście odcieni szarości. Istnieją prototypowe ekrany kolorowe, mimo wszystko na ich udoskonalenie i upowszechnienie przyjdzie nam jeszcze poczekać, na chwilę obecną nie oferują ani kontrastu ani takiej palety barw jak wyświetlacze LCD.

Wiemy zatem, że decydując się na czytnik rezygnujemy z oglądania filmów, animowanego interfejsu czy, przynajmniej na razie, kolorów, w zamian będziemy mogli całymi tygodniami czytać rozmaite treści bez ładowania baterii, w sposób wysoce komfortowy dla naszych oczu.

Ponieważ zdecydowana większość tekstu jaki czytam, pochodzi z internetu i występuje w formie elektronicznej, naturalnym dla mnie wyborem jest zakup czytnika. Już teraz wiem, że gra jest warta świeczki. Moje oczy będą mniej zmęczone, ja przeczytam więcej ciekawego materiału w znacznie bardziej komfortowych warunkach. Zdecydowany na zakup zacząłem przeglądać dostępne opcje i doszedłem do niezbyt optymistycznych wniosków.

 

Czytniki nie są tanie. Wiele elektronicznych książek również, to wiadomo nie od dzisiaj. To co mnie jednak zaskoczyło, to ograniczenia czytników, których źródła należy szukać zupełnie gdzie indziej, niż w samym ekranie. Przykład? Proszę bardzo.

Na ekranie czytnika można by teoretycznie wyświetlić bardzo wiele różnych rodzajów statycznych dokumentów, nie tylko ebooki, ale również wszelakiego rodzaju dokumenty pakietów biurowych. Pliki tekstowe Worda, arkusze Excela, prezentacje PowerPointa, również dokumenty OpenOffice czy LibreOffice, PDFy, oraz znacznie więcej mniej popularnych formatów. Ciężko wymienić je wszystkie. Skoro tego rodzaju formaty są bez problemu obsługiwane przez dzisiejsze telefony, chociażby po instalacji dodatkowych aplikacji, nie widzę powodu dla którego urządzenie przeznaczone tylko i wyłącznie do prezentacji statycznych treści nie miałoby tego robić.

Czytając rozmaite zestawienia i recenzje dochodzę do wniosku, że naprawdę nieliczne czytniki obsługują coś więcej niż formaty pomyślane specjalnie z myślą właśnie o eReaderach czy książkach elektronicznych i nawet w tym obrębie występują duże różnice jeśli chodzi o dostępne opcje powiększenia tekstu czy jego zawijanie. Nawet nie próbuję zagłębiać się w obsługę rozmaitych zabezpieczeń DRM, bo staram się dóbr elektronicznych zabezpieczonych takowym nie kupować.

Nawet jeżeli czytnik posiada obsługę PDF, czy dokumentów Worda, ich implementacja często jest daleka od ideału. Okazuje się, że możliwości przybliżenia są mocno ograniczone i tekst wciąż pozostaje drobnym maczkiem. Pojawiają się rozmaitego rodzaju błędy. Nie ma też jakichkolwiek możliwości instalacji pluginów, które rozszerzałby możliwości czytnika o kolejne pozycje.

Istnieją wyższe modele czytników, bardziej zaawansowane, a przy tym znacznie droższe, które pad tym względem wypadają lepiej. Trudno ocenić jednoznacznie czy taki Onyx Boox M90 czy X60 jest już pod względem funkcjonalności akceptowalny, czy mógłby wspierać jeszcze więcej formatów.

Stoję więc przed wyborem, albo i tak niezbyt tani czytnik za 450 – 700zł, który oferuje absolutne minimum, albo czytnik w okolicach tysiąca i droższy, który na tle podstawowych eReaderów oferuje znacznie więcej, jednak kiedy spojrzeć na to z dystansu, ogromnego wrażenia też nie robi, zwłaszcza konfrontując możliwości z ceną.

W takiej cenie jak dobry czytnik mamy inne urządzenia, które czytnika oczywiście nie zastąpią, ale posiadają znacznie bogatszą funkcjonalność, jak choćby netbooki, które bez problemu radzą sobie z multimediami, w tym filmami 1080p i prostymi grami, a nawet tańsze, pełnowymiarowe laptopy. Koszt droższego czytnika, nawet po uwzględnieniu technologi E-Ink nie przystaje do jego możliwości. Na dobrą sprawę, po zmianie programowania najtańsze czytniki mogłyby oferować te same funkcje, co najdroższe, może z wyjątkiem dotykowego wyświetlacza i większej przekątnej ekranu. Mamy więc klasyczny przykład sztucznego urozmaicania rynku, które zamiast na dodawaniu bogatszego wyposażenia, polega na wprowadzaniu sztucznych ograniczeń.

