Wszyscy wiemy, że zarabianie na reklamie jest jak mówi młodzież jest „nie fajne”, generalnie stał się to pogardzany przez specjalistów model biznesowy. Oczywiście negacja ta nie jest pozbawiona racjonalnych przesłanek w czasach optymalizacji i redukcji kosztów również budżety reklamowo marketingowe są minimalizowane i obcinane do niezbędnego minimum.
Zastanawiam się tylko czy nasza wyrozumiałość w stosunku do obecnie głoszonego kryzysu jest tak duża iż bylibyśmy w stanie zaakceptować opłaty za coś co do tej pory było za darmo? Nie każdy serwis internetowy jest w stanie wprowadzić e-commerce czy też inny model biznesowy.

Weźmy na przykład takie serwisy jak Facebook czy Twitter, ich popularność z roku na rok rośnie, za to ich budżety i całe firmy utrzymują się głównie z kolejnych rund finansowania i pozyskanych dzięki temu pieniądzach. Twitter ostatnio pogroził palcem developerom którzy za mocno obciążali serwis poprzez API, wyłączył wcześniej niektóre zbyt drogo go kosztujące usługi itp.

Facebook sprzedaje reklamy, ma też chyba własny system reklamowy – Twitter na razie jeszcze nic nie wymyślił, ale zapewne skończy się też na reklamach i może właśnie płatnym dostępie. Bardzo ciekawy jestem jaka była by reakcja społeczności gdyby te serwisy wprowadziły płatne usługi? Przecież ekonomi nie da się oszukać, i nawet jeśli mamy miliony użytkowników którzy generują nam zero przychodu to jest to nadal zero przychodu przy zwiększających się kosztach.

Wszyscy pamiętamy histerię niektórych użytkowników NK po tym jak serwis ogłosił iż jedna z mniej kluczowych funkcji będzie płatna (co ciekawe cała ta sytuacja i protesty użytkowników zwiększyły jeszcze ruch i oglądalność w serwisie). Co by się więc stało gdyby NK zaproponowało niski roczny abonament? Młodzi pewnie wywiesili by ponownie flagi i ogłosili przeprowadzkę – ale czy na przykład nieco starsze pokolenie nie było by w stanie zapłacić jakichś drobnych opłat wiedząc, że jest to jedyna możliwość korzystania z serwisu?

Jest dla mnie oczywiste, że nie każdy jest w stanie płacić, natomiast każdy chyba zdaje sobie sprawę że same odsłony nie generują pieniędzy. Tak zwana nowa ekonomia została w ostatnich latach brutalnie zweryfikowana i okazało się, że ekonomia jest tylko jedna a jej zasady są dość proste – trzeba zarabiać pieniądze i optymalizować koszty (i najlepiej więcej zarabiać niż się wydaje).

Do tej pory w przeciwieństwie do realnego świata internet kojarzył się z krainą gdzie wszystko jest za darmo (mówię oczywiście o dostępie do informacji i serwisów internetowych a nie o e-commerce), przy czym nawet tak zwany user generated content był krytykowany za to, że ktoś śmie zarabiać na treściach generowanych przez społeczność.

Bardzo ciekawy jestem czy w naszym kraju podejście do płatnych usług w internecie się już trochę zmienia czy nadal jak słyszymy o opłatach to zaczynamy szukać tańszych alternatyw?

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://joilet.blox.pl Marcin Niewęgłowski

    Biorac pod uwage, ze Twitter przegonil Facebook’a pod wzgledem ilosci userow, to wczesniej czy pozniej beda i tworcy tego mikrobloga mysleli o „money making”:
    http://news.cnet.com/8301-1023_3-10146172-93.html

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    @Marcin Niewęgłowski

    tylko Ci się facebook z digg.com pomylił – chociaż i tak wszyscy mówili, że to błąd statystyk. Dla przypomnienia Twitter to około 6 milionów, Facebook jakieś 150 :)

  • max

    Nie spodziewałem się, że kryzys tak szybko mnie dotknie. Pracuję w internecie i w obecnej chwili moje zyski spadły o prawie połowę. Nowy rok zaczął się strasznie i ceny za moje usługi musiałem zmniejszyć o prawie 1/3. Tym razem to ja muszę szukać zleceń, a nie na odwrót.
    Czasy, kiedy brakowało mi czasu niestety już minęły. Może pora na znalezienie czegoś dodatkowego, gdyż jeśli nadal tak będzie, jak teraz to moja sytuacja nie będzie wyglądać dobrze.

    Jeśli natomiast chodzi o płatne usługi w serwisach tego typu to nie mam nic przeciwko. Przykładowo żadna z nowych funkcji portalu nasza klasa nie jest mi potrzebna. Jeśli natomiast ktoś jej bardzo potrzebuje to czemu miałby nie płacić. Wszyscy chcą zarabiać….

  • Sizar

    Użytkownicy są teraz tak rozpuszczeni, że nie dość iż korzystają z serwisów za darmo, to mają zainstalowane adblocki, jednocześnie oczywiście ich wymagania co do serwisów ciągle rosną. Według tych internautów darmowe serwisy na najwyższym poziomie po prostu im się należą jak psu buda.

    Na dobrej pozycji stoją te serwisy, które od początku określały, które usługi będą płatne i które obecnie darmowe usługi są tak udostępniane jedynie na zasadzie czasowej promocji :-) Wtedy mniej osób czuje się „oszukanych”, że coś co do tej pory było za darmo, nagle jest płatne.

  • Przemek

    Bardzo ciekawy jestem czy w naszym kraju podejście do płatnych usług w internecie się już trochę zmienia czy nadal jak słyszymy o opłatach to zaczynamy szukać tańszych alternatyw?


    Obawiam się, że niestety się nie zmienia – sam jestem rozdarty pomiędzy darmochą dla mnie a chęcią zarabiania na innych w tym samym Internecie, takiego konfliktu wewnętrznego nie przeżywali nawet mickiewiczowscy bohaterowie. Internet nas przyzwyczaił do bogactwa darmowych zasobów, do brania z półek zamiast oglądania przez szybkę i kiedy widzimy coś płatnego, oburzamy się, że „na naszym internecie ktoś chce zarobić”.

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    @Przemek:

    sam jestem rozdarty pomiędzy darmochą dla mnie a chęcią zarabiania na innych w tym samym Internecie,

    Czasami jednak to „płatne” lepiej smakuje – płacą możemy pozwolić sobie na mniej za to, to mniej jest starannie wybrane i dające nam czasami dużo więcej satysfakcji.

    Nie mam natomiast na myśli jakiegoś szaleństwa w wprowadzaniu opłat – mogą to zrobić jedynie naprawdę wartościowe serwisy.

  • Przemek

    @Grzegorz Marczak:

    Czasami jednak to “płatne” lepiej smakuje


    Nie mogę się nie zgodzić, ale sam zazwyczaj trzy razy oglądam wirtualną monetę zanim ją wydam. Korzystam czasem z usług płatnych, ale są to zazwyczaj serwisy, które nie pobierają dużych opłat abonamentowych, ale niewielkie kwoty za doraźne usługi.

  • http://lambchop.jogger.pl lambchop

    Chociaż raczej unikam płacenia to przez pewien czas płaciłem w grze internetowej hattrick.org za pewne dodatkowe opcje społecznościowe (ok. 30 zł/3 miesiące), ale tylko dlatego, że przez lata byłem tam graczem, zżyłem się z grą. Na pewno nie płaciłbym za samą możliwość grania tam.

    Myślę, że podstawowym błędem przy próbie wprowadzania opłat jest żądanie opłaty za coś, co było kiedyś za darmo. Ewentualne opłaty powinny być wprowadzane za nowe funkcje(+podkreślanie, że te opłaty są wsparciem dla serwisu). Podstawowa funkcjonalność powinna być za darmo.

  • http://powerblog.pl/ Mimic

    Na przyjęcie się modelu płatnych usług, trzeba będzie moim zdaniem jeszcze poczekać, ale już teraz widać podział na serwisy płatne i darmowe, które mogą oferować prawie takie same możliwości.

    Co do tego czy dana usługa (każdy przypadek rozpatrywałbym indywidualnie) powinna być płatna, to moim zdaniem największe pytanie brzmi, ile kosztuje firmę jej utrzymanie. Jeśli zyski z mniej nachalnych reklam pozwalają na tym zarobić, to wersja płatna nie jest potrzebna (np. fora internetowe itp.) ale w miarę jak do naszych rąk trafiają coraz bardziej zaawansowane usługi, pochłaniające dużo pracy jak i transferu, to opłaty za te usługi stają się dla mnie oczywiste (jest to nic innego jak usługa, a to że przez internet powinno się równać z mniejszymi, ale nie zerowymi opłatami).

    Zgadzam się z lambchop, że podstawowa funkcjonalność powinna być za free. Ale płatne dodatki nie powinny nikogo dziwić, a już na pewno oburzać.

  • http://notatnik.mekk.waw.pl Marcin Kasperski

    W jakiejś mierze płacenie daje trochę większe poczucie bezpieczeństwa – serwisu zarabiającego z dnia na dzień raczej nie wyłączą, różnym darmowcom zdarzało się zniknąć nagle a niespodziewanie. Z drugiej strony, nie zdarza mi się zapłacić za coś, czego w ogóle nie poużywałem.

    Dobry model jest, gdy serwis daje za darmochę dosyć, by być atrakcyjnym, ale płatne funkcje bardzo, bardzo kuszą… To jest trudne. Patrzę sobie np. (lubię szachy) jak różne serwery szachowe próbują tu wycelować. Dasz za dużo za darmo – ludzie nie mają motywacji by zapłacić. Dasz za mało – nawet nie wypróbują.

    No i fakt faktem, że lepiej to wygląda gdy tak było od zawsze, ewentualnie przesunięte zostaną widełki (np. ilość darmowych wiadomości/gier/whatever), niż gdy nagle coś darmowego staje się płatne.

    Aha: jest jeszcze kwestia sympatii. Na Zachodzie częściej, w Polsce dużo rzadziej, zdarza się, że ludzie kupują dostępy by wesprzeć lubiany serwis. A nawet klikają Donate…

  • http://NomadowyBlog.pl Nomad

    A kto będzie określał, co jest podstawową funkcjonalnością a co funkcją premium? Bo czy w n-k, funkcja „kto nas odwiedził” jest podstawowa czy dodatkowa?
    Użytkownicy uważają, że wszystko w internecie powinno być darmowe, bo tego nauczyły nas ostatnie lata a właściciele serwisów niech tam sobie zarabiają na i tak blokowanych reklamach.
    To jest wolny rynek – kto chce stworzyć serwis płatny, niech tworzy, kto chce zarabiać na reklamach, niech daje dostęp a darmo. Tak jak mówił Michał Śliwiński na wczorajszym 3campie – istnieje darmowa aplikacja wykonująca podobne zadania, co jego płatna. Mimo wszystko ma klientów i się rozwija.

    Oczywiście zamiana usług darmowych na płatne jest zawsze bolesna, ale czasem konieczna. To czy przebiegnie w sposób cywilizowany, zależy od właściciela.
    No właśnie. Podobny przypadek (zamiana usługi bezpłatnej na płatną) wystąpił w styczni w „analogowej prenumeracie” jednego z poczytnych dzienników. W trakcie okresu prenumeraty okazało się, że za pewien dodatek, który do tej pory był darmowy i „zżył się z gazetą” trzeba dodatkowo dopłacić (wykupić wersję premium). Wyszło dość brzydko, bo prenumeratorzy nie zostali o tym poinformowani i zostali pozbawieni możliwości ruchu.

