Kapitalny film pokazujący “prawdziwego” Twittera :) Wprawdzie ja już w moich osądach aż tak radykalny nie jestem (czyli po części dostrzegam potencjał tego serwisu) to jednak czytając poematy na temat możliwych biznesowych zastosowań zaczynam zastanawiać się czy to ja jestem bez wyobraźni czy też niektórzy przedawkowali z optymizmem.






Witaj, nazywam się Grzegorz Marczak i jestem autorem tego bloga. Piszę tutaj o serwisach społecznościowych, nowych technologiach i nowych trendach w internecie.

Ja tu widzę 268 sekund :)
Chociaż w sumie dziwne. Zanim film zacznie się odtwarzać widnieje długość 4:28, natomiast gdy się już odtwarza z 4:28 zrobiło się 4:27. Dziwne.
Grzegorz, raczej to drugie. Albo ja się starzeję ;)
Ja to widzę tak Twitter, Facebook, Grono, Flaker, Nasz Szkapa i cała reszta serwisów społecznościowych to tzn. sekty XXI wieku (nowoczesne sposób sekciarstwa)
Nie zdziwię sie, jak za chwile modne stana się twitt’y kotów czy psów. Jeśli ludziom zacznie się nudzić.
Twitteromania, zatacza tam coraz szersze kręgi… jak każde natręctwo w przeszłości, typu majong, hula hop, daily trading czy gry na automatach.
Nie wiem, czy to relanie przełoży się na biznesy. Może dla cześci firm tak (tych które przemyślą strategię obecności), dla innych to przerost formy nad treścią.
Z tą sektą to chyba trochę przesada. Moim zdaniem fajnie byłoby, gdyby cały świat Twittował ;)
@Jacek Gadzinowski :
Czytałem gdzieś w szczytowym okresie blogomanii, że jakiś gostek probił interfejsy do roślinki w doniczce. I efekt był taki, że roślinka pisała bloga (w dzisiejszych standardach twitowała) typu : podalali mnie, jakie dziś fajne słońce, wypuściłam kwiatka.
Podobno nawet miał inwestora ale nie znam dalszych losów projektu i jego monetyzacji.
@pankracy
http://www.botanicalls.com/ – twittera też obsługuje :)
nie rozumiem wogole idei mikro-blogowania… Mniej wiecej, jak ten bohater kreskowki, czym twetter jest.. Co mnie obchodzi co inni robia i dlaczego ja mialbym dzielic sie z innymi tym, co sam robie? ;) Bez sensu..
Ach, cudnie – kolejni ludzie myślący schematami. Jak nie potraficie znaleźć zastosowania dla Twittera, które nie wymagałoby od was konieczności pisania, co właśnie pochłanianie na śniadanie to już wasze ograniczenie i zaprawdę nie ma sensu bronienie się powyższymi metodami tylko dla tego, iż “ja jestem za głupi, żeby to zrozumieć”.
Podobnie jest z tymi, którzy piszą o śniadaniu ;). Skoro oni są za głupi, żeby znaleźć lepsze zastosowanie to ich sprawa i wy nie powinniście się przejmować. Twitter może być użyty przecie do biznesu i promocji, do kontaktowania się z prawdziwymi znajomymi bez konieczności marnowania kasy na telefon, może pomagać w tworzeniu kontaktów z ludźmi z branży, co jest typowo formą kontaktu w interesach. Wreszcie Twitter może zastępować czasem klasyczne RSS’y i służyć jako forma komunikacji z tysiącami użytkowników naszego serwisu. A to tylko mały skromny kawałek możliwości, jakie Twitter nam ofertuje.
Szkoda mi ludzi, którzy w serwisach społecznościowych nie potrafią dostrzec czegoś więcej niż tylko komentowania foci znajomych.
@Wojciech Usarzewicz:
A moze po prostu faktycznie ludzie nie potrzebuja tych zastosowan.. nie pomyslales o tym ? nie mozna ludziom kazac dostrzec jakichs zastosowan, jezeli sami tego nie zrobia. Za to autorzy takiego biznesu powinni dosc szybko wyciagnac wnioski czy inwestowac czy sprzedac co sie da zanim wszystko runie.
@Maciej_Bialek
Akurat Twitter to nie Blip i jego popularność rośnie geometrycznie. A co najważniejsze – już dawno wyrosł z ‘geekow’, i dużą część userów stanowią ‘normalni’ ludzie, nie związani z IT.
Ale przykład Google (Jaiku) pokazuje, że na rynku globalnym tak naprawdę jest miejsce tylko na jeden taki system.