Kamil Mizera, kolega z redakcji Antyweb, bardziej obyty z tematem eReaderów, zwrócił moja uwagę na fakt, że czytniki są takie drogie głównie w Polsce, za sprawą stosunku kosztów czytnika do przeciętnych zarobków w naszym kraju. Argument bardzo trafny, mieszkając w Stanach łatwiej uzasadnić zakup czytnika, ponieważ nie nadwyręża on domowego budżetu w żaden sposób. Dlatego sytuacja u nas w kraju jest na swój sposób wyjątkowa i nie odnosi się do czytników w ogóle.

 

To mnie jednak do końca nie przekonuje, bo z drugiej strony, zakup innej elektroniki, takiej jak smartfon czy netbook również jest za granicą łatwiejszy. Stosunek ceny do możliwości zostaje zachowany, za te same pieniądze co lepszy czytnik, można mieć urządzenie o szerszym wachlarzu zastosowań, nie obarczone rozmaitymi ograniczeniami dotyczącymi obsługiwanych formatów. Czy ktoś się kiedyś martwił czy mu się PDF na laptopie otworzy? Z resztą, nawet jeżeli coś się nie otworzy, w ramach tego samego urządzenia można od razu trefny plik przekonwertować. Z czytnikami tak łatwo nie ma.

Jestem w stanie zrozumieć, że nie leży w interesie Amazonu wspieranie rożnych formatów, Kindle nie jest w zamyśle uniwersalnym czytnikiem, jest przede wszystkim narzędziem ułatwiającym konsumpcje treści zakupionych właśnie w Amazonie. Z kolei cena Onyx Boox jest częściowo efektem braku silnej konkurencji. Tak więc przyczyn obecnego stanu rzeczy jest naprawdę wiele a problem jest złożony.

To wszystko jednak nie zmienia faktu, że z punktu widzenia konsumenta czytnik oferuje znacznie mniej, niż mógłby potencjalnie oferować, a wszelkie ograniczenia wynikają głównie z oprogramowania i przy tym słono kosztuje. Skoro ekran pozwala wyświetlać dowolne statyczne treści a dzisiejsza mobilna elektronika radzi sobie bez problemu z znacznie bardziej skomplikowanymi problemami, to nie potrafię znaleźć usprawiedliwienia dla ograniczonej funkcjonalności eReaderów.

Wychodzi więc na to, że czytnik jest wciąż albo zabawką, albo dobrem wysoce luksusowym (są czytniki za ponad 3 tysiące złotych). Mam zgryz i wciąż się zastanawiam, czy postawić na ograniczone możliwości i ręczną konwersję formatów za akceptowalną cenę, czy zapłacić za tego rodzaju urządzenie więcej, niż mój rozsądek mi zezwala. Dziwne, że ja, jako konsument, który zdaje sobie świetnie sprawę, że bardzo potrzebuje czytnika, mam takie dylematy. To bez wątpienia sygnał, że z rynkiem czytników, który powinien zrewolucjonizować współczesne czytelnictwo jest coś nie tak.

A to przecież dopiero połowa obrazu całej sytuacji i nie jestem pewien, czy nie ta bardziej optymistyczna. Chcę kupić czytnik pod kątem artykułów znalezionych w sieci, więc nie zastanawiałem się nad zabezpieczeniami DRM i formatami polskich książek elektronicznych. Jeszcze więcej problemów napotkamy, chcąc konsumować dużą ilość treści kupowanych w formacie eBooków… Wielka szkoda, że tak genialny i potencjalnie dostępny dla wszystkich pomysł jakim jest ekran w technologi E-Ink jest szykanowany przez tak wiele sztucznie wytworzonych problemów.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • Tomek Sułkowski

    Ale marudzisz. Podstawowym zadaniem czytników jest wygodne zastąpienie papierowych książek i tą funkcję spełniają świetnie. 400 złotych na urządzenie, które pozwala mieć w jednym miejscu kupę lektury, to dla osoby czytającej w miarę przyzwoitą liczbę książek naprawdę nie kosmiczny wydatek.

    A że w geekowym odruchu najchętniej od razu podłączyłbyś do tego google readera, to zupełnie inna sprawa ;)

    Naprawdę, ereadery to już naprawdę odpowiednio dojrzała technologia (co nie znaczy, że nie ma miejsca na rozwój) i nazywanie ich zabawkami jest kompletnie nieuzasadnione.