  • Lukasz

    Nie ma takiego stwierdzenia: „powinno być za darmo” lub „powinno być płatne” – wszystko zależy od modelu dotarcia do odbiorcy (klienta) oraz modelu zarabiania na danej działalności biznesowej.
    Jak chcesz prowadzić biznes to myśl jak biznesmen,
    a jak masz potrzebę społeczną dzielenia się z innymi to twoja wola i decyzja.
    Poznaj swoich odbiorców i znajdź sposób na dotarcie do ich serc i kieszeni.

  • http://budowa.alius.waw.pl flamenco108

    Myślę, że nie ma nic złego w zarabianiu na reklamach, ani samych reklamach w sieci. A pamiętam jeszcze czasy, kiedy Internet był siecią akademicką o ściśle regulowanym dostępie. Wtedy, jak ktoś ośmielił się mówić o komercyjnym Internecie, krzyżowano go, zanim skończył zdanie. Dziś komercyjne łącza, komercyjne serwery nikogo nie dziwią. Tak samo powinno być z reklamami.
    Jednakowoż byłoby fajnie, gdyby to były reklamy na poziomie kultury – nie opierające się o warstwę zasłaniającą treść, dopasowane do targetu i treści artykułu, przy którym się wyświetlają. Osobiście zdarzyło mi się kilka-kilkanaście razy kliknąć w reklamę google, bo oferowała rozwinięcie materiału wyczytanego w artykule (np. czytałem o stali do wyrobu broni białej i kliknąłem w reklamę sklepu sprzedającego miecze).
    Istotny jest fakt, że Internet wkracza do telefonów komórkowych, a łącza komórkowe płatne są wg ilości przesłanych danych, i/lub są bardzo wolne. Stąd, po agonii WAPa, konieczne jest opracowanie technologii odciążającej serwisy. Tymczasem reklamy, graficzne, niechlujnie wykonane, są chyba najbardziej zasobożernym elementem. A reklamiarze też powinni myśleć, jak zachęcić odbiorcę do odbioru reklamy.

    Płatny dostęp do serwisów jest jeszcze pieśnią przyszłości, muszą się rozwinąć usługi mikropłatności. Zapłata SMSem to dopiero pierwszy krok.

  • skok22

    Widać jak wiele złego Gooooglonomika zrobiła w umysłach młodych adeptów Internetu. Moi drodzy, w Internecie możecie „kasować” użytkowników tylko za takie rzeczy, które w świecie bez Internetu są również płatne.
    Ktoś tu napisał o szachach. Rozumiem że płacisz tylko za możliwość rozegrania partyjki z mistrzem? Bo w innym przypadku to lepiej wybrac się do parku gdzie grywają emeryci – zdrowiej :)

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    @skok22:

    Widać jak wiele złego Gooooglonomika zrobiła w umysłach młodych adeptów Internetu. Moi drodzy, w Internecie możecie “kasować” użytkowników tylko za takie rzeczy, które w świecie bez Internetu są również płatne.

    Powiem to tylko raz – twoje komentarze przeważnie sprowadzają dyskusję na nieco inne i poboczne temat. Pretensjonalne stwierdzenie o „młodych adeptach internetu” z pewnością nie musi być źle odebrane ale może. Tak więc chcesz się odnieść do tematu to rób to w innym stylu.

  • Jubal

    Drama! Taki content produkujemy, że jesteśmy z niego potwornie kontent, a tu dranie nie chcą płacić! Jak oni mogą! Reklam nie oglądać!

    (Podobne płacze słyszałem masowo w okolicach 2000 roku, jakoś potem ucichły. Podobno narzekanie na klienta, który nie chce płacić dużych sum za znakomite produkty można też znaleźć na tabliczkach zapisanych pismem klinowym.)

  • Bartosz Kita

    Hazan, bardo ciekawy temat.
    Właśnie jestem na etapie „rozdarcia” – płatne czy darmowe przy moim nowym projekcie.
    Generalnie doszedłem do wniosku, że trzeba przyzwyczajac ludzi do płatnych opcji, ale nie może to byc jedyne rozwiązanie.
    Myślę, że podstawowa funkcjonalnośc może lub nawet powinna byc za darmo.
    Innym sposobem może byc darmowy okres próbny.
    Wszystko do momentu stwierdzenia czy projekt się przyjmie czy nie.

    Ciekawy jestem dalszej dyskusji.
    Pozdrawiam,
    Bartek.

  • http://joilet.blox.pl Marcin Niewęgłowski

    @Grzegorz Marczak

    damn, czasami za szybko pisze anizeli mysle ;), miales racje – pomylilem Facebook’a z Diggiem. Ale chodzilo mi glownie, ze microblogging w postaci Twittera dosyc solidnie sie przyjal i ma ciagle tendencje wzrostowa :)

  • mantrid

    Super, hazanie, że podjąłeś ten temat! Od dawna mnie to „zamęcza” ;)

    Jak zauważyli przedmówcy, freeconomy tak bardzo przyzwyczaiło użytkowników do darmowych usług, że ciężko jest z tej sytuacji wybrnąć. Problemem jest nie tylko to, że ludzie nie lubią, gdy im się coś (darmowość) odbiera, ale także to, że zaraz pojawi się konkurencja, świadcząca zapewne usługi gorszej jakości (świeże społeczności, w pośpiechu napisane i słabo przetestowane aplikacje) które będą starały się odebrać część userbase. Ale ile czasu mogą pociągnąć takie nowe firmy? Przecież też będa miały koszty, niskie albo zerowe przychody i albo z czasem także przejdą na model płatny, albo padną. Albo utkną w tym stanie a użytkownicy widząc brak rozwoju i prac nad jakością usług, wrócą tam, skąd uciekli. Zdejmą flagi i pokornie wrócą godząc się na niewielkie opłaty za święty spokój i pewność.

    Także myślę, że nie ma co się obawiać przestawienia się z modelu reklamowego na model abonamentowy lub inny płatny.

    Nie zgadzam się, że podstawowa funkcjonalność musi być darmowa. Ona ma spełniać po prostu określoną funkcję. Może to być bezpośrednie zarabianie pieniędzy (gdy podstawowe usługi są płatne) albo przyciąganie i zatrzymanie u siebie użytkowników (lojalność koncumencka, zachęta do wypróbowania usługi). To, czy podstawowa funkcjonalność powinna być darmowa, zależy tylko od tego, który z tych dwóch celów ma ona realizować.

    Zauważmy też, że o ile userzy nie lubią płacić w sieci, ci sami userzy bez problemu płacą za wszystko co jest związane z mobile. Operatorzy telefonii komórkowej przyzwyczaili nas wszystkich, że płaci się za samo spojrzenie na własny aparat. A ludzie „w mobile” płacą bez problemu – kto kupuje te wszystkie dzwonki i tapety, gierki w Javie? Ludzie bardzo młodzi, którzy niby nie mają pieniędzy.

    No i jak wspomniał flamenco108 – mikropłatności to kluczowa sprawa. Poza tym, na zachodzie płaci się łatwo kartą kredytową, a u nas ciągle króluje niewygodny przelew bankowy albo nawet płatność przy odbiorze. Polskie banki niechętnie rozdają karty kredytowe. W czasach kryzysu pewnie się to nie zmieni. A jak tu zachęcić usera żeby zapłacił, skoro przeraża go już sama myśl o przeklikiwaniu tych wszystkich formatek do przelewów?

    Jeśli chodzi o blokowanie reklam, to adblock przecież nie filtruje polskich reklam :)

    Pamiętajmy też, że gdy my tu piszemy za co jesteśmy skłonni płacić, a za co nie, to jednak jesteśmy inni od większości. Przyznajcie się, kto z Was kupił kiedyś dzwonek na telefon?

  • Pingback: Czy w czasach kryzysu jesteśmy w stanie płacić za usługi internetowe?

  • http://www.szuku.pl Merlin

    Jeśli chodzi o Twittera, to ostatnio mówi się o tym, że zacznie liczyć developerów za dostęp do zaawansowanych API. Z jednej strony – sprawi to, że developerzy zaczną optymalizować swoje skrypty, z drugiej strony – z racji rozproszenia, może dać Twitterowi całkiem pokaźne źródło dochodu.

    Podobny model, tylko parę lat starszy, ma chyba PAP. Żyją z dystrybuowania contentu, a nie z reklam, czy czytelników.

    Pytanie więc brzmi, z czego będą żyć deweloperzy wykorzystujący API Twittera :)

  • http://siliconmind.eu SiliconMind

    To jest dość trudny temat – po pierwsze, jak ktoś wcześniej zauważył, ludzie są przyzwyczajeni, że w internecie darmowe usługi należą im się jak psu buda. Drugi problem, to brak świadomości kosztów wytworzenia danej usługi. Nie raz spotykałem się z przekonaniem, że „przecież to nic nie kosztuje”. Ludzie są kompletnie nieświadomi kosztów, które ponosi się przy większych, bardziej złożonych projektach, nie mówiąc już o kosztach związanych z ich utrzymaniem. Nie dość więc, że nie są skłonni płacić za usługi, to jeszcze latają po sieci z włączonym adblockiem. Na dodatek, tych z adblockiem jest coraz więcej w miarę wzrostu popularności przeglądarek takich jak firefox.

    O ile te osoby są w stanie zrozumieć, że „materialna” usługa/produkt ma swoją cenę, bo przecież trzeba to jakoś wytworzyć, zużyć materiały itp. To ni jak nie potrafią przenieść tej myśli na grunt „wirtualny”. Gdy więc nagle okazuje się że mają za coś w sieci zapłacić, to się oburzają i na dodatek na znak protestu gotowi są porzucić usługę w ogóle.

    Myślę, więc że minie jeszcze sporo czasu, zanim ogólna świadomość w tej materii nieco się rozwinie. Na pewno łatwiej mają ci, którzy z góry zakładają i informują co będzie a co nie będzie płatne – choć niestety skazują się tym samym na mniejszą oglądalność. Tylko co w sytuacji serwisów, które tyją ponad miarę i możliwości swoich twórców?

  • skok22

    @Grzegorz Marczak :

    Powiem to tylko raz – twoje komentarze przeważnie sprowadzają dyskusję na nieco inne i poboczne temat. Pretensjonalne stwierdzenie o “młodych adeptach internetu” z pewnością nie musi być źle odebrane ale może. Tak więc chcesz się odnieść do tematu to rób to w innym stylu.


    Drogi Panie Grzegorzu, zanim zaczniesz cenzurować moje niepoprawne posty chciałbym zrozumieć co w wyrażeniu „młodzi adepci internetu” Pana zabolało. Młodzi? Adepci? Czy może połaczneie „młodzi adepci”?
    Natomiast merytorycznie to się wypowiedziałem. Pańskie przemyślenia można sprowadzić do podstawowego pytania: Czy Internet jako całość powinien być płatny czy też bezpłatny? W tej chwili mamy do czynienia z bezpłatną wersją na której każdy kto żyje chce zarabiać. I o tym trzeba dyskutować i się nie obrażać.
    Jeżeli natomiast chodzi o serwisy Twitter czy Facebook to jasnym jest, że mogą na siebie zarabiać. Tylko ich właściciele muszą oddać wiekszość zysków użytkownikom. I to z tym jest problem.
    Na koniec przepraszam jeżeli kogoś uraziłem ponownie tym wpisem. Pozdrawiam serdecznie.