HA HA! Piękne :D
Co do komentarzy – ja potrafię zrozumieć, że ktoś stara się ten ‘wynalazek’ użyć do celów biznesowych, ale mimo wszystko odnoszę wrażenie że dobre 90% tego całego Twittera to jest właśnie bełkot półinteligentów.
@Wojciech Usarzewicz:
Do kontaktowania się z prawdziwymi znajomymi nigdy nie żałuję kasy na telefon.
Ludzie jeszcze kiedyś docenią czym jest “prywatność”. A na razie się nią bawcie i dajcie zarobić. Dzięki ;-)
@SiliconMind:
Dobra riposta – chciałem napisać dokładnie to samo.
@Grzegorz Marczak
Tylko bez urazy poproszę, ale wydaje się Wam tak, ponieważ macie mało znajomych, lub też mało się z nimi umawiacie. Wydaje się Wam, że Facebook tworzy alaternatywną, wirtualną sieć przyjaźni i znajomości, ale to nieprawdwa – te serwisy pozwalają utrzymać znacznie większe grono (ha!) _prawdziwych_ znajomych niż było to możliwe gdy te serwisy jeszcze nie istniały (tak samo jak Wy teraz piszecie, że nie żałujecie na znajomych telefonu tak kiedyś pewnie pisano, że “kiedyś to się z ludźmi spotykało jak się chciało pogadać”). Te serwisy otwierają też możliwości ciekawego spędzania czasu (prawie) zawsze kiedy tego potrzebujesz (jeśli znajomych ma się dość) i są one z reguły bardziej zróżnicowane niż w “tradycyjnym modelu” gdzie ma się niedużą paczkę znajomych na których “nie żałuje się telefonu” i jest się ograniczonym do tego czy Ci ludzie mają czas, czy mają takie zainteresowania jak my chwilowe zachcianki itd. “Wy” chcąc polatać szybowcem, albo zrobić licencję będziecie chodzić po necie i przeczesywać fora dyskusyjne, a “oni” ustawią sobie taki status na Fb i prawdopodobnie okaże się, że ktoś może coś na ten temat powiedzieć, a może nawet okaże się, że jakaś ekipa znajomych już ma coś takiego w planach na wiosnę (albo np. znajomi znajomych). “Wy” chcąc wyskoczyć gdzieś wieczorem obdzwonicie kilku znajomych i okażę się, że wszyscy zmęczeni po pracy, a “oni” raczej takiego problemu mieć nie będą.
I dodam tu jeszcze, że piszę raczej o specyfice Facebooka niż Twittera (bo tego nie znam), a już na pewno nie Naszej-Klasy, która (odnoszę takie wrażenie, bo nie jestem użytkownikiem) zazwyczaj nie zbliża ludzi, a jedynie sprawia, że na pewno ich nie zapomnimy oraz będziemy wiedzieli co u nich.
@Kamil T.:
To ci się tylko tak wydaje, ale dzięki za uświadomienie czym są serwis społecznościowe :)
@Kamil T.:
heh, a mi się wydaje że mamy zupełnie inną definicję prawdziwych znajomych :)
Takie zjawisko jak blip, twitter itp. w swoich zamierzeniach miały być dodatkową formą komunikacji między tymi realnymi znajomościami. Wystarczy subskrybować tych ludzi, których konkretnie znamy i wiemy co słychać u kumpla ze szkolnej ławki, czy przyjaciela, którego widujemy na co dzień. Docelowo miejsce to stało się składowiskiem wszystkich uzależnionych od informacji. Każdy subskrybuje każdego i nie trzeba wcale znać się w realu. To jest chyba problem związane generalnie z uzależnieniami ludzi oraz brakiem umiejętności selekcji informacji w internecie. Problem znany od lat, który jest związane z internetem, Wszelkie uzależnienia należy leczyć, ale w miastach wysoko uprzemysłowionych przyzwyczailiśmy się do neurotyków i wszelkich innych odchyleń. Taki life. Moim zdaniem stukanie nic nie wnoszących do życia kolejnych newsów życia własnego lub cudzego jest kolejnym uzależnieniem.