    • Jan Rybczyński

      O ile się nie mylę, konsument ma święte prawo marudzić i wybrzydzać. Naprawdę nie widzę powodu do zadowolenia z faktu, że czytnik w obecnej formie mógłby pozwalać na znacznie więcej, ale tego nie robi przez sztuczne ograniczania tylko i wyłącznie.
      Technologia jest niewątpliwie dostatecznie dojrzała, tylko producenci na razie najwyraźniej nie chcą się przyłożyć. Prawdopodobnie skutek niewielkiego rynku i konkurencji.
      To, że mimo wszystko w obecnej formie z czytnika da się korzystać niewiele zmienia. Kiepskie podejście do klienta i tyle.

  • Jakub

    OpenInkpot. Wspiera całkiem szeroką gamę urządzeń… zaflaszować i z głowy.

    • Jan Rybczyński

      Taka alternatywa jest bez wątpienia ważna i cenna. Inicjatywa godna pochwały, ale mimo wszystko dla przeciętnego konsumenta to nie jest żadne rozwiązanie.

    • Alek

      @ Jan – jak dla mnie to nie jesteś „przeciętnym konsumentem” :) Przeciętny konsument wybierze kupno książki online i bezprzewodowe synchro, bo to jest wygodne. To co opisujesz, to problemy power-usera, które nie mają znaczenia w skali całego rynku. A ograniczona liczba formatów wynika z faktu optymalizacji softu, która pozwala na wygodne dostosowanie wielkości i kroju czcionki dla obługiwanych formatów.

    • Jan Rybczyński

      @Alek
      Wydaje mi się, że nie trzeba być Poweruserem, żeby chcieć przeczytać dokument Word, czytać prezentacje złożona z kilkuset slajdów czy przeglądać PDF. We wszystkich tych formatach bardzo często wykładowcy i uczelnie dostarczają masę materiałów. Myślę też, że każdy ma pełno plików z swojego pakietu biurowego.

      To producenci narzucili ten sposób myślenia, że czytnik jest do książek, nawet nazwa to sugeruje, ale nie ograniczenia technologii.

  • Kazik Sawczuk

    Uważam, uwagi autora za ciekawe, może tylko forma trochę marudna.
    Główną myśl można była zawrzeć w dwóch akapitach tekstu:)

    Pod fragmentem:
    „Mam zgryz i wciąż się zastanawiam, czy postawić na ograniczone możliwości i ręczną konwersję formatów za akceptowalną cenę, czy zapłacić za tego rodzaju urządzenie więcej, niż mój rozsądek mi zezwala.”

    może podpisać się wielu potencjalnych nabywców e-readera.

    • Jan Rybczyński

      Forma być może marudna, bo sam nie jestem zadowolony z sytuacji, która mnie bezpośrednio dotyczy. Już byłem w ogródku, już witałem się z gąską… i po raz kolejny chyba odbije się od zakupu czytnika.

      Co do obszernej formy, chciałem aby myśl była czytelna nie tylko dla osób obeznanych z czytnikami i technologią E-Ink. Konieczne było pewne wprowadzenie i tło. Bo niezależnie od wad, E-Ink jest dla mnie na prawdę rewolucją większą niż tablety, tylko obecne produkty jakieś takie nie do końca przemyślane.

  • steamboy

    używam wymienionego w tekście onyxa boox i przyznaję, że ma on duże możliwości obsługi różnych formatów (jak na czytnik) – bez problemu otwiera formaty wordowskie oraz radzi sobie z większością pdf-ów – te ostatnie skaluje i da się je czytać całkiem wygodnie, choć zdarzają się błędy ze zmianą czcionki czy dziwacznie przenoszonymi wyrazami.

  • Tommy41

    Chyba do końca nie rozumiesz do czego służy czytnik z eInk.
    Czytanie treści internetowych? Nie wiem jak sobie to wyobrażasz. Wchodzisz na stronę internetową, kopiujesz tekst i konwertujesz na ePub/mobi?
    Druga sprawa jest taka, że macie w ekipie kogoś kto zna się na eCzytaniu i proponowałbym zostawienie tych tematów dla niego.
    Póki co artykuł można podsumować:
    Ale marudzisz ;)

    • Jan Rybczyński

      Nie bardzo rozumiem, szeroko dostępny produkt, który sam chętnie bym nabył, ma być krytykowany tylko przez ekspertów z danej dziedziny? Zwykły konsument nie ma nic do powiedzenia? Dlaczego?

      Chyba nie na tym to polega, żeby o czytnikach wypowiadały się osoby, które i tak przeboleją wszelkie wady i kupią, bo to dość jednostronne podejście do tematu. Skoro zdecydowana większość jeszcze nie kupiła, to ich głos dla rynku jest najważniejszy w tym momencie.