  • http://www.szuku.pl Merlin

    @SilliconMind: co do nieświadomości kosztów – dobre stwierdzenie. Pamiętam, że mówiłem kiedyś laikowi, że kolega zaczął pracować w gadu-gadu. Odpowiedź mnie rozłożyła: „To tam pracują ludzie?” sigh.

    Ludzie przyzwyczajają się do tego, że za dobre usługi trzeba płacić. Apple Store, płatne konta n-k i dzwonki na komórki pomagają.

  • http://inwestorzy.ratlerek.pl Radosław Herka

    Nie rozumiem Pana. Przecież Internauci mają jak najbardziej ekonomiczne podejście – chcą dostać pełnowartościowy produkt jak najtaniej! Taka jest ekonomia – no może, nie tzw. „ekonomia socjalistyczna”:] Niech Pan poczyta JKM’a, to ostatni liberał w Polsce, który na dodatek mówi prostym językiem do prostego luda;) Najważniejsi są konsumenci! – to oni, jako odbiorca końcowy, w swej masie, kreują rynek. To na zapotrzebowanie z ich strony reaguje strona podażowa!;)

    Co Pan proponuje w zamian – że klienci zamiast dostać coś taniej, to wybiorą coś drożej? Z własnej woli? Dlaczego?! Bo reklama tego będzie skuteczna?Jeśli cena odzwierciedli jakość, zapewne tak – ale jeśli Pan pójdzie i przejdzie się po Tesco, Biedronce, Lidlu etc. to odkryje Pan całe rzesze klientów, którzy kupują coś tylko i wyłącznie z dolnej, a nie z górnej półki. Nawet jeśli mają pieniądze! Bo po co przepłacać, jeśli np. w Biedronce czy Lidlu dostanie Pan produkt o zbliżonej jakości 30% taniej jak w innym sklepie? Mój daleki wuj płaci 5000zł miesięcznie podatku a zakupy robi w Lidlu – z zasady! Tak samo jest z internetem.

    Polscy internauci, ale nie tylko polscy – światowi, to tacy, którzy owszem, mogą wydać kasę za coś w internecie – np. usługi b2b, ale indywidualni klienci po co mają przepłacać?;) To samo zawsze mogą mieć za darmo. Nie zmusi Pan ludzi do tego, by kupowali coś, co mogą mieć za free. No chyba, że chce Pan odcinać im dostęp do neta za karę, że nie płacą, jak to Nicolas Sarcozy za korzystanie z p2p wspaniałomyślnie proponował (jako przepis ogólnoeuropejski);))

    Model mieszany, jaki wprowadziła fotka.pl, że część usług jest premium (płatne) a część bezpłatne – jak najbardziej tak. Ale i tak 95% internautów ograniczy się do opcji minimum a ewentualny ubytek funkcjonalności lub treści odbije sobie w innym serwisie.

    Dobrym przykładem w Polsce są internetowe randki. O ile dobrze kojarzę, onet stosował i stosuje opłaty. Pozawala sobie na to tylko dlatego, że całość jest podpięta do ich głównej strony. Klienci, którzy nie myśleli płacić, byli na darmowych portalu o2! Czasami nawet linkowali do profili sympati ze swoich profili na o2;) Ostatecznie o2 pobiło sympatie onetu w ilości userów.

    Ciekawym przypadkiem są przeznaczeni.pl – ci zrzynają dużą kasę na wstępie za obietnicę, że pozna się katolicką bratnią duszę – osobę z wartościami. Z małego sondażu (mój kolega, user portalu) wiem, że jest tam też sporo „przywróconych dziewic” – obietnica co nieco niespełniona. Inny mój kolega na jakimś waszym zjeździe co był ostatnio w siedzibie mercedesa w Wawie, poznał twórcę tego portalu – ocenił go na cwanego i śliskiego wydymacza/biznesmena. Nie wróżę temu portalowi tego, aby się rozwinął, ale co jego twórca zarobił, to jego…

    W ogóle uważam, że powinien Pan zwrócić uwagę na branże porno. To ona była stymulatorem globalnego internetu. Ona pierwsza przynosiła w nim zyski i ona pierwsza wymuszała stosowanie nowych technologi jak videostreaming, pay-per-viev, szybkie łącza etc. Branża porno jest takim barometrem, moim zdaniem oczywiście, dla całego spektrum rozrywkowego internetu.

    Wyłączając usługi b2b jak eletery dla prawników, porady dla księgowych etc. Internet składa się w mniejszym lub większym stopniu z tych samych ludzi o tej samej mentalności, co odbiorcy pornografii. W sieci nadal wiszą płatne domeny, ale gros userów wchodzi na zupełnie darmowe youporn.com, redtube.com, pornhub.com, tube8.com i wiele, wiele innych! To one mają ruch a nie te płatne!;)) I nawet ww. serwisy nie piracą filmów ze stron płatnych – userzy sami zamieszczają własne lub firmy, celem promocji, udostępniają premium ze swoich stron.

    Reasumując, „skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać” – efekt przecież jest ten sam;)

  • mantrid

    @SiliconMind:

    Gdy więc nagle okazuje się że mają za coś w sieci zapłacić, to się oburzają i na dodatek na znak protestu gotowi są porzucić usługę w ogóle.


    ale co to za usługa, którą można porzucić bo nie jest darmowa? to znaczy że nie jest aż tak przydatna, jakby się wydawało, a więc niewiele warta…

    co do nieświadomości kosztów, hehe, co jakiś czas na GL pojawia się PM od kogoś, kto szuka studenta co mu napisze drugą naszą-klasę.. i jeszcze wyestymuje koszty i czas trwania projektu na podstawie opisu w emailu..

  • misiek

    Zgadzam się w zupełności z moimi „przedmówcami”. Sam od wielu lat prowadzę wortal i wiem jak trudno jest zarobić w sieci. Ogólna świadomość społeczeństwa „internetowego” schodzi na grunt „wszystko w sieci jest za free”, do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Laik, który nigdy nie miał styczność z prowadzeniem czegokolwiek w sieci nie zrozumie tego „ile to kosztuje”. Nie chodzi tu bynajmniej o same aplikacje ale również o pracę jaką autorzy strony muszą włożyć aby potencjalnych użytkowników przyciągnąć do siebie. Pasja to jedno a rachunek finansowy to drugie (bardziej bolesne).

    Z doświadczenia wiem że jak coś nagle ma być płatne potencjalni klienci rozpływają się jak poranna mgła:) i podążają do konkurencji u której ta sama usługa jest za darmo. Przykre ale prawdziwe!

    Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem jest wprowadzanie usługi (np. konta) „free” i „premium” ponieważ użytkownik ma wybór, która opcja jest mu potrzebna do korzystania z serwisu. Oczywiście premium daje więcej możliwości i to ma być kluczem do sukcesu. Co o tym sądzicie?

    Pozdrawiam:)

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    @Radosław Herka:

    Niech Pan poczyta JKM’a, to ostatni liberał w Polsce, który na dodatek mówi prostym językiem do prostego luda;)

    Z całym szacunkiem ale pan JKM nie jest dla mnie żadnym autorytetem i nie czytuję ani nie słucham jego wypowiedzi.

    Co do reszty – ja nie chcę (i też nigdzie tego nie powiedziałem) zamienić internetu w płatne usługi i dostępy. Sam płacę tylko wtedy kiedy coś prezentuje wysoką jakość.

    To co natomiast zauważam w Polsce to kategoryczna niechęć do jakichkolwiek opłat niezależnie od jakość usług, a jak pokazał przykład NK nawet w przypadku rzeczy które dla nas kluczowe nie są.

    Nie jest oczywiście aż tak źle jakby mogło być bo jednak serwisy z modelem abonamentowym działają i niektóre pewnie bardzo dobrze sobie radzą (28dni, webankieta itp)

    To co jednak mnie szokuje to, fakt że większość zamiast porównywać usługi płatne z darmowymi od razu decyduje się na te darmowe – natomiast potem dopiero czytam, że tani hosting jest do bani, że darmowy adsense nie jest efektywny, że open source jest dziurawy, że darmowy program nam coś zepsuł, a najtańszy bank jaki znaleźliśmy w połowie roku zmienił regulamin i nie jest już taki tani.

  • http://inwestorzy.ratlerek.pl Radosław Herka

    JKM’a podałem jako przykład, który powinien Pan docenić. W tym roku zapewne ponownie wygra na najpopularniejszy blog polityczny roku;) PR w sieci ma po prostu rewelacyjny – to, że w wyborach jest inaczej, to ina sprawa. Prawdą jednak jest, że UPR jest pierwszą w Polsce partią, która zaczęła wykorzystywać internet masowo. UPR TV było pierwsze i dopiero od nich PiS i PO podwędzili pomysł. JKM jest zaś najlepiej wykorzystującym to narzędzie politykiem (choć poza parlamentarnym).

    Swoją drogą, to co pisze w sieci (nie wszystkim podoba się jak pisze, ale), nie jest wcale takie głupie, jak chcieliby to widzieć jego oponenci. Np. to, co napisał ad rynku – że nie chodzi o ludzi pracy i ich interes, a nas, jako konsumentów i że o nich właśnie powinien dbać regulator (a w ogóle to regulatora powinno nie być – dodałby JKM). Ja poszedłbym dalej ad internetu niźli JKM ad rynku. Internauta, to nie tyle konsument, co homo ludens – vide Wikipedia: http://pl.wikipedia.org/wiki/Homo_ludens – człowiek motywowany nie pracą, nie pieniędzmi, a czystą rozrywką.

    Ponieważ gros portali i rozwiązań internetowych ma przede wszystkim bawić, uczyć i informować, nie sposób pominąć tej analogii. Człowiek łączy się z internetem by uzyskać wzmocnienie pozytywne, bodziec, który zaspokoi jego głód/niepokój poznawczy. Opłata za to, to natychmiastowy kij na drodze do jego marchewki – wzmocnienie negatywne. Wszystko jest więc grą kosztów – trzeba dawać więcej marchewek, niźli razy kijem. Kij dany na początku, nie zmotywuje homo ludensa do dalszej zabawy – trzeba stopniowo go wprowadzać, licząc się z mechanizmem zaangażowania i jego skuteczności. Jeśli to nie zadziała, stracimy usera.

    „Kategoryczna niechęć” za płacenie jest jak najbardziej zasadna – bo i za co niby płacić w wirtualnym świecie? Niech Pan sam powie, za co Pan płaci w sieci? Ja tylko za zakupione w niej książki i ew. naliczone opłaty w portalu aukcyjnym (choć jest darmowy odpowiednik, ze względu na zasięg portalu płacę). Większość ludzi myśli podobnie, tym bardziej, że: a) większość z płatnych opcji dla nich jest zbędna, b) zawsze znajdzie tańszy (darmowy) odpowiednik, c) formy płatności nie są dogodne a i ceny stosunkowo wysokie (vide darmowe zamienniki), no i dodam jeszcze d) – przecież już płaci za internet (który notabene jest najdroższy w świecie, zaraz za tym w Japonii).