Gdzieś kiedyś wyczytałem, że przeciętny człowiek jest w stanie utrzymywać tylko 3 prawdziwe znajomości poza rodziną. Także wszelkie wirtualne listy znajomych liczące po kilkaset userów to tylko iluzja, fikcja, która ludziom zastępuję szarą rzeczywistość
Po obejrzeniu tego filmiku mogę stwierdzić że twitter jest sektą psycholi. :D
Filmik genialnie zrobiony ;P
@Grzegorz Marczak:
a moglbys nie zalowac cennego czasu idac do teatru albo na piwo a nie zbywac ich 2minutowa gadka o niczym
No tego się obawiałem, że jednak trafiłem na ludzi którzy mają bardzo wielu znajomych, ze wszystkimi są w bardzo bliskich relacjach (na tyle, że elektroniczne formy komunikacji były by dla nich obrazą) i spędzających z nimi mnóstwo czasu umawiając się z nimi wszystkimi a to poprzez telefon, a to wpadając do nich wracając po pracy… A na dodatek mimo, że wcale nie są aktywnymi użytkownikami Facebooka, czy Twittera, to totalnie rozumieją co kieruje tymi milionami samotnych ludzi z setkami wirtualnych przyjaciół, z którymi zdjęcia z imprez pewnie sobie w Photoshopie montują, bo tak na prawdę nie mają własnego życia. Współczesna młodzierz nie ma pojęcia na czym polegają tradycyjne modele przyjaźni, wartość koleżeństwa, co to znaczy się dobrze bawić i o zgrozo nie wyobrażają sobie, że można by utrzymywać znajomość z osobą bez telefonu komórkowego – myślą, że mają znajomych i się świetnie z nimi bawią, ale to nie prawda – w gruncie rzeczy są samotni, a te serwisy zapewniają im jedynie złudne poczucie przynależności i bliskości z innymi! No właśnie się obawiałem, że do takich ludzi piszę i się skompromituję. Na koniec bałem się, że w dodatku trafię na ludzi, którzy na przyjaciół to nawet “kasy na telefon” nie żałują. To straszne co mi się przytrafiło :)
Ech, zachowałem się nieco głupio tak się “angażując”, co nie zmienia faktu, że moje zdanie na ten temat jest takie, że zwykło się użytkowników Twittera, czy Facebooka określać tymi schematami, a to zwyczajnie nie jest prawda. Nie siedząc w tym tak na prawdę nie można zrozumieć jak to wygląda. Ja tej “potęgi” nie doświadczyłem tak całkiem na własnej skórze, ale mam znajomych którzy są prawdziwymi power-userami, więc korzystam z tego Facebooka pośrednio. W każdym razie całej masy ciekawych spotkań bez Facebooka nie dało by się zorganizować, nie udało by się też poznać wielu bardzo ciekawych ludzi. Jakoś tak “mierzi mnie” i prowokuje do nieprzyjemnej dyskusji jeśli ktoś stwierdza, że to nie są znajomi. No bo niby jaka jest definicja znajomego? Bo to chyba nie to samo co dobry kumpel, albo przyjaciel?
@Kamil T.
Z tego co piszesz wnioskuję, że mógłbym określić Grzegorza swoim prawdziwym znajomym tylko dlatego, że czytuję i komentuję jego bloga, tak samo jak mógłbym określić ciebie moim znajomym choćby dlatego że wymieniam się z tobą teraz komentarzami. To jest dla Ciebie definicja znajomości czy też bycia znajomymi? Dla mnie nie. Nie znamy się nawzajem – ty o mnie nic nie wiesz ani ja o tobie, ponad to co ewentualnie przeczytamy o sobie na własnych blogach, co i tak nie stanowi podstawy do nazwania się nawzajem znajomymi. Przynajmniej nie dla mnie.
Nie twierdzę, że nie da się nic “ukręcić” z takiego Facebooka czy Tweetera, ale jeśli chodzi o mnie to jak na razie nie mam podstaw sądzić, by zdecydowana większość tego typu “znajomości” faktycznie nimi była. Dla mnie znajomość to coś znacznie więcej. Może właśnie jestem dinozaurem, ale nie nazwę swoim znajomym kogoś kogo widziałem jedynie na zdjęciu, z kim nie spotkałem się przynajmniej kilka lub kilkanaście razy osobiście żeby zrobić coś wspólnie i porozmawiać.
