189

Czy powinienem się wstydzić ośmioletniego komputera?

Emocje po premierze Apple zdążyły już opaść, pojawiło się sporo tekstów podsumowujących, analiz i prognoz, ale na tym pewnie nie koniec - temat jeszcze trochę będzie eksploatowany. I trudno się temu dziwić: chociaż sam pisałem, że było to raczej dziwne i nudne widowisko, to niektóre fragmenty prowokują do zadawania pytań, udzielania odpowiedzi i snucia wszelkiego typu wywodów. Mnie np. zastawania kwestia starych pecetów, które tak bolą decydentów Apple. Czy ich użytkownikom należy współczuć?

Phil Schiller, jeden z top menedżerów Apple, podczas poniedziałkowej imprezy przywołał ciekawą informację: na świecie używanych jest obecnie ponad 600 milinów pecetów, które mają powyżej 5 lat. Na tym jednak nie poprzestał – stwierdził, że to smutne (This is really sad), a publiczność skwitowała to śmiechem i brawami, pojawiły się fejspalmy. Dotyczy to zarówno gości, jak i wierchuszki amerykańskiej firmy. Tę scenę odtwarzałem wczoraj kilka razy i cały czas zadawałem sobie pytanie, czy to rzeczywiście takie smutne. I co właściwie jest smutne?

Może to, że milionów ludzi nie stać na kupienie nowego komputera, bo funkcjonują w świecie, w którym bogacą się przede wszystkim korporacje pokroju Apple? Tak, to jest smutne. Ale jeszcze gorsze jest to, że ponad miliard ludzi nie ma dostępu do elektryczności i świeżej wody, nie korzysta z dobrodziejstwa kanalizacji. To robi na mnie większe wrażenie niż te 600 milionów starszych komputerów. Może dlatego, że sam jestem użytkownikiem takiej maszyny i jakoś nie cierpię z tego powodu. Nie jest mi smutno.

Mam ośmioletniego Acera. Nie, nie jest to mój jedyny komputer, posiadam też „służbowy” laptop marki Lenovo. Nowszy model, zgrabna i szybka maszyna. Korzystam z nich zamiennie. Ale gdybym miał używać w pracy i codziennym życiu wyłącznie Acera, to i tak dałbym radę. Owszem, to staroć, lecz ciągle działa. Nie zagram na nim w większość gier, nie poszaleję w programach graficznych, ale ja i tak tego nie robię. Do pisania, korzystania z neta i prostej rozrywki nadal świetnie się sprawdza. Posiada napęd DVD, którego w Lenovo nie ma i to czasem robi różnicę.

Nie pozbywam się tego sprzętu, nie zamieniam go na coś nowego z kilku powodów. Jednym z nich jest oczywiście kasa. Wychodzę z założenia, że nie ma sensu wydawać pieniędzy na coś, co nie jest mi bardzo potrzebne. Kupię nową maszynę, by używać jej do pisania i korzystania z Internetu czy pakietu Office? Szkoda mi też środowiska i piszę to całkiem serio. Dopóki komputer nie odmówi posłuszeństwa, dopóty będę go eksploatował. Z telefonami czy innymi gadżetami jest podobnie. Skoro ten sprzęt mi wystarcza, to nie dam sobie wmówić, że jest mi potrzebna nowa maszyna. Możliwe, że do sprawy podobnie podchodzi spora część ludzi korzystających z tych 600 mln komputerów. Po co mają kupować coś nowego, gdy stare działa?

Ten temat był niejednokrotnie podnoszony przy oakzji spadków sprzedaży pecetów – ludzie ich nie wymieniają nie tylko dlatego, że kupują smartfony czy tablety. Dzieje się tak także z powodu wolniejszego starzenia się komputerów. Pięcioletnia maszyna nadal może świetnie służyć niewymagającemu użytkownikowi. I nie uważam, by był to powód do wstydu czy smutku. Wstydzić powinno się raczej Apple. Firma na początku swojej konferencji przez dobrych kilka minut opowiada o tym, jak dba o środowisko, jak leży jej na sercu dobro planety i ile robi w tej materii. Ale teraz proste pytanie: czy pomogę środowisku, jeśli co roku będę kupował nowego iPada i iPhone’a?

Apple chwaliło się tym, jak bardzo zielona jest firma, jak pracuje nad recyklingiem, ale jakoś nie poświęcono zbyt wiele uwagi kwestii produkcji ich sprzętu. A ten powstaje w Chinach. Kraju, który trudno uznać za „eko”. Energia elektryczna wytwarzana jest tam głównie ze spalania węgla, poziom smogu w wielu regionach przeraża. Czy poprawimy tę sytuację, jeśli będziemy częściej wymieniać sprzęt? Czy iPhone albo iPad kupowany co roku czy co dwa lata rzeczywiście wpisuje się w zieloną politykę Apple? Czy ja się w nią wpisze, gdy wyrzucę swój komputer i kupie iPada Pro?

Nie ma zresztą sensu patrzeć na Chiny – można przywołać program recyklingu, o którym była mowa podczas prezentacji. Czy pojawiło się dużo konkretów, danych dotyczących tego, jak wygląda ów recykling? Ile materiałów jest odzyskiwanych, skąd pochodzi energia, której się do tego używa, ile powstaje śmieci, których nie da się przerobić? tego już zabrakło. Był pokazany robot do demontażu, ale efekty jego pracy pozostają słodką tajemnicą korporacji z Cupertino. Naprawdę mamy powiększać te góry elektrośmieci, bo facet z marketingu Apple uważa, ze obecność starych komputerów jest smutna?

Nie dajcie sobie wmówić, że potrzebujecie nowego produktu tylko dlatego, że poprzedni ma już swoje lata. Jeśli nie odczuwacie potrzeby wymiany, oznacza to, że można nadal pracować na tym „rupieciu”. Ja pracuję i jakoś nie narzekam. Nie wierzcie też w to, że peceta można zastąpić iPadem. A jeśli ktoś się na skusi na taki krok i stwierdzi, że jednak można, to… to znak, że nie potrzebował peceta. Możliwe, że takich ludzi jest całkiem sporo i Apple w końcu złowi ich w swoją sieć, lecz pełnego sukcesu firma nie odniesie. Bo zwyczajnie jest to poza jej zasięgiem. Chyba to jest dla Schillera takie smutne…