    Płatne serwisy w polskim internecie, tak jak pisałem, są dedykowane nie klientowi indywidualnemu, a biznesowemu. Sam zresztą takie sprzedawałem i wiem jak to funkcjonuje (na przykładzie Wydawnictwa Wiedza i Praktyka). Klasyczne b2b. Webankieta to właśnie takie rozwiązanie. Co do 28 dni, to powiem szczerze, nie znałem tego. Pierwsze wrażenie: nie zapłaciłbym za to – mi nie jest potrzebne. Może komuś jest… nie wiem. W każdym razie nie jest to rozrywka a próba zaspokojenia dość „specyficznych” potrzeb klienta a zatem podtrzymuję to, co napisałem.

    W ujęciu powyższego, całkiem słuszne jest założenie, że jeżeli ktoś chce pieniądze za swoje usługi w tej dziedzinie, to chyba nie wie z kim ma do czynienia. Polski internauta, to stary wyjadacz. Może nie każdy zaczynał od ZX Spectrum, ale nawet jeśli to nastoletnia tapirowana blondynka, to pomyśli chwilę nim wyśle smsa zasilającego konto – a i tak najczęściej płacący za usługi w sieci poza klientami b2b, poza odbiorcami porno (i to dość specyficznego – nie mającego darmowego zamiennika), to właśnie dzieci i młodzież szkolna lub poginazjalni studenci, którzy płacą za jakieś premium w fotka.pl, grono.net czy innym badziewiu dla młodej, złotej polskiej…

    Klient dojrzały, po 30, 40stce płacący za internet? Ten po 30 wydaje jeszcze kasę na grę w sieci, ale tak naprawdę, miast angażować się w nową grę sieciową, płatną do tego, woli kupić legalną grę na PC a do serwera loguje się dodatkowo, dla większej przyjemności, a co ma zapewnione w cenie oryginalnej płyty. Klienci po 40 nie zapłacą za serwisy informacyjne – wolą kopic Wprost, Politykę, Rzepę, czy nawet Wybiórczą w formie papierowej, bo do tego przywykli. Płacenie za internet, to dla nich abstrakcja – opłacają tylko rachunki z TP S.A.:] Część z nich płaci jeszcze za porady inwestycyjne WGPW na portalach ekonomicznych, ale to margines.

    A to, że „tani hosting jest do bani, że darmowy adsense nie jest efektywny, że open source jest dziurawy, że darmowy program nam coś zepsuł”, to się ma nijak do przeciętnego internauty, bo hostingu on nie potrzebuje – może założyć sobie za darmo bloga, ale strony stawiać nie będzie, nie wie co to adsense, darmowy program nic mu nie popsuł, poza tym nie wie, czy jego windows jest legalny – kompa kupił w sklepie i kazał sobie wgrać co mu potrzebne (mówiłem już, że pracowałem jako helpdesck na telefon?:)

    A co do tego, że „najtańszy bank jaki znaleźliśmy w połowie roku zmienił regulamin i nie jest już taki tani” – to ja bym w ogóle usług bankowości internetowej do tego nie mieszał. Banku nikt jako start-upu nie otworzy. Trzeba spełnić określone kryteria KNF, mieć odpowiednie rezerwy, zarejestrować spółkę akcyjną i dopiero mając zezwolenie ruszyć. Banki, to instytucje rzeczywiste, które w internecie prowadza działalność jedynie wtórnie.

    Reasumując, Pana uwagi uważam za chybione a argumenty, co wykazałem, jak mi się wydaje, dotyczą nie internautów sui generis, a wąskiej grupy osób, którzy nie tyle są odbiorcami internetu – jego konsumentami, co starają się na nim zarobić. Sam jestem kimś takim – jak większość, jeśli nie wszyscy czytelnicy tego bloga, ale to nie jest norma – to stosunkowo wąska grupa odbiorców, mieszczący się w kategorii b2b.

    Pozdrawiam,
    RMH

  • pankracy

    Tytuł artykułu „Czy w czasach kryzysu jesteśmy w stanie płacić za usługi internetowe?” powinien brzemieć raczej „Czy w czasach kryzysu jesteśmy w stanie dostarczać usługi internetowe za darmo ?”.

    Generalnie internetowy end-user uważa, że wszystko co wyszpera w necie należy mu się za darmo bo :

    1) płaci kilkadzisiąt złoty miesięcznie na dostęp do niego. Fakt, że z tej kwoty nic nie trafia do dostawców kontentu/serwisów jest chore. Nawet najbardziej badziewny kanał TV transmitowany w kablówce ma swoję działkę.

    2) rozpuściło go wszelkiej maści piractwo. Wbrew pozornym akcją pod publikę jest tolerowane a nawet wspierane przez dostawców netu (generuje popyt na przepustowość) i biurokrację (np. wyroki sądowe z komicznymi uzasadnieniami w sprawie piratebay czy rapidsahre)

    Lepiej ma się sprawa na rynku b2b szczególnie tam gdzie net wspiera biznes nieinternetowy dla którego jest oczywiste, że za darmo to dają po mordzie.

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    @Radek – myślenie i twój tok rozumowania jest dla mnie za bardo ograniczony tylko do twojej subiektywnej oceny sytuacji. W takim przypadku dyskusja ma niewielki sens bo widzę już na początku, że wiesz lepiej.

  • http://mitu.pl dave

    @Grzegorz Marczak

    Czasami jednak to “płatne” lepiej smakuje – płacą możemy pozwolić sobie na mniej za to, to mniej jest starannie wybrane i dające nam czasami dużo więcej satysfakcji.Nie mam natomiast na myśli jakiegoś szaleństwa w wprowadzaniu opłat – mogą to zrobić jedynie naprawdę wartościowe serwisy.

    To nie prawda, że do tej pory wszyscy myślą o internecie jako o czymś za darmo. Epuls, SecondLife, liczne gry internetowe pokazałt, że użytkownicy są w stanie zapłacić za wirtualną walutę.
    W typowych serwisach społecznościowych udaje się system abonencki. Pisałeś, że było dużo szumu o n-k. Nie można odbierać czegoś i kazać za to płacić. Grono zrobiło dobrze, sprzedając status Gronowładnego, a wcześniej przyzwyczajając nas do ograniczeń w ilości zdjęć itp. Nie widziałem sprzeciwu, tylko zachwyt i dumę. A co z LastFm? Co raz więcej moich znajomych wykupuje płatne konta, żeby korzystać z nowych możliwości.

    Wszystko zależy od grupy docelowej i od korzyści jakie możemy w jej ramach odnieść (LastFm,Grono). I nie mam na myśli tego, że płacą tylko Ci którzy mają pieniądze, bo płacą również młodzi z własnego kieszonkowego. Jeżeli poprzez wpłatę możemy zyskać wyższy status wśród społeczności, wyróżnić się czymś to użytkownicy będą to robić pod warunkiem, że właśnie tej społeczności chcą zaimponować. 14 Heniek zapłaci za jakiś bzdet na epulsie ale nie zrobi tego samego na n-k, bo przed kim? Przed Ciocią?

    Reklamy i abonament to nie jedyne sposoby zarabiania na serwisach. Jeśli serwis społecznościowy zagospodarowuje dobrze określoną niszę (np. kolekcjonerów) to mowa o metarynku. Jako właściciele serwisu możemy żyć z różnych programów afiliacyjnych, prowizji ze sprzedaży itp. Otwiera nam się również okno na nowe funkcjonalności, które w innych miejscach nie przyjęłyby się, a są łatwe do zmonetyzowania jak sklep, własny system aukcyjny, płatne ogłoszenia (Goldenline).

    Abonament możemy czerpać z określonego rodzaju członków społeczności, czyli tych najbardziej zainteresowanych. Jeśli mamy serwis dla miłośników sportów ekstremalnych, niech abonament za obecność płacą Ci, którzy organizują takie wyjazdy. Przykładów można wymieniać wiele.

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    @dave:

    Epuls, SecondLife, liczne gry internetowe pokazałt, że użytkownicy są w stanie zapłacić za wirtualną walutę.

    Tu masz racje – to są świetne przykład- szczególnie epuls który moim zdaniem wypracował świetny ekosystem w serwisie. Prezentował to też kilka razy na różnego rodzaju spotkaniach.

  • http://mitu.pl dave

    @Grzegorz Marczak:

    Tu masz racje – to są świetne przykład- szczególnie epuls który moim zdaniem wypracował świetny ekosystem w serwisie. Prezentował to też kilka razy na różnego rodzaju spotkaniach.

    Pozostaje tylko czekać, aż ktoś mądry postawi kantor wymiany walut wirtualnych, co zresztą sugeruje David Silver w swojej ostatniej książce „smart start-ups: How Entrepreneurs and Corporations Can Profil by Starting Online Communities”;) Wiemy przecież, że epuls nie pozwala wypłacać jej w sposób inny niż w postaci koszulek z logiem epulsa. Ale może na to za wcześnie.

    Fotka vs Epuls to świetny przykład na to jak można podobną grupę docelową wykorzystać na 2 różne sposoby. Czyli zarabianie na reklamie vs zarabianie na użytkownikach. Wbrew pozorom myślę, że szczęśliwsi są Ci drudzy.

  • Sizar

    Tak a propos usług premium :-)

    http://www.50stron.pl/ – czyli katalog stron składający się z 50 podstron ułożonych jedna po drugiej, czyli najpierw pierwsza potem druga itd… Na każdej podstronie znajdują się linki (+zdjęcia +opisy) do 10 serwisów. Oczywiście znalezienie się tam kosztuje.
    Pierwsza podstrona (10 serwisów) jest już cała zajęta. Druga już nie. Wiecie ile kosztuje zarejestrowanie się na tej drugiej podstronie? 5 sms-ów po 9 zł każdy :-) To się nazywa usługa premium…
    Właściciel serwisu daje gwarancję, że strony będą tam 5 lat :-) Taki onemiliondolarpage tylko w tańszej i uboższej wersji :)

  • Alan

    Dlaczego „zarabianie na reklamie” jest pogardzane? Ja nie rozumiem tego.

    Moim zdaniem, dochody z serwisu nie moga sie ograniczac np. tylko do reklamy, ani tylko do oplat. To powinno sie uzupelniac, jak robi to np. fotka.pl. Wtedy kasy jest najwiecej, nawet gdy ludzie nie chca kupowac abonamentu.

    Na pewno, na poczatku dzialania serwisu nie powinno sie nakladac oplat, bo to scinanie wlasnej galezi. Ja jak widze oplaty, to mowie: „aha, dziekuje”… i wychodze ze strony. Czy nasza-Klasa bylaby tym czym jest dzisiaj, gdyby narzucila oplaty na wstepie ?

    Jesli chodzi o oplaty w Polszy, jakos slabo to widze. Chyba ze serwis ma dobra pozycje i wie, ze alternatywy nikt nie znajdzie, no i nie żąda za byle co np. 10 zł. To zdecydowanie zbyt wiele dla przecietnego czlowieka, ktory po pracy siada sobie przed kompem.

  • Sizar

    @Alan:

    Dlaczego “zarabianie na reklamie” jest pogardzane? Ja nie rozumiem tego.