SiliconMind, ale powiedz, dlaczego myślisz, że mamy te definicje znajomości inne? Mój świetny znajomy ma w tej chwili ponad 160 znajomych na Facebooku i zapewnić mogę, że z niemal każdym z nich się poznał i te kilka-kilkanaście razy osobiście z nimi rozmawiał, bywał z nimi na imprezach itd. Z tym, że to jest akurat imprezowe zwierze :-) Ale nawet jak się jest pod tym względem bardziej typowym, to jest duże ułatwienie jeśli chodzi o utrzymywanie znajomości których nie mógłbyś pielęgnować inaczej, bo np. mieszkają w innych miastach, albo nawet państwach – broadcastując informację o różnych spotkaniach, tym co robisz itd. sprawiasz, że czasem któryś z nich się tym zainteresuje, zaglądnie, albo zagada na ten temat. Ja _poczułem_ jak to działa dopiero niedawno – nigdy nie byłem użytkownikiem Grona, czy Naszej-Klasy, Twittera nadal nie używam, a Facebook zaczyna mi się po prostu coraz bardziej wydawać _niezbędny_ by żyć bardziej aktywnie – tak jak telefon.
W skrócie: uważam, że stereotyp jakoby na Facebooku wszyscy wszystkich znali wirtualnie i kontaktowali się z nimi wyłącznie za pomocą serwisu jest przestarzały i już nieprawdziwy. Przynajmniej dla bardzo dużej grupy użytkowników.
@SiliconMind:
Ja bym raczej nazwał tę grupę przyjaciółmi. Znam zaledwie 2 osoby spoza rodziny, które nazywam przyjaciółmi, choć wcale nie jestem samotnikiem. Po prostu dla mnie to słowo COŚ znaczy. Znaczy bardzo bliską więź, opartą na szczerości i bezgranicznej ufności. Przyjaciele to osoby, przed którymi nie trzeba się wstydzić, którym można mówić to, co się myśli. Takich ludzi nie można mieć wiele wokół siebie, zwyczajnie nie ma na to miejsca.
A znajomych można mieć dowolnie wiele. :)
Dodając do mojej ostatniej wypowiedzi – angielskie “friend” to bardziej jak polki “znajomy”, niż “przyjaciel”. “Przyjaciel” to raczej “best friend” czy “one of best friends” – tak, bardzo ubolewam nad tym, że angielski jest w tej kwestii taki ubogi. Zapewne dlatego, że jest ona dla mnie tak istotna. :)
Jak ktoś nie wie po co mu mikroblogging lub nie potrafi filtrowac informacyjnego śmiecia, nawet niech nie traci na to czasu.
Albo najlepiej niech odda sprawy w ręce fachowców od wizerunku ;))
http://www.gadzinowski.pl/index.php/2009/03/25/twitter-cywilizacyjnym-smietnikiem
Bedzie zdrowiej.
@m_gol:
Zdecydowanie nie! Opisana przeze mnie “więź” nie jest bynajmniej przyjaźnią :)
A już myślałem że jestem jakiś “inny” bo “wszyscy” używają blipa/twittera ,a ja jakoś nie mam potrzeby informowania ich że np. idę załatwić pewną niecierpiącą zwłoki sprawę w toalecie…
Proszę was, nie bądźcie naiwni – Twitter nie jest do informowania przyjaciół :P Wiem, że tak się reklamuje Blip, i że moc blipów jest o kawie, dobranocce i sraniu, ale może dlatego właśnie nie odniósł sukcesu na miarę Twittera.
Twitter jest do kontaktu z ludźmi, do których w inny sposób byśmy nie mieli szansy dotrzeć. We wczorajszym podcascie ABC News korespondent z Waszyngtonu zachęcał do tweetowania mu propozycji pytań, jakie zada na spotkaniu z Obamą. Wczoraj Guy Kawasaki odpowiedział na mi na tweet. O wielu kryzysowych wydarzeniach dowiedziałem się z Twittera na dziesiątki minut przed tym, gdy wpisy pojawiły się na portalach newsowych. Itp itd.
Twitter to narzędzie komunikacji między osobnikami rasy ludzkiej. I nic więcej. Ze znajomymi wolę gadać na jakimś IM lub messagami GL, FB itp. Albo po prostu zadzwonić. Skypem czy kom, cokolwiek. Co nie przeszkadzać komunikować się z nimi na Twitterze. Co kto lubi.
Moim zdaniem wszyscy maja po części racje, twiter bowiem jest specyficznym portalem. sama mam konto i jestem tweetmaniakiem ale rozumiem tych którzy tego nie rozumieją. Twitter nie jest wyłącznie do informowania znajomych onaktualnych czynnościach. Można tu zamieszczać linki, wyszlifowac język, porozmawiac, znaleźć swoich ukochanych artystów – za “followowac” ich. Nie jest to serwis wylacznnie dla nastolatków jednak głownie dla nich przeznaczony. nikt nikogo nie zmusza do używania twittera wiec nie należy się tak uńosic :p