      Co do czytania treści internetowych – nie ma najmniejszego problemu. Serwisy takie jak Instapaper czy Klipe.me pozwalają zebrać dowolną ilość artykułów z sieci, a następnie przenieść je bezproblemowo na czytnik, zostawiając samą treść i wycinając całą resztę. Można to zrobić labo wysyłając przez sieć, albo pobierając specjalny plik, który ręcznie wrzucimy na pamięć czytnika. Nic nie trzeba kombinować, konwertować czy kopiować. Cały proces jest łatwiejszy niż dodawanie zakładki w przeglądarce. Z tej strony to akurat działa bardzo dobrze a wybór serwisów ich opcji jest całkowicie satysfakcjonujący.

    • Tomek Sułkowski

      „Dziwne, że ja, jako konsument, który zdaje sobie świetnie sprawę, że bardzo potrzebuje czytnika, mam takie dylematy.”
      Rzeczywiście dziwne jest to, że masz dylemat wybierając pomiędzy urządzaniemi za 400 i 3000 złotych ;)

      Równie dziwne jest to, że oceniasz kondycję rynku („To bez wątpienia sygnał, że z rynkiem czytników (…) jest coś nie tak”) na podstawie swojego dylematu.

    • Tommy41

      Widzę że dalej nie rozumiesz.
      Masz to w samym tytule artykułu – Twojego z resztą:
      „czytnik książek elektronicznych”, a nie „treści internetowych”.
      Z tego co piszesz wnioskuję, że szukałbyś raczej tabletu z wyświetlaczem eInk. Czegoś takiego nie ma na rynku.

    • Jan Rybczyński

      Tommy41 i Tomek Sułkowski
      Bronicie czytników, co najmniej jakbyście byli ich producentami. Nie bardzo rozumiem dlaczego? Jeśli jesteście zadowoleni z czytników, to ja wam nie karze być niezadowolonym, ale czemu chcecie, żebym ja był również zadowolony?

      Cena czytników nie przystaje do ich funkcji. Funkcji mogłoby być znacznie więcej, gdyby tylko producent przewidział to w swoim oprogramowaniu. Nie są konieczne żadne zmiany w hardware czy technologi E-Ink, wystarczy dopracować to co jest.

      To czemu mam nie chcieć bardziej dopracowanego produktu? W imię czego mam z tego zrezygnować? Kto powiedział, że czytnik ma być tylko do książek elektronicznych, skro przy wyświetlaniu dokumentów, PDFów i arkuszy kalkulacyjnych może sprawdzić się bez najmniejszego problemu równie dobrze?

      To tak jakby ktoś z góry powiedział, że na laptopach nie będzie można otwierać określonych formatów plików BO NIE. I co, to by było ok?

    • Tommy41

      @Jan Rybczyński
      Nie bronię i nie wiem skąd wniosek, że posiadam takowy czytnik.
      Po prostu nie rozumiesz idei eCzytnika (przynajmniej tak jak jest on teraz definiowany, rozumiany). Tak jak już napisałem zapewne chodzi Ci o Tablet z ekranem eInk, tak aby nie męczyć oczu nadmiernym wpatrywaniem się w świecący ekran.
      Nie rozumiem Twojego artykułu bo jak już napisał Tomek w pierwszym komentarzu, najnormalniej w świecie narzekasz. W kolejnym artykule napiszesz np.:
      Dlaczego iPad nie obsługuje Flasha?
      Nie ma ganiazda USB?
      Szkoda bo to Twój pierwszy słabszy (niepotrzebny) art.

    • Michał Gumienny

      @Tommy41
      „Czytanie treści internetowych? Nie wiem jak sobie to wyobrażasz. Wchodzisz na stronę internetową, kopiujesz tekst i konwertujesz na ePub/mobi?”

      Wtyczka Send to Kindle w przypadku czytnika Kindle i wszystko robi się samo ^^

    • Tommy41

      @Michał Gumienny
      Rozwiązałeś problem autora :D
      Z teściami internetowymi chodzi mi głównie o to że sytuacja się komplikuje jak czytasz sobie na takim czytniku artykuł z antyweb, przekonwertowany na ePub/mobi, aż tu nagle ;) w treści pojawia Ci się link do innego artykułu… i co dalej? :)

    • http://swiatczytnikow.pl Robert Drózd

      „aż tu nagle ;) w treści pojawia Ci się link do innego artykułu… i co dalej? :)”

      Nie wiem jak w przypadku innych czytników, ale w Kindle po prostu na ten link klikam. ;-) Cudów nie ma na 6″, ale do przejrzenia artykułów na które powołuje się autor artykuły czy książki wystarczy.