    Póki serwis nie ma własnego biura reklamy, zdanie się na sieć oznacza groszowe przychody, dlatego opieranie się wyłącznie na bannerach sieciowych jest bardzo, bardzo ryzykowne. W jednym z serwisów, który prowadziłem, sieci płaciły ok. 3-5% tego co widniało w oficjalnym cenniku. Rabaty, rabaty i jeszcze raz rabaty + prowizja dla sieci, co zostaje? – prawie nic.

    Swoją drogą jestem ciekaw, czy gdyby operatorzy komórkowi obniżyli prowizje za smsy premium, to i webowe usługi premium odpowiednio by potaniały.

  • mantrid

    @dave:

    Pozostaje tylko czekać, aż ktoś mądry postawi kantor wymiany walut wirtualnych,


    a była taka sprawa z jakimś wirtualnym pieniądzem w pewnym chińskim serwisie, który wyknął się spod kontroli (tzn pieniądz). waluta stała się tam tak popularna, że ludzie zaczęli płacić nią „w realu” (np za aukcje). rząd sie wystraszył – łatwo w ten sposób zaimportować ogromną inflację do realnej gospodarki. co się stanie jak właściciel serwisu oferującego ten wirtualny pieniądz zacznie go sobie mnożyć w bazie danych? przecież nikt mu nie zabroni.

  • misiek

    Aby wprowadzać płatne usługi trzeba mieć możliwość w postaci sporej oglądalności strony. Tak samo z reklamą. Agencje reklamowe nie chcą współpracować z serwisami, które mają małe statystyki bo co to dla nich za biznes. Dobrym sposobem na zarobienie są reklamy google tylko nie każdy chce w nie klikać. Kontrahenci również sceptycznie podchodzą do stron z małą oglądalnością nawet jeżeli ich rozwiązania będą o niebo lepsze od konkurencji.

  • Sizar

    @Radosław Herka:

    “Kategoryczna niechęć” za płacenie jest jak najbardziej zasadna – bo i za co niby płacić w wirtualnym świecie?


    To może od drugiej strony. Czy wirtualny świat istnieje za darmo? Czy serwisy internetowe mają serwery za darmo? Czy administrator pracuje w nich za darmo? Czy teksty piszą się same? Czy redaktorzy pracują za darmo? Darmowy blog, który można sobie za darmo postawić też trzymany jest na określonym sprzęcie, którego utrzymanie kosztuje. Użytkownik powinien być tego świadomy. I domyślać się, że jeżeli (koszty)-(przychody z reklam)<0 to w takiej a nie innej formie będzie musiał za to zapłacić, albo serwis po prostu padnie. Moim zdaniem dziwne jest już samo podejście, że coś mi się za darmo należy.

  • Alan

    @Sizar

    No tak, masz rację. nie dość, że sieci reklamowe biorą 40% (prowizja), na dodatek i tak zmniejszają ceny.

  • gszczepa

    Do tej pory w przeciwieństwie do realnego świata internet kojarzył się z krainą gdzie wszystko jest za darmo (mówię oczywiście o dostępie do informacji i serwisów internetowych a nie o e-commerce), przy czym nawet tak zwany user generated content był krytykowany za to, że ktoś śmie zarabiać na treściach generowanych przez społeczno

    Mam poczucie że czeka nas za jakiś czas mała rewolucja w UGC. Takie ograniczenie darmowości od drugiej strony:) – do której są przyzwyczajeni usługodawcy bardziej.

    UGC jest fajny i darmowy, ale jak się przyjrzeć to się okazuje że tak naprawdę dobrej jakości content tworzy niezbyt wielu ludzi. Z czasem coraz bardziej coś z tego tworzenia będą chcieli mieć, będą także dostawać. Już to zresztą widać w blogach.

    Tak jak kiedyś WWW w ogóle robili głownie amatorzy, z czasem część amatorów przeszła na zawodowstwo, a część sobie poszukała innego hobby. Niedobitki gdzieś tam oczywiście zawsze pozostaną ale to jest nisza jednak.

  • http://inwestorzy.ratlerek.pl Radosław Herka

    @Grzegorz

    Ja twierdzę tylko, że większość normalnych ludzi cieszy się i czuje się lepiej, kiedy wydaje mniej lub wcale, za coś, co chce mieć. Ty twierdzisz, że czasem czuje się lepiej a przynajmniej powinno, kiedy za to coś daje więcej lub w ogóle płaci.

    Próbuję Ci unaocznić, że to, co dostrzegasz, że miliony ludzi myślą odmiennie jak Ty, to nie jest objaw choroby, a przejaw normalności. Nie masz powodu do narzekań w tej kwestii innego, jak własny interes i interes branży, którą reprezentujesz – zależy Ci, aby ludzie płacili, bo będziesz miał z tego profity. Jeśli mój sposób argumentacji Cie razi i nie chcesz toczyć dalej dyskusji, trudno.

    Również chcę zarabiać w internecie i choć nie mam w tym dużego doświadczenia, brak mi zdolności programowania, a przede wszystkim stosownych funduszy na inwestycję, to wydaje mi się, że mam prawo zabrać w tej dyskusji głos.

    Pierwsze co czynię, to analiza behawioralna klienta. Klient jest w istocie rzeczy zewnątrzsterowalny – działa wedle bodźca S-R. Aby odnieść sukces, trzeba nauczyć się jaki i jak poprawnie nacisnąć guzik – i przede wszystkim, jakiego nie naciskać, aby go nie zrazić. Moja wiedza i wykształcenie jest związane z marketingiem – może nie internetowym, a politycznym, ale to rzetelna wiedza i choć może bardziej teoretyczna, niźli praktyczna, to dość pokaźna. Próba jej prezentacji przeze mnie została odebrana jako „wiem lepiej”. Mylisz się. nie jestem tu po to, aby punktować czyjeś błędy w rozumowaniu, źle mnie odebrałeś.

    Jeśli za bezcelową uznałeś dyskusję ze mną, to w istocie rzeczy uważam za bezprzedmiotowy cały Twój wpis. Problem w tym, że rozumujemy na dwóch różnych płaszczyznach. Ty piszesz o własnych emocjach w stosunku do opisywanego zjawiska i, że tak się wyrażę, utyskujesz na wredną naturę klienta (notabene jak każdy handlowiec po złym dniu pracy), ja zaś odkładam emocje na bok. Piszę o mierzalnych reakcjach ludzi i staram Ci się wytłumaczyć dlaczego bezsensowne jest utyskiwanie na nie – to tak samo jakbyś miał pretensje do żywiołów natury, że są i działają;)

    Cóż, przykro mi, ale pozostaje mi się z Tobą zgodzić – dyskusja w tej sytuacji jest co najmniej stratą energii poznawczej;)

    Pozdrawiam!

    @Dave

    „I nie mam na myśli tego, że płacą tylko Ci którzy mają pieniądze, bo płacą również młodzi z własnego kieszonkowego. Jeżeli poprzez wpłatę możemy zyskać wyższy status wśród społeczności, wyróżnić się czymś to użytkownicy będą to robić pod warunkiem, że właśnie tej społeczności chcą zaimponować.”

    To o czym piszesz odnosi się do walki o „prestiż”. Polecam prace prof. Henryka Domańskiego oraz Marvina Harrisa.

    Uważam, że Twój entuzjazm jest zbyt pochopny, że przeceniasz potencjał „potlaczu” ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Potlacz ) To skutkuje u Azjatów, którzy potrafią „zdechnąć” przed monitorem, grając w swoją ulubiona grę zastępującą im życie, lub wśród nastolatków, doładowujących swoje konta w portalach społecznościowych komórkami, za które abonament płaca właśnie ich rodzice;) Torcik, przynajmniej w Polsce, nie jest tak duży, aby wystawiać budkę z kantorem wymiany walut VRL/RL!;) Nie mówię, że jest już pokrojony i że nie będzie rósł, ale dorośli ludzie za to nie zapłacą – nie w ten sposób…

    Co może zmotywować klienta w wieku 26+ do tego, by wydał kasę na portal społecznościowy, bo o tych piszesz z takim zachwytem? Moim zdaniem nic, poza groźba karalną. Jeśli zaczęli pracować, usamodzielniać się, to z reguły nie postrzegają siebie przez pryzmat internetowego alterego. Swojego prestiżu w VRL nie traktują poważnie – mając całkiem realne problemy w swoim życiu: 40 latek woli wydać kasę na nowe BMW miast kupować sobie jej wirtualny wizerunek, który jako ikonka będzie widniał miast jego wizerunku w jakimś badziewiu, którego nawet nie odwiedza;)

    Że bywa na naszej klasie? Owszem, ale wkleja tam zdjęcia z RL swojego prawdziwego BMW, swojej nowej, 20 letniej „bratanicy”, którą sponsoruje na studiach. Tak, robi to po to, by pokazać swoim szkolnym kolegom i dawnym sympatiom „ptaszka”, jak ładnie mówili nasi dziadkowie na chamskiego wała. Dla tego człowieka liczy się prawdziwe życie, a nie jego namiastka. Liczy się to, by mieć dobre auto, młodą kobietę, ładny garnitur – to jest prestiż, a nie status gonowładny!;)

    Dave, jak Ty chcesz im sprzedać prestiż w sieci?;) Jak chcesz ich w ogóle przyciągnąć do portalu społecznościowego?;) Towary prestiżowe, to markowa galanteria, perfumy, samochody, cygara etc. Nie widziałem jeszcze na liście portali społecznościowych i ich „prestiżowych” funkcji premium. Takie owszem, działają na młodzież gimnazjalną, ale nie dla ludzi z prawdziwa kasą i klasą;)

    Jeśli wpadniesz kiedyś na pomysł, jak tej grupie wiekowej, która ma relatywnie duże pieniądze (26+), coś sprzedać w internecie (mowa o usługach ad portali społecznościowych lub ogólnie rozrywki), zostaniesz miliarderem! Z tego co wiem, nikt jeszcze na to nie wpadł i dlatego te utyskiwania.

    Ja poszedłbym śladem takich usług jak płatna TV przez internet, tematyczne radiowe kanały muzyczne, ale też, nie do końca ad rynku internautów siedzących na PC, w swoich domach (ci i tak raczej nie zapłacą, a przy polskiej mentalności, na pewno nie zapłacą:D), co bardziej np. klientów sieci komórkowych.

    Jeśli wejdzie UMTS na szeroka skalę i cena usług spadnie, to z dużym prawdopodobieństwem upowszechni się słuchanie radia internetowego na komórce. Problem z tym, że sieci GSM wiedząc o tym, że to biznes, zmuszą klientów do korzystania z ich serwisów, jak to już teraz robi orange, plus etc. a przeciętny właściciel drobnego serwisu, nie mający umowy z operatorem GSM, nic nie zyska.

    Rynek klientów PC pozostanie raczej nie zmieniony. Internetowe serwisy jeszcze długo nie będą w stanie (możliwości łączy) zaoferować klientom 26+ rozsądnych rozwiązań w kwestii rozrywki. Wyprzedzają ich w tej materii telewizje cyfrowe czy operatorzy internetu (kablówki, a ostatnio nawet TP S.A.!).

    Suma sumarum, internet, który znamy, pozostanie jeszcze długo takim, jakim jest. Model sprzedaży reklamy, jako narzędzia pozyskiwania środków na bieżącą działalność się nie zmieni. Tak jak pisałem powyżej, barometrem dla całej branży rozrywkowej, jest branża porno. To, co się tam dzieje dziś, w sieci zwykłych usług rozrywkowych (społeczności+rozrywka+informacja) będzi działo się za 2, 3 lata.

