99

Za te pieniądze nie kupię Kindle’a, bo jest tylko [!] do czytania

Amazon niedawno zaprezentował nowy czytnik ebooków: Kindle Oasis. Pod kilkoma względami produkt naprawdę ciekawy i zasługujący na uwagę. W oczy rzuca się także jego cena, którą uznano za wysoką nawet na Zachodzie. To nie jest smartfon czy tablet ze średniej półki, by płacić za niego 300 euro. Przecież urządzenie spełnia jedną funkcję. A w czasach wielofunkcyjnych kombajnów zastępujących kilkanaście sprzętów jest to chyba wada. Można zakładać, że podobnie ludzie zaczną podchodzić do wszystkich maszyn ze swojego otoczenia.

Czytnik ebooków Kindle Oasis był niedawno przedmiotem rozmowy z kolegą. Zastanawialiśmy się czy cena jest właściwa i ile powinien kosztować taki produkt, by ludzie powiedzieli „wow”. O ile moją uwagę przyciągały wykorzystane materiały, użyte komponenty czy koszty opracowania i produkcji czytnika, o tyle znajomy postawił sprawę dość jednoznacznie: nie może tyle kosztować urządzenie, które służy tylko do jednej rzeczy. To czytnik ebooków i nic więcej, jeśli nie używam go do czytania, to w ogóle go nie używam.

Ciekawe podejście, a przy tym nie odnosi się jedynie do czytników.

Wielofunkcyjność to podstawa

Przy okazji wspomnianej rozmowy zacząłem się zastanawiać nad zastosowaniami otaczającej nas elektroniki. Tą najbliższą stanowi obecnie smartfon. Sprzęt do wszystkiego: telefon, komputer, zegarek, kalkulator, nawigacja samochodowa, aparat, telewizor, radio, odtwarzacz mp3… Pewnie można wymienić jeszcze kilka(dziesiąt?) funkcji. Podobnie może być z tabletem. A poczciwe zegarki, które pełniły funkcję czasomierza oraz biżuterii, zamieniane są przez smartwatche – też wielofunkcyjne.

Telewizory nie służą jedynie do oglądania programów czy filmów. One również są smart, zastosowań przybywa, niektórych klientów nawet nie interesuje to, jak taki sprzęt sprawdzi się przy codziennym oglądaniu telewizji, bo ma być np. sprzętem do konsoli. Tą drogą za chwilę może pójść np. AGD – jakiś czas temu pisałem o lodówce Samsunga z ekranem sporych rozmiarów. Urządzenie przestaje spełniać jedną funkcję, nie jest tylko chłodziarką (ewentualnie zamrażarką), staje się telewizorem, domowym centrum zarządzania, albumem ze zdjęciami, notatnikiem, książką kucharską. A zastosowań będzie pewnie przybywać, wśród nich pojawi się to najważniejsze z punktu widzenia firm: lodówka stanie się nośnikiem różnych reklam i sprzętem zbierającym informacje na nasz temat.

Patrząc na to z tej perspektywy, zacząłem się zastanawiać nad zmianami na rynku motoryzacyjnym. Od jakiegoś czasu mówi się o tym, że pojazdy nie będą służyć jedynie do transportu towarów i ludzi. Nowoczesny pojazd ma być biurem, centrum rozrywki, salą kinową, ale też np. sklepem i nośnikiem reklamy. Teraz pojawia się pytanie o to, co z czego wynika: samochody są dostosowywane do idei jazdy autonomicznej czy jazda autonomiczna jest wymagana, by samochód stał się wielofunkcyjny i pozwalał nam więcej kupować? Sprawa nie jest taka oczywista, gdy weźmiemy pod uwagę, że zmiany sprowokowało m.in. Google.

Czytnik ebooków ciągle służy do jednego…

Gdy samochód rozpatrywany jest jako sprzęt do grania i pracy z komputerem, gdy na lodówkę patrzy się jako na urządzenie do robienia zakupów i kontaktu z rodziną, a smartfon służy do wszystkiego, czytnik ebooków kojarzy się przede wszystkim z… ebookami. To po prostu cyfrowa biblioteczka. Tylko albo aż. Jeszcze kilka lat temu fakt, że w tym niewielkim produkcie można upchnąć spory księgozbiór był postrzegany jako coś wow (dla mnie to nadal coś dużego). Ale w czasach wielofunkcyjności i odchodzenia od produktów spełniających jedno zadanie, to nie wystarcza.

Dziwne podejście, dziwna moda, bo jeszcze niedawno powtarzano, że gdy coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. A tu proszę: smartfon zawładnął naszym życiem, bo jest wielofunkcyjny. I na tę modłę mają być tworzone inne rzeczy. A jeśli nie są, muszą być tanie – jednozadaniowy czytnik ebooków nie może kosztować grubo ponad tysiąc złotych. Nawet, jeśli jest super.