  • Łukasz

    Poczekaj do końca roku aż będą dostępne nowe czytniki Kindle, Sony, czy Barnes & Noble. Zanim wybierzesz czytnik zastanów się też co chcesz czytać. Do książek bez obrazków, tabel i skomplikowanego formatowania najlepsze są jak najmniejsze czytniki, np 5 calowe. Mój Sony PRS-350 mieści się w tylnej kieszeni jeansów (i waży 120g) przez co jest bardzo poręczny w podróży. Niestety na małym ekranie obrazki, diagramy i tabele są mało czytelne, więc do książek informatycznych/technicznych najlepsze było by coś z z większym 6-7 calowym ekranem i najlepiej większą rozdzielczością. W tej kategori brakuje na razie ciekawych propozycji od Kindla i Sony, a jedyny sensownym rozwiazaniem wydaje sie Iriver Story HD (z rozdzielczoscia 1024×768 na 6 calowym ekranie). Sony PRS-950 i Kindle DX to drogie i ciężkie modele, które próbują zastąpić tablety. Przecież do przeglądania internetu mamy telefony, wiec GSM nie jest nam potrzebny, a WiFi w zupełności wystarczy do łatwego synchronizowania.
    Co do strategii kupowania to najlepiej na początek kupić coś małego i taniego by z czasem kupić droższy i lepszy model jak już będziemy wiedzieli dokładnie co jest nam potrzebne. To nie formaty plików, czy funkcje jak WiFi\GSM, ilość pamięci, czy gniazdo SD są problemem ale przełamanie się do czytania ebooków. Po pół roku jest już jasne co jest nam potrzebne, a co nie – a zaoszczędzoną kasę można przeznaczyć na e-książki :)
    Polecam też zestaw recenzji najpopularniejszych ebook readerów na CNET http://reviews.cnet.com/2001-3508_7-0.html?tag=mncol;bc

    • Jan Rybczyński

      Dzięki za obszerne uwagi na temat czytników. Chyba na tym się na razie skończy, że dalej będę czekał, chociaż czytnik chodzi mi już po głowie od jakiegoś czasu.

      Do treści internetowych rzeczywiście wystarczyłby mi cokolwiek, natomiast mam też potrzebę przeglądania złożonych PDF-ów. I zastanawiam się czy walczyć o te PDFy czy odpuścić i je w dalszym ciągu przeglądać na zwykłym ekranie.

    • http://swiatczytnikow.pl Robert Drózd

      „Poczekaj do końca roku aż będą dostępne nowe czytniki Kindle, Sony, czy Barnes & Noble.” – ale chyba na razie za dużo nowych już nie będzie. Amazon za miesiąc wypuszcza Kindle Touch, który na razie będzie do kupienia tylko w Stanach i poza ekranem dotykowym nie jest to jakaś ogromna rewolucja. Sony właśnie wypuściło T1, a Nook ma już od jakiegoś czasu model Touch i tylko zapowiada Color 2, czyli nową wersję tableciątka do komiksów i magazynow.

  • Michał Gumienny

    Ja po zakupie Kindle’a 3 nie narzekam na ograniczenie funkcji. To czego oczekiwałem od czytnika – dostęp do potężnej biblioteki książek, czytanie artykułów z sieci i sporadyczne odsłuchanie audiobooka – dostałem. Na upartego można ponarzekać na brak wsparcia dla EPUB w przypadku książek wrzucanych z „zewnątrz”, jednak wystarczy krótka chwila, żeby przerobić go na odpowiedni format. Nic więcej do szczęścia w przypadku czytnika nie jest mi potrzebne :)

    • Tomek Sułkowski

      A kupiłeś go jako zabawkę czy dobro luksusowe?:>

    • Michał Gumienny

      Tak jak laptopa kupiłem do konsumowania treści z sieci i sporadycznego pogrywania w gierki, tak czytnik kupiłem jako urządzenie do czytania książek, które zastąpi mi masę makulatury z półki, a jednocześnie uchroni parę drzew przed wycięciem ;P A co ważniejsze, pozwoli mi na trzymanie przy sobie sporej liczby książek, dzięki czemu wyjazd nie wiąże się z dodatkowym bagażem w postaci 5-6 tradycyjnych książek. Także zabawką raczej bym go nie nazwał, a dobro luksusowe? Też nie kosztuje majątku, żebym od razu uznawał go za luksus – ot parę piw (czy na co kto tam wydaje) w miesiącu mniej i czytnik masz dla siebie :D

  • Michał Gumienny

    „To tak jakby ktoś z góry powiedział, że na laptopach nie będzie można otwierać określonych formatów plików BO NIE. I co, to by było ok?”