    @ Sizar

    Ty mi o jednym, ja Ci o drugim. Zgoda – to wszystko kosztuje i ja to wiem. I teraz pytanie zwykłego człowieka: i co z tego?! To wolna konkurencja – nie Ty stworzysz swój serwis, to ktoś stworzy go za Ciebie pod inna nazwą i może jemu właśnie się uda?;) Wcale nie muszę Cie odwiedzać! No chyba, że muszę, że masz coś, czego inni nie mają… wtedy zapłacę.

    Na co liczysz, chcąc uświadomić klientowi, że to kogoś coś kosztuje? Co to go obchodzi? Liczysz na zarobek, czy na jałmużnę?;) Jeśli na zarobek, to mu coś sprzedaj, za co będzie chciał zapłacić, jeśli na jałmużnę, odeśle Cię do MOPSA, PUP lub pod Kościół;)

    Ty piszesz, że podejście „coś się darmo należy” jest chore, a ja próbuje udowodnić, że każdy zdrowo myślący człowiek chce nabyć coś jak najtaniej, a nie jak najdrożej! A skoro może za darmo… tym lepiej! Czemu nie skorzystać?

    Poza tym, nie sądźmy, że internauci są głupi i nie wiedzą, że serwis zarabia na reklamach. Że fakt ich odwiedzin na nim, jest dla jego wydawcy istotnym elementem w równaniu. Jeśli serwis jest za mały i nie zarabia na tym – trudno… Czego oczekujesz? Państwowego Funduszu Kompensacyjnego, który będzie finansował nierynkowe produkty?;)

    Koszta funkcjonowania i wdrażania projektów nie są mi obce. Wiem ile to kosztuje, aby w ogóle coś zawisło w sieci, ale uświadomię Cię – będzie coraz gorzej. Na rynku nadal będzie miejsce na nowe start-upy, ale tym będzie coraz trudniej się przebić. Sieć jest już względnie nasycona różnymi portalami i usługami i koszt promocji nowych coraz bardziej się zwiększa. Wnioskuje nawet, że bez sporych wydatków na reklamę klasyczną (nie internetową), będzie coraz trudniej przebić się nowym na rynku. Będzie to jednak nadal relatywnie łatwiejsze w internecie, niźli gdzie indziej – najniższe koszta dotarcia do klienta końcowego.

    Wniosek: Dziki Zachód się skończył. Nastał XX wiek. Nie ma już terenów, na których traperzy mogliby wytrzebić Indian, wyrżnąć lasy i zaorać pola. Te czasy dla Internetu minęły. Teraz można jeszcze tylko liczyć, że na tym areale, który się ma, wybije ropa, lub znajdziemy inny minerał. Nadzieje, że wykopiemy go własnymi siłami, bez odpowiedniej maszynerii są płonne – jeśli sami ich nie mamy, będzie potrzebny inwestor, który da pieniądze. Inaczej, żeby wyjąć, trzeba włożyć. Z biegiem czasu coraz więcej – i liczyć, że przyniesie t efekty, że przekroczymy barierę samofinansowania się naszego projektu i w przyszłości na nim zarobimy.

    Pozdrawiam,
    RMH

  • http://notatnik.mekk.waw.pl Marcin Kasperski

    @skok22

    O szachach pisałem ja. Typowy model na większości serwerów
    korespondencyjnych
    to do iluśtam partii za darmo, więcej
    płatnie
    , uzupełniane restrykcjami przy dostępach do turniejów,
    meczów drużynowych itp. I ludzie płacą, nawet Polacy (choć fakt, że
    znacznie rzadziej niż Amerykanie czy Niemcy).

  • http://notatnik.mekk.waw.pl Marcin Kasperski

    @mantrid

    Nie wiem skąd ten mit o niedostępności płatności sieciowych. Ile lat istnieje inteligo? 7? Ich Electron obsługuje bezproblemowo płatności w sieci, od sklepów po paypala… (podobne karty paru innych banków obecnie też). Można to sobie przy okazji dopiąć do wydzielonego subkonta i mieć z głowy obawy o fraud.

    W niemal każdym przypadku któremu przyglądałem się bliżej gadanie o trudnościach z płatnościami było po prostu wykrętem.

  • http://notatnik.mekk.waw.pl Marcin Kasperski

    @Radosław Herka

    Nie chcę mówić za wszystkich +26, mogę za siebie (a i niejednego ze znajomych). Gros książek, prezentów, filmów itp od lat kupuję w sieci, od sieci zaczynam szukanie usługodawców (insza inszość że strasznie nędznie to wygląda). Z prostego powodu. Czas To jest coś, czego masa zarabiających ludzi ma deficyt. Płacę dwie dychy za kuriera bo szkoda mi czasu jechać do sąsiedniej dzielnicy po paczkę, zapłacę bez problemu i za rozmaite usługi w sieci. Jeśli będą mi do czegoś przydatne.

  • http://inwestorzy.ratlerek.pl Radosław Herka

    @Marcin Kasperski

    Istnieje taka ustawa „o podatku VAT od towarów i usług” a co znaczy, że choć w powszechnym mniemaniu towarem może być usługa, to jednak wedle ustawodawcy i podług logiki, usługa jest czymś innym, niźli rzeczą materialną. Odróżniaj proszę zakup towaru, rzeczywistego przedmiotu, który jest Ci dostarczany kurierem, od usługi, która nie ma takiego charakteru.

    W komentarzach toczyła się dyskusja odnośnie opłat za korzystanie z serwisów, nie zaś handlu w internecie – tak przynajmniej odczytałem intencje autora bloga i dlatego podjąłem z nim polemikę. Handel w sieci uważam, za dziedzinę rozwojową i jeżeli pod tym pojęciem kryje się e-commerce o którym mówimy, to tak – to jest rozwiązanie dla niektórych serwisów, ale nie takie łatwe, jak się niektórym może wydawać.

    Czy każdy portal ma stać się sklepem internetowym? Czy taka jest przyszłość? Hmm… nie wydaje mi się. Już teraz jest ich tak duży wybór, że trudno się będzie przebić nowym. Ponadto, „łatka” sklepu, może odstręczyć userów – pierwotna funkcjonalność portalu, jako np. rozrywkowego, informacyjnego etc. może ucierpieć na tym, że stanie się on przede wszystkim sklepem, a dopiero w następnej kolejności czymś, po co mieli wchodzić na niego użytkownicy.

    Po drugie, problemem jest dostosowanie asortymentu sklepu, do tematyki portalu – ma sprzedawać mydło i powidło? Czym się zatem będzie wyróżniał od innych, skoro nie asortymentem? Ceną? – O właśnie, cena. Skąd pewność, że hurtownicy i dystrybutorzy będą zainteresowani tym, aby w ten osobliwy sposób sprzedawać ich produkt – być może to nie będzie licowało ze strategią marketingową ich firmy! A być może sami otworzą swój sklep w sieci?:>

    A właśnie, reklama – sklep na portalu może odstraszyć reklamodawców, przynajmniej niektórych marek, etc. Poza tym, mogę sobie wyobrazić, że na stronie sklepu widnieje reklama adsense linkująca do konkurencji:]

    W szerszej perspektywie, ten model biznesowy dla portali typu fotka.pl, grono.net, n-k.pl mógłby zakończyć się powiedzeniem: „skórka za wyprawkę”. W przypadku portali np. informacyjnych, to w ogóle byłaby porażka! Lepiej już reklamować na tej stronie produkty linkując do swojego sklepu, prowadzonego pod zupełnie innym szyldem.- i tu wracamy do początku.

    Pierwotnym modelem działania masowych portali świadczących niewyspecjalizowane usługi społecznościowe (rozrywka+informacje etc.) będzie reklama + abonament za usługi premium (a i nie wszyscy będą mogli go wprowadzić). Nadzieję na komercjalizację usług, widzę w tym, co już teraz przynosi profity: usługach b2b – dedykowanych przedsiębiorcom, przedstawicielom wolnych zawodów etc.

    Przeciętny kowalski, który szuka w sieci usług, nie będzie chciał za to płacić, natomiast Nowak, który prowadzi zakład, np. kaletniczy, będzie chciał zapłacić za to, by Kowalski go znalazł – i ogłosi się np. w pf.pl

    Piszesz, że szukasz w sieci usług – jako osoba prywatna, czy przedsiębiorca? Zapłaciłeś za wyszukiwanie kiedykolwiek? Za jakie usługi płacisz, jako statystyczny Kowalski – nie jako biznesmen, twórca stron internetowych etc. ale jako KONSUMENT?! Konsumentem, w myśl definicji, nie jest podmiot gospodarczy, a odbiorca końcowy – ten, który nie przetwarza już produktu, nie odsprzedaje go, który z niego korzysta:]

    Czas, to pieniądz powiadasz? Zgoda… Ale pieniądz ma swoja wartość wymienialną – jak dotąd większość internautów nie zdecydowała się uznać wartości usług powszechnie dostępnych, za na tyle cenne, by za nie zapłacić a ci, którzy zaoferowali za nie płatność, stracili dotychczasowych klientów i szybko się wycofali z tego, by nie wzmacniać konkurencji. Nie sądzisz, że coś jest na rzeczy?

    W świetle powyższego, podtrzymuje swoje zdanie.

    Dobranoc.

  • skok22

    @Marcin Kasperski :

    O szachach pisałem ja.


    Zgadza się :) Ale płacisz tylko za te rzeczy za które także w realnym świecie trzeba czasami zapłacić: wpisowe na turniejach, składki na drużynę, gry z mistrzem, itp.

  • http://solith.com.pl Krzysztof

    A ja mam wrażenie, że niechęć do zarabiania na reklamach bierze się ze złego rozumienia tego pojęcia. Większość ludzi słysząc „reklama” ma na myśli losowo wybrane banery, tudzież GoogleAdsy (itp.)

    Wadą tych reklam jest to, że nie są one pokazywane tym, których mogą zainteresować.

    Zauważcie, jak dobrze Amazon radzi sobie za pomocą reklam. Na czym polega różnica?

  • mantrid

    @Marcin Kasperski


    no tak, ale chodzi o to aby każdy bank umożliwiał bezproblemowe płatności bez żadnego kombinowania ze strony klienta. ja czy Ty poradzimy sobie w ten czy inny sposób na własną rękę, ale rozchodzi się o najzwyklejszych klientów, którzy niekoniecznie orientują się w różnicy pomiędzy Visa Electron a Visa Gold. płatność ma być prosta jak cep żeby ludzie z tego korzystali :) to nie może być tak, że użytkownik musi specjalnie znaleźć sobie konkretny produkt w konkretnym banku i wyczytać w regulaminie czy może, czy też nie, używać w sieci swojej karty płatniczej jak karty kredytowej.

    a przekonanie wziąło się stąd, że przez wiele lat banki nie wydawały zbyt chętnie kart kredytowych, paypal w Polsce przez długi czas oferował tylko bardzo ograniczoną funkcjonalność (mieli problem ze spełnieniem wymogów prawa bankowego) a używanie kart płatniczych i debetowych jako kredytowych do niedawna było niemożliwe chyba ze względów technicznych.

  • http://notatnik.mekk.waw.pl Marcin Kasperski

    Przykład zakupów miał pokazać przede wszystkim, że bariera płacenia przez formularz w przeglądarce nie jest wcale jakaś wielka. Płacę za materialne towary, ale płacę też za mniej materialne programy komputerowe, piosenki czy audiobooki, wreszcie – także za konkretne usługi (obecnie np. za jeden z sieciowych dysków, za jedną z sieciowych list zadań, od czasu do czasu za szachy, jeśli osiągnę próg wykorzystania wymagający płacenia bez wahania zapłacę za evernote itd)

    > większość internautów nie zdecydowała się uznać wartości usług
    > powszechnie dostępnych, za na tyle cenne, by za nie zapłacić

    Nie sądzisz, że jakość tych usług też ma tu znaczenie? W polskim internecie ciężko znaleźć coś, co byłoby warte mojego czasu (w sensie regularnego używania) nawet za free. Jebut parę szablonów, możliwość subskrybcji i forum czy coś pokrewnego i niech user-generated-content wypełnia strony nasze. Za to faktycznie nie zapłacę. Sama możliwość dyskusji jest bezpłatna w sieci od zawsze i tu złamanie przyzwyczajeń raczej nie jest możliwe.

    Durny przykład dam: od cholery serwisów kombinuje jak tu zarobić na prowadzeniu tematycznego katalogu czegośtam, sam ten przykład przywołujesz. I każdy z nich ma bardak dający mniejsze szanse sukcesu niż google. A ja w wielu wypadkach zapłaciłbym za dostęp do serwisu pozwalającego „znaleźć firmę/fachowca/wykonawcę” – ale nie kolejnego społecznościowego śmietnika, ale katalogu którego właściciel brałby odpowiedzialność za tych których poleca, gwarantował ich dostępność i autentyczność publikowanych cen itp. Odklikuję że szukam hydraulika na jutro i dostaję propozycję paru osób czy firm wraz z godzinami. Klikam OK i on faktycznie jutro przyjeżdża. I nawet bym wypełnił przysłany post-factum formularz z pytaniem, czy wszystko było halo.

    Rozrywka? Nachodzi mnie od czasu do czasu ochota obejrzeć jak Polacy jakieś gole strzelili czy inny mecz w ręczną wygrali. Obecnie zabawa polega na polowaniu na youtube i dailymotion na odpowiednie wideo zanim je wytną. Spokojnie bym zapłacił jakiś abonament by nie mieć tych problemów.

    Itd itp etc

  • http://inwestorzy.ratlerek.pl Radosław Herka

    @Marcin Kasperski

    Hmm… Powiem szczerze, że we mnie jest bardzo silna bariera płacenia w sieci za coś niematerialnego, co ma swój materialny odpowiednik. Programy w sieci mogę kupić, ale oczekuję dostawy płyty z instalką – taka bariera psychiczna. Wolę kupić Rzepę, jak płacić za dostęp do ich archiwum (tym bardziej, że papierową Rzepę miałem bardzo długo za darmo – najpierw na studiach, potem w pracy). Dostęp do jej archiwum nie był mi nigdy potrzebny. Owszem, trafiałem na art. który mnie interesował i wymagali ode mnie opłaty za niego, ale chwilę później znajdowałem to, co mnie interesuje, bezpłatnie.

    Za pliki audio, w tym audiobooki nie płacę w sieci. Czasem czytam ebooki, ale poluję na te bezpłatne. W Polsce to w ogóle granda. Na świecie jest Projekt Gutenberg, dający każdemu dostęp do dzieł światowej literatury, filozofii etc. a u nas książkę zmarłego kilkaset lat temu filozofa chroni prawo autorskie;/ Uważam, że jest to chore: biblioteka publiczna informuje na swej stronie, że plik jest do przejrzenia tylko w infranecie biblioteki!

    W szachy grywałem kiedyś i czasami nadal grywam na kurnik.pl – za darmo z żywym przeciwnikiem! Virtualny dysk… jeśli chodzi Ci o serwer ftp, to mam, rzeczywiście, płacę, ale hostuję na nim strony, więc nie jest to klasyczne wykorzystanie konsumenckie. Gdyby nie strony, korzystałbym ze 110mb.com – mam tam konto basick (bezpłatne). Jeżeli zaś o dysku sieciowym mówisz, jako o koncie shell, to nie muszę jeszcze tego wykupywać, ale jak wejdzie u nas „zła maniera z zachodu” to rzeczywiście, ludzie będą masowo wykupywać shelle w Rosji, Chinach, Indiach i na Tajwanie;)

    Jakość usług ma znaczenie – zgadzam się. Znaczenie ma też dostęp do bezpłatnego zamiennika. Przykład, który podajesz. Portal lokalny (w dużych aglomeracjach to się może przyjąć), który za drobną opłatą skontaktuje np. z hydraulikiem. Dla zasady, odnotuję kilka przeciwności, choć generalnie pomysł mi się podoba:

    1) „Katalog, którego właściciel brałby odpowiedzialność za tych których poleca” – hmm… Postawię się w roli właściciela hipotetycznego katalogu. Jest możliwe, że wziąłbym odpowiedzialność za pracowników, których zatrudniam, ale nie bardzo wyobrażam sobie sytuację świecenia oczami za ileś podmiotów, z którymi współpracuję (im więcej, tym trudniej ogarnąć).

    Zakładając, że jest to katalog ogólnotematyczny, a w każdej branży jest ileś podmiotów w dodatku po kilka z każdej dzielnicy, jak miałbym zachować kontrolę nad tymi firmami? Poza tym, są to przedsiębiorcy, samodzielni rzemieślnicy! Zgodnie z prawem, to umowa jest zawierana między nimi a zleceniodawcą. Jeśli to ja miałbym być zleceniodawcą/pośrednikiem, to bym raczej temu nie podołał i nie podjął się działalności – vide owa odpowiedzialność oraz koszta. Tym bardziej, że:

    2) Sprytny rzemieślnik, po co ma się dzielić z pośrednikiem, skoro może się nie dzielić z nikim – po to wykonuje wolny zawód, po to prowadzi własną firmę, aby nie mieć nikogo nad sobą! Inaczej by się gdzieś zatrudnił na etacie i pierdział w stołek ze wszystkimi przywilejami Kodeksu Pracy.

    3) Sprytny usługobiorca/konsument, docelowy user portalu, pomyśli – dlaczego mam płocic pośrednikowi, płacić za wyszukanie hydraulika, skoro mogę wejść na bezpłatne pf.pl, lub na gumtree.pl – tam za darmo tych ogłoszeń jest od ch… podzwonić trochę, zgadać się i wybrać tego, który mi odpowiada.

    4) Po co w ogóle szukać w necie – ostatnio Józek wzywał hydraulika i wszystko mu zrobił szybko, tanio i sprawnie, wezmę od niego numer.

    5) W naszym bloku przecież jest konserwator/administrator – on ma nr do hydraulika.

    Reasumując, pomysł dobry, ale a) mentalność ludzka, b) przepisy prawne zniechęcają, mnie przynajmniej, do otwarcia czegoś takiego. Pomyśl, jeśli to byłoby takie dochodowe, to z pewnością ktoś by to już otworzył! Może próbował, ale nie znalazł chętnych do współpracy podmiotów lub klientów nie było, którzy by na wstępie wydali w ciemno kasę za coś, co jest za darmo dostępne w sieci.

    Pomysł przypomina mi trochę opłatę za poszukiwanie mieszkania przez tzw. agencje. Człowiek szuka ogłoszeń, dzwoni, a tam „agencja” – 90% z nich dyma frajera, biorąc 300 zł i odsyła go do ludzi wyszukanych na gumtree, w ofercie czy Nieruchomości Bezpośrednio – słyszałem o przypadkach, że tacy spryciarze odsyłali ludzi do innych „agencji”:D

    Pozostaje nam czekać, może ktoś coś takiego otworzy i zechce zagwarantować swoją marką jakość usług świadczonych przez podmioty trzecie;) W każdym razie z ekonomii na studiach pamiętam, ze jest rozziew między deklaracjami potencjalnych konsumentów, a ludźmi (tymi samymi nawet) postawionymi w obliczu dokonania decyzji.

    Potencjalny konsument, to ktoś, kto deklaruje zakup towaru lub usługi, gdyby się ona pojawiła lub gdyby miał na nią pieniądze np. chłopcy w LO rozmawiając o Lamborghini. Przyszłość, może zweryfikować ich deklaracje zarazem pozytywnie jak negatywnie;) Ciekaw jestem, czy Ty sam serio byłbyś skłonny wydać kasę na portal, który by to zaoferował – czy przypadłby Ci on do gustu, czy jednak coś by Ci w nim nie pasowało;)

    Usługa której teraz szukasz… to pomysł na portal dla kogoś kto ma dużo kasy na prawa do transmisji tych wydarzeń (o ile zezwalają one na retransmisje ich w internecie, bo większość dot. tylko transmisji TV). Podsuń go Polsat Sport i Canal Plus – może uruchomią coś takiego.

    Hmm… a może ich spece od marketingu myśleli już o tym i doszli do wniosku, że im się to nie opłaca? Nie wiem… Jeśli byłaby to kolejna usługa w ramach abonamentu za ich kanały, to pewnie nie czują potrzeby rozszerzania oferty, a jeśli dodatkowa, to pewni tylko Ty i kilku fanatyków chciałoby za to zapłacić.

    Mam przyjaciela, fana piłki nożnej – muszę z nim pogadać, czy zapłaciłby za coś takiego i co o tym myśli. Ja w swoim życiu najwięcej za sport zapłaciłem wykupując bilet na mecz Polska-Niemcy na Mundialu w Dortmundzie. Przeżycie, takie sobie – milej wspominam hotelową saunę;)

    Pozdrawiam!
    Radek

  • http://notatnik.mekk.waw.pl Marcin Kasperski

    > Za pliki audio, w tym audiobooki nie płacę w sieci.

    Ja troszkę próbuję. Katastrofa w ogóle. Albo można kupić jakieś windowsowo-drmowe dziwadła, albo gdy znalazłem jakiś polski sklep sprzedający mp3, to … okazał się MSIE only i nie byłem w stanie nic zamówić (pamiętam jak kiedyś mnie naszło na parę albumów i dobrą godzinę szukałem – chcąc uczciwie kupić MP3; no way, ostatecznie mi przeszło). Z kolei kupiłem niedawno (na nexto) parę audiobooków. #$#$ jasna. Durnych tagów nie chciało im się porządnie wpisać nigdzie, książka w formie 17 MP3 z których 10 w ogóle nieotagowanych, a reszta otagowana jakimiś śmieciami. Albo inna książka, podzielona na kilkanaście MP3-k długości 5-10 minut oraz trzy każdy długości ponad godzinę.

    > W szachy grywałem kiedyś i czasami nadal grywam na kurnik.pl

    Eee, kurnik nędzny jest, zagraj na FICS – też za darmo i na żywo. Ale korespondencyjnie też jest ciekawie. A nawet na żywo, więcej ludzi gra na płatnych ICC i PlayChess niż na wszystkich darmowych razem wziętych.

    > Virtualny dysk… jeśli chodzi Ci o serwer ftp, to mam, rzeczywiście, płacę,

    Backup. A powoli dojrzewam do używania do synchronizacji niektórych danych.

    > Jakość usług ma znaczenie – zgadzam się. Znaczenie ma też dostęp do bezpłatnego zamiennika.