    Niby nie byłoby ok, ale.. przecież nie ma żadnego przykazu, że laptop musi odtwarzać określone formaty o.O To raczej od producenta zależy co jego sprzęt będzie potrafił i na to nic nie można poradzić. Jeżeli umyśli sobie, że jego laptop będzie okrojony o 50% w stosunku do innych to co? Puści w obieg i tyle, kto będzie chciał to kupi.

    • Jan Rybczyński

      Oczywiście, że nie można zakazać producentom produkować ograniczonych laptopów, jednak nikt tego nie robi, dlaczego? Bo nikt by takiego laptopa nie kupił. Hardware pozostaje ten sam, więc nie mógłby być znacznie tańszy, więc po co skazywać się na ograniczenia? Normalnie jest wręcz odwrotnie, producenci konkurują jak najniższą ceną i jak najbogatsza funkcjonalnością. Tym bardziej nie akceptuje obecnej sytuacji w czytnikach.

      No własnie kto będzie chciał to kupi, a raczej, kto nie będzie chciał ten nie kupi. Czemu mamy dać sobie narzucić myślenie producenta, że czytnik jest tylko do książek, bo tak nam powiedział?

      Zamiast tego niech rynek czytników będzie konkurencyjny, jak rynek laptopów czy telefonów a konsumenci niech mówią, co akceptują a co nie, głosując swoimi portfelami.

  • Livia

    To straszne, że z czytnika nie można dzwonić, zrobić video konferencji, oglądać filmów itd. Tyle, że zasadniczo on nie do tego służy. Może warto sobie wymówić na głos nazwę urządzenia – wtedy wszystko stanie się jasne ;)
    PS Z racji obowiązków zawodowych co roku jestem w Moskwie – tam w każdym wagonie metra siedzą co najmniej 2,3 osoby z czytnikami (głównie Sony). Ech, kiedy u nas tak będzie…

    • Jan Rybczyński

      Tyle, że ja nie chce z czytnika dzwonić, ani robić nim zdjęć. Chce czytać, tylko czytać. Nie bardzo rozumiem tych tez, zarzucających mi, że wymagam od czytnika więcej, niż nakazuje rozsądek. Dla mnie czytnik to czytnik, przyrostek książek jest niepotrzebny i niekonieczny.

      Czemu mam czytać mobi, a nie PDF czy doc?

  • Łukasz

    Jan Rybczyński: Dzięki za obszerne uwagi na temat czytników. Chyba na tym się na razie skończy, że dalej będę czekał, chociaż czytnik chodzi mi już po głowie od jakiegoś czasu.Do treści internetowych rzeczywiście wystarczyłby mi cokolwiek, natomiast mam też potrzebę przeglądania złożonych PDF-ów. I zastanawiam się czy walczyć o te PDFy czy odpuścić i je w dalszym ciągu przeglądać na zwykłym ekranie.

    A czy te PDFy są w formacie magazynowym? Jeśli tak lepiej kupić tablet. W przypadku gazet to zazwyczaj przeglądamy stronę aż znajdziemy coś co nas zainteresuje i na danej kolumnie robimy zbliżenie. Podobnie jak ze stronami internetowymi w smartfonach. Tu technologia e-ink wypada bardzo słabo, bo czas odświeżenia obrazu jest bardzo długi i w porównaniu do iPada jest to koszmarnie niewygodne. Po za tym gazetę czytasz zwykle 15-30min więc ekran LCD nie będzie za mocno męczył wzroku. Jeśli planujesz czytać ponad 1-2h to odradzam LCD.. na rzecz e-ink – jest on bardziej komfortowy dla wzroku.
    Żeby uprzedzić pytanie.. mój Soniak z gazety w formacie PDF zrobił nieczytelną sieczkę! Odpuściłem sobie gazety w innym formacie niż epub:)

  • Livia

    Jan Rybczyński: Tyle, że ja nie chce z czytnika dzwonić, ani robić nim zdjęć. Chce czytać, tylko czytać. Nie bardzo rozumiem tych tez, zarzucających mi, że wymagam od czytnika więcej, niż nakazuje rozsądek. Dla mnie czytnik to czytnik, przyrostek książek jest niepotrzebny i niekonieczny.Czemu mam czytać mobi, a nie PDF czy doc?