    To też prawda choć czasem trochę inaczej. Można wygrać jakością z bezpłatnym zamiennikiem ale trzeba dać dosyć za darmo, by ludziom chciało się spróbować i mieli szansę odczuć różnicę.

    > Dla zasady, odnotuję kilka przeciwności, choć generalnie pomysł mi się podoba: (…)

    I tu cały problem. Zapłacę za usługę, która rozwiąże za mnie problem, a nie za to, że ktoś dał mi jeszcze jedną metodę do samodzielnego rozwiązywania problemów.

    I tak, to często wymaga głębokiej wiedzy i dużo pracy. A gros usług sieciowych robią informatycy, często bez wiedzy lub z nikłą wiedzą o właściwym temacie i bez chęci włożenia większej pracy nie-programistycznej.

    Z innych pomysłów – spokojnie sobie wyobrażam możliwość zarabiania na pomocy prawnej przez sieć (ale nie na płatnym dostępie do akt, tylko np. na szykowaniu gotowych pism, sugerowaniu co i jak zrobić w jakiejś kłopotliwej sytuacji itd – znowu, clue to „rozwiązanie za mnie problemu”; durny use-case „załatwimy za Ciebie problemy związane z oszustwem na Allegro”). Albo urzędowej (np. załatwienie kompletu pozwoleń i innych formalności przy budowie/remoncie). Albo …

    Że nie są to usługi stricte sieciowe? Oczywiście że nie są. Bo sieć to medium, a nie cel.

    > Pomysł przypomina mi trochę opłatę za poszukiwanie mieszkania przez tzw.
    > agencje. Człowiek szuka ogłoszeń, dzwoni, a tam “agencja” – 90% z nich
    > dyma frajera, biorąc 300 zł i odsyła go do ludzi wyszukanych na gumtree, w
    > ofercie czy Nieruchomości Bezpośrednio – słyszałem o przypadkach, że tacy
    > spryciarze odsyłali ludzi do innych “agencji”:D

    To jest akurat bardzo dobry przykład paralelny do stanu obecnego w sieci. Masa serwisów twierdzi, że mi w tym czy tamtym pomoże, a de facto odsyła mnie do google.

    Aha – i faktycznie, popularność takiego postępowania niszczy rynek. Tak jak wszyscy rozsądni unikają agencji jak diabeł święconej wody – choć usługa znalezienia sensownego mieszkania spełnaijacego zadane kryteria jest fajna i użyteczna – tak też zbudowało się już przekonanie, że wszystkie katalogi i spisy są g*** warte, a większość „społecznościowych” serwisów internetowych to trzy ładne strony z pustką pod spodem.

    > Ciekaw jestem, czy Ty sam serio byłbyś skłonny wydać kasę na portal, który
    > by to zaoferował – czy przypadłby Ci on do gustu, czy jednak coś by Ci w nim
    > nie pasowało;)

    Wypróbowałbym. Jeden raz. I od tego razu wszystko by zależało. Gdybym był zadowolony, używałbym później regularnie.

  • http://inwestorzy.ratlerek.pl Radosław Herka

    > ostatecznie mi przeszło

    Aleluja! Zostałeś uleczony;) Natomiast jeśli nadal chcesz coś kupić, zawsze mogę Ci coś sprzedać – bez gwarancji (jakiejkolwiek poza jakością).

    Oczywiście lekko szydzę sobie z Twojej chęci płacenia za wszystko, ale zgadzam się z Tobą, że Polska nadal jest traktowana jak d… Europy przez wszystkie koncerny. Jest to nawet szersze zjawisko od tego, że Apple w swoich sklepach internetowych różnicuje ceny i zasady dystrybucji plików muzycznych, a w niektórych krajach nawet nie myśli otwierać swoich vrl przedstawicielstw.

    Problem widzę szerzej – powiedziałbym, systemowo i nie ma to związku z internetem, więc nie będę przesadnie się rozwodził tutaj. Przyczyny są te same, co w wypadku tego, że ceny produktów w Polszy są nawet 2, 3 razy wyższe jak w UK, Reichu, czy Beneluxie, że o USA nie wspomnę. Nawet cena mieszkań w Wawie to komedia, przy cenach śródziemnomorskich domów w turystycznej okolicy – zwłaszcza przy polskich zarobkach!

    > Szachy

    Hmm… przyjże się temu i rozważę sprawę.

    > Backup.

    Hmm… nie korzystam z tego. Mam kilka partycji i na nich trzymam pliki. Poza tym mam obawę, czy nawet zaszyfrowane pliki na takim serwerze byłyby bezpieczne. Swoja drogą, chyba są nawet darmowe serwisy oferujące do 2giga na pliki usera, więc nie wiem, czy jest sens płacić?

    > Można wygrać jakością z bezpłatnym zamiennikiem ale trzeba dać dosyć za darmo, by ludziom chciało się spróbować i mieli szansę odczuć różnicę.

    Zgadzam się – to co pisałem o opcji premium, jako uzupełnienie do w pełni funkcjonalnej opcji free.

    > I tu cały problem. Zapłacę za usługę, która rozwiąże za mnie problem, a nie za to, że ktoś dał mi jeszcze jedną metodę do samodzielnego rozwiązywania problemów.

    W obliczu tego, bardziej sensowne wydaje mi się zrobienie w sieci wizytówki przez konkretnych hydraulików, na której to stronie każdy usługobiorca będzie mógł zamieścić komentarz z referencjami dla niego – ot i cały pomysł na start-up.

    Umówmy się, Ty zaprogramujesz, ja zajmę się marketingiem – zaczynamy od Warszawy i ruszamy free z wszystkimi opcjami przez pierwszy rok, później userzy widzą tylko komenty i ilość punktów danego rzemieślnika a jeśli chcą do niego kontakt – bulą za rejestrację;)

    Trzeba tylko rozwiązać problem, by sami rzemieślnicy nie linkowali do portalu np. z gumtree.pl pisząc w ogłoszeniu: „to ja, zobaczcie jak dobrze mnie oceniają”… hmm… Jakiś pomysł? ;)

    > I tak, to często wymaga głębokiej wiedzy i dużo pracy. A gros usług sieciowych robią informatycy, często bez wiedzy lub z nikłą wiedzą o właściwym temacie i bez chęci włożenia większej pracy nie-programistycznej.

    Doszedłem do wniosku, że ta era, tj. tworzenia internetu, różnego rodzaju portali i start-upów przez programistów, odeszła do historii. W ewolucji internetu to był etap dinozaurów, teraz jest etap marketingu – ale i on minie. Projekty tworzyć się będzie w wąskim gronie marketingowców w oparciu o badania rynku, preferencji konsumentów i ich reakcji na okreslone bodźce wizualne, etc. To oni na zlecenie forsiastych typków zatrudnią grafików a dopiero wtedy robotę murzyńska odegrają wynajęci programiści, po których i tak posprząta jakiś tester funkcjonalności za którego ramieniem z gorącym oddechem sterczeć będzie marketingowiec.

    Start-upy nie ruszą, jeśli nie będą miały bazy marketingowej oraz funduszy na pierwszy rok, dwa lata działalności deficytowej (a w stałe koszta trzeba będzie wrzucić reklamę projektu – i to solidną!) i im szybciej rozwiną dział sprzedaży (reklam) lub znajda inny, efektywny sposób na e-commerce, tym szybciej zaczną balansować wydatki wpływami. Minimalny koszt wprowadzenia start-upu (prawdziwego, a nie z d…) szacuje w chwili obecnej na 70 tyś pln.

    > Z innych pomysłów – spokojnie sobie wyobrażam możliwość zarabiania na pomocy prawnej przez sieć (ale nie na płatnym dostępie do akt, tylko np. na szykowaniu gotowych pism, sugerowaniu co i jak zrobić w jakiejś kłopotliwej sytuacji itd – znowu, clue to “rozwiązanie za mnie problemu”; durny use-case “załatwimy za Ciebie problemy związane z oszustwem na Allegro”). Albo urzędowej (np. załatwienie kompletu pozwoleń i innych formalności przy budowie/remoncie). Albo …

    LOL W ciągu ostatnich 6 miesięcy napisałem własnoręcznie 2 zawiadomienia na policję, 1 do CBA, dwa pozwy: do Sądu Pracy i Cywilnego, Akt oskarżenia z oskarżenia prywatnego, Zażalenie na postanowienie prokuratury, oraz Skargę do prokuratora nadrzędnego:]

    Umiem czytać ustawy oraz formułować myśli w języku prawnym jak i prawniczym ale zdaję sobie sprawę, że inni nie. Ja się tego nauczyłem już na pierwszym roku prawa, przede wszystkim na Wstępie do prawoznawstwa oraz Logicznych podstawach prawoznawstwa – pozostałe przedmioty, jak Prawo rzymskie, czy obie historie prawa (polskiego i powszechna) dały mi tylko zrozumienie i wgląd w „ducha prawa”.

    Na szczęście przerwałem dalsze studia i podjąłem pokrewne, na synkretycznym kierunku (prawo jest jedną z gałęzi nauk politycznych, którą również musiałem zgłebiać), bo dzięki temu się nie zdegenerowałem -dalszy, współczesny dorobek iuris prudencji przeczy wszystkim zasadom prawa rzymskiego, które niby jest jego wzorem.

    Powiem Ci tak, wiele wzorów pism, których potrzebujesz, jest dostępne w sieci za darmo. Są np. na stronach sądów lub stowarzyszeń. Znalazłem, owszem, serwisy płatne, ale jest to dla mnie absurdem w świetle powyższego – skoro jest darmowy zamiennik, to „z czym do ludzi”?!

    Natomiast bezpośrednia porada prawna online, jest niemożliwa – jest przede wszystkim nielegalna! Adwokat lub radca prawny nie może w ten sposób prowadzić swej działalności – jest to sprzeczne może nawet nie tyle z Ustawą, co z korporacyjnymi regulacjami. Przykro mi, Twój pomysł jest nie do zrealizowania.

    > Że nie są to usługi stricte sieciowe? Oczywiście że nie są. Bo sieć to medium, a nie cel.

    Zgadzam się;) Wszystko jest dla ludzi i jest tylko nośnikiem mniej lub bardziej wysublimowanych i potrzebnych (wedle piramidy Maslowa) źródeł ujścia frustracji: http://pl.wikipedia.org/wiki/Potrzeba

    > Wypróbowałbym. Jeden raz. I od tego razu wszystko by zależało. Gdybym był zadowolony, używałbym później regularnie.

    Czyli prawo pierwszego wrażenia – nie wiesz, że pierwsze wrażenie bywa błędne?;) Opierasz się wtedy na heurystykach poznawczych ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Heurystyki_wydawania_s%C4%85d%C3%B3w ):] Spok0, na tym właśnie bazuje marketing i stąd już tylko jeden krok, do stwierdzenia, że większość tych specjalistów od sieci ala Kurasiński, czy Kutasiński (niestety, myli mi się to nazwisko) jeden ch… się znaja.

    Dobra, idę spać, bo mnie Pani goni od godziny;)

    Dobranoc!
    Radek

  • http://inwestorzy.ratlerek.pl Radosław Herka

    ps

    http://wieszjak.pl/ – takie coś znalazłem ad tego, co pisałeś o poradach. Nie mam juz dośc siły by się przez to wgryzać,oceń sam;)

    raz jeszcze,
    Dobranoc