    Ja na swoim Booxie czytam pdf, doc i xls. Na spotkaniach służbowych nie używam pliku wydrukowanych kartek. Nie każdy czytnik tak może, ale da się taki znaleźć.

    • http://swiatczytnikow.pl Robert Drózd

      Livia, korzystasz z M90?

  • http://swiatczytnikow.pl Robert Drózd

    Odnoszę wrażenie, że większość dylematów, którymi dzielisz się w artykule wynika z tego, że po prostu… nie korzystałeś dłużej z czytnika i nie przeczytałeś na nim choćby paru książek.

    Niewielka liczba formatów? Formaty stricte czytnikowe są dwa: EPUB oraz MOBI. Tylko one posiadają np. zintegrowane z czytnikami spisy treści, podział na rozdziały itd. Można dorzucić do tego PDF/DJVU, ale to nie są formaty ebookowe – to po prostu elektroniczna forma drukowanego tekstu. Excel? PowerPoint? Po co?

    Mnogość formatów powoduje rozliczne problemy z ich obsługą – gdy czytam recenzję jakiegoś „bardzo rozbudowanego” czytnika, to dowiaduję się, że TXT działa OK, ale DOC gorzej, a z PRC jest problem. Wprawdzie dyktatura jednego formatu wywołana jest częściowo przez samych producentów, to nie mam wątpliwości, że pominąwszy etap kupna/konwersji, późniejsze korzystanie jest łatwiejsze.

    „czytnik jest wciąż albo zabawką, albo dobrem wysoce luksusowym” – od kupienia pierwszego mojego Kindle (jeszcze starszego modelu K2) minęło prawie 1,5 roku i to jest rewolucja w moim codziennym czytaniu. Kilka książek na raz, nowe pozycje „branżowe” mogę kupić w pierwszych dniach po premierze, bezprzewodowo ląduje mi na czytniku Polityka (z Amazona) albo Newsweek (z Calibre). Czytnik stał się codziennym narzędziem, którego używam częściej niż netbooka, a równie często co smartfona.

    • Livia

      Podzielam opinię. Swojego Booxa kupiłam ze 2 lata temu, kosztował wtedy majątek. Też czytam po kilka książek na raz, generalnie kilkuset stronicowe cegły pochłaniam w tydzień. Jeżdżę dużo zbiorkomem, więc przeznaczam na czytanie stosunkowo dużo czasu, zawsze czytam też przed snem.
      Zauważyłam też śmieszną rzecz – jak nie widzę jak grubaśna jest książka, to mi się ją szybciej czyta ;)

  • Livia

    Robert Drózd: Livia, korzystasz z M90?

    Nie, ze starego dobrego Booxa 60. Po prostu aktualizuję firmware :)

  • OMFG_LOL_ROTFL

    A mój HTC Desire nie obsługuje aplikacji z App Store. Z kolei mój iPad 2 nie wspiera aplikacji z Android Marketu. Kto dopuścił na rynek takie wybrakowane urządzenia?!

    Dalej: mój PC nie wspiera gier na konsole. A konsole – tych na PC (a przecież na tym i na tym da się grać, więc to nie tak, że ja wymagam Bóg wie czego!). I znowu producenci wypuszczają takie zabawki, z których nikt nie skorzysta, bo przecież nie będzie się bawił w jakieś konwersje, prawda? Co mnie obchodzi, że ktoś wydał daną grę na Playstation? Ja chcę w nią grać na Wii. A jak się nie da – to znaczy, że to jakaś pomyłka, co się jeszcze długo na rynku nie przyjmie..!

  • http://votum-separatum.net/ Ag

    Co do PowerPointa – zapisuję sobie prezentację jako PDF i czytam na czytniku (tak się uczyłam do egzaminów).

    Co do Doc – zwiększam czcionkę do 14 albo więcej, zapisuję jako PDF i czytam na czytniku.

    Z Excelem nie próbowałam, ale nie korzystam za bardzo.

    Jak chcesz czytać bardzo dużo PDF-ów to nie ma zmiłuj, potrzebujesz czytnika z dużym ekranem. Ale ja na moim Kindle robię obrót tekstu poziomo i zwykle to wystarczy, by się dało czytać PDF-a na małym ekranie.

  • Szymon Szydełko

    A ja napiszę tak: zamierzam kupić Kindle’a za 110$ (350PLN) (wi-fi, nie-touch). Teraz mnie zniechęcajcie (FYI: Chodzę do Liceum a takie coś przyda mi się choćby do autobusu)

    • Gruby

      Najtańszy Kindle w Amazonie to $109 (bo tylko wersja bez SO) + $21 (przesyłka) + $30 (VAT). Więc nie jest aż tak tanio, ale… zniechęcać nie będę. Warto i będziesz zadowolony. Najwyżej w tej cenie możesz zastanowić się nad innym czytnikiem, obecnym na naszym rynku, ale radzę rozglądać się tylko za takimi, które mają ekran Pearl.

  • ksiejkow

    Szkoda, że w tym artykule celne spostrzeżenia co i rusz przeplatają się z chybionymi, to obniża poziom całości. No bo powiedzmy sobie szczerze – Word to format edycji tekstu, nie prezentacji, Excela raczej się nie czyta godzinami (co za przedziwny pomysł!) a PowerPoint statyczny można jednym kliknięciem przekonwertować do PDFa. Potężny ekosystem usług wyrosły wokół najpopularniejszych czytników (z niezastąpionymi Instapaper i Klip.me na czele, ale przecież nie można zapominać o ReadBeam i całej masie pokrewnych serwisów codziennie rano przygotowujących dla nas spersonalizowaną gazetę ze wszystkich interesujących feedów ostatniej doby) sprawia, że konsumpcja treści internetowych jest na takim przykładowym Kindle wyborna! Innymi słowy, wielka część tego artykułu to marudzenie dla marudzenia.

    Zupełnie w tym kryje się kilka cennych spostrzeżeń, z których najważniejsze dwa:
    * głównym ograniczeniem czytników jest software (który, jak w przypadku Kindle, ma za zadanie przywiązywać konsumenta do konkretnego dostawcy treści – patrz np. beznadziejne wsparcie dla audiobooków w innym niż Amazona formacie),
    * przyjęty przez prawie wszystkich większych graczy model biznesowy sprawia, że czytniki stają się mniej uniwersalne (patrz np. słabe wsparcie dla PDF w Kindle, które dopiero w alternatywnym Doukanie są względnie czytalne, przy jednoczesnym zamknięciu SDK dla zewnętrznych developerów [od miesięcy czekam na mail z udostępnieniem Kindle SDK i nic]).

    Nie zmienia to faktu, że moim zdaniem czytnik jest prawdopodobnie najbardziej potrzebnym i przydatnym przeciętnemu użytkownikowi elektronicznym gadżetem, a ja ze swoim od miesięcy prawie się nie rozstaję. I upewniam wątpiących – czytniki są nie tylko do czytania książek. Przeczytałem na swoim (prócz prozy) setki stron dokumentacji technicznej, dziesiątki artykułów naukowych, kilkadziesiąt numerów magazynów i wiele, wiele stron internetowych, łącznie z przygotowanymi w Instapaper w kwadrans specjalnymi gazetkami zawierającymi np. pełen tutorial technologii, którą musiałem użyć w pracy. Kto da sobie tydzień z czytnikiem nie wróci już do ekranu, a niektórzy (w tym ja) raczej do papieru też nie. Ogromny skok komfortu czytania.

    • Jan Rybczyński

      Dziękuję za poświęcenie czasu i cenne uwagi. Może jeszcze tylko wyjaśnię, że w żadnym wypadku nie uważam czytnika w żadnej formie za urządzenie bezużyteczne. Przecież zacząłem artykuł od tego, że czytniki są dla mnie największa rewolucją ostatniego czasu.

      Po prostu mierzi mnie, jak producenci tak znacznie ograniczają funkcjonalność poprzez sztuczne blokady i braki w sofcie. Tak samo mierziło mnie to, jak np. Canon nie dawał punktowego pomiaru światła w najtańszych lustrzankach, podczas gdy można go było znaleźć nawet w kompaktach. Oczywiście można było te funkcje odblokować specjalnym firmware, ale mimo wszystko niesmak pozostaje. Nie lubię takiego podejścia, więc to w tym artykule wyraziłem.

      Myślę, że czytniki mogłyby być znacznie bardziej użyteczne i powszechne, a więc i tańsze, gdyby podejście było inne niż obecnie. Niepotrzebnie rzucają kłody pod nogi.

  • Maciej

    1. Kupując czytnik z procesorem 800 MHz (np. Nook Touch, PB 360+) rozwiązujesz problem powolnego odświeżania ekranu.
    2. Kupując czytnik posiadający port Cool Reader, FBreader, itp lub poddającego się rootaniu androida rozwiązujesz problem obsługi wielu formatów.
    3. To oferta w Polskich sklepach jest biedna (Amazon, PB Pro, Onyx, Iriver) na Ebay masz większy wybór dobrych zagranicznych czytników spełniających twoje potrzeby.

    +
    http://www.mobileread.com/forums/

    Lurk